Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Nadzieja już tylko się tli. Fakty nie pozostawiają złudzeń

Norbert Skorzewski

Autor:Norbert Skorzewski

31 lipca 2018, 12:44 • 5 min czytania 29 komentarzy

Ha! Chcieliśmy poszukać, jakim polskim drużynom udawało się odrabiać straty w europejskich pucharach, ze szczególnym naciskiem na te dwubramkowe. Cóż, powiedzieć że wnioski nie są optymistyczne, to jak nic nie powiedzieć.

Nadzieja już tylko się tli. Fakty nie pozostawiają złudzeń

Pod uwagę braliśmy tylko i wyłącznie okres od 2000 do 2017 roku, nie było sensu zagłębiać się we wcześniejsze lata. Nasze eksportowe zespoły (no, no) dziesięć razy były w stanie odwrócić losy rywalizacji, gdy wynik w pierwszym meczu był dla nich niekorzystny. Niestety – tylko raz udało się odrobić stratę, która była większa niż jednobramkowa. Dokonała tego Wisła Kraków w sezonie 2000/01, która w wielkim stylu wróciła do gry po porażce 1:4 w pierwszym meczu z Realem Saragossa. Zamierzchłe czasy. Co więcej – jedyną drużyną, która odrobiła straty, przegrywając pierwszy meczu u siebie, była Wisła Kraków w sezonie 2006/07 (0:1, 2:0 z Iraklisem Saloniki). Pozostałe ekipy musiały odrobić jedną bramkę, w większości przypadków nie mierzyły się z wielkimi markami, no i przede wszystkim rewanże rozgrywały na własnym obiekcie.

Jakkolwiek spojrzeć, trudno doszukiwać się optymizmu przed dzisiejszym meczem. Pamiętajmy, Legia nie poległa w starciu z Realem Saragossa. Legia nie okazała się gorsza od AC Parmy. Legia skompromitowała się na każdej płaszczyźnie, dostając w dupę od Gergela Grendela, Vlasko i spółki.

Pomimo wszystko, ku pokrzepieniu serc, spójrzmy na kilka wielkich, historycznych powrotów, które na stałe wpisały się do historii naszej piłki.

Lech Poznań w wielkim stylu odrobił straty (a przegrywał już 0:3!), gdy za rywala miał mocarne FK Haugesund. Rywala ze wszech miar rozpoznawalnego, tak silnego, że niedługo później wyciągnął on z Kolejorza na wypożyczenie perełkę – Jakuba Serafina.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Zagłębie Lubin nie dało się Slavii Sofia. Mimo porażki 0:1 w pierwszym meczu, w czasie gdy poważne zespoły – włącznie z reprezentacją Polski – wciąż rywalizowały w mistrzostwach Europy, udało się uniknąć wypadku przy pracy i załadować Bułgarom trzy bramki w rewanżu.

Mamy wymieniać dalej? Lech Poznań najpierw przegrał z Nomme Kalju 0:1, potem wygrał 3:0. Legia pomimo porażki z SV Ried 1:2, odwróciła losy rywalizacji, ledwo wygrywając w rewanżu. Wisła Kraków, poległa 1:2 na zawsze trudnym terenie w Izraelu, ale pojechała rywali piątką w rewanżu.

Nie no, bądźmy poważni. Wstyd byłoby odpaść z takimi rywalami, polskie kluby jakimś cudem się wtedy nie skompromitowały (dokonał tego za to innym razem, przy okazji kolejnych spotkań). Można powiedzieć, że Legia też nie mierzy się dzisiaj z mocarzami, ale po pierwsze gra na wyjeździe, po drugie – jest w takiej formie, że nie postawilibyśmy złamanego grosza na to, że zachowa czyste konto. A strata bramki na obcym terenie może być równoznaczna z zakończeniem marzeń o podboju Europy.

Wymieniliśmy jednak tylko pięć WIELKICH powrotów. Pozostałe miały miejsce dość dawno temu. Wisła Kraków mimo porażki u siebie, odwróciła losy rywalizacji z Iraklisem w Salonikach. Kilka lat wcześniej przegrała na wyjeździe z AC Parmą 1:2, a w rewanżu wygrała 4:1. Straty swego czasu – na początku wieku – odrobił też Ruch Chorzów (1:2 i 6:0 z Żalgirisem Wilno).

Zostały jeszcze dwa naprawdę efektowne – tym razem całkiem serio – powroty, do których Legia na pewno chciałaby dziś nawiązać.

Lech Poznań – Austria Wiedeń. Na wyjeździe 1:2, u siebie – 4:2 po dogrywce i golu w doliczonym czasie gry. Co to był za dreszczowiec!

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Zaczęło się od gola Rengifo, a przecież chwilę później lechici szybko dołożyli dwa kolejne (ale oba nieuznane). Austria? Ukłuła dopiero po godzinie gry i właśnie wtedy zaczęła się nerwówka i dramatyczne gonienie wyniku. Udało się zdobyć bramkę dopiero w 85. minucie, a to i tak nie był przecież koniec meczu, trzeba było pokazać swoją wyższość także w dogrywce. I tam zaczęła się już prawdziwa bonanza. Najpierw z dystansu kapitalną bramkę załadował Lewy. Stadion nie zdążył się dobrze nacieszyć tym golem, a przyszła bramka kontrująca, która oznaczała, że do następnej rundy przechodzi Austria. Ostatnia minuta meczu, Peszko wrzuca, zamieszanie, piłkę trąca Arboleda, Murawski wali po ziemi sprzed pola karnego…

– Przed chwilą dzwonił do mnie sam prezydent kraju i gratulował mi pokazu gry w piłkę! Nie kłamię! Mówię prawdę! Prezydent oglądał mecz i jego zadowalała nasza gra. W tym bałaganie jaki teraz jest w polskiej piłce, to naprawdę coś wielkiego – mówił Smuda po meczu z Austrią. Kto wie, jak było naprawdę, ale za tamten mecz bezsprzecznie należą mu się gratulacje.

No i Wisła Kraków – Real Saragossa. Na wyjeździe 1:4, u siebie 4:1 i zwycięstwo po rzutach karnych.

– Nie wiem co się będzie działo. Po prostu zagrajcie dla kibiców – mówi Lenczyk do piłkarzy w przerwie, wpuszcza trzech rezerwowych, bo już myśli o lidze i… dzieje się cud. Wisła, choć przegrywała do przerwy, po samobóju Baszczyńskiego, dopadła Hiszpanów w drugich 45 minutach, strzelając im cztery gole. Najpierw walnął Iheanacho, potem na 2:1 Frankowski, 3:1 to gol Moskala, 4:1 padło po kompletnym zamieszaniu, ale w takich chwilach najsprytniejszy był właśnie Frankowski, który skompletował dublet.

Trenerowi gości pozostało stwierdzić: – Nie mogę patrzeć na moich piłkarzy.

To był jedyny przypadek w XXI wieku, kiedy polski klub odrobił co najmniej dwubramkową stratę z pierwszego spotkania.


Kurde, chcielibyśmy przeżyć dziś takie emocje, jakie w 2008 roku doznawali kibice Lecha Poznań, a w 2000 fani Wisły Kraków. Szkoda, że tak mało znaków wskazuje na cud. Ale w sumie przed rewanżem w 2000 roku było podobnie, a nawet jeszcze gorzej…

*

Odrabianie strat w XXI wieku przez polskie kluby.

2017/18

Lech Poznań – FK Haugesund

2:3 (w)

2:0 (d)

2016/17

Zagłębie Lubin – Sławia Sofia

0:1 (w)

3:0 (d)

2014/15

Lech Poznań – Nõmme Kalju

0:1 (w)

3:0 (d)

2012/13

Legia Warszawa – SV Ried

1:2 (w)

3:1 (d)

2008/09

Wisła Kraków – Beitar Jerozolima

1:2 (w)

5:0 (d)

Lech Poznań – Austria Wiedeń

1:2 (w)

4:2(d)

2006/07

Wisła Kraków – Iraklis Saloniki

0:1 (d)

2:0 (w)

2002/03

Wisła Kraków – AC Parma

1:2 (w)

4:1 (d)

2000/01

Wisła Kraków – Real Saragossa

1:4 (w)

4:1, k:4:3 (d)

Ruch Chorzów – Żalgiris Wilno

1:2 (w)

6:0 (d)

Najnowsze

Komentarze

29 komentarzy

Loading...