Reklama

Mistrzostwo? Nie, dzięki. Szanse Lecha już tylko matematyczne

redakcja

Autor:redakcja

09 maja 2018, 23:00 • 3 min czytania 82 komentarzy

Prezes Lecha Poznań Karol Klimczak niedawno udzielił wywiadu Polskiej Agencji Prasowej, w którym powiedział, że chciałby, aby przed ostatnim meczem sezonu kwestia mistrzostwa była rozstrzygnięta, oczywiście na korzyść jego klubu. Oglądając mecze Kolejorza mamy wrażenie, że piłkarze wzięli sobie te słowa głęboko do serduszek, ale dotarła do nich tylko część. Bardzo wiele wskazuje na to, że ich szef ostatnie spotkanie z Legią będzie mógł oglądać na spokojnie, ale z nietęgą miną, bo nie jako mistrz Polski. 

Mistrzostwo? Nie, dzięki. Szanse Lecha już tylko matematyczne

Od czasu tej rozmowy poznaniacy przegrali u siebie z Górnikiem Zabrze, bezbramkowo zremisowali z Wisłą Płock i dziś okazali się gorsi od Jagiellonii Białystok na własnym boisku. Tak jak przed rozpoczęciem rundy finałowej Lech nie przegrał u siebie przez rok, tak teraz w Poznaniu otworzono Centrum Wsparcia Punktowego dla rywali, z czego skorzystała nawet Korona B. Jednym słowem – katastrofa.

Do Poznania na pewno dotarły wieści z Warszawy, gdzie Legia dość szczęśliwie zgarnęła trzy punkty, a co za tym idzie – też świadomość tego, że przy remisie lider ligi wygra dziś dwa razy. Jednak od początku spotkania tylko Jagiellonia Białystok robiła wszystko, by do tego nie doszło. Lechici szybko dostali ostrzeżenie, gdy Runje minimalnie przestrzelił po wrzutce Guilherme, ale później już nie było zmiłuj. Kapitalny przerzut Romanczuka, Novikovas zakręcił Gumnym, a piłkę do bramki skierował Cillian Sheridan.

Tak, dobrze widzicie. Gość, który po raz ostatni w pierwszym składzie Jagi pojawił się pierwszego grudnia minionego roku. Ostatnią bramkę Irlandczyk strzelił również wtedy. Od tego czasu był rezerwowym i to też nie takim, który w każdym meczu daje jakość. Nawet nie takim, który w każdym meczu wchodzi na boisko.

Bjelica takiego asa w swoim rękawie nie znalazł. W pierwszym składzie pojawił się Darko Jevtić, który w ostatnich trzech meczach rozegrał łącznie 16 minut, ale Szwajcar zawiódł kompletnie. Przez całą drugą połowę na boisku widzieliśmy też Macieja Makuszewskiego. Skrzydłowy reprezentacji szarpał, brał udział w ostrej grze, ale koniec końców wielkich konkretów z tego nie było.

Reklama

Lechowi zabrakło dziś też trochę szczęścia. Przy prowadzeniu 1-0 Jagiellonia miała okazje, by strzelać kolejne gole, ale bliżej trafienia byli jednak gospodarze. Najlepszą akcję rozkręcili Jóźwiak z Gumnym, po wrzutce drugiego Situma uprzedził… Runje, ale ten będący próbą wybicia piłki strzał wylądował na poprzeczce bramki Kelemena.

Jagiellonia zabiła emocje w tym spotkaniu w 56. minucie. To znaczy wtedy, po golu głową Kwietnia, jeszcze łudziliśmy się, że kolejny gong sprawi, iż Kolejorz zagra tak, jakby jutro miało nie być, ale nic takiego się nie wydarzyło. Nie pomogły wejścia Chobłenki i Koljicia – gospodarze byli apatyczni jak ludzie, których męczy kac-morderca. Tak jak w takim wypadku schylenie się po pilota jest wyzwaniem, tak dla Kolejorza było nim wymienienie kilku szybkich podań i skonstruowanie groźnego ataku. A Jaga zrobiła swoje, mogła dorzucić jeszcze przynajmniej jednego gola, ale generalnie pewnie dowiozła wynik.

Na szersze analizy prawdopodobnej klęski Bjelicy i jego drużyny jeszcze przyjdzie czas, ale jedną rzecz znów można podkreślić – ta drużyna nie ma pomysłu na ważne, prestiżowe mecze. To z kolei może być zła wiadomość dla… Jagiellonii, który dzielnie walczy o tytuł, ale jednak musi liczyć, że Legia punkty będzie gubić.

[event_results 456622]

Fot. 400mm.pl

Reklama

Najnowsze

Komentarze

82 komentarzy

Loading...