Miał być za wolny i za słaby, bo z Ekstraklasy. A Kurzawa dał dziś radę

Dominik Klekowski

28 czerwca 2018, 19:43 • 3 min czytania

Reklama
Miał być za wolny i za słaby, bo z Ekstraklasy. A Kurzawa dał dziś radę

Dwa lata temu o tej porze mogliśmy być zadowoleni. Nasza reprezentacja, po wielu kompromitacjach, w końcu zagrała na miarę oczekiwań na dużym turnieju. Co więcej – lekko wyszła nad kreskę. Grupę opuściliśmy z siedmioma punktami na koncie i Niemcy zawdzięczali Arkowi Milikowi fakt, że z nami zremisowali. Górnik Zabrze wówczas opłakiwał spadek z Ekstraklasy. W jego barwach grał łysawy gagatek, którego jedynym atutem było to, że przypominał Michała Pazdana. 

Reklama

***

Mamy rok 2018. Ten sam łysawy gagatek w mundialowym „meczu o honor” był najlepszy spośród reprezentantów Polski. To Rafał Kurzawa. 

Gdy zobaczyliśmy Kurzawę w pierwszym składzie na Japonię, nawet lekko uśmiechnęliśmy się. Pal licho mecz, gorzej być nie może, a i tak wracamy do kraju. Niech pokaże się na mundialu, proszę bardzo, dawaj chłopie. Ale mimo wszystko nie zakładaliśmy, że w zasadzie przyćmi wszystkich rutyniarzy.

Były już pomocnik Górnika wyglądał na gościa, który w ogóle nie przejął się samym faktem, że jest na MŚ, znajduje się na niemal pełnym stadionie i gra z orzełkiem na piersi. Niektórym (większości) wiązało to nogi. Kurzawa zagrał właśnie tak, jakby wyszedł na murawę w Zabrzu, a rywale postraszyliby go co najwyżej Joelem Valencią albo Bartoszem Śpiączką.

Reklama

Od pierwszego gwizdka grał na pełnym luzaku, choć przytrafiły mu się pewne błędy. Piłkę dotknął już w drugiej minucie, gdy po raz pierwszy miał szansę dorzucić ją z rzutu rożnego. Piłka została wybita przez Japończyka. Kilkadziesiąt sekund później przytrafiła mu się strata, wynikająca z błędu technicznego. Przez następne kilkanaście minut zaliczył kilka udanych podań, w tym dobre rozciągnięcie gry do Artura Jędrzejczyka oraz inaugurację kontry odbiorem, a następnie przetransportowanie piłki do Roberta Lewandowskiego.

Oczywiście Rafał Kurzawa to przede wszystkim stałe fragmenty. Po jednym z nich Kamil Glik prawie wygrał pojedynek w polu karnym Azjatów, ale sędzia odgwizdał faul naszego stopera. Strzelać natomiast Kurzawa próbował dwukrotnie – raz, gdy uderzenie lewą nogą trafiło wprost w Japończyka i potem, kiedy przeniósł futbolówkę nad poprzeczką (kopał z powietrza prawą nogą). Polacy najgroźniejszą sytuację w pierwszej połowie stworzyli sobie w 33. minucie. Kurzawa zanotowałby kluczowe podanie, gdyby Kawashima puścił strzał Kamila Grosickiego.  W końcówce „Kurzi” świetnie wrócił do swojego pola karnego i wybił piłkę, oszczędzając nam nerwów.

Byliśmy zadowoleni z Rafała w pierwszej połowie. Naprawdę. Chłopak wszedł bez kompleksów i grał swoje. A druga odsłona? Zrobił to, co tygryski lubią najbardziej.

59. minuta na zegarach. Rzut wolny z okolic trzydziestego metra, a przy piłce ustawiona dwójka Grosicki-Kurzawa. Wiedzieliśmy, na co stać byłego zawodnika Górnika, toteż po cichu liczyliśmy, że on  zacentruje. Tak się stało. Rafał odpalił cyrkiel, wrzucił piłkę, a Jan Bednarek zdobył bramkę dla Polaków. Wszyscy jednak zdawali sobie sprawę, kto ma tu największy udział.

Reklama

Za wolny. Za mało dynamiczny. Z Ekstraklasy? Nie nada się. Będzie bez szans. Na lewym wahadle za słaby w defensywie, na skrzydle za słaby w ofensywie. Zagotuje się. Nie wytrzyma presji.

Było tyle negatywnych opinii o potencjalnym występie Kurzawy. A on wyszedł, pokazał klasę i teraz możemy go pochwalić bez naciągania. Jak na ten mundial w naszym wykonaniu to naprawdę dużo.

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Braian Wilma
14
Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Weszło

Reklama