post Avatar

Opublikowane 26.07.2018 11:43 przez

Mariusz Bielski


Co byście odpowiedzieli, gdybyśmy zapytali was „jak właściwie kojarzycie portugalską ekstraklasę?” Większa część osób na pewno określiłaby ją niezbyt interesującą, w której od czasów kolonialnych rządzą te same ekipy. Byłaby to więc liga trzech poważnych drużyn (Benfiki, Porto i Sportingu), jednej aspirującej do tego miana (Bragi) oraz całym tłumie przeciętniaków.

I właśnie w tej szarej masie przez lata istnieje sobie od dawien dawna Rio Ave.

Klubik, który w sumie nie przyciągał nigdy uwagi światowej publiczności, ponieważ ani historycznie nie jest on wielce uznany, ani nie wyrobił sobie dobrej marki na arenie międzynarodowej. Teraz bowiem dopiero trzeci raz bierze udział w europejskich pucharach i jest to praktycznie największe osiągnięcie w jego 79-letniej historii. Ewentualnie możemy pod tę kategorię podciągnąć jeszcze zajęcie drugiego miejsca w Taca de Portugal (w sezonach 1983/84 i 2013/14) oraz Taca de Liga (również 2013/14). Poza tym parę wzlotów, kilka upadków, sporo balansowania gdzieś na pograniczu najwyższej klasy rozgrywkowej i drugiej ligi. Krótko mówiąc, szału nie ma, dupy nic tu nie urywa.

Jeśli już musielibyśmy wskazywać na jakiekolwiek wyjątkowe momenty w życiorysie Rio Ave, raczej skłanialibyśmy się ku historii najnowszej. A w niej zaś do człowieka, który w całym portugalskim futbolu – choć nie tylko, wszak jego macki sięgają znacznie dalej – robi za kogoś o charakterze Ojca Chrzestnego. Człowieka, który niby na pierwszy plan się nie wysuwa, a jednak wszyscy go znają. Część docenia, część deprecjonuje.

Jorge Mendes.

Wystarczy kilka chwil rozmowy z ludźmi pasjonującymi się tamtejszym futbolem, albo nawet z dziennikarzami zajmującymi się Ligą NOS, parę pytań o Rio Ave i zawsze – prędzej czy później – padnie to nazwisko. – To oczywiste! Rio jest jednym z „jego klubów” – mówi chociażby Jan Hagen. Kiedy dopytujemy, co właściwie miał na myśli, ekspert posługuje się metaforą karuzeli, gdzie na końcu każdej z belek zamiast siedzeń moglibyśmy umieścić herby różnych klubów. Gdy dopytujemy o szczegóły, ten po prostu wysyła nam dość wymowny filmik. Szacunek, jeśli nadążycie do samego końca.

I o ile postać rynkowego barona w skali europejskiej wzbudza sporo niechęci, żeby nie powiedzieć obrzydzenia (choćby u fanów Valencii), w Ave jest zupełnie odwrotnie. Tutaj mało kto powie o nim złe słowo. No a już na pewno nie Antonio Silva Campos, piastujący urząd prezesa klubu. – Współpraca z nim po prostu daje dostęp do lepszych zawodników, o których w innym wypadku moglibyśmy tylko pomarzyć. Nie ma w naszym kraju takiego klubu, który nie chciałby zachowywać z nim dobrych relacji, aby współdziałać – otwarcie przyznaje sternik. Pippo Russo, włoski socjolog, który badał fenomen superagenta, prześmiewczo pozwolił sobie nazywać dzisiejszych przeciwników Jagiellonii „Jorge Mendes FC”.

Trzeba jednak oddać mu, że paru ciekawych graczy, którzy potem robili całkiem niezłe, a nawet wielkie kariery, wypromował właśnie w tym zespole. Najdobitniejszy przykład jego pozytywnego wpływu na rozwój zawodnika, to Fabio Coentrao. Jasne, potem zjadły go kontuzje, w Realu Madryt w pewnej chwili stał się przez nie postacią karykaturalną, jednak za czasów występów w Rio Ave trudno było przypuszczać, że w ogóle zajdzie tak wysoko. Kiedy lewy obrońca poznał Mendesa, zespół grał w drugiej lidze, a Fabio i tak czuł się zupełnie obco w świecie profesjonalnej piłki. Ponoć chciał ją nawet porzucić, ale wtedy właśnie do akcji wkroczył Jorge. – Gdyby mnie wówczas nie przekonał, że warto dalej poświęcać się dla Rio Ave, pewnie nie uprawiałbym już sportu, tylko pracował gdzieś na morzu – opowiadał po latach Coentrao.

Podobnie wielkiej inicjatywy nie musiał podejmować w sprawie innego zawodnika, którego wypromował – Edersona. Kojarzycie, prawda? Tak, to właśnie ten sam kozak znany wam dzisiaj z Manchesteru City. Zanim jeszcze trafił do Benfiki, skąd trafił do Premier League pod skrzydła Guardioli, swój warsztat szlifował właśnie w Rio Ave, gdzie umieścił go Mendes. A wyciągnął chłopaka z trzeciej ligi! Oczywiście jednak coś za coś, wszak jak przyznawał sam Campos, agent zachował sobie 20% udziałów z „praw ekonomicznych”.

Kiedy Brazylijczyk w sezonie 2012/13 rozpoczynał swoją przygodę z klubem, wóczas jego konkurentem w walce o bluzę z numerem jeden był wówczas… Jan Oblak! I to właśnie Słoweniec wygrał rywalizację z rówieśnikiem chociaż obaj nie notowali wówczas jakichś wybitnych wyników – 42 stracone bramki uplasowały wówczas ich zespół gdzieś w środku tabeli takowego rankingu. Inna sprawa, że wtedy chyba nikt nawet nie myślał, iż sześć lat później obu będziemy wymieniać w gronie najlepszych golkiperów świata.

Żaden z nich jednak nie zarobił dla klubu jakichś rekordowych pieniędzy. Zrobił to pochodzący z Gwinei-Bissau Judilson Mamadu Tuncará Gomes, defensywny pomocnik znany jako Pele. Cóż za przypadek, że trafił akurat do AS Monaco, jednego z krzesełek w mendesowej karuzeli…

Ciekawe natomiast, czy gdyby działał nie tylko w XXI wieku, ale na przykład w latach osiemdziesiątych, pchnąłby piłkarską karierę Jose Mourinho na inne tory? The Special One próbował swoich sił właśnie w zespole z Vila do Conde w latach 1980-1982, jednak kompletnie nikogo nie przekonywał. Ba, nawet kiedy drużynę prowadził jego własny ojciec, Felix, Jose nie mógł liczyć na specjalne traktowanie. Rywalizował jak równy z równym, lecz nie był w stanie się przebić. Dlatego właśnie postanowił porzucić granie kosztem bycia trenerem. – Zrozumiałem, że nie mam wystarczającego talentu, aby zostać zawodowym piłkarzem. Druga liga to był szczyt moich możliwości. Dlatego zacząłem zajmować się taktyką w piłce nożnej – opowiadał legendarny już szkoleniowiec.

Mou Rio Ave

***

Większość tego typu okoliczności sprawia, że Rio Ave jawi się nieco jako klub kompletnie bez duszy. Z drugiej strony nawet nie jako taśma produkcyjna, lecz raczej przystanek, z którego regularnie korzystają piłkarze ze stajni transferowego barona. Żeby jednak zaprzeczyć tej tezie, należy bliżej poznać Ricardo Monteiro, zwanego przez wszystkich „Tarantini”, 34-latka z dziesięcioletnim stażem w zespole, jego kapitanem, chodzącą legendą. Właśnie jego osoba w dużej mierze nadaje klubowi tożsamość.

Nigdy nawet nie uważano go za wielki talent, a fakt, iż dopiero mając 24 wiosny na karku stał się profesjonalnym piłkarzem, tylko to podkreśla. Nigdy nie zgłosił się po niego żaden wielki klub, więc w ogóle nie czuł potrzeby, żeby ruszać się z Vila do Conde. – Oczywiście, że marzyłem, by występować w wielkich zespołach, ale nigdy się do tego nawet nie zbliżyłem. Natomiast po bardzo udanym dla nas sezonie 2013/14 miałem parę ofert. Z Grecji, z Włoch, nawet z Iranu. Rozmawiałem o nich z żoną. „Czy to rozwiąże cokolwiek w twoim życiu? – zapytała. Proste, że nie. Dlatego zostałem. Zmiany będące celem samym w sobie są bez sensu. Nawet jeśli idą za nimi pieniądze – opowiadał.

Już w tym momencie powinna zapalić wam się lampka. Oho! Chyba mamy do czynienia z gościem nieco oderwanym od futbolowej rzeczywistości. No bo jak to, proponują mu znaczną podwyżkę, a on woli siedzieć w małym miasteczku na w Portugalii? Wariat! Bardzo byście się pomylili, bowiem jego podejście ma drugie dno. Można śmiało przypuszczać, iż zdając sobie sprawę z własnych ograniczeń, pomocnik po prostu nie chciał ryzykować tułaczki po świecie, podczas gdy na miejscu miał zapewniona stabilizację. Zasobność portfela nie zastąpiłaby mu chociażby bliskości rodziny, na co też zwracał uwagę.

Tarantini Minha causa

Co jednak najbardziej wyróżnia go spośród tysięcy portugalskich zawodników, to nie to, że nie biega z wywieszonym językiem za forsą, lecz szansa na zrobienie znacznie większej kariery już poza boiskiem. Tarantini niemal przez całą swoją karierę równolegle dokształcał się, aż w 2014 roku uzyskał tytuł doktora nauk pedagogicznych. Co de facto jest częstym obiektem pozytywnej szyderki podczas meczów. – Czasem zwracają się do mnie per „nauczycielu”, oczywiście dla żartów. Zdarzało się też, by podobnie nazwał mnie jakiś sędzia, na przykład Jorge Sousa. Odbieram to jako oznakę szacunku dla mojej kariery naukowej – mówi nasz bohater, który podkreśla również, że tylko 4% ze wszystkich portugalskich piłkarzy uzyskuje jakiekolwiek tytuły naukowe. – Futbol w ogóle nie przeszkadzał mi w studiowaniu. Często jest on wymówką. Piłkarze mają jednak dużo wolnego czasu. Mi na przykład sport raczej pomógł, ponieważ nauczył mnie dyscypliny – wyjaśniał.

Już samo to podejście sprawia, że o życie po życiu kompletnie nie musi się martwić, wszak od jakiegoś czasu prężenia działa nie tylko na futbolowej murawie. Niedawno całkiem głośno zrobiło się o jego projekcie „Mój przypadek”. Oddajmy głos samemu Ricardo. – Jest to platforma internetowa (www.tarantini.pt), której głównym celem jest uświadamianie, ostrzeganie młodych ludzi przed postawieniem wszystkiego na jedną kartę na karierę piłkarską, której mogą nigdy nie zrobić. Za pomocą portalu promujemy chociażby moją książkę o takim samym tytule. To historia mojego życia. Zrobiłem do niej ogromny research. Zwracam uwagę, że aż 80% zawodników występujących w NFL bankrutuje w trzy lata po zakończeniu kariery. Nie można lekceważyć tego zjawiska. Bo tu nie chodzi wcale o sam fakt pieniędzy, które nagle znikają, lecz podejście danego człowieka, jego sposób funkcjonowania. Jako sportowcy pod tym względem niby mamy przewagę nad rodakami, ale potem dobiegamy do 30-35 roku życia i kariera się kończy, przed sobą zaś mamy wiele kolejnych lat życia. Konieczne jest, aby umieć je zaplanować długoterminowo.

Tarantini minha causa strona

A że nie mamy tu do czynienia z pustosłowiem, projektem-wydmuszką, dowodzi tego osoba Fabio Farii, wychowanka Rio Ave, który musiał zakończyć karierę ze względu na wykrytą wadę serca. Kompletnie nie wiedział jak dalej pokierować swoim życiem zawodowym, pomógł mu dopiero kapitan drużyny. – Dzięki naszej pomocy Fabio ukończył specjalny kurs, który pozwolił mu założyć własny biznes. Dziś prowadzi cukiernię – dowodzi kapitan drużyny z Vila do Conde. On sam jeszcze nie zdecydował co będzie robił po zawieszeniu korków na kołku, jednak zabezpiecza się, inwestując w nieruchomości.

***

Szkoda tylko, że nawet mając w drużynie kogoś takiego jak Tarantini, inni piłkarze Rio Ave mimo wszystko wplątali się w ogromne kłopoty. Pod koniec poprzedniego roku bowiem tamtejsze media obiegła informacja, jakoby czterech zawodników Rio Ave przeznaczyło 500 tys. euro na ustawianie meczu. Przedmiotem śledztwa jest starcie z Feirense z lutego 2017 roku, przegrane 1:2 przez drużynę z przedmieść Porto. Trop pojawił się w chwili, gdy w jednej z firm bukmacherskich krótko przed meczem zaczęto zawierać zakłady na ogromne sumy, przewidujące porażkę tego zespołu. Podejrzanymi w tej sprawie są gracze tacy jak Cassio, Marcelo, Nadjack oraz Roderick Miranda – trzech z nich odgrywało ważne role w ekipie, nie byli to bynajmniej żadni dalecy rezerwowi. Z drugiej strony zaś jeszcze więcej czarnych chmur nad Rio Ave pojawia się w związku z meczem Benficą, który miał zostać kupiony za pomocą pośredników przez samego Luisa Filipe Vieirę, prezydenta Orłów, by uratować jej mistrzostwo w sezonie 2015/16. Co ciekawe, przeglądając internet w tej sprawie, w kilku artykułach pojawiają się te same nazwiska, co w przypadku podejrzanego starcia z Feirense. Sprawa oczywiście do dzisiaj jest w toku.

Gazeta-Rio-Ave-ustawianie

Nie ma co jednak zbytnio skupiać się na tym bałaganie. Lepiej zwrócić uwagę na fortele, które w ostatnim czasie zastosowała ekipa z Vila do Conde, aby utrudnić życie Jagiellonii, o czym mówił w Przeglądzie Sportowym Ireneusz Mamrot. – Liga portugalska jeszcze nie ruszyła, drużyny grały tylko sparingi. Obejrzałem dwa, ale zawodnicy występowali bez numerów. Nieco utrudniło i wydłużyło nam to analizę, ale sobie poradziliśmy. Najpierw uważnie przyjrzeliśmy się twarzom piłkarzy na zdjęciach, a później rozpoznawaliśmy ich na boisku – opowiadał szkoleniowiec białostoczan.

Co jeszcze mogło mu utrudnić rozpracowywanie przeciwnika to fakt, iż tego lata Rio Ave zmieniło się bardzo pod względem personalnym, nie wiadomo więc czego tak naprawdę można od niego oczekiwać. Zespół opuścili:
– wcześniej wspominany Pele,
– Joao Novais (8 goli i 3 asysty w sezonie 17/18),
– Helder Guedes, najlepszy strzelec z 12 bramkami na koncie,
– Chico Geraldes, najlepszy asystent (11 dograń)
– podstawowy bramkarz Cassio
– Marcelo, Yuri Ribeirio oraz Lionn, trzej podstawowi defensorzy

Z podstawowego składu, który wyszedł na ostatni mecz Rio Ave w poprzednim sezonie, nie ma w drużynie już 7 graczy! Klub opuścił też nawet jego trener, Miguel Cardoso, który wyrobił sobie opinię cudotwórcy, doprowadzając drużynę do piątego miejsca w lidze w rozgrywkach 2017/18.

Kiedy zatem, jak nie teraz, nadarzyłaby się lepsza okazja, aby stłuc zespół z przedmieść Porto na kwaśne jabłko? Cały się posypał, nie zdążył jeszcze dobrze wejść w sezon, trudno sobie wyobrazić, aby nowi zawodnicy byli już ze sobą wyjątkowo zgrani. Liczymy zatem, że dziś wieczorem Jagiellonia da nam powody do uśmiechu. Ale takiego życzliwego. Nie tego szyderczego.

Mariusz Bielski

Fot. NewsPix.pl

Opublikowane 26.07.2018 11:43 przez

Mariusz Bielski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 10
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
baran
baran

Zarówno w trakcie meczu, jak i po jego zakończeniu zapewniam że piłkarze Jagiellonii dadzą nam bardzo wiele powodów do szczerej radości i uśmiechów.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Urkides
Urkides

Ale to wszystko nie przeszkodzi kontynuować Bońkowi i jego przydupasom opowieści o tym jak wielu mamy zdolnych młodych zawodników, system szkolenia, trenerów itd, itp.
Będziemy organizować młodzieżowe MŚ i ME, wydawać na to kasę, budować stadiony, zamiast szkolić trenerów młodzieżowych i budować infrastrukturę treningową.
A wszystko po to żeby w tych „przepięknych okolicznościach przyrody” zbierać wpierdole od co raz bardziej egzotycznych piłkarsko zespołów.

Zawisza Czarnecki
Zawisza Czarnecki

Wprowadźmy przymus wstawiania 5 juniorów do składu – to na stówę zadziała i poprawi poziom.

Pandar3k
Pandar3k

Obie drużyny na podobnym poziomie piłkarskim, do tego próbujące grać w piłkę. Autor próbuje dyskredytować Rio Ave, a prawda jest taka, że szanse są 50 / 50 może z lekkim wskazaniem na Jagę. Myślę, że Jaga dzisiaj wygra wykorzystując atut własnego boiska, ale awans będzie sprawą otwartą.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Frodo Vagins
Frodo Vagins

Przypominam, iż w meczu Legia vs odrzuty z polskiej Premier Ligi to Legia była faworytem.

Zawisza Czarnecki
Zawisza Czarnecki

Ja przypominam, że faworytem meczu Niemcy Korea byli Niemcy.

nieobiektywny
nieobiektywny

Obojętnie z kim by nie grali, już nie można żadnego polskiego zespołu nazwać faworytem.

Zawisza Czarnecki
Zawisza Czarnecki

Ogólnie żadnego światowego nie można nazwać faworytem. Nie ma juz słabych drużyn, nie ma też faworytów. 😀

Blogi i felietony
09.07.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

„W Legii nigdy nie jest ani tak dobrze, ani tak źle, jak mówią” – te słowa Aleksandara Vukovicia, rzucone już jakiś czas temu, utwierdziły mnie w przekonaniu, że owszem, można zarzucić „Vuko” to czy owo, ale na pewno nie to, że nie zna DNA prowadzonego przez siebie klubu. Legia w ostatnich czterech meczach zagrała taki […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lech Poznań i Puchar Polski – od pewnego czasu niedobrana para

19 maja 2009 roku Lech Poznań po zwycięskim golu Sławomira Peszki pokonał Ruch Chorzów na Stadionie Śląskim i po raz piąty w swojej historii zatriumfował w Pucharze Polski. Rok później „Kolejorz” – już pod wodzą Jacka Zielińskiego, a nie Franciszka Smudy – dorzucił także do kolekcji tytuł mistrzowski. Mogło się wówczas wydawać, że dokładanie kolejnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lechia nie ma kasy, ładnego stylu, ale ma charakter

Lechia Gdańsk z pewnością nie jest drużyną pozbawioną wad, ba, pewnie przy mniejszej dawce życzliwości tych wad można by znaleźć więcej niż plusów, bo jak wczoraj dowodziliśmy, drużyna Stokowca na przykład gorzej broni i gorzej atakuje niż jeszcze w zeszłym sezonie. W starciu z Lechem też nie porwał nas futbol, jaki prezentowali gdańszczanie, w pewnych […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Nikt nie ma takiego komfortu w bramce jak Lechia Gdańsk

Masz najlepszego bramkarza w lidze. Bramkarza, który wybronił ci wiosną niejeden mecz. A jednak na półfinał Pucharu Polski – Pucharu Polski, którym możesz uratować sezon – w bramce staje drugi golkiper. I ten drugi zostaje bohaterem meczu dzięki paradom w rzutach karnych. Nikt w Ekstraklasie nie ma takiego komfortu w bramce co Lechia Gdańsk. Z […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

AleNumer – konkurs z nagrodami – ile goli strzelą obcokrajowcy?

Zerkamy na klasyfikację najlepszych strzelców w Ekstraklasie, a tam najwyżej sklasyfikowanym Polakiem wciąż jest Jarosław Niezgoda. Ten sam, który zimą wyfrunął do Stanów Zjedoczonych i od pół roku nie biega po boiskach Ekstraklasy. Obcokrajowcy dźwigają na barkach ciężar odpowiedzialności za strzelanie goli. Zatem w najnowszym #AleNumer pytamy was o to – ile goli strzelą w […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Lechia, Lech, a może Raków? Kto został królem zimowego polowania

Jak już kilka razy w ostatnich tygodniach wspominaliśmy, całkiem nieźle wyszło ekstraklasowym klubom zimowe okienko transferowe. Oczywiście nie zabrakło zwożenia szrotu (zakaz wjazdu do Hiszpanii dla Krzysztofa Przytuły, natychmiast!), oczywiście to nie tak, że nagle nasze zespoły zbudowały prawdziwe działy skautingu i teraz nadepniemy pedał gazu w pościgu za Europą. Nic z tych rzeczy. Ale […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

PRASA. Kowalczyk: Nie ufam politykom, to oni podzielili Polskę

– Nie idę na drugą turę, bo nie ma mojego kandydata. W takiej sytuacji mogę zacytować powiedzenie, że to jak wybór między dżumą a cholerą. A ja nie chcę chorować, chcę być zdrowy. A nawet gdybym się wybrał, bo tak wypada, bo frekwencja i tak dalej, to przekreślę obu kandydatów – mówi Wojciech Kowalczyk w […]
09.07.2020
Weszło
09.07.2020

Solidni Linetty i Walukiewicz, bohater Drągowski, czyli polska środa w Serie A

Polska środa w Serie A za nami. Dziś we Włoszech mieliśmy swoje małe święto, bo w sześciu spotkaniach zobaczyliśmy aż siedmiu Polaków (do tego ósmy na ławce). Tyle że nie każdy z nich miał powody do optymizmu. Najlepiej wypadł na pewno Bartłomiej Drągowski, którego włoskie media już zdążyły okrzyknąć bohaterem Fiorentiny. Nieźle w starciu z […]
09.07.2020
Hiszpania
09.07.2020

Barca wciąż ściga Real, a przy okazji spuszcza Espanyol z ligi

Wysokie zwycięstwo w starciu z Villarrealem wlało w serca kibiców Barcelony trochę optymizmu. Gra katalońskiej ekipy wreszcie wyglądała tak, jak by sobie tego życzyli fani. Barca grała dynamicznie, finezyjnie, z rozmachem. Świetnie funkcjonowała współpraca między Leo Messim i Antoinem Griezmannem. Ale dzisiejsze starcie derbowe z Espanyolem to był już powrót tej Barcelony, do której się […]
09.07.2020
Weszło
08.07.2020

Dariusz Żuraw dzisiaj nie pomógł

Tak, Lech był lepszy od Lechii (co przyznał nawet Piotr Stokowiec), tak, może mówić o pechu, bo jednak czasami piłka była jak zaczarowana, a zmarnowanie trzech karnych z rzędu można w pewien sposób podciągnąć pod złą fortunę. Ale czy możemy powiedzieć, że tak, Dariusz Żuraw zrobił dziś wszystko, by pomóc swojej drużynie postawić ostatni krok? […]
08.07.2020
Weszło
08.07.2020

Lech Poznań – jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie źle

Lechowi Poznań zalałoby piwnicę, gdyby mieszkał na Saharze. Lech Poznań doznałby udaru z przegrzania na środku Antarktydy. Lech Poznań złamałby sobie ząb jedząc watę cukrową. Lech Poznań nadepnąłby na klocek Lego pośrodku Pacyfiku. Lech Poznań jest klubem przeklętym i na miejscu władz Kolejorza sprawdzilibyśmy, czy gdzieś pod murawą przy Bułgarskiej nie ma zakopanej żaby. Dzisiejszy […]
08.07.2020
Weszło
08.07.2020

Lech Poznań jest klubem przeklętym

Grali u siebie półfinał Pucharu Polski. Mieli przewagę przez cały mecz. Posyłali strzał za strzałem na bramkę Lechii. A jednak doszło do rzutów karnych. Prowadzili w nich 3:2. W czwartej serii Van der Hart obronił drugą jedenastkę i to mimo kontuzji. W tamtym momencie wystarczyła Lechowi jedna udana jedenastka w dwóch ostatnich seriach. A jednak […]
08.07.2020
Anglia
08.07.2020

City – Newcastle. Mecz, na który „Sroki” nie doleciały

Tylko jeden celny strzał. Posiadanie piłki na poziomie 26%. Problemy z wyjściem z własnej połowy. Jeden rzut rożny. Mecz Manchesteru City z Newcastle nie miał większego sensu. A statystyki drużyny „Srok” dobitnie do pokazują. Maszynka Pepa Guardioli kompletnie zdemolowała drużynę Newcastle. Kompletnie. Wyglądało to tak, jakby do Manchesteru przyjechała drużyna ze środka tabeli League One, […]
08.07.2020
Blogi i felietony
08.07.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Istnieje grupa ludzi, która wierzy, że Janusz Korwin-Mikke jest podstawionym agentem mrocznych sił, który ma za zadanie kompromitować słuszne idee środowiska polskiego konserwatywnego liberalizmu. Trudno nie zauważyć, że podobnych „agentów” moglibyśmy znaleźć więcej przy innych nurtach – na przykład istnieją trenerzy „cruyffiści”, których drużyny w istocie prezentują wypaczenie futbolu wyznawanego przez Johana Cruyffa. Być może […]
08.07.2020
Weszło
08.07.2020

Lech włoży wielkie pieniądze w akademię. Zaczyna się wyścig zbrojeń

Wciąż możemy wrzucać tony kamyczków do ogródków prezesów polskich klubów. Że transfery słabe, że dyrektorzy sportowi z łapanki, że zarządzanie do kitu. Ale cieszy nas pewien powolny, aczkolwiek sukcesywny zwrot ku szkoleniu. Kolejne kluby stawiają na budowę baz i na mądre zarządzanie swoimi akademiami. Jednym z pierwszych klubów w Polsce, który odkrył potencjał drzemiący w […]
08.07.2020
Weszło
08.07.2020

Na ten triumf czeka niejedna zakurzona gablota

Gdyby zebrać wszystkie tytuły i trofea Michała Probierza, Janusza Filipiaka i samej Cracovii w ostatnich dziesięciu latach, zmieściłyby się w szklance, mogłaby nawet być już zapełniona whisky. Choć trudno w to uwierzyć, finał Pucharu Polski to okazja, by przerwać aż trzy kiepskie serie – samego klubu, dość zachowawczo uzupełniającego swoją gablotę, jego trenera, który rzadko […]
08.07.2020
Weszło
08.07.2020

Lechii nie stać już nawet na obóz

Na początku czerwca Lechia zamieniła 39 milionów długów na akcje dla większościowego właściciela, o co przez wiele lat zabiegał między innymi Adam Mandziara, tłumacząc, że bez tego klub wygląda jak Ferrari z silnikiem Golfa. Można było się więc zastanawiać, czy teraz będzie już pięknie i przyjemnie, jeśli chodzi o finanse. Cóż, nie mamy w tej […]
08.07.2020
Weszło
08.07.2020

Prezes podkarpackiego klubu aresztowany za treści pedofilskie

Bardzo, ale to bardzo przykra, niezmiernie bulwersująca informacja z Podkarpacia. Jak poinformował serwis TVN24.pl, jeden z prezesów klubów piłkarskich został zatrzymany w związku z posiadaniem materiałów pedofilskich. WIĘKSZA SPRAWA Cała sprawa jest znacznie szerzej zakrojona, bo to tylko jeden z elementów śledztwa rozpoczętego w 2017 roku, a w którą zaangażowała się policja z kilku krajów. […]
08.07.2020