Reklama

Senegal przegrywa na własne życzenie. Liczymy na powtórkę na mundialu!

redakcja

Autor:redakcja

08 czerwca 2018, 20:47 • 2 min czytania 3 komentarze

Skoro niedawno obejrzeliśmy mecz Senegalu z Luksemburgiem, to siłą rzeczy musieliśmy też sprawdzić, jak drużyna Aliou Cisse prezentuje się na tle poważnego rywala. Pamiętając o tym, że to tylko spotkanie towarzyskie, po starciu naszego pierwszego mundialowego przeciwnika z Chorwacją mamy dla was dwie wiadomości: dobrą i złą. No dobra… chcieliśmy, żeby zabrzmiało jak w amerykańskim filmie, a to ledwie spostrzeżenia, które oczywiście zweryfikujemy dopiero w Moskwie na stadionie Spartaka. 

Senegal przegrywa na własne życzenie. Liczymy na powtórkę na mundialu!

Zacznijmy od tego gorszego z naszej perspektywy – potencjał ofensywny Senegal ma taki, że będziemy potrzebowali perfekcyjnej organizacji w obronie. Tu nawet nie chodzi o Sadio Mane – dość długo sprowadzaliśmy nasze obawy do jego osoby, bo facet zrobił z Liverpoolem furorę w Lidze Mistrzów, ale najwyższa pora raz na zawsze zapomnieć o myśleniu, że wystarczy wyeliminować go z gry i będzie bailando. Dziś gwiazdor afrykańskiej reprezentacji po prostu zawiódł, ale jego koledzy sprawiali, że naprawdę sporo działo się pod bramką Subasicia (i później Kalinicia). Ledwie 20-letni Ismaila Sarr z Rennes ma takie turbo, że senegalska Żabka mogłaby z nim wypuścić na rynek napoje energetyczne i całość byłaby chyba jeszcze bardziej trafna niż w przypadku skrzydłowego naszej kadry. Do tego M’Baye Niang i Diafra Sakho, a z ławki też nie wchodzą żadne ułomki, tylko Keita Balde (dziś średnia zmiana), Moussa Sow i Mame Diouf.

Każdy z nich przykładowym Jędrzejczykiem w ligowej formie zakręciłby jak Maserak celebrytkami w programie telewizyjnym. Co prawda gościom brakowało dziś skuteczności, oddali tylko dwa celna strzały, ale nie liczylibyśmy na to, że tak będzie zawsze.

Bramkę, którą na początku drugiej połowy strzelił Sarr, warto zobaczyć dla asysty N’Diaye (czołg w środku pola, robił wrażenie).

Reklama

Inna sprawa jest taka, że po strzeleniu bramki Senegal oddał pole i popełniał katastrofalne błędy w obronie. O ile w pierwszej połowie jakoś to wyglądało i – może poza główką Mandżukicia – Chorwaci mieli problemy o tyle później, zaczęło się rozdawanie prezentów. Strzał Kramaricia w poprzeczkę był pierwszym ostrzeżeniem. Później tego samego piłkarza efektownie zatrzymał Diallo, ale przy strzale Perisicia z wolnego (i rykoszecie) bramkarz już nie pomógł.

Tak samo jak przy kolejnej próbie Kramaricia, gdy niespecjalnie przeszkadzali mu obrońcy.

W zasadzie cały występ defensywy Senegalu poprowadził nas do jakże odkrywczego wniosku – trzeba przede wszystkim stwarzać jej okazje do popełnienia błędu. Ile wlezie! Z którejś na pewno skorzysta.

Fot. newspix.pl

Najnowsze

Komentarze

3 komentarze

Loading...