post Avatar

Opublikowane 28.05.2018 17:05 przez

Rafal Bienkowski

– Kotlet z psa, trzeciej kategorii, pomielone razem z budą – mówił niezapomniany Olo w „Psach”. Ta kwestia dobrze opisuje stan siatkarzy reprezentacji Polski tuż po wyjściu z samolotu po międzykontynentalnej podróży. W tym sezonie też będą tak „zmieleni”, bo światowa federacja wysyła ich w podróż dookoła świata, przez co w trzy tygodnie muszą obskoczyć Japonię, Stany Zjednoczone i Australię. Szykuje się hardcore, ale dla naszej kadry dalekie podróże to nie pierwszyzna. Zapytaliśmy reprezentantów, jak wspominają dalekie wojaże i jak upycha się w klasie ekonomicznej chłopa o wzroście 215 cm. Komedia.

Hasło „podróż dookoła świata” zwykle kojarzy się ludziom z marzeniami i romantycznymi chwilami. Dla siatkarzy to jednak głównie koczowanie na lotniskach, wielogodzinne przeloty i te pieprzone zdrętwiałe nogi, których nie ma jak rozprostować na wysokości 10 tysięcy metrów. Nas plecy i kolana bolą już od samego patrzenia na terminarz Ligi Narodów.

Biało-czerwoni zaliczą pięć turniejów, w których rozegrają łącznie piętnaście spotkań. Na rozgrzewkę czekają ich dwie imprezy w Polsce (25-27 maja, 1-3 czerwca), ale później już tylko torba na ramię i kij do ręki: Japonia (8-10 czerwca), Stany Zjednoczone (15-17 czerwca), wreszcie Australia (22-24 czerwca). Razem około… 50 tysięcy kilometrów do pokonania. Debiutująca Liga Narodów to spadkobierczyni Ligi Światowej. Chociaż ta przez lata również kojarzyła się z fruwaniem po prawie wszystkich szerokościach geograficznych, to jednak nasza kadra nigdy wcześniej nie miała takiego przebiegu jak teraz.

Zanim nasza ekipa wsiądzie do samolotu, my zajrzeliśmy za kulisy i sprawdziliśmy, jak wygląda siatkarskie życie w podróży.

Chodzili jak niewolnicy w kajdanach

Polacy już raz musieli się fatygować do kraju kangurów. Australię mieli w grupie w Lidze Światowej w 1999 roku. Siatkarska prehistoria, dla naszej reprezentacji była do dopiero druga „światówka” w historii, drużynę prowadził Ireneusz Mazur, a do seniorskiego grania dopiero na dobre wchodziło pokolenie mistrzów świata juniorów z Bahrajnu. Jednym z nich był Paweł Papke.

To było ekstremalne. Od momentu, kiedy wyjechaliśmy ze Spały, do wejścia do hotelu w Adelaide minęły 33 godziny. Tyle trwała sama podróż – mówi Weszło. – Organizm był rozbity przez zmianę stref czasowych, ale przede wszystkim przez te nieszczęsne samoloty. W tych fotelikach klasy ekonomicznej ciężko było wytrzymać latając po Europie, nie mówiąc już o dalszych podróżach. Żeby było chociaż trochę więcej miejsca, spaliśmy na podłogach, nawet w zakazanych strefach, czyli przy wyjściach ewakuacyjnych. Stewardessy wiecznie nas stamtąd przeganiały, ale niestety… Tacy wysocy ludzie jak my, chcąc chociaż odrobinę się zdrzemnąć, musieli jakoś wyprostować nogi, kolana, złapać trochę „relaksu”.

Ireneusz Mazur zwraca uwagę, że dla bardziej „kompaktowych” graczy, czyli takich liczących około 190 cm, wielogodzinna podróż nie była jeszcze takim problemem. Największe kłopoty mieli oczywiście ci najwięksi, jak Marcin Nowak, czyli szczęśliwy (?) posiadacz 215 cm. Upchnięcie go w samolocie generalnie było dość skomplikowaną akcją logistyczną. Pozostali zawodnicy kombinowali, przesiadali się, żeby wygospodarować dwa lub trzy miejsca dla środkowego, co jak można się domyślić nie było łatwe. Najwygodniejsze były ponoć Boeingi…

Mazur przyznaje, że tamta wycieczka do Australii była zdecydowanie najcięższa.

Proszę sobie wyobrazić podróż w samolocie przez wiele godzin, gdzie facet mający 210 cm ciągle budzi się, bo nie jest w stanie wytrzymać w pozycji siedzącej dłużej niż 30-40 minut. To naprawdę był koszmar. Jak docieraliśmy na lotnisko, to wszyscy wyglądali jak zombie, takie mieli oczy podkrążone i tak krótki mieli oddech – śmieje się dziś.

SIATKOWKA IRENEUSZ MAZUR FOTO.NOWAK --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Axel Springer Poland Ale jak się później okazało, prawdziwa walka zaczęła się właśnie dopiero po wylądowaniu. Drużyna zameldowała się w hotelu przed południem, a spanie w środku dnia było wykluczone. Totalne zaburzenie rytmu dnia mogło przecież sprawić, że zawodnicy nie byliby później zdatni do gry. Sztab szkoleniowy robił więc wszystko, żeby nie dać graczom zmrużyć oka aż do wieczora. Cały tamten dzień wyglądał więc dość kuriozalnie. Żeby wybić sen z głów siatkarzy, cała ekipa została zabrana na wycieczkę do parku ze zwierzętami. Dużo chodzenia, zwiedzania, cykania fotek, w międzyczasie jakieś przekąski i napoje.

Ale i tak chodzili po tym parku jak niewolnicy w kajdanach, prawie obijali się o siebie – opowiada nam były selekcjoner. – Udało się przetrzymać ich parę godzin, ale największy problem mieliśmy wcześniej z przewiezieniem drużyny z hotelu do parku. Jechaliśmy około półtorej godziny i zawodnicy padali mi jak muchy. Wchodzili do autobusu i niektórzy prawie odlatywali już stojąc w przejściu. To był horror, żeby nie pozwolić im usnąć. Obrałem więc pewną taktykę: tak rozdzieliłem członków sztabu wzdłuż autokaru, żeby pilnowali tych przymykających oko. I jak tylko widzieli takiego, od razu zajmowali go rozmową. Tylko sprawa komplikowała się, kiedy padać zaczęli… sami asystenci.

Kolejnym wyzwaniem było w Australii ogarnięcie zawodników na treningi po tak wyczerpującym locie. Zajęcia rozpoczynały się dopiero po obiedzie, kiedy temperatura była bardziej znośna. Pobudzenie graczy do aktywności była nie lada wyzwaniem, dlatego niektórzy wspomagali się nawet farmakologicznie, żeby nie odlecieć. A kiedy już udało się jakoś przeprowadzić trening, niektórzy zasypiali na stole do odnowy biologicznej. Po powrocie do hotelu nikomu też nie było w głowie szukanie wrażeń na mieście, bo większość leżała już w wyrku o godz. 20-21.

Kadra zdołała jednak wygrać z Australijczykami dwukrotnie: 3:0 i 3:1.

To był kawał wysiłku, ale na szczęście drużyna Australii nie prezentowała jakiegoś wysokiego poziomu. Jednak trzeba powiedzieć to sobie szczerze, my też byliśmy nieźle „zmieleni” przez podróż – dodaje Papke.

Coach, ja nie lecę!

Za kolejnych trenerów oczywiście wcale nie było łatwiej. Kiedy rozpoczęła się era zagranicznych szkoleniowców, reprezentacja latała m.in. do Brazylii, Wenezueli, Portoryko, USA, Kanady, Chin, Japonii i na Kubę, zdarzył się nawet wypad do Iranu. Po tym, jak w kadrze przestał grać Marcin Nowak, jednym z najwyższych zawodników był Marcin Możdżonek (212 cm).

Jak pan wspomina tamte wojaże? – zapytaliśmy go.

To ja odbiję piłeczkę: a jak pan myśli?

Mistrz świata i Europy najbardziej pamięta 2008 rok i lot na finały Ligi Światowej do Brazylii: – Wylosowałem miejsce tuż za rzędem przy przejściu awaryjnym. Dokładnie między dwoma panami słusznej postury, żeby nie powiedzieć przy kości. A jakby tego było mało, to pod siedzeniem przede mną była jeszcze jakaś skrzynka z wentylatorem. Powiedziałem kierownikowi drużyny, że nie lecę. Nie ma mowy, bo nie wysiedzę tak aż do Rio, zamęczę się. Pech chciał, że wszystkie miejsca w samolocie były zajęte. Do ostatniej chwili nie wiedziałem więc, czy będę miał gdzie siedzieć, bo panowie też nie chcieli się przesiąść, żebym mógł chociaż usiąść od strony korytarza i wyprostować nogi. Ale szczęśliwym zrządzeniem losu okazało się, że jeden z pasażerów nie dotarł, a miał biznes klasę. I przesiedziałem tam cały lot. Koledzy patrzyli się na mnie z zazdrością, że mogłem się wyciągnąć jak długi i się przespać.

Możdżonek przyznaje, że wielu chłopaków łykało tabletki nasenne, żeby jakoś przetrzymać lot. – Jak to się mówi, dobra tabletka na sen naszym przyjacielem jest – śmieje się. Ale nie zawsze dało się przyciąć komara, dlatego trzeba było czymś zająć głowę. W ruch szły karty, muzyka, filmy, niekiedy zawodnicy po prostu urządzali sobie przechadzki po samolocie.

W pewnym momencie dochodzi się do takiego zobojętnienia, że człowiek kładł się po prostu na podłodze, przykrywał się kocem i nawet nie patrzył, że coś było zabronione. Stewardessy już później nawet nie zwracały na nic uwagi, bo nasze miny mówiły wszystko: nie zbliżać się – wspomina zawodnik: – Podróż w takich warunkach i zmiana strefy czasowej były fatalne w skutkach dla organizmu, ale nie było innego wyjścia. Cały czas toczyliśmy walkę: żeby zasnąć w samolocie, albo żeby nie zasnąć już na miejscu. Pamiętam, że jak w 2011 roku polecieliśmy na Puchar Świata do Japonii, to żeby nie zasnąć, razem z Patrykiem Czarnowskim od godziny 20 do 21.30 chodziliśmy dookoła hotelu. Po prostu stojąc w miejscu zasypialiśmy, dlatego trzeba było się ruszać. Kibice nie znają całej tej kuchni. Widzą tylko mecze, wisienkę na torcie.          

Nie każdy pewnie o tym wie, ale kiedy istniała jeszcze Liga Światowa, bilety kupował dla uczestników nie PZPS, tylko firma zewnętrzna zatrudniona przez FIVB. Reprezentanci przyznają, że połączenia często były więc fatalnie. Jak wspomina Marcin Możdżonek, Ligę Światową i to w jaki sposób światowa federacja dbała o siatkarzy, najlepiej obrazuje podróż z Chin do Argentyny za kadencji Raula Lozano.

Drużyna nie poleciała do Ameryki Południowej przez Ocean Spokojny, tylko przez Europę, dlatego podróż z Chengdu do Katamarki zajęła około 50 godzin. Biało-czerwoni lecieli najpierw z Czengdu do Amsterdamu, następnie z Amsterdamu do Paryża oraz z Paryża do Buenos Aires. Tam czekała na nich przesiadka na lot krajowy, ale i tutaj mieli pecha – trafili na strajk pracowników. Nastroje z ponurych zamieniały się już powoli w wisielcze, kiedy drużyna dowiedziała się, że ma jeszcze w perspektywie wielogodzinną… podróż autokarem. Siatkarze mieli jednak szczęście. Na miejscu był z nimi przedstawiciel sponsora, Plusa, który wynajął im prywatny samolot. Co ciekawe, on sam się do niego już nie zmieścił, dlatego zabrał swoje bagaże i wsiadł do autokaru. Kiedy kadra po takich przebojach dotarła do tej nieszczęsnej Katamarki, Raul Lozano dał zawodnikom dwa dni wolnego.

WARSZAWA 15.11.2009 PILKA SIATKOWA MEZCZYZN/REPREZENTACJA/POLSKA LOTNISKI IM F. CHOPINA/WYLOT NA TURNIEJ WIELKICH MISTRZOW NZ/KRZYSZTOF IGNACZAK MAREK BICZYK/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Axel Springer PolandPrzez te lata nie brakowało też oczywiście rozmaitych przygód. Do jednej z takich doszło w 2015 roku, kiedy nasi znaleźli się w grupie m.in. ze Stanami Zjednoczonymi i Rosją. Kalendarz został ułożony w ten sposób, że reprezentacja prosto z meczów w USA leciała do Kazania na potyczki ze Sborną. Nie dość, że doskwierała sama podróż, to kilka osób zostało jeszcze okradzionych. Oskar Kaczmarczyk, ówczesny szef banku informacji w kadrze, przekazał wówczas na Facebooku taką oto informację: „W sumie cała podróż Chicago-Stambuł-Kazań trwała 26 godzin. Jednego z nas okradli, pokrążyliśmy w korku nad Stambułem, a na samym końcu dwóm (w tym temu okradzionemu…) nie dotarły bagaże. Oto ciemna strona Ligi Światowej. Zaraz ruszamy na trening. Kolejny tydzień i kolejne wyzwanie. Droga do Rio to nie zawsze autostrada. Pozdrawiam z Kazania”.

No ale przynajmniej Polacy dwa razy zbili wtedy Rosjan.

Polska vs. księgowa PZPS 0:3

Business class, prezesie, to jest to! Oby więcej takich lotów – mówił Krzysztof Ignaczak pokazując kciuk do góry w jednym z odcinków programu „Igłą szyte”, który odsłaniał kulisy zgrupowań Polaków.

Cóż, jeśli ktoś myśli, że drużyna wciąż będąca jeszcze mistrzem świata podróżuje po świecie wyłącznie klasą biznes, to jest w dużym błędzie. Zawodnicy w Lidze Narodów mają do dyspozycji klasę ekonomiczną i pewnie znów nie obędzie się bez leżakowania w przejściach awaryjnych. Z tą różnicą, że – jak mówi będący członkiem zarządu PZPS-u Paweł Papke – od tego roku, kiedy Ligę Światową przekształcono w Ligę Narodów, to PZPS został obciążony wszystkimi kosztami podróży reprezentacji. Dlatego nasza federacja stara się szukać najbardziej dogodnych połączeń.

Niestety, nie posiadamy wystarczających środków własnych, żeby zapewnić klasę biznes dla 14 zawodników i około 10 osób staffu. Ale już w przypadku kwalifikacji olimpijskich do Rio klasa biznes została wykupiona. Mowa tutaj chociażby o Pucharze Świata w Japonii, który też był turniejem kwalifikacyjnym. Wtedy mocno sprężaliśmy się finansowo, bo w większości pokrywaliśmy to ze środków własnych związku. Wszystkie przeloty kosztowały nas około pół miliona złotych. To ogromne koszty, których na co dzień nie jesteśmy w stanie ponosić – wyjaśnia Papke.

Zawodnicy naturalnie mają możliwość wykupienia wyższej klasy, premium lub biznes, ale już we własnym zakresie.

Pracownicy związku nie ukrywają, że właśnie ze względu na czerwcową tułaczkę po Stanach Zjednoczonych, Japonii i Australii, mecze sparingowe przed sezonem reprezentacyjnym zorganizowano w Polsce. Mocna pozycja naszej federacji pomogła też wywalczyć aż dwa turnieje Ligi Narodów w naszym kraju, chociaż to też wiąże się z dodatkowymi kosztami na ich organizację. Nasi siatkarze będą więc w podróży trzy tygodnie, ale Vital Heynen i tak zapowiedział już dość odważne rotował składem w kontekście poszczególnych wyjazdów.

Ireneusz Mazur: – Podróże to duży problem dla sztabu. Chociaż dzisiejsza kadra i tak będzie miała łatwiej, bo jej podróż to jeden ciąg. To plus, kiedy po wizycie na każdym kontynencie nie wraca się z powrotem do Europy, bo zmiany stref czasowych są wtedy mniej uciążliwe. Gdzie za moich czasów było tak, że leciałem do Australii, wracałem do Polski, leciałem do Brazylii i znów wracałem. To był koszmar.

Chcielibyśmy życzyć naszym siatkarzom szerokiej drogi (korytarzy powietrznych), ale życzymy im po prostu szerokich foteli w klasie ekonomicznej.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. Newspix.pl; „Igłą szyte”

Opublikowane 28.05.2018 17:05 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 3
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
GRAND_CHAMP
GRAND_CHAMP

na razie wygrywają a jak przyjdą igrzyska to znów będzie blamaż

hds
hds

To narazie sie ciesz i ewentualnie dopiero pozniej narzekaj.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Weszło
14.08.2020

„Góry” w Warszawie, czyli nowoczesny trening, który pomoże biegaczom i triathlonistom poprawić wyniki

Chcesz zbudować odpowiednią formę na maraton albo inny, chociażby triathlonowy start, wyjedź w góry. Jeśli potrenujesz kilka tygodni na właściwej wysokości, efekty muszą przyjść. Te dwa zdania to oczywiście nadal prawda, ale… nie do końca. Albowiem świat biegów i triathlonu, podobnie jak chociażby ten piłkarski, ewoluuje. Dlatego wypracowanie wysokiej dyspozycji nie jest już połączone wyłącznie […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Tekst czytelnika. Luis Suarez – osąd bohatera

Kwiecień 2015 roku. Pierwszy mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów – Barcelona mierzy się na Parc des Princes z Paris Saint-Germain. Oglądam to spotkanie, spędzając Wielkanoc u swojej ówczesnej dziewczyny w Meksyku. Acapulco, żar leje się z nieba, nie pomaga ani leniwie kręcący się pod sufitem baru wiatrak, ani zimna Corona. Pierwszy gwizdek wybrzmiewa o godzinie 13:45 […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Stanowisko: świetne wieści dla polskiej piłki

Prezes dowolnego klubu powinien wejść do szatni i powiedzieć do zawodników: Panowie, nie umiemy grać w piłkę, prawda? No nie umiemy. Ale umiemy siedzieć na dupie? To akurat umiemy. No to najważniejsze zadanie dla nas – siedzimy na dupie. Dziś „Stanowisko” o szansie dla polskich klubów, jaką niesie za sobą… koronawirus.  
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Jóźwiak zaskakuje: do Wisły trafia doświadczony ligowiec z Legią w CV

To już prawdopodobnie ostatni letni transfer Wisły Płock. Zapytacie – skąd niby to wiemy? Jak się tego domyśliliśmy? Przecieki z klubu czy po prostu kadra jest już kompletna? Nie, odpowiedź jest prostsza. Skoro Marek Jóźwiak ściąga do klubu Damiana Zbozienia, oznacza to, że doszedł właśnie do literki „Z” w swoim telefonie. Dalej jest już tylko […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Quiz piłkarski. Kto podnosił z boiska wygraną w Lidze Mistrzów (część II)?

Kilka dni temu zaproponowaliśmy wam zabawę, która polegała na wymienianiu podstawowych jedenastek drużyn, które sięgnęły po Ligę Mistrzów. Poszło wam to na tyle dobrze (średnia 65% poprawnych odpowiedzi), że uznaliśmy, iż należy podnieść poprzeczkę. W tym celu cofnęliśmy się o jeszcze dziesięć edycji. Czy potraficie wymienić składy ekip, które sięgały po wspomniane trofeum w latach […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Plaża, okręgówka, stół rehabilitacyjny. Gdzie są ci, którzy nie znoszą Stokowca?

Wśród byłych piłkarzy Lechii panowała ostatnio narracja, że Piotr Stokowiec to zło wcielone. Idealny kandydat na czarny charakter w Bondzie, postać, którą powinno się straszyć niegrzeczne dzieci, no i oczywiście rasista, jak ktoś jest zły w XXI wieku, to musi być rasistą, nie ma rady. Można się więc zastanawiać, dlaczego plam na charakterze tego okrutnika […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Czas zostać rycerzem wiosny. O fazie pucharowej Lewego w Lidze Mistrzów

Robert Lewandowski osiągnął w karierze klubowej wiele, bardzo wiele. Kolekcjonowanie trofeów w Niemczech z zastraszającą regularnością, wszystko okraszone tytułem w najlepszej lidze świata, Ekstraklasie, nie wspominając o wygraniu III ligi ze Zniczem Pruszków. Ale ta galaktyczna kariera domaga się dopełnienia w Europie jak przystało na jednego z najlepszych napastników w historii tych rozgrywek. Przeanalizujmy jak […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Koronawirus w Śląsku. Jak kończy się kuszenie losu? Właśnie tak

Nikomu tego nie życzyliśmy. Mieliśmy wręcz nadzieję, że skończy się tylko na obciachu związanym z przyłapaniem. No ale niestety. Śląsk Wrocław dołączył do grona klubów, w których pojawił się pozytywny wynik testu na koronawirusa. Komunikat na ten temat został wydany wczoraj wieczorem, a w nim przeczytać możemy zdanie: „od kilku dni [piłkarz] jest także odizolowany […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Mladenović: Lechia wszystko mi wypłaciła. Miałem dobre relacje z prezesem i trenerem

– Wiedziałem, na co się piszę, byłem przekonany, że nawet jeśli będą zaległości, to ostatecznie dostanę swoje pieniądze. Miałem rację. Podpisałem umowę z Legią, na koniec Lechia wszystko mi wypłaciła. Nie było sensu się obrażać, wykłócać – mówi „Przeglądowi Sportowemu” Filip Mladenović, który bardzo dobrze wspomina Piotra Stokowca i Adama Mandziarę. Co poza tym w prasie? […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Koniec Cruyffa, 7:0 Heynckesa i Pep kontra Luis Enrique. Nudy w meczach Barcy z Bayernem nie ma

Potrafimy sobie wyobrazić większe klasyki europejskiej piłki. Rywalizacji o większej historii też znajdziemy multum. Ale choć Barcelona z Bayernem pierwszy raz zmierzyły się dopiero w 1996, tak KAŻDY ich dwumecz był napakowany po brzegi intrygującymi kontekstami. To taka rywalizacja kończyła erę Cruyffa w Barcelonie. Była brzytwą, którą tonący Bayern złapał, a potem wykorzystał by dokonać […]
14.08.2020
Weszło Extra
14.08.2020

Mogłem podpisać kontrakt za granicą. Śląsk to mój wybór

– Mogłem podpisać kontrakt za granicą. Nie ma co ukrywać, nie jestem najmłodszym zawodnikiem, więc to nie były już topowe drużyny. Kluby, które grają w solidnych ligach europejskich, ale nie walczą o mistrza. Raczej druga połowa tabeli. Najbliżej było mi do Holandii. Gdy jeszcze nie podpisałem kontraktu, ale był już temat, dostawałem mnóstwo wiadomości od […]
14.08.2020
Weszło
13.08.2020

Padłeś, powstań, RB Lipsk. To nie ta firma, ale rezultat się zgadza!

Pierwsza z ekip w pewnym momencie łapie zadyszkę, nie jest już tak groźna, jak wcześniej, brakuje kontr, raczej zaczyna to wyglądać jak czekanie na nieuniknione. Druga z kolei wypracowuje sobie przewagę, można nawet powiedzieć, że ciśnie przeciwnika i chce rozstrzygnąć spotkanie przed zbliżającą się dogrywką. Brzmi jak scenariusz, w którym Atletico odgrywa rolę tego umęczonego, […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Jeśli to miał być przedsmak ligi, to cieszyć się mogą tylko w Zabrzu

Pamiętacie jeszcze kibica Liverpoolu śpiewającego o tercecie Mane, Salah, Firmino? Ta trójka sprawiała, że kibiców „The Reds” niezbyt ruszała strata Coutinho. Po dzisiejszym meczu kibice z Zabrza mogą zacząć układać przyśpiewkę w podobnym stylu, tyle że o Nowaku, Mannehu i Jimenezie, którzy pozwolą zapomnieć o Angulo. Dziś ten tercet, chociaż nie tylko on, bez problemu […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Samuel Mraz w Zagłębiu Lubin. Jest oferta za Bartosza Białka

Mraz w polskiej piłce to nie jest nazwisko anonimowe. Ale gdyby Zagłębie Lubin ściągnęło teraz Patrika, to bylibyśmy lekko skonfundowani. „Miedziowi” ściągają jednak Samuela Mraza – byłego króla strzelców ligi słowackiej, trzykrotnego reprezentanta Słowacji, ostatnio grającego w Broendby. Na papierze ten ruch wygląda obiecująco – mobilna „dziewiątka” do odbudowania, w umowie wypożyczenia go z Empoli […]
13.08.2020
Kanał Sportowy
13.08.2020

Robert Makłowicz w Hejt Parku w Dobrym Składzie! LIVE od 19:00

Wiemy, że wszyscy czekaliście na takiego gościa! Lepszej przystawki przed Ligą Mistrzów niż Robert Makłowicz w Hejt Parku nie można sobie wyobrazić. To musi być wyjątkowy odcinek! Zapraszamy od 19:00 widzów Kanału Sportowego i słuchaczy Weszło FM, prowadzi Michał Pol.  Sponsorem programu jest właściciel marki Okocim. 
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Özil najlepiej zarabiającym statystą na świecie?

Angielski Sky analizuje statystykę podań Mesuta Özila. Na bazie wyliczeń wysnuwa wniosek, że to najbardziej kreatywny gracz w historii Premier League. To okolice 2017 roku. Mniej więcej wtedy też Jose Mourinho komplementuje: „Özil nie ma swojej kopii, nawet tej nieudanej”. Wenger dodaje: „Jeśli nie kochasz Özila, nie kochasz piłki nożnej”. Mijają trzy lata. Dziś Özil… […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Lata lecą, niewiele się zmienia. Włoska piłka nadal nic nie znaczy w Europie

2020 – ćwierćfinał. 2019 – ćwierćfinał. 2018 – półfinał, ale dość bolesny. 2017 – finał, ale zakończony ostrym laniem. 2016 – 1/8 finału. Tak, Liga Mistrzów dla włoskich klubów to w ostatnich pięciu latach teren, na którym można się mocno sparzyć. Zresztą Liga Europy także, bo dopiero w tym sezonie udało się przełamać barierę ćwierćfinału. […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Fornalik znowu ma ręce pełne roboty

Już o ostatnim brązowym medalu mówiło się: wielka sztuka Fornalika. Zespół po tytule stracił ważne ogniwa, a jednak jechał dalej – może nie tak dobrze, ale wciąż świetnie. Tylko czy to się znowu może udać, skoro ponownie Piast się osłabił? Jeśli znowu gliwiczanie utrzymaliby się na topie, to należałoby Waldemara Fornalika nazywać nie trenerem, a […]
13.08.2020