post Avatar

Opublikowane 07.05.2018 11:38 przez

Rafal Bienkowski

Ikona światowej siatkówki ogłosiła, że przeprowadza się do Polski. Brazylijczyk przez pewien czas będzie mieszkał w Łodzi, która ma być jego bazą wypadową do realizacji siatkarsko-charytatywnych projektów. Jeśli więc wpadniecie na niego gdzieś na ulicy Piotrkowskiej, warto wiedzieć, jak nietuzinkową postacią jest najlepszy siatkarz świata pierwszej dekady XXI w., a dla niektórych nawet wszech czasów.    

Bo w historii Giby można znaleźć wszystko. Jest dramat, czyli walka z białaczką, jest film przygodowy, bo z reprezentacją wygrał wszystko, jest kryminał, bo podważył czystość finału olimpijskiego w Londynie, jest kino familijne, bo gość ma gołębie serce i lubi pomagać innym, jest wreszcie komedia, bo przez zapalenie jointa mógł przegrać całą karierę.

Tak, Gilberto Amauri de Godoy Filho, to nie tylko kultowa postać siatki. To po prostu niezły ananas.

***

30.06.2011 KATOWICE, POLSKA, (CITY KATOWICE, POLAND). SWIATOWA LIGA SIATKOWKI W SPODKU. VOLLEYBALL WORLD LEAGUE 2011 - DZIEN 2. MECZ POLSKA - BRAZYLIA N/Z GODOY FILHO GILBERTO GIBA - WOJCIECH KARPINSKI / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Niewykluczone, że gdyby zapytać go z zaskoczenia, ile dokładnie trofeów zdobył przez całą karierę, chłop mógłby mieć lekki problem. Bo jego gablota to tak naprawdę składnica hurtowa. Igrzyska olimpijskie? Złoto i dwa srebra. Mistrzostwa świata? Trzy tytuły. Puchar Świata? Dwa złota plus dwa razy brąz. Liga Światowa? Osiem zwycięstw, dwa srebra, dwa brązy. A to i tak nie wszystko, bo zgarnął jeszcze kilka trofeów z klubami brazylijskimi, włoskimi i rosyjskimi. I pomyśleć, że jest to dorobek człowieka, którego tuż po przyjściu na świat miała zabić…

… białaczka…

… a więc nowotwór krwi. Historia jego choroby jest tak niebywała, że przez lata analizowały ją nawet tęgie głowy z Uniwersytetu Federalnego stanu Paraná w Kurytybie. Gibę nazwano tam „pacjentem X”.

Ale od początku. Ostrą białaczkę limfoblastyczną wykryto u niego, kiedy nie miał jeszcze nawet pięciu miesięcy. Dla jego matki Solange Santamarii miał to być poniedziałek jak każdy inny. Dzień jak zwykle zaczęła od zmiany pieluchy syna, ale zauważyła, że ta jest zakrwawiona. Od razu popędziła do miejscowego szpitala w Londrinie.

Po dwóch dniach badań lekarz wezwał na rozmowę ojca i matkę chrzestną. Powiedział im o białaczce i bardzo złych rokowaniach. Zaproszona dwójka zadecydowała jednak, że Solange nie może się o tym dowiedzieć, dlatego wymyślono wersję o poważnym niedoborze żelaza w organizmie chłopca. Trudno w to uwierzyć, ale przez kilka miesięcy chorobę nowotworową udało się przed nią utrzymać w tajemnicy. Być może dlatego, że mały Giba zachowywał się jak normalny, zdrowy dzieciak. Matka dowiedziała się o wszystkim przez przypadek – w końcu wygadał się jeden z lekarzy.

Najpierw, oprócz faszerowania go silnymi lekami, co dwa tygodnie pobierano mu krew z żyły szyjnej. Następnie cykl powtarzano co miesiąc, aż w końcu – kiedy chłopiec miał rok i dwa miesiące – lekarz prowadzący wziął wyniki do rąk i powiedział: – Jeśli cuda istnieją, to pani syn jest jednym z nich. W stanie, w jakim się znajdował, i to jeszcze będąc tak małym dzieckiem, tylko cud mógł uratować mu życie. Gilbertinho jest zdrowy.

Przez wiele lat każdego roku przechodził badania kontrolne, ale choroba już nie wróciła. Do dziś nie ma też jednoznacznej odpowiedzi, jak to się stało, że Giba z tego wyszedł. Po prostu od zakończenia tamtej kuracji był zdrów jak ryba. Był zresztą hiperaktywnym dzieckiem, cały czas biegał, jeździł na rowerze, skakał, właził na drzewa. Raz niewiele brakowało, a jedna z takich wspinaczek skończyłaby się zresztą urwaną ręką. 11-letni Giba złapał się za konar drzewa, ale ten złamał się. Nastolatek spadając zaczepił o gałęzie i dosłownie rozpruł sobie lewą rękę. Skończyło się na ponad 150 szwach i bliźnie, którą nosi do dziś.

Później całą energię przelał na siatkówkę przebijając się przez wszystkie szczeble młodzieżowego grania, aż do debiutu w kadrze w wieku zaledwie 18 lat. Wtedy reprezentację Canarinhos prowadził José Roberto Guimarães, ale najważniejszym trenerem w jego karierze był…

… Bernardinho…

… czyli Bernardo Rezende, który stery kadry objął w 2001 r. i trzymał je swoją żelazną ręką aż do 2016 r. (Giba karierę zakończył dwa lata wcześniej). Przyjmujący był jednym z jego najwierniejszych żołnierzy. W dużej mierze dzięki nim brazylijska armia praktycznie zabetonowała rozgrywki reprezentacyjne w pierwszej dekadzie XXI w. wygrywając mistrzostwo świata (2002, 2006, 2010), mistrzostwo olimpijskie w Atenach (w Pekinie srebro), dwa PŚ (2003, 2007), a w latach 2001-2010 aż osiem razy „Światówkę”. Kosmos.

Chociaż Rezende słynął z tego, że potrafił trzymać drużynę „za mordę”, to najważniejsze decyzje często konsultował m.in. z Gibą. Tak było chociażby w 2007 r. w przypadku głośnego wyrzucenia z drużyny Ricardinho. Czyli nie byle kogo, bo jednego z architektów zwycięstwa na igrzyskach w Atenach, bez którego trudno było wyobrazić sobie tamtą ekipę. Wszystko zaczęło się od kłótni przy podziale nagród finansowych, która wybuchła między zawodnikami. Ricardinho wrócił do drużyny dopiero pięć lat później i nie jest tajemnicą, że trener konsultował to przede wszystkim z Gibą. Ten swojego dawnego kolegę przyjął w drużynie profesjonalnie, ale też bez zbędnej czułości. Wybaczył, ale pamiętał.

Rezende był z jednej strony wybitnym fachowcem, ale z drugiej wybitnym cholerykiem. Chodzi oczywiście o jego zachowanie przy ławce w trakcie meczu, bo facet aż prosił się o wylew krwi do mózgu. Szalał. I tego szaleństwa niekiedy mieli już dosyć nawet sami reprezentanci Brazylii. Raz sprawy zabrnęły tak daleko, że Giba chciał w trakcie meczu go spacyfikować. A mówiąc dosadniej, chciał mu p… Tamten nerwowy mecz, do którego doszło podczas mistrzostw świata w Japonii w 2006 r., gwiazdor opisał w książce „Giba. W punkt”. Pozwolimy sobie zacytować ten kawałek:

Już w trzecim meczu przegraliśmy z Francją. Zapaliła się nam czerwona lampka. W tym meczu Bernardinho zrobił ze mnie kozła ofiarnego. Krzyczał na mnie przez cały czas. Co ciekawe, to właśnie ja zawsze go uspokajałem. Ale tamtego dnia się nie udało. Zawołałem Ricardinha, objąłem go i poprosiłem, aby ostrzegł Bernarda, że jeśli będzie na mnie krzyczał podczas przerwy technicznej, to go uderzę. Straciłem cierpliwość. Dosłownie tak powiedziałem. Ale zachowałem spokój”.

Tak więc między przyjmującym a trenerem bywało różnie, dla generalnie przez lata były to dwa główne filary, na których opierała się brazylijska ekipa. Co ciekawe, Gibie i Rezende zdarzyło się nawet występować razem w reklamach. Nam najbardziej utkwiła w pamięci reklamówka obuwia sportowego Olympikus. Niecodziennie można przecież zobaczyć, jak Giba łapie spadające z wieżowca doniczki, akwarium, a nawet kurę.

W tym przypadku współpraca między panami układała się wzorowo, ale w ich znajomości pojawiły się też…

… podejrzane mecze…

… o których dyskutuje się do dziś. Przede wszystkim mowa tutaj o spotkaniu Brazylia-Bułgaria podczas mundialu w 2010 r. we Włoszech. Chociaż to nawet nie było spotkanie siatkarskie, to był kabaret w którym Giba był jednym z głównych komików. Z drugiej jednak strony, był to też efekt pokracznego systemu tamtych rozgrywek, gdzie wygranie meczu nie zawsze było opłacalne.

Przypomnijmy. Canarinhos trafili na Bułgarów w drugiej rundzie, gdzie tworzono 3-zespołowe grupy. Stawkę uzupełniła jeszcze Polska, ale biało-czerwoni nie liczyli się już w walce o awans. Mecz Brazylia-Bułgaria miał więc wyłonić zwycięzcę grupy N. Problem w tym, że zespół z pierwszego miejsca trafiał w kolejnej rundzie na Kubę, a tego nie chciał nikt. W praktyce obie drużyny koniecznie chciały więc zająć drugie miejsce. Każdy chciał przegrać.

Przed meczem doszło do spotkania kapitanów, a więc Giby i Władimira Nikołowa. Gadka była szczera, każdy z graczy przyznał, że jego reprezentacja nie chce wygrać, padły też naturalnie szczegóły dotyczące taktyk obu stron. W tamtym meczu stawką była więc przegrana. Można powiedzieć, że miał wygrać ten, kto bardziej oleje mecz. Obie kadry wyszły więc na parkiet rezerwami, mało tego, rozgrywającym Brazylijczyków był Theo, a więc… atakujący. Giba, który nie był już wtedy pierwszym wyborem Rezende i wcześniej niektóre mecze rozpoczynał na ławce, wtedy zagrał od początku i zdobył „aż” osiem punktów. Ostatecznie w Ankonie bardziej wywalone na mecz mieli Brazylijczycy, którzy przegrali 0:3 (18:25, 20:25, 20:25). Bułgarzy też oczywiście grali straszną padakę, ale jednak mniejszą niż chłopcy Rezende. Kiedy po latach Giba opowiedział o tamtym meczu, trener przekonywał, że był to szwindel skręcony przez siatkarza, bo on do niczego podejrzanego swoich graczy nie namawiał. No ok…

Drugi mecz, wokół którego też narosło wiele wątpliwości, czy na pewno był uczciwy, to finał igrzysk olimpijskich w Londynie. Ten pamiętny, w którym Brazylia przegrała z Rosją 2:3, chociaż w pierwszych dwóch setach wprost zdemolowała Sbroną.

Afera wybuchła po opublikowaniu raportu Richarda McLarena, który badał doping w rosyjskim sporcie. W dokumentach pojawiła się wzmianka o siatkarzach z Rosji. Wtedy uaktywnił się emerytowany Giba (grał w tamtym meczu), wówczas będący już szefem komisji zawodniczej działającej przy FIVB. Były gwiazdor w wywiadzie dla brazylijskich mediów powiedział, że według jego wiedzy siedmiu Rosjan z finału olimpijskiego mogło grać na niedozwolonych środkach. Rozpętała się afera, bo brazylijskie nagłówki w stylu „Srebro może zamienić się w złoto” nie mogły przecież przejść bez echa. Kiedy strona rosyjska zaczęła atakować Gibę za rzekome wygadywanie głupot bez podania źródeł i dowodów, ten złagodził retorykę. Później mówił już tylko, że delikatną sprawę trzeba po prostu sprawdzić.

Wtedy kolejny raz wypominano mu, że on sam też nie był święty, bo przecież w 2002 r. został przyłapany na…

… paleniu marihuany…

… za co został zawieszony. I była to chyba największa rysa na jego karierze. Karierze, która właśnie wtedy rozpędzała się na dobre. W 2002 r. Giba został po raz pierwszym mistrzem świata. Na parkiecie wiodło mu się dobrze, gorzej poza nim, bo był świeżo po rozwodzie ze swoją pierwszą żoną Fabiane Pereirą (na marginesie: w 2000 r. nie zagrał we wszystkich meczach LŚ, bo podczas stosunku z ukochaną doznał złamania penisa…).

Piszemy o tym, bo to właśnie problemy prywatne miały po części sprowadzić na niego kłopoty. Było tak: samotny już siatkarz poznał piękną Włoszkę, która chciała wyciągnąć go na imprezę. Brazylijczyk odmówił, bo kolejnego dnia miał mecz, dlatego zostali u niego w mieszkaniu. Odpalili sobie film, otworzyli winko, wskoczyli do łóżka. Marihuanę miała ona, w torebce. Impreza była miła, dlatego kiedy kobieta poczęstowała go jointem, nie odmówił.

Błogi stan minął jednak już na drugi dzień, dokładnie 15 grudnia. Był akurat trzeci set meczu jego Ferrary z Padwą, gdy weszli „oni”.

Kiedy przygotowywałem się do przyjęcia zagrywki, zobaczyłem, jak do hali wchodzi komisja antydopingowa. Była to jedna z nielicznych chwil, kiedy na boisku znajdowałem się tylko ciałem, a myślami gdzie indziej. Przyjechali, żeby skontrolować 12 zawodników. I na tym właśnie polegał problem: znajdowałem się wśród nich. Nie było jak uciec – wspominał.

Przez kilkanaście dni chodził jak struty, bo wiedział, że wynik kontroli będzie pozytywny. W końcu dostał telefon od menadżerki klubu, która kazała mu pilnie przyjechać do biura. Kiedy powiedziała mu, że w jego moczu wykryto metabolity THC, w pierwszej chwili odpowiedział, że nic nie brał, ale oszukiwał sam siebie. W końcu przestał walczyć i czekał, aż afera rozniesie się na dobre.

I tak się stało. Został zawieszony przez klub, zmienił numer telefonu żeby odciąć się od dziennikarzy, a na miejscu we Włoszech opiekowała się nim matka, która przyleciała z Brazylii. Aby jak najszybciej odpokutować pewną karę, po konsultacji z prawnikami nie wystąpił nawet o zwyczajowe zbadanie próbki B. Chciał, żeby trwało to jak najkrócej, bo bał się, że uciekną mu igrzyska olimpijskie w Atenach. Komisja antydopingowa jego tłumaczenie o zapaleniu jointa z koleżanką uznała, tak samo jak i tłumaczenia, że marihuana w niczym nie pomaga na parkiecie, ale gracz czasowo i tak musiał zostać odstawiony od gry. Ale na złotych igrzyskach zagrał. O jego świetnej formie przekonali się wtedy zresztą m.in. Polacy, którzy dostali od Brazylii w ćwierćfinale 0:3. Giba zdobył wtedy dla przyszłych mistrzów najwięcej punktów – 15.

Gwiazdor najważniejsze mecze przeciwko biało-czerwonym wygrywał, ale nie tylko dlatego do dziś lubi powtarzać, że…

… Polska…

… która jest zakręcona na punkcie siatkówki, zawsze była dla niego wyjątkowym krajem. Brazylijscy siatkarze słyną z teatralnego zachowania podczas meczów i prowokowania rywala, ale Giba raczej nie przekraczał pewnej granicy. I zawsze bardziej niż inni komplementował naszych siatkarzy i sam kraj.

LEGIONOWO, 27.11.2016 TRENING GIBY Z SIATKARKAMI LEGIONOVII LEGIONOWO --- GIBA TRAINING WITH WOMEN'S VOLLEYBALL TEAM LEGIONOVIA LEGIONOWO NZ GIBA DZIECKO Z ZESPOLEWM DOWNA --- GIBA WITH CHILD WITH DOWN SYNDROME FOT. DOMINIK BUZE/FOTOPYK/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Kiedyś został zapytany, co utkwiło mu w pamięci ze zwycięskiego finału MŚ w 2006 r. w Japonii, w którym jego drużyna rozniosła Polskę 3:0. Powiedział, że m.in. nietypowa scena z autokaru, do której doszło już po rozdaniu medali. Chociaż Brazylijczycy dopiero co zostali mistrzami globu, zamiast świętować, zaczęli kłócić się z przedstawicielem swojej federacji, bo ten kazał im lecieć do ojczyzny, gdzie mieli spotkać się z kibicami. Zawodnicy nie chcieli o tym słyszeć, bo mieli już bilety do Włoch, gdzie większość z nich grała i mieszkała z rodzinami. Giba wspominał, że te dziwne sceny z autokaru obok widzieli Polacy, którzy mimo przegranego finału otwierali szampany. Po chwili nasi otworzyli okno, dali im trzy butelki i kazali przestać się kłócić.

Kiedy przed dziesięcioma laty w siatkarskim świecie głośno było o walczącej o życie Agacie Mróz, Giba zaangażował się w akcję pomocy przekazując na licytację swoją koszulkę, interesował się też przebiegiem leczenia zawodniczki. A gdy w 2014 r. był jednym z gości podczas mistrzostw świata w Polsce, spotkał się z jej córką Lilianą. Odcisnął też swoje ręce w Alei Gwiazd w Miliczu oraz przyleciał na Mecz Gwiazd, podczas którego oficjalnie zakończył karierę Paweł Zagumny.

W Polsce, gdzie od zawsze był bardzo lubiany, od kilku lat angażuje się także w działalność pozasportową. Spotykał się z dziećmi na oddziałach onkologicznych, a przed rokiem przyjechał nad Wisłę ze swoim programem „Gibinho”, którego celem jest walka z cukrzycą i otyłością wśród dzieci w wieku 6-15 lat.

Mimo bliskich kontaktów z Polską, nigdy nie było mu dane zagrać w PlusLidze. Chociaż plotek było co niemiara. Kiedyś jednak sam przyznał, że ofertę od jednego z naszych klubów miał na stole 2013 r., a więc już u schyłku kariery. Odrzucił ją, ale usprawiedliwienie, trzeba przyznać, miał wiarygodne. Był akurat świeżo po drugim rozwodzie.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. newspix.pl   

Opublikowane 07.05.2018 11:38 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 3
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Vinni
Vinni

Dodam jeszcze drobną ciekawostkę; Giba w najbliższym czasie przez jakiś czas będzie mieszkał w Polsce 😉

zaki
zaki

jeden z moich przyjacół ma raka, wykryty w lutym zeszłego roku . Lekarze dali mu kilka miesięcy życia. W tej chwili chodzi na cykle chemii i wyszukał w necie dobre opinie na temat ekstraktu konopnego CBD + CBDA 6 % carun… spróbował ..podobno konopia tej odmiany jest hodowana tylko w 3 miejscach na świecie kupił to w sklepie internetowym www konopiafarmacja pl Świeże wyniki rezonansu – choroba cofnęła się o prawie połowe . Zaznaczam tylko, że to rak w IV notabene ostatniej fazie, więc lekarze nie dawali żadnych szans Cóź nauka i medycyna jest potrzebna, ale nie można jej zawierzać w 100% tylko szukać innych rozwiązań oczywiście w granicach rozsądku. Lekarze mówią, że to cud…. ja zaczełem sam stosować profilaktycznie i przyznam dzięki temu produktowi lepiej spię mam więcej witalności w sobie i jestem odporniejszy na stres po podobno on jest winowająca chorób nowotworowych

WhiteStarPower
WhiteStarPower

Gosc legenda i dla mnie raczej siatkarz wszechczasow. Dobry materiał , dzieki

Weszło FM
25.10.2020

Poniedziałek na Weszło FM – co nas czeka?

Początek nowego tygodnia po zmianie czasu nigdy nie jest łatwy. Na świecie robi się ciemniej i bardziej ponuro. Poranek wspólnie z Wojtkiem Pielą i Darkiem Urbanowiczem może być jednak wspaniałym pomysłem na to, aby poprawić sobie nastrój. W Weszło FM „Dwójkę bez sternika” rozpoczniemy już o 7:00, a w programie rozmowy choćby z napastnikiem Rakowa […]
25.10.2020
Anglia
25.10.2020

Tak wygląda prawdziwy kanonier

Jeśli sztywno trzymalibyśmy się nazewnictwa, to napisalibyśmy, że w tym meczu zagrało czternastu Kanonierów – jedenastu piłkarzy Arsenalu z pierwszego składu i trzech wchodzących z ławki. Ale to tylko słowotwórstwo od klubowego przydomka. Na boisku był bowiem tylko jeden kanonier i to wcale nie w drużynie Mikela Artety. O kogo może chodzić? Oczywiście o Jamiego […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Lech w pucharach – STRONG, Lech w lidze – WEAK

Dobra postawa w pucharach i słabiutki występ w lidze. Wydaje się, że Lech Poznań złapał już swój rytm i przyzwyczaja do niego kibiców od początku tego sezonu. Jesteśmy świadkami powtórki z sezonów 2010/11 i 2015/16 – lechici wtedy też weszli do grupy Ligi Europy, a w Ekstraklasie prezentowali się kiepściutko. Dzisiaj Cracovia potrzebowała jednej wrzutki […]
25.10.2020
WeszłoTV
25.10.2020

LIGA MINUS. Paczul, Kowal, Białek, Roki

Halo, halo! Niedzielny wieczór bez Ligi Minus? Nie ma takiej możliwości. O 19:45 startujemy z waszym ulubionym magazynem poświęconym naszej kochanej Ekstraklasie. Wpadajcie na żywo, albo chociaż z odtworzenia! 
25.10.2020
Inne sporty
25.10.2020

Gigant Formuły 1 znów to zrobił. Hamilton wygrywa i bije rekord wszech czasów

Ostatni raz byliśmy tak zdziwieni, kiedy polski rząd ogłosił plany podniesienia płacy minimalnej. Lewis Hamilton, Mercedes i pierwsze miejsce – te pojęcia w 2020 roku zwykle występują razem. Dzisiejsze zwycięstwo w portugalskim Portimao było o tyle wyjątkowe, że Anglik wygrał Grand Prix po raz dziewięćdziesiąty drugi. Nikt nie ma więcej zwycięstw w Formule 1 niż […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Pan piłkarz Ivi Lopez. Głębia składu Rakowa budzi uznanie

Gdy Ivi Lopez meldował się w Ekstraklasie, witaliśmy go gromkim: czy aby na pewno? Czy skoro za dziewiątką w Rakowie grają Tijanić i Cebula, bezsprzecznie gwiazdy początku rozgrywek, to jest potrzebny Hiszpan? Dodajmy: Hiszpan na wysokim kontrakcie, jednym z najwyższych w Rakowie, a więc na pewno sprowadzany nie po to, by przy tym duecie siedzieć […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Zgodnie z planem? No nie do końca, ale Raków idzie dalej

Chyba tylko tak zwana logika Ekstraklasy mogła sprawić, by Raków Częstochowa nie wygrał dziś ze Stalą Mielec. Pierwsi są rewelacją sezonu, liderem i drużyną zbierającą wysokie noty ze styl, drudzy przed chwilą dostali szóstkę od Wisły Kraków, wcześniej nie potrafili strzelić Podbeskidziu i generalnie jeszcze nie udowodnili, że do ligi się nadają – fani naszej […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Niepokonany Górnik Łęczna na podium 1. ligi. Czas myśleć o awansie?

Możesz zagrywać piętkami „na ścianę”, jak Kamil Zapolnik i Paweł Zieliński. Możesz zakładać „dziury” rywalom jak David Panka. A nawet mieć w ekipie samego Goku. To jednak nic nie znaczy, gdy przyjeżdżasz do Łęcznej. Beniaminek ma za sobą sześć domowych spotkań i nie odnotował jeszcze ani jednej porażki. Ba, mało tego – drużyna Kamila Kieresia […]
25.10.2020
Włochy
25.10.2020

Reca dośrodkowuje, Walukiewicz wyprowadza, czyli włoska ziemia potwierdza talenty Polaków

Południe. Serie A. Cagliari kontra Crotone. Gdyby nie Polacy w obu ekipach, nigdy nie odpalilibyśmy tego meczu. Ciekawsza wydaje się nawet setna powtórka opolskiego festiwalu sprzed dziesięciu lat. Ale skoro już Arkadiusz Reca i Sebastian Walukiewicz spotkali się na włoskiej ziemi, to okej, postanowiliśmy zobaczyć, jak chłopakom pójdzie. Efekt? W sumie to nawet zabawne, że […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Na co jeszcze stać ekipę Andrei Pirlo?

Mistrzowie Włoch kontra sąsiedzi w tabeli. Brzmi absurdalnie, gdy dodamy, że nie chodzi o Romę, Napoli czy Milan, a o Hellas Werona? Trochę tak, ale ekipa z miasta Romea i Julii miała mnóstwo szczęścia, otrzymując trzy punkty za błąd Romy. Gdyby nie one, nie byłoby tak kolorowo. Dlatego spotkanie z Juventusem to szansa na ugranie […]
25.10.2020
Live
25.10.2020

LIVE: Lech wymęczył remis z Cracovią

Rosołek zaliczony, schabowy pewnie też, czas więc na niedzielnie granie! W ligach zagranicznych cudów się nie spodziewamy, nie ma jednego meczu, który wybijałby się ponad resztę. Za to na krajowym podwórku zagrają najpierw Raków Częstochowa (ze Stalą Mielec) i Lech Poznań (z Cracovią), więc oczekiwania jak na polskie realia mamy dość spore. Obyśmy się nie […]
25.10.2020
Anglia
25.10.2020

Premier League w tym sezonie stanęła na głowie. I nam się to podoba!

Everton, Aston Villa czy Leeds? Nie, raczej Tworki czy Choroszcz. Takie pytanie byście usłyszeli, sugerując na początku tego roku, że trzy wspomniane kluby na starcie sezonu 2020/21 zagoszczą w ścisłej czołówce Premier League. To, co wyprawia się na czele w lidze angielskiej, można wręcz porównać do karamboli w amerykańskich seriach wyścigowych. Dzieje się mnóstwo, każdy […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Czas na błysk wyczekiwanej perełki? Marchwiński dostanie swoje szanse

Wysokie natężenie meczów i nieco zbyt wąska kadra sprawiają, że Lecha Poznań prawdopodobnie czekają kłopoty przy jesiennym łączeniu gry w Ekstraklasie z grą w Lidze Europy. Natomiast dla niektórych piłkarzy terminarz z meczami rozgrywanymi co 3-4 dni będzie błogosławieństwem. Kimś takim może być Filip Marchwiński – jeden z największych talentów Kolejorza, który trochę zniknął w […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Roninowie “Kolejorza”, czyli nowa era klasy średniej

Piłkarska klasa średnia. W przypadku akademii Lecha Poznań niegdyś pojęcie dość problematyczne, ale dziś, o dziwo, śladów poznańskiej akademii jest pełno w całej Polsce. Jasne, że jeszcze całkiem niedawno na naszych oczach wyrastali choćby Jan Bednarek czy Karol Linetty, a obecnie Jakub Moder czy Tymoteusz Puchacz, ale, patrząc szerzej, nie znajdziemy aż tak wielu wychowanków […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Arsenal podtrzyma tradycję ogrywania Leicester?

Arsenal i Leicester sąsiadujące ze sobą w tabeli, ale poza strefą pucharową. Brzmi dziwnie? Trochę tak, jednak taka jest rzeczywistość. „Lisy” po dobrym starcie trochę wyhamowały, więc Arsenal, któremu ostatnio dość brutalnie przerwano passę bez porażki, może zwietrzyć w tym swoją szansę. My natomiast, tradycyjnie, spróbujemy coś na tym ugrać. Obstawiamy ten mecz w Superbet! […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Cel stał się marzeniem. Slavia Praga rok po Lidze Mistrzów

Rok bez jednego dnia – dokładnie tyle czasu minęło od pamiętnego dla naszych południowych sąsiadów meczu Slavia – Barcelona w arcytrudnej grupie Ligi Mistrzów, którą tworzyły też Inter i Borussia Dortmund. Wspomniane spotkanie mistrzowie Czech przegrali 1:2, ale pozostawili po sobie świetne wrażenie i byli dla „Dumy Katalonii” równorzędnym przeciwnikiem. Potwierdzili to w zakończonym bezbramkowym […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Przeskok z pucharów na ligę będzie bolesny dla Lecha? Niekoniecznie

Jak trudno przestawić się z pucharów na ligę? Lech Poznań dziś się o tym przekona, bo kilka dni po meczu z Benfiką musi zmierzyć się z Cracovią. Obydwa zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli, przedziela je tylko Warta. Dla „Kolejorza” porażka będzie jednak dramatem, bo wówczas perspektywa ponownej gry w Europie znów się oddali. Dlatego […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Sześć argumentów, dla których Cracovia nie wygra z Lechem

Jeśli widzicie szklankę do połowy pełną, stwierdzicie, że Cracovia przegrała w tym sezonie ligowym tylko jeden mecz. Na siedem prób, a więc bilans na papierze wygląda całkiem korzystnie. Jeżeli jednak wolicie patrzeć na świat przez nieco ciemniejsze okulary, będziecie musieli zauważyć, że „Pasy” spośród tych siedmiu meczów wygrały tylko dwa. Traciły punkty ze Śląskiem (porażka), a także […]
25.10.2020