post Avatar

Opublikowane 07.02.2018 17:36 przez

Rafal Bienkowski

A więc Vital Heynen. To on będzie miał za zadanie podnieść reprezentację polskich siatkarzy z totalnej mielizny, na której osiedli po przerżniętych mistrzostwach Europy. Trudno dać sobie obciąć rękę, czy Belgowi uda się posprzątać bajzel po Ferdinando De Giorgim, ale jedno jest pewne – nudno nie będzie. Naszych siatkarzy spróbuje bowiem przywołać do porządku jeden z największych trenerskich freaków. Chociaż jak pokazuje jego bogata kariera, w tym szaleństwie jest metoda.

***

Na początku ustalmy jedną rzecz. O człowieku, który potrafi sam ze sobą przeprowadzić wywiad, na pewno nie można powiedzieć, że jest całkowicie normalny.

Belg w osłupienie potrafił też wprawić wielu zawodników, których trenował. Kiedy prowadził reprezentację Niemiec, na jeden z treningów przyszedł z reklamówką wypchaną słodyczami. Plan był prosty: zawodnik, który najlepiej wykonał dane ćwiczenie, mógł wyciągnąć małe co nieco z torby. I cel swój osiągnął, nawet tak błaha nagroda sprawiała, że gracze dawali z siebie więcej. Takich chwytów stosował jednak więcej, bo zawsze starał się pilnować, aby nawet podczas zwykłego treningu siatkarze o coś rywalizowali.

Podobnie było w latach 2013-2015, kiedy prowadził Transfer Bydgoszcz.

Paweł Woicki, były rozgrywający bydgoszczan: – Czasami graliśmy o piwo, co chyba nakazywała mu polska, stara tradycja. Albo o pieniądze, które wcześniej kładliśmy pod słupek. Popularne były również czekoladki belgijskie. Rozdawał je nam lub wieszał na sznurkach na bramce do piłki nożnej, a my później musieliśmy je strącać. I to nie było łatwe. Kreatywność podczas rozgrzewki była u niego nieograniczona.

Numerem, który stał się chyba najsłynniejszy, było jednak nakazanie Niemcom przyjmowania podczas rozgrzewki piłek krzesłami. Tak, krzesłami. Uznał bowiem, że jeśli będą potrafili dobrze odbić je jakimś przedmiotem, to tym bardziej później gołymi rękami w czasie meczu. Innym razem, podczas zajęć w VfB Friedrichshafen, podpuszczał zawodników pytając, który z nich uniesie najwięcej piłek. Oczywiście dowolnym sposobem. Najbardziej kreatywny okazał się Słowak Tomas Kocian, który – upychając je także pod koszulkę i gacie – zdołał unieść aż dwanaście.

Dlaczego ciągle wymyśla swoim podopiecznych coraz to bardziej nietypowe zadania? Bo najbardziej nienawidzi nudy i rutyny. Kiedy sam był jeszcze zawodnikiem, rozgrzewka zawsze była dla niego największą mordęgą. W wywiadach często podkreśla, że to właśnie nuda zabija w siatkarzach kreatywność, dlatego sam nudziarzem nie jest.

Co jeszcze? Vital Heynen jest też prawdopodobnie jedynym siatkarskim trenerem na świecie (a może i w ogóle?), który woził reporterkę telewizyjną po parkiecie w… sklepowym wózku. A tak właśnie było podczas Igrzysk Europejskich w Baku w 2015 r.

CIRt8NmWgAAeWOx

Stara się być też psychologiem. Nic więc dziwnego, że jego ulubioną książką jest poradnik „Dary niedoskonałości. Jak przestać się przejmować tym, kim powinniśmy być, i zaakceptować to, kim jesteśmy” autorstwa Brené Brown. Co ciekawe, ma zwyczaj, że ciekawsze tytuły rozdaje swoim zawodnikom.  Do graczy w ogóle podchodzi bardzo analitycznie, często żyjąc też ich życiem.

Dba o to, aby ci widzieli w nim nie tylko trenera, ale i kumpla. Dlatego też niezły z niego jajcarz. Przykład? W czasie pracy w kadrą Niemiec zdarzyło mu się nawet szukać w mediach społecznościowych dziewczyny dla swojego przyjmującego. Tak napisał na swoim  koncie na Twitterze: „Problem dnia: wszyscy zawodnicy z reprezentacji mają dziewczyny z wyjątkiem 1: Christian Fromm. Jest miły i uprzejmy. Kto może mi pomóc?”.

No i pracoholik. Był moment, że w tym samym czasie miał aż cztery fuchy: prowadził reprezentację Niemiec i Noliko Maaseik, ale swój czas dzielił również na dyrektorowanie w holenderskim STV Tilburg oraz współpracę z siatkarkami plażowymi. Nieźle, co?

***

Jest ekscentryczny, ale to także świetny fachowiec, dziś zdecydowanie jeden z czołowych na świecie. Kiedy w 2012 r. obejmował Niemców, ci nie odgrywali żadnych poważniejszych ról na największych imprezach. A on już w pierwszym roku doprowadził ich do 5. miejsca na igrzyskach olimpijskich w Londynie. Dwa lata później sukces był jeszcze większy – brązowy medal mistrzostw świata w Polsce. Przypomnijmy, że nasza kadra to właśnie z nim musiała zmierzyć się w półfinale i to nie był spacerek. Podopieczni Heynena przegrali wprawdzie 3:1, ale każdy set to była wojna.

Zawsze potrafił też się postawić. Tak było chociażby pod koniec 2014 r., kiedy to prawdopodobnie także jego zdanie zaważyło na tym, że Niemcy wycofali się ze startu w Lidze Światowej w 2015 r. Heynen był wściekły, że FIVB wpakowała ich zaledwie do drugiej dywizji. Belg przeczołgał więc organizatorów w mediach:

– W momencie podziału grup byliśmy piątą drużyną igrzysk olimpijskich! Ciężko mi zrozumieć, dlaczego w pierwszej dywizji znalazł się np. Iran, który jest za nami w każdym sportowym aspekcie. FIVB pokazało, że ranking światowy nie ma sensu. Wszystkim zależy, żeby grać z silnymi przeciwnikami. Francja, owszem, jest dużą marką na świecie, ale ciężko mi będzie zmotywować zawodników do meczów przeciwko Czechom i Korei Południowej – mówił portalowi worldofvolley.com zapowiadając, że jego drużyna zamiast na „światówkę”, pojedzie na Igrzyska Europejskie w Azerbejdżanie. Które zresztą później wygrała.

Jego największą porażką był jednak brak awansu z Niemcami na igrzyska do Rio de Janeiro. O wszystkim zadecydował europejski turniej kwalifikacyjny w Berlinie, a konkretnie przegrany mecz o 3. miejsce z Polakami. To spotkanie w Max-Schmeling-Halle – chociaż jego stawką był jedynie awans do kolejnego turnieju eliminacyjnego w Tokio – będzie pamiętane latami. Przegrany definitywnie tracił szanse na igrzyska. Ekipa Stephana Antigi przegrywała już 1:2, broczyła krwią, dyndała nad przepaścią, ale jednak doprowadziła do tie-breaka. Piąty set to był dreszczowiec. Atak za atak, punkt za punkt, obrona za obronę. Ostatecznie jednak to nasi wygrali 16:14 i polecieli do Tokio.

Dlatego był to jego ostatni sezon z tą drużyną, chociaż medal MŚ sukcesem był ogromnym. W ubiegłym roku objął więc swoją rodzimą reprezentację i wycisnął z niej maksimum, a może nawet jeszcze kilka procent więcej. Ze średniej klasy graczy stworzył paczkę, która w Lidze Światowej była w stanie wygrywać z Serbią, Stanami Zjednoczonymi, a nawet Włochami. To było coś, nawet jeśli te ekipy nie zawsze grały w najmocniejszym składzie. Belgowie awans do Final Six w Kurytybie przegrali z Amerykanami jedynie gorszym stosunkiem setów.

Później byli niespodzianką mistrzostw Europy w Polsce, gdzie wygrali swoją grupę obijając nawet Francję. W ćwierćfinale sensacyjnie pokonali 3:0 Włochów, a zatrzymali ich dopiero w półfinale Rosjanie. Mecz o brąz przegrali natomiast z Serbią dopiero po tie-breaku. Uzyskanie takiego wyniku, nie mając przecież do dyspozycji żadnych gwiazd, mocno podbiło jego nazwisko na rynku.

***

Drogę do pracy z reprezentacjami utorował sobie bardzo dobrą pracą w klubach, chociaż nigdy nie dostał do ręki zabawki z absolutnego europejskiego topu. Najpierw przez siedem lat dyrygował Noliko Maaseik i dołożył do klubowej gabloty cztery tytuły mistrzowskie (był też srebrny i brązowy medal Pucharu CEV). Chcąc odciąć pępowinę łączącą go z rodzimą ligą, w 2012 r. wyjechał ratować pałętający się po dnie tabeli ligi tureckiej Ziraat Ankara. I wyciągnął go stamtąd.

W 2013 r., prowadząc już reprezentację Niemiec, podpisał kontrakt z Transferem Bydgoszcz (dzisiejszą Łuczniczką). Kiedy wchodził do szatni bydgoszczan, atmosfera w niej też była wisielcza, bo i ta drużyna była czerwoną latarnią ligi. Mimo to wyciągnął ją na 9. miejsce. Rok później było jeszcze lepiej. Pracując już pełny sezon, doszedł do play-off zajmując ostatecznie 5. lokatę. Drużyna z Bydgoszczy od tamtej pory nie zakończyła ligi na wyższym miejscu.

Jak wspominają go zawodnicy?

– Połowa ludzi go uwielbia, połowa nienawidzi – mówi Weszło Paweł Woicki, obecnie zawodnik Indykpolu AZS Olsztyn. – Być może właśnie z tego powodu zrobił na mnie duże wrażenie, bo ze mną jest podobnie: albo Woickiego lubisz, albo go nienawidzisz i będziesz jego sportowym oponentem. Dogadaliśmy się, bo sam też jestem impulsywny, emocjonalny, mocno zaangażowany w to co robię. Mogę powiedzieć, że on mnie stworzył, pozwolił mi uwierzyć w swoje możliwości, ułożyć grę w głowie. Rozumiał mnie. Nie musiałem się z niczego tłumaczyć, po prostu akceptował moje boiskowe decyzje. Bardzo dobrze czyta ludzi. Jednego zawodnika potrafił ciągle głaskać, bo wiedział, że on musi być głaskany, ale przy drugim wiedział, że jak go wkurzy, to on mu wygra mecz. Świetnie grał emocjami. A jego zachowanie podczas meczu? To gra aktorska, wszystko jest wyreżyserowane.

WARSZAWA 20.03.2015 PIERWSZY MECZ II RUNDA PLAY OFF O MIEJSCA 5-8 PLUS LIGA MEZCZYZN PILKA SIATKOWA SEZON 2014/15 --- POLISH VOLLEYBALL LEAGUE MATCH IN WARSAW: AZS POLITECHNIKA WARSZAWSKA - TRANSFER BYDGOSZCZ 2:3 VITAL HEYNEN FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

I dodaje: – Potrafił się dostosować do grupy. Trenerzy często zamykają się na swoją ścieżkę i nieważne kogo dostają, cały czas robią to samo. Nie można tak. Każda grupa jest inna, każdy zawodnik jest inny. A on był otwarty na wszystkie pomysły. Jego droga treningowa jest bardzo ciekawa. Nie zajeżdża zawodnika, bo siatkówka ma być przyjemnością. Powtarzał nam, że nie trening sam w sobie jest najważniejszy, tylko mecz, który jest świętem. Niektórym zawodnikom oczywiście mógł nie podobać się jego styl pracy, ale jak później spojrzeli na swój rozwój i wyniki, to mogli być zadowoleni.

Po dwóch sezonach z powodów rodzinnych sam zrezygnował z pracy w PlusLidze. Później przez kilka miesięcy prowadził jeszcze francuskie Tours.

***

Zakręcony coach związany jest jeszcze kontraktami z niemieckim VfB Friedrichshafen i reprezentacją Belgii. Ze swoją federacją ustalił jednak podczas parafowania umowy, że jeśli pojawi się bardzo atrakcyjna oferta, będzie mógł z niej skorzystać. No i się pojawiła.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI  

Fot. FotoPyk/FIVB

Opublikowane 07.02.2018 17:36 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 2
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jose Maria Brovario
Jose Maria Brovario

Wypadałoby napisać, że publikujecie ten sam artykuł, słowo w słowo, co dwa miesiące temu. Jeśli wasze nowe radio będzie wyglądać jak weszlo.com ostatnio, to kurwa jego mać.

Chata Kumba
Chata Kumba

To fakt. Wtedy przeczytałem, teraz w nagłówku nic O tym, że to stary tekst , więc liczyłem na to, że coś ekstra dopisali a tu dupa blada

Blogi i felietony
22.10.2020

Valmiera? Benfica? Bez różnicy. Lech ma jaja

Lech przegrał z Benficą. No i co z tego? Czy ktoś powinien mieć do niego jakiekolwiek pretensje? Nie, bo pokazał, że ma jaja i nie boi się grania tego, co chce. Przed meczem mówiłem sobie, że wynik mnie nie interesuje. Szanse na to, by Lech pokonał Benficę – faworyta nie tylko naszej grupy, ale i […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Sporo pozytywów oraz duet stoperów i Kaczarawa. Noty Lecha za Benfikę

Mimo że Lech Poznań przegrał z Benfiką, nie mamy pretensji do jego zawodników. Podjęli walkę, zagrali w swoim stylu, nie było wątpliwości, że obie drużyny uprawiają tę samą dyscyplinę sportu. Większość ocen jest więc co najmniej przyzwoita, choć są wyjątki. Skala not tradycyjnie 1-10, wyjściowa 5.  Filip Bednarek (5) Dwie dobre interwencje w końcówce, szczególnie […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Gol sezonu Rangersów. Szkoci zaczynają od zwycięstwa w lechowej grupie

Mogliśmy się zastanawiać nad tym, który z pozostałych zespołów w grupie Lecha Poznań w Lidze Europy jest silniejszy. Rangersi czy jednak Standard Liege? Bo co do tego, że Benfica przerasta resztę stawki, nie było wątpliwości. No i na „dzień dobry” Szkoci ograli Belgów 2:0. Natomiast pewnie nie wynik, a gola z 92. minuty zapamiętamy na […]
22.10.2020
Blogi i felietony
22.10.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Gdy Lech strzelał pierwszą bramkę, na powtórce każdy Polak mógł wyczytać z ust Puchacza soczyste „MOŻNA KURWA”. Gdy Crnomarković naciśnięty pressingiem oddał piłkę za darmo w aut, zebrał opieprz za minimalizm. Za brak podjęcia nie walki jako takiej, a walki o grę w piłkę. Jakub Kamiński przy drugim golu w zasadzie był kryty przez dwóch […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Zawiodło to, czego się obawialiśmy. Gra w obronie

Wiadomo, że podobał się nam ten mecz w wykonaniu Lecha. Zobaczyliśmy to, co w gruncie rzeczy chcieliśmy, czyli drużynę walczącą jak równy z równym z bardzo mocną Benfiką. Co więcej, zobaczyliśmy Kolejorza, który się nie bał, nie pałował wszystkich piłek, pokazał wiele więcej niż tylko mityczne już cechy wolicjonalne. Zresztą po raz kolejny. Oczywiście na […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Lech Poznań? Tak przecież nie grają polskie drużyny! Porażka, ale bez wstydu

Lech Poznań przegrał mecz. To fakt. Ale przypuszczamy, że gdybyśmy zrobili dziś wieczorem spacer po Poznaniu i gdybyśmy pytali poznańskich kibiców „czy jesteś dumny z Kolejorza”, to dostalibyśmy same odpowiedzi twierdzące. Poznaniacy przegrali. Ale postawili Benficę trudne warunki, długimi minutami byli stroną przeważającą, dwukrotnie odrabiali straty. Z taką grą lechici nie mają się czego bać […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

HEJT PARK PO MECZU LECHA | TRAŁKA, WAWRZYNIAK, STANOWSKI

Wow, Lech zrobił nam dziś wieczór. Ale na 90 minutach show w Poznaniu emocje się nie kończą. O godz. 21 startujemy z „Hejt Parkiem w Dobrym Składzie” w Weszło.FM oraz w Kanale Sportowym! Prowadzenie: Krzysztof Stanowski. Goście: Łukasz Trałka i Jakub Wawrzyniak. Temat? Chyba oczywisty. Czekamy na wasze telefony: 22 219 94 42! Sponsorem programu […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

„Nie wyobrażam sobie, żeby Lublin nie miał Ekstraklasy do 2025 roku”

Iście mocarne plany ma Motor Lublin. Nie dość, że w czerwcu właścicielem klubu z Lubelszczyzny został miliarder Zbigniew Jakubas, to teraz ogłoszone zostało, że jednym z jego doradców będzie Bogusław Leśnodorski. Postać absolutnie nieprzypadkowa i mająca know-how, jak w polskiej piłce zrobić sukces, w który wszyscy w Lublinie celują. – Nie wyobrażam sobie, żeby Motoru […]
22.10.2020
Live
22.10.2020

LIVE: Panowie… To wasz czas!

Oj, wyczekał się Lech Poznań na ten wieczór. Lata niepowodzeń, lata rozczarowań, ale jak wreszcie zaskoczyło.. Ofensywna, atrakcyjna, widowiskowa gra. Mnóstwo wychowanków w składzie, większość z nich jasno deklarujących, że gra dla Kolejorza to dla nich coś więcej niż praca. Parę autentycznych gwiazd ligi, bo tak trzeba określić Tibę czy Ishaka. Efekt? Dziś ich wieczór. […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Real w pułapce – jak wiele zaufania może otrzymać legenda?

Futbol nie jest, nie był i nigdy nie będzie bajkowym światem. Nigdy nie ma tutaj kropki na końcu zdania „i żyli długo i szczęśliwie”. Każdy dobry moment to tak naprawdę wyczekiwanie, aż wszystko się rozsypie. Długo rzeczywistość oszukiwał Zinedine Zidane. Trzy razy feta po zwycięstwie w Lidze Mistrzów. Opuszczenie statku jeszcze przed kryzysem, właściwie na […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Trudne zadanie przed Lechem. Polskie kluby nie potrafią łączyć ligi i pucharów

Występy polskich klubów w europejskich pucharach są zbawieniem i męką. Zbawieniem – bo kibice wreszcie mają okazję się uradować, bo UEFA wysyła pieniądze, a i jakoś tak zawsze można ponapinać się przed resztą Ekstraklasy. Ale wejście do fazy grupowej Ligi Europy (czy rzadziej – Ligi Mistrzów) wiąże się też po prostu z grą. Częstą, intensywną […]
22.10.2020
Inne sporty
22.10.2020

Gamrot: Kiedy usłyszałem werdykt, poczułem się, jakbym dostał bejsbolem

Od debiutu Mateusza Gamrota w UFC minęło już parę dni, ale emocje wciąż wiszą w powietrzu. Polski zawodnik MMA wspominał swoją walkę z Guramem Kutateladze w programie Oktagon Live na Kanale Sportowym, którego był gościem wraz z Marcinem Tyburą. Spisaliśmy dla was najciekawsze wątki z jego rozmowy z Maciejem Turskim. Różnice między KSW a UFC: […]
22.10.2020
Uncategorized
22.10.2020

Superliga powraca, odcinek 2841. Co wielkie kluby wykombinowały tym razem?

Są pewne rzeczy, wydarzenia, czynności, które wydają się nam ciągnąć w nieskończoność. Nawet, gdy myślimy, że już nadszedł ich kres, powracają i próbują skupić swoją uwagę. Wczoraj znowu można było pomyśleć: “jest, wylazł”, bo Liverpool i Manchester United przypomniały, że oni to by w sumie chcieli tę Superligę. Znowu. Nie jest to pomysł nowy, wszak […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Może Świderski, może Klimala, a może Bale? Kto błyśnie w Lidze Europy?

W tym roku na Ligę Europy patrzymy z większym zaciekawieniem, niż miało to miejsce przez ostatnie kilka lat, kiedy siłą rzeczy traktowaliśmy ją nieco po macoszemu. Lech świetnie zagrał w eliminacjach, awansował do fazy grupowej, więc naturalnie czwartkowe wieczory na europejskich boiskach, przynajmniej te jesienne, będą nieco gorętsze. Tylko, czy sprawiedliwym jest sprowadzania tych rozgrywek […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Finansowy raport za 2019 rok. Lech z najwyższymi spadkami, Wisła Płock oszalała

Firma Deloitte opublikowała swój coroczny raport finansowy dotyczący Ekstraklasy. Jak zwykle dostaliśmy sporo ciekawych danych podanych w przystępnej formie. Jednak mamy gdzieś z tyłu głowy to, że ta analiza dotyczy 2019 roku. Czyli roku, w którym nie było pandemii, nie było zawieszenia rozgrywek, pustych stadionów, pobicia rekordu transferowego Ekstraklasy, fazy grupowej Lecha Poznań… Niemniej kilka […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Jak katowiccy bombardierzy nastraszyli Benficę

Gdy w 1993 roku GKS Katowice pojawił się w Lizbonie na meczu Pucharu Zdobywców Pucharów, otrzymał od portugalskiej prasy przydomek „bombardeiros”. Aż tak nas doceniali? Zachwycała ich gra głową Mariana Janoszki, a także nieustępliwość Kazka Węgrzyna? Otóż nie: dziennikarze określili polskich przybyszów bombardierami, ponieważ katowiczanie przylecieli rozklekotanym, postsowieckim IŁ-em. Lata dziewięćdziesiąte? Kasety VHS, trzepak, Super […]
22.10.2020
Weszło Extra
22.10.2020

„Wygralibyśmy z Lechem 99 meczów na 100”. Pucharowe boje Kolejorza w sezonie 2010/11

Dwanaście spotkań zdążył rozegrać Lech Poznań w sezonie 2010/11 przed meczem otwarcia fazy grupowej Ligi Europy, w którym „Kolejorz” miał się zmierzyć z Juventusem. Ówcześni mistrzowie Polski tylko w jednym z tych dwunastu starć zdobyli więcej niż dwa gole. W siedmiu w ogóle nie znaleźli drogi do siatki rywali. Powodów do optymizmu przed występem podopiecznych […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Niedawno juniorzy Benfiki, dziś III liga. „Za dużo imprez, odbiła mi sodówka”

Przemysław Macierzyński mając 16 lat i 116 dni zadebiutował w Ekstraklasie jako zawodnik Lechii Gdańsk. Stał się pierwszym chłopakiem z rocznika 1999, który zagrał w polskiej elicie. Ciągu dalszego jednak nie było, a jego kariery wcale nie przyspieszyło pójście do juniorów Benfiki Lizbona. Dziś wciąż dość młody napastnik (21 lat) próbuje się odbić w III […]
22.10.2020