Gdyby każdy mecz piłkarski był tak dynamiczny jak te rozgrywane w turnieju Neymara – prawdopodobnie nawet my przestalibyśmy wreszcie narzekać. Jakie to jest banalne – pięciu zawodników na małym boisku i… czerwona kartka za każdy stracony gol. Dosłownie. Tracisz bramkę? Z boiska musi zejść jeden z twoich zawodników. Tracisz drugą? Grasz we trzech na pięciu rywali. I tak do wyczerpania zapasów.

Wielkie finały turnieju Neymar Jr’s Five! Zapraszamy na Agrykolę!

Prościuteńka zasada, która wywraca do góry nogami całe rozumienie futbolu. Nagle traci znaczenie wysublimowana taktyka, traci znaczenie przewaga fizyczna, traci znaczenie żelazne płuco i stalowe mięśnie. Zaczyna się liczyć spryt, finezja, wytrwałość oraz… solidność, bo jeden przypadkowy błąd może przesądzić o losach całego turnieju. Turnieju – bo jak zwykle całe eliminacje odbywają się w nieco bezdusznej, ale podkręcającej atmosferę regule „przegrani jadą na ryby”.

Co najlepiej definiuje walkę o wyjazd do Brazylii na finał imprezy, w której weźmie udział sam Neymar Jr.? Sytuacja, która przytrafiła się jednemu z nas podczas jednego z dwunastu przystanków eliminacyjnych. Przez litość nie wspomnimy, który as zanotował tego typu występ, ale zapewne starsi czytelnicy bez trudu odgadną. Otóż drużyna naszego gagatka na dwóch ostatnich turniejach docierała do ćwierćfinałów eliminacji, radząc sobie całkiem przyzwoicie (coś jak polskie kluby w europejskich pucharach). W tym roku już w pierwszej rundzie trafili na zespół, który nie miał tak dużego doświadczenia w grze na takich zasadach.

Zaczęło się komfortowo. Jeden gol. Strzał z dystansu, drugi gol. Nasz człowiek i jego kumple prowadzili 2:0 i grali w pięciu na trzech. Nie wchodząc przesadnie w szczegóły – mimo tak olbrzymiej przewagi, mimo bardzo krótkich meczów – najpierw stracili dwa gole i dwóch zawodników, a gdy mecz rozgrywany był już w formule trzy na trzy – stracili bramkę na 2:3 na 10 sekund przed końcem spotkania. I chlast, do domu po 10 minutach gry.

Taki jest turniej Neymara – bezlitośnie karci najmniejsze momenty dekoncentracji i premiuje tych, którzy potrafią indywidualnym błyskiem zrobić przewagę – w tym wypadku rozumianą literalnie, bo jeden udany drybling i strzał wystarczają, by osłabić rywala. Dlatego też jest taki fajny.

Jeśli chcecie się przekonać sami – już jutro, o godzinie 12.00 na warszawskiej Agrykoli odbędą się finały, podczas których stawką są bilety do Brazylii. Rekordowa liczba uczestników (prawie 2 tysiące), rekordowa liczba drużyn (326), rekordowa liczba przystanków – aż 12 turniejów eliminacyjnych! – wszystko po to, by w Warszawie wyłonić reprezentanta, który zagra z najlepszymi drużynami z całego świata o możliwość stanięcia w szranki z samym Neymarem. Podczas eliminacji padło 1266 bramek – teraz 32 najlepsze zespoły zmierzą się o to, by kolejne padały już w Praia Grande, rodzinnej miejscowości Neymara, do której w drugiej połowie lipca zjedzie się cała plejada najlepszych zawodników „orlikowych” z całego świata. Jak tam jest? Możecie sprawdzić w naszym reportażu sprzed roku.

TUTAJ link do wydarzenia finałowego, relacji będziecie mogli posłuchać na Weszło FM, reportaż przeczytać na stronie, a film obejrzeć w Weszło TV. Tymczasem live z trzech kamer zapewnią chłopaki z Red Bulla, więc jeśli ktoś z waszych miast gra w finałach – będziecie mogli go podglądać TUTAJ.

Fot. Piotr Szewc