post Avatar

Opublikowane 20.02.2018 11:44 przez

Kamil Gapinski

Osiem wygranych turniejów wielkoszlemowych, mistrzostwo olimpijskie, kolejne 52 triumfy w turniejach ATP, które należy doliczyć. Pozycja numer 1 w światowym tenisie. I tak dalej, i tak dalej. Na karierę Andre Agassiego można patrzyć przez pryzmat liczb, bo te są fantastyczne. Można. Ale my zrobimy to inaczej.

Chodzi o to, żebyście zrozumieli, przez ile przeszedł na drodze od wczesnego dzieciństwa, do zakończenia kariery, którego nadejścia niesamowicie pragnął, ale też i odpychał od siebie ten moment. Równocześnie. Światowa jedynka? Super, brzmi świetnie. Szkoda, że nie zawsze tak jest. Agassi coś o tym wie.

Nienawiść

Jesteśmy przekonani, że każdy z was choć raz w życiu robił coś, czego po prostu nie mógł znieść. Studia, które okazały się błędnym wyborem; praca nie dająca żadnej satysfakcji; czytanie „Dziadów”. Dla każdego to coś innego. Ważne, że znacie to uczucie. Teraz wyobraźcie sobie, że staje się to jedynym, znanym wam, sposobem na życie. Nie jesteście w stanie robić nic innego, bo żadna alternatywa nie została wam zaproponowana. Abstrakcja? Nie, życie Agassiego.

– Byłoby jak w niebie, co nie, Andre? Żeby tak to rzucić? Żeby już nigdy nie zagrać w tenisa? Nie mogę. Nie tylko dlatego, że mój ojciec ganiałby za mną po domu, wymachując rakietą, ale też dlatego, że coś w moim wnętrzu, gdzieś w środku, jakiś niewidzialny mięsień nie pozwala mi na to. Nienawidzę tenisa, nienawidzę go z całego serca, a mimo to będę grał dalej, odbijał piłki cały ranek, całe popołudnie, bo nie mam wyboru. Bez względu na to, jak bardzo bym chciał przerwać, nie mogę.

Przekleństwem Agassiego było to, że miał talent. Największy ze swego rodzeństwa, będąc przy okazji najmłodszym dzieckiem. Codziennie odbijał ponad 2000 piłek, codziennie był na korcie, codziennie myślał o tym, by z tym wszystkim skończyć. Ale nie mógł. Najpierw zapędzał go tam ojciec, potem trafił do akademii Nicka Bolletieriego, a w końcu – gdy stał się pełnoletni – nie znał innego świata niż ten tenisowy. Wszystko, co robił, do osiemnastego roku życia, było naznaczone przez jego ogromny talent. Tak bardzo, że kontynuował karierę przez kolejne 18 lat.

– Czemu grałem tak długo? Na początku przez brak alternatyw. Jako dziecko wiedziałem tylko, że sukces będzie akceptowalny. I że jeśli mi się nie powiedzie, to będzie to miało swoją cenę. Więc zagryzałem zęby i grałem jak najlepiej. Potem, gdy trafiłem do akademii w wieku 13 lat, jedynym wyjściem z niej był sukces. Nie wiesz, co innego robić, strach jest motywatorem. Po tym tenis zostaje twoim życiem, masz trochę sukcesów i świat mówi ci, że powinieneś się ekscytować. Więc żyjesz dalej w Dniu Świstaka, kółku chomika. Myślałem, że zostanie numerem jeden pozwoli mi nadać życiu sens, ale zostawiło mnie nieco pustym.

Agassi pogodził się z tenisem dopiero po wielu latach, po drodze zaliczając wiele upadków i jeszcze więcej wzlotów. Ten ostateczny pomogła mu osiągnąć jego żona, Steffi Graf. Jednak to inna osoba rzuciła na życie Amerykanina cień. O kształcie tenisowej rakiety.

Ojciec

– Mój ojciec wykrzykuje wszystko dwukrotnie, czasami trzykrotnie, a czasami dziesięciokrotnie. Mocniej, wrzeszczy, mocniej. (…) Nic tak bardzo nie wyprowadza go z równowagi, jak zagranie piłki w siatkę. Nie podoba mu się, gdy odbijam za wysoko czy też za daleko, ale kiedy trafiam w siatkę, aż się cały spienia. Błędy to jedna sprawa, uderzenie w siatkę to coś nieporównywalnie gorszego. Ojciec powtarza raz po raz: „Siatka to twój największy wróg”.

Żyć życiem, które wybrał dla ciebie ktoś inny, nie jest łatwo. Wydawałoby się to wręcz niemożliwe, ale tak właśnie wyglądało to w przypadku Amerykanina. To nie on wybrał tenis, to nie tenis wybrał jego. Wszystko zaplanował ojciec. Próbował z siostrami Andre, próbował z jego bratem, ale to najmłodszy z nich został obdarzony talentem, o jakim marzył. Problem w tym, że marzył on, nie jego syn.

O ojcu Andre powinniście wiedzieć tyle, że pochodzi z Iranu, dwukrotnie reprezentował kraj na igrzyskach olimpijskich jako… bokser, a w latach 50. wyemigrował do USA, przy okazji zmieniając swoje nazwisko. Emanoul Aghasi stał się Mikiem Agassim. No i miał obsesję na punkcie tenisa, ale tego już się chyba domyśliliście. Jego podejście najlepiej obrazuje wydana przez niego książka „Agassi Story” – opis metod, dzięki którym zrobił z Andre przyszłego mistrza. Niby nic, ale gdy trójkę starszych dzieci określasz mianem „królików doświadczalnych”, to ewidentnie coś jest nie tak.

– Nikt mnie nigdy nie spytał, czy chcę grać w tenisa, nie mówiąc już o tym, żeby zrobić z niego sposób na życie. W rzeczywistości mama uważała, że zostanę księdzem. Powiedziała mi jednak, że ojciec na długo przed moim urodzeniem zadecydował, że będę zawodowym tenisistą. Kiedy miałem roczek, potwierdziłem jego przewidywania. Obserwując grę w ping-ponga, wodziłem oczami za piłką, nigdy nie odwracałem głowy. Tato zawołał mamę: „Popatrz. Widzisz, jak rusza samymi oczami? Wrodzony talent”.

W kojcu mały Andre miał zawieszone nad głową piłki tenisowe. Kiedy nieco urósł, dostał rakietę dostosowaną do swoich rozmiarów i siły. Mógł uderzać nią we wszystko. Najbardziej lubił solniczki. Jego ojciec mu na to pozwalał, liczyło się tylko to, by tej rakiety używał. Gdy Andre był jeszcze małym dzieciakiem, cała rodzina przeprowadziła się do Vegas. Obejrzeli wiele domów, aż w końcu trafili na odpowiedni. Pod jednym, jedynym względem, który się liczył – podwórko musiało być wystarczająco duże, by zmieścił się na nim tenisowy kort. Właściwie pod hasłem „obsesja” w słownikach, wystarczyłoby napisać „zob. Mike Agassi”. Tak to widzimy.

Cały ten okres, treningi ojca, tysiące odbitych piłek, sprowadza się do jednego meczu w juniorach. Niepokonany Andre Agassi vs Jeff Tarango. Jeśli nie słyszeliście nigdy tego drugiego nazwiska, to nie szkodzi, gość nie został wielkim grajkiem. Decydujący set. Decydująca piłka. 4-4 w tie-breaku, nie gramy na przewagi. Andre zagrywa idealnie, poza zasięgiem rywala, trafiając w kort. Tarango, po chwili, wywołuje aut. Oszustwo zapewniające zwycięstwo. To moment, w którym Agassi się zmienia.

Po raz pierwszy nie boję się swego ojca. Nieważne, jak bardzo jest na mnie wściekły, moja złość jest dużo większa. Jestem wściekły na Tarango, na Boga, na siebie. (…) straciłem swój rekord – na zawsze. Nic już tego nie zmieni. Nie mogę znieść tej myśli, lecz nie potrafię przed nią uciec: jestem niedoskonały. Napiętnowany niedoskonałością. Ze skazą. Po latach wysłuchiwania tyrad ojca na temat moich niedoskonałości jedna porażka sprawiła, że wziąłem je sobie do serca. Przyswoiłem cechy ojca – jego niecierpliwość, perfekcjonizm, furię – aż mój głos przestał brzmieć jak głos ojca, on stał się moim głosem. Tato już nie musi mnie dręczyć. Od tego dnia mogę to robić sam.

Narkotyki

Pamiętacie o pustce po zostaniu numerem jeden? Jeśli nie, to cofnijcie się do drugiego cytatu w tym tekście i wróćcie tu po chwili. Dla reszty kontynuacja: Andre Agassi po raz pierwszy jedynką został w roku 1995. I wszystko nagle się posypało. Czy to dziwne? Nie, jeśli zajmujesz się czymś, czego nienawidzisz i osiągasz cel, który cię nakręcał, by jednak to robić.

I wtedy pojawiają się narkotyki.

Andre przyznał się w książce do tego, że w 1997 roku zażywał metamfetaminę. Pierwszy raz przyszedł, gdy wszystko, co trudne w życiu Agassiego, po prostu się na siebie nałożyło: córka jego trenera (i równocześnie przyjaciela) miała wypadek, Andre miał brać ślub, co do którego nie był nawet pewien, a Slim, jego znajomy, martwił się, że jego dziewczyna jest w ciąży, której oboje nie chcieli. To ten ostatni, gdy oglądał telewizję z Agassim, rzucił: „Chcesz się ze mną naćpać?”.

Słyszę słowa, które zdają się padać z czyichś obcych ust, jakby ktoś stojący tuż za mną mówił: „A wiesz co? Pierdolić to. Jasne. Nawalimy się jak stodoła”. Slim wysypuje kupkę proszku na ławę. Robi działkę, wciąga nosem. Znów robi działkę. Ja też wciągam. Opieram się na kanapie i rozmyślam o Rubikonie, który właśnie przekroczyłem. Jest chwila, w której żałuję tego, co zrobiłem, po niej opada mnie bezbrzeżny smutek. Następnie nadchodzi fala euforii i wymywa wszystkie wisielcze myśli z mego umysłu.

Mniej więcej tak to się zaczęło. Skończyło się niemal dwoma latami wyjętymi z tenisowego życiorysu. Swoją drogą, w międzyczasie Agassi zawalił kontrolę antydopingową i… nic się nie stało. Żadnej dyskwalifikacji, niczego. Przyjęto wyjaśnienie o jego nieświadomym zażyciu narkotyków. To moment, od którego rozpoczyna się jego marsz w górę, zakończony wygraną w Roland Garros 1999. Moment odrodzenia, nowego Andre Agassiego.

Sampras

Jedna z największych tenisowych rywalizacji wszech czasów. Nie zdziwcie się, jeśli za parę lat zobaczycie film „Sampras vs Agassi”. Bo to hollywoodzki materiał, choć większość akcji rozgrywała się tam za kulisami.

Kluczem są tu charaktery obu bohaterów: spokojny, małomówny, momentami wręcz nudny, Pete Sampras staje naprzeciwko naładowanego energią, ekstrawertycznego Andre Agassiego. W dodatku obaj, choć się szanują, nie są przyjaciółmi. Ujmując to stosunkowo łagodnie. No i nie można zapomnieć, że są wielcy – łącznie zdobywają 22 tytuły wielkoszlemowe. Całkiem pokaźna kolekcja.

Dziś Agassi nie ma problemu z tym, by przyznać, że Sampras był „najlepszy w ich generacji”. Ten drugi za to, jeszcze w swych najlepszych latach, mówił: „Kiedy gram z Andre, to jakby walczyło ze sobą dwóch zawodników wagi ciężkiej. To jedyny gość, grając z którym czuję, że nawet, gdy gram dobrze, jest w stanie mnie pokonać”.

Obaj „wyprodukowali” fenomenalne mecze. Jeśli macie wolnych kilka godzin, to poszukajcie w sieci ćwierćfinału US Open z 2001 roku (cztery sety, wszystkie kończone tie-breakami, bez przełamań) albo finał tego turnieju z kolejnego roku. Oba wygrane przez Samprasa, ten drugi to zresztą ostatni mecz w jego karierze. Czysta magia, tenis w najlepszym wydaniu, rywalizacja, która napędzała ten sport.

Tym bardziej szkoda, że ich stosunki bardzo się popsuły, gdy zeszli z kortu. Winna temu autobiografia Agassiego, którą wydał w roku 2009. Czego dowiemy się z niej na temat Pete’a? Że jest nudziarzem i sknerą, który – zarabiając miliony – zostawia jednodolarowe napiwki. Okej, to nie wszystko, ale nie trzeba wam chyba wyjaśniać, że to głównie ten fragment zdenerwował Samprasa? A poza nim na przykład takie:

– Zazdroszczę małemu Pete’owi. Chciałbym być w stanie naśladować jego spektakularny brak inspiracji i jego szczególny brak potrzeby inspiracji.

Później przyszedł jeszcze charytatywny mecz, w trakcie którego Andre naśmiewał się z Pete’a (zawodnicy grali z mikrofonami przy ustach). Przeprosił, ale sytuacja na tyle się zaogniła, że po roku, gdy mieli zagrać, po raz kolejny charytatywnie, w Buenos Aires, przylecieli tam osobnymi samolotami, mieszkali na innych piętrach hotelu, Sampras nie chciał usiąść z Agassim przy jednym stoliku, a o wspólnej konferencji prasowej czy pokazowych treningach nie było mowy. Ostatecznie mecz odwołano.

Od kilku lat o rywalizacji tej dwójki nic nie słychać. Z jednej strony szkoda, a z drugiej… może to i dobrze?

Ostatni finał, ostatnia walka

– W trzecim secie przełamuję go i jestem do przodu 4-2. Serwuję, mając wiatr w plecy, a Federer zaczyna knocić piłki. Teraz mam podwyższyć na 5-2 i przez jedną ulotną chwilę obydwaj mamy wrażenie, że stanie się tu coś niezwykłego. Patrzymy sobie w oczy. Dzielimy się tą chwilą. I wtedy przy 30 do zera uderzam mocno na jego bekhend, a on robi zamach i trafia piłkę ramą. Piłka, odbijając się od jego rakiety, jęczy fałszywie. Ale ten paskudny niewypał w niewyjaśniony sposób przelatuje nad siatką i spada w kort. Punkt. Przełamuje mnie i wracamy do serwów.

2005 rok, ostatni wielkoszlemowy finał w karierze Agassiego. Już wiecie z kim. To jedno z tych spotkań, w których spotkała się młodość z doświadczeniem. Trudno w to uwierzyć, ale po stronie młodości stał wtedy Szwajcar. I to ona triumfowała. Nas interesuje tu jednak coś innego. Zdrowie Andre Agassiego.

Końcowy okres kariery to dla Andre nie tyle walka z rywalami, co ze słabością własnego ciała. Amerykanin nigdy nie był… no właśnie, Federerem. Nie ten styl gry, nie ta dbałość o własną fizyczność, nie ten charakter. I przede wszystkim: nie te wrodzone cechy. Bo Szwajcar nie urodził się z zesztywniającym zapaleniem stawów kręgosłupa. Spokojnie, już tłumaczymy: ostatni kręg oddzielił się od reszty, co powoduje, że nerwy mają zdecydowanie mniej miejsca niż powinny. Agassi to czuje, ludzie widzą – to z tego faktu wynika jego charakterystyczny chód.

Przenieśmy się teraz w czasie o rok. Agassi walczy sam ze sobą, by być w stanie zagrać jeszcze jeden mecz, jednego seta, gema, piłkę. Zeszłoroczny finalista US Open gra w drugiej rundzie i mimo otępiającego bólu wygrywa pięciosetówkę z Baghdatisem. Ale to nie tak, że wychodzi na kort i robi swoje. Przed meczem śpi na podłodze, bo tam jego kręgosłup lepiej się czuje, a do tego dostaje serię zastrzyków przeciwbólowych:

Lekarz, nie mój stały doktor, powiedział mi opryskliwie, żebym się położył. Wyciągnąłem się na stole twarzą w dół, a pielęgniarka szarpnięciem ściągnęła mi spodenki. Lekarz wyjaśnił, że musi wbić siedmiocalową igłę jak najbliżej zaognionych nerwów. Nie mógł jednak wkłuć się bezpośrednio, bo przeszkadzały mu przerośnięte dyski i narośl kostna. (…) Musiał niemal otrzeć się igłą o nerwy, jak powiedział, nie dotykając ich. Gdyby tak się stało, nawet gdyby nieznacznie o nie zahaczył, ból uniemożliwiłby mi dokończenie turnieju.

Lekarzowi się udało, podobnie jak Agassiemu. Ale tylko dwa razy. Za trzecim, w pojedynku z Benjaminem Beckerem, poległ w czterech setach, w swym ostatnim meczu w karierze. Tak, jak chciał… jego ojciec, który otwarcie mówił, że wolałby, by jego syn przegrał i to wszystko się zakończyło. Samemu Andre powiedział później, że gdyby mógł cofnąć czas, to na pewno nie zrobiłby z niego tenisisty. Mądry Polak Irańczyk po szkodzie.

Tak zakończyła się ta kariera. Choć nie skończył się Agassi, równocześnie prowokujący, ekscentryczny, jak i genialny, gdy tylko wychodzi na kort, o czym przekonać mogli się wszyscy, którzy byli na wspomnianym już meczu charytatywnym. Niedawno stracił rekord najstarszego lidera rankingu, który go wyróżniał, na rzecz Rogera Federera. Ale, powiedzmy sobie szczerze, czy tak naprawdę go potrzebował?

Bo Andre Agassiego najbardziej wyróżnia to, że jest Andre Agassim.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix.pl

Opublikowane 20.02.2018 11:44 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 3
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
kisielWRK
kisielWRK

Spoko artykuł, ale żeby zrozumieć kim jest Agassi i dlaczego jest tym kim jest trzeba przeczytać OPEN.
Polecam, na pewno nie będzie to stracony czas, nawet dla tych, którzy z tenisem mają niewiele wspólnego – tak jak ja.

Pawel_Jumper
Pawel_Jumper

100% racji, też nie interesuję się zbytnio tenisem, ale OPEN w mojej opinii to po prostu najlepsza biografia sportowa, którą trzeba znać.

blazej przybylowicz
blazej przybylowicz

fajny artykuł.
warto też wspomnieć o jego porażce w finale french Open, o której zdecydowała peruka, która mu się odklejała.

Weszło
28.09.2020

Najbardziej naiwny zespół Premier League?

Rusza na ciebie z pressingiem Sadio Mane, Roberto Firmino i Mohamed Salah. Linie podań do bocznych pomocników oddzielają Andrew Robertson oraz Trent Alexander-Arnold. Stoisz na piątym metrze od własnej bramki, golkiper jest dwa metry dalej, drugi ze stoperów znajduje się na wyciągnięcie ręki. Co robisz? Wydaje nam się, że jakieś 99,5% piłkarzy świata wywala piłkę […]
28.09.2020
Inne sporty
28.09.2020

W Warszawie da się biegać, czyli jak zorganizowano cztery maratony w… dwa dni

Koronawirus, rzęsisty deszcz i porywisty wiatr – to wszystko nie zatrzymało uczestników 42. PZU Orlen Maratonu Warszawskiego. Impreza, która odbywała się w miniony weekend w stolicy, okazała się równie oryginalna, co udana. Cztery serie po 250 biegaczy. Pierwsza startująca w sobotę o 16, ostatnia w niedzielę o 13. Pomiędzy nimi elita biegnąca o 8 rano, […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Stal Mielec doczekała się zwycięstwa, Piast okopuje się na dnie

Mielec świętuje! Od dziś ostatnim zwycięstwem Stali w Ekstraklasie nie jest 4:1 ze Stomilem z 11 maja 1996 roku. Beniaminek jako pierwszy w tym sezonie ligowym pozwolił Piastowi Gliwice na strzelanie goli, do siatki trafił nawet Dominik Steczyk, ale nic to gościom nie dało. Kolejny raz przegrali i nadal zamykają tabelę. Bracia Fornalikowie muszą się […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

WESZŁOPOLSCY: BIAŁEK, ROKI, PACZUL, MILEWSKI, SŁAWIŃSKI, SZCZYGIELSKI

Poniedziałek, 20:00, czyli czas na kolejną odsłonę „Weszłopolskich” w Kanale Sportowym i Weszło FM. Tym razem w składzie: Jakub Białek, Mateusz Rokuszewski, Paweł Paczul i Leszek Milewski. Kogo dziś gościmy? Jarosława Mroczka, prezesa Pogoni Szczecin, Pawła Tomczyka, dyrektora sportowego Rakowa Częstochowa oraz Damiana Zbozienia, piłkarza Wisły Płock. Nie zabraknie także części poświęconej pierwszej lidze, w […]
28.09.2020
Weszło Extra
28.09.2020

Jak szybko skończyć z graniem i nie żałować? „Zarabiam więcej niż jako piłkarz”

Większość zawodników kończy kariery w sposób mniej więcej kontrolowany. Grają do określonego momentu i wreszcie mówią „dość”, bo już brakuje sił, odzywają się stare kontuzje, zwyczajnie zaczyna im brakować motywacji albo zapalili się do czegoś nowego. Czasami są pechowcy, którzy schodzą z boiska przedwcześnie ze względu na poważne problemy zdrowotne. Wtedy więcej od nich do […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Kwiatkowski: „Brzęczek nie ma już gorączki. Nie ma żadnego zagrożenia dla meczów kadry”

– Jerzy Brzęczek przejdzie trzy kolejne testy. Jeśli wynik dalej będzie pozytywny, to też nic złego się nie stanie. To, że trener nie może usiąść na ławce trenerskiej, to nic specjalnego, nic wielkiego, nic zaskakującego, bo są różne sytuacje losowe, które mogą uniemożliwić selekcjonerowi poprowadzenie swojej drużyny z linii. Może być na przykład ukarany czerwoną […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Ufland: „Kwarantanna? Na dziś uśrednionym terminem granicznym jest 5 października”

– W tym momencie wszyscy pozostają w izolacji. Również ci, u których stwierdzono wynik negatywny. Zamykamy na cały tydzień budynek administracyjny klubu i stadionowy sklep. Pracownicy przechodzą w tryb pracy zdalnej. Wszystko po to, by mieć pewność, że to ognisko, które się u nas pojawiło będziemy wygaszać – mówił Krzysztof Ufland, rzecznik prasowy Pogoni Szczecin, […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Gdzie jedzie sędzia po meczu B klasy w Sosnowcu? Na izbę przyjęć…

Wiadomo, że B klasa to nie są Himalaje futbolu, nawet nie kopiec kreta, czasem trzy podania z pierwszej piłki mogą się przytrafić, jeśli podsumujemy cały sezon. Natomiast to wciąż są duże emocje. Futbol tworzy je wszędzie – niezależnie od poziomu i stawki. Jednak zawsze dobrze, gdy te emocje przekuwają się na coś pozytywnego, a tego […]
28.09.2020
Bukmacherka
28.09.2020

Zakład bez ryzyka. Co to jest i gdzie można z niego skorzystać?

Zakład bez ryzyka jest jednym z bonusów przyznawanych na start przez firmy bukmacherskie. W nagrodę za rejestrację użytkownicy otrzymują możliwość zakładu bez ryzyka, czyli nawet jeśli ich pierwszy kupon będzie przegrany, bukmacher zwróci im jego stawkę. Z kolei w przypadku trafionego typu, otrzymujemy pełną wygraną. Jest to jedna z ulubionych ofert graczy, gdyż mają możliwość […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Animucki: „Lech i Legia walczą dla całej ligi. Tak budujemy wizerunek Ekstraklasy”

– Walczymy o ranking dla wszystkich klubów Ekstraklasy. Nie tylko dla Legii czy Lecha, bo wskakując na 28. miejsce w rankingu UEFA nie będziemy zaczynać od pierwszej rundy, tylko od drugiej rundy. Wszystkie nasze cztery drużyny. To dwa tygodnie więcej czasu na przygotowanie. Tak się buduje wizerunek ligi, tak się buduje wartość sportową ligi. Dla […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Hiszpan w Polsce: inwestycja długoterminowa

ŁKS Łódź w I lidze zaczął sezon od pięciu zwycięstw. 3 gole i 3 asysty uzbierał Jose Antonio Ruiz Lopez, znany również jako Pirulo, 2 gole i asystę ma również Samuel Corral. Ten duet na finiszu Ekstraklasy też potrafił błysnąć. Pierwszy z nich bardzo długo był jednym z niewielu tak często grających ofensywnych pomocników bez […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Pytanie dnia: czy Piast strzeli wreszcie gola w lidze?

Piast Gliwice całkiem przyzwoicie zaprezentował się w europejskich pucharach, odpadając dopiero w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Europy. Po starciu z FC Kopenhagą, która – nie oszukujmy się – dla takiego klubu jak Piast była rywalem niemalże zaporowym. Awans byłby sensacją. Jednak łączenie występów pucharowych i ligowych jak dotąd wychodziło gliwiczanom gorzej niż marnie. Dość […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Liga pragmatyków? Aż 47% bramek pada po stałych fragmentach

Raków Częstochowa wszedł do ligi z osławionymi 140 wariantami rozegrania rzutów rożnych. Wisła Płock w zeszłym sezonie pokazała, że posiadanie gościa potrafiącego świetnie zagrać ze stojącej piłki to już połowa sukcesu w walce o utrzymanie. Nasza liga kocha wrzutkę z rogu na stoperka, wolny z czterdziestego metra, po którym trzy czwarte drużyny wchodzi w pole […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Piast się przełamie i wygra do zera?

Po niedzieli bez Ekstraklasy poniedziałek z nią smakuje jeszcze lepiej. Nawet jeśli na boisku zobaczymy Piasta Gliwice, który w tym sezonie nie zdobył jeszcze bramki. W meczu ze Stalą Mielec w barwach drużyny ze Śląska zabraknie dwóch czołowych napastników – Piotra Parzyszka oraz Jakuba Świerczoka. Czy Piast zdoła się w końcu przełamać? Typujemy to spotkanie […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Pora sprawdzić się w dorosłym graniu. Marcin Bułka przejdzie do FC Cartagena

Marcin Bułka w wieku dwudziestu lat już ma piękne CV jeśli chodzi o kluby, Chelsea i PSG to nazwy robiące wrażenie. Na dobrą sprawę jednak ciągle mowa o bramkarzu, o którym trudno powiedzieć, co on tak właściwie potrafi i jaki ma styl gry. Z prostego powodu: w piłce seniorskiej wciąż dopiero raczkuje. Teraz jednak ma […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

„W szatni żarty idą ciężkie. Ale te żarty pomagają w złapaniu dystansu”

Marcin Stefanik do szesnastego roku życia miał piętnaście operacji. Wizyty w szpitalu stanowiły rutynę. Wszystko przez to, że urodził z wadą kończyn górnych. Nie przeszkadza mu to dziś jednak w żaden sposób, a ciekawe, że duże znaczenie miała w tym piłka nożna, w szczególności klimat szatni. Byłemu juniorowi Arki Gdynia nieodzowna tam szyderka i żarty […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Show Zielińskiego, hattrick Mierzejewskiego, XI kolejki Gikiewicza | STRANIERI

To był zdecydowanie udany weekend dla polskich piłkarzy rozrzuconych po świecie. Nasi stranieri strzelali bramki wszędzie – od USA aż po Chiny. A jeśli nie strzelali, to podawali kolegom, dzięki czemu ich zespoły zaliczały ważne wygrane. A jeśli nawet nie podawali, to chociaż bronili tak, że zasłużyli na wyróżnienie przez lokalne media. Bilans weekendu? Osiem […]
28.09.2020
Weszło
28.09.2020

Dziekanowski: Kiedy właściciel Legii zwolni prezesa?

W poniedziałkowej prasie m.in. echa koronawirusa u Jerzego Brzęczka i w Pogoni Szczecin, wywiad z Ireneuszem Mamrotem, doping wśród medalistów z Barcelony czy szyderka z książki Małgorzaty Domagalik.  PRZEGLĄD SPORTOWY Selekcjoner Jerzy Brzęczek z koronawirusem, sztab kadry na kwarantannie. Kto poprowadzi zespół podczas najbliższych meczów? Dlatego niewykluczone, że najbliższe mecze faktycznie poprowadzi z ławki jeden […]
28.09.2020