Jak sam twierdzi podczas kariery nie był wielkim oratorem i zawsze wolał gdy za niego „przemawiała” rakieta. Robiła to na tyle skutecznie, że do dziś jest jedynym człowiekiem w historii, który dwukrotnie zdobył tenisowego Wielkiego Szlema. Jego talentem dałoby się obdzielić kilkunastu młodych adeptów tenisa. Po przejściu na emeryturę nadal nie jest gadułą, pozostając – jak trafnie ujął to Tomasz Lorek – „montypythonowski”.

Dwa Wielkie Szlemy, sześć straconych lat i kort własnego imienia. Historia Roda Lavera

I wcale nie chodzi o to, że Rod Laver uwielbia brytyjski humor. To po prostu mistrz krótkich komentarzy, którymi potrafi dodać smaczków każdej dyskusji. Możliwe, że wyniósł to z gry na korcie i królującego w jego czasach stylu serve and volley, gdy tuż po zagrywce biegło się do siatki, maksymalnie skracając wymiany. Choć akurat Lavera trudno zamykać w jakiekolwiek ramy. Był mistrzem gry z każdego miejsca na korcie.

Dowód? Wspomniany już Tomasz Lorek, komentator Polsatu Sport, oraz Wojciech Fibak, mistrz deblowego Australian Open sprzed lat, na pytanie „Który ze współczesnych tenisistów przypomina stylem gry Lavera?”, wymieniają całą plejadę gwiazd.

Lorek wspomina Pata Raftera i jego grę przy siatce, Björna Borga oraz Rafę Nadala, gdy idzie o determinację, a do tego wszystkiego Grigora Dimitrowa, Andy’ego Murraya i Novaka Djokovicia. Fibak przywołuje nazwiska Johna McEnroe, Feliciano Lopeza oraz Marcelo Riosa. Wspólny element? Roger Federer, którego wymieniają obaj. Ale do Szwajcara jeszcze dojdziemy.

Na razie cofnijmy się nieco w czasie do momentu, gdy nikt nie spodziewał się, że chuderlawy i często chorujący chłopak może osiągnąć to wszystko.

Amator

Rod Laver urodził się dokładnie 9 sierpnia 1938 roku, miesiąc przed tym jak Don Budge wygrał Wielkiego Szlema jako pierwszy człowiek w historii. Australijczyk miał dwóch starszych braci, którzy również odbijali piłkę od najmłodszych lat. Mogli to robić, bo na rodzinnym ranczu mieli ceglany kort, który wybudował ich ojciec. W końcu jednak musieli zacząć grać w innych miejscach, co w Australii przysparzało nieco problemów:

– Wstawaliśmy około 2-3 w nocy. Mama robiła nam kanapki i termosy z herbatą, a później tata wiózł nas na miejsce. To były czasy bez asfaltowych dróg i taka podróż mogła trwać nawet 7-8 godzin. Mój tata nie oglądał wszystkich moich meczów. Lubił mnie podrzucić, powiedzieć, że widzimy się o 17 i pójść. Znaleźlibyście go w miejscowym barze, sączącego rum z mlekiem i czytającego gazetę – mówił Laver. W czasach, gdy zdarza nam się co chwila narzekać na rodziców-trenerów-zamordystów, jest to postawa godna uwagi. Uczcie się wszyscy.

Sam Australijczyk za młodu był przekonany, że sukces w tenisie osiągnie jego brat, Trevor. Ale na szczęście dla niego, chłopcy trafili na Charliego Hollisa, trenera, który bardzo szybko zorientował się, który z nich ma największy talent. Doszło do tego, że trenował Roda za darmo. Zaproponujcie takie rozwiązanie któremuś z dzisiejszych trenerów. Mamy przeczucie, że nie wypali.

W wieku 15 lat podjął decyzję dotyczącą swojej przyszłości. Pomogła mu w tym… żółtaczka. Kiedy przez chorobę opuścił dwa miesiące szkoły, postanowił skupić się tylko na tenisie, rezygnując z nauki. Tym bardziej, że już wtedy oko zawiesił na nim Harry Hopman, legendarny australijski trener. Tę decyzję poparli rodzice, których coraz bardziej lubimy. Wspaniali ludzie.

Z „kliniką”, bo tak nazwano miejsce, gdzie młode talenty szkoliły się pod okiem Hopmana, wiąże się wiele istotnych rzeczy w życiu Lavera i… jedna, która przesadnie ważną nie jest, ale została przy nim na zawsze – to właśnie ten trener dał mu przydomek „Rakieta”. Dziś wiele osób tłumaczy to faktem, że Australijczyk na korcie poruszał się niesamowicie szybko i miał piekielnie mocne uderzenie, ale to nieprawda. Więc jak to było?

– Był Rakietą, ponieważ… nią nie był. Znacie te przydomki. Rakieta był jednym z najwolniejszych dzieciaków w klasie, ale potem jego szybkość się poprawiła i stał się silniejszy – mówił sam Hopman. Jeśli nie jesteście pewni, czy rozumiecie motywacje australijskiego trenera – pomyślcie o tym znajomym, który jest gruby, ale wołacie na niego „Chudy”. Lub odwrotnie.

Już w wieku 18 lat, wciąż grając pod okiem Hopmana, trafił do kadry jadącej na Davis Cup. Nie żeby nas to specjalnie dziwiło, bo reprezentację Australii wtedy prowadził właśnie ten trener. Na pierwsze występy musiał jeszcze poczekać, ale gdy już otrzymał szansę (w roku 1959), to przez kolejne cztery sezony Australijczycy nie wypuścili trofeum z rąk. W tamtym czasie rozpoczęła się prawdziwa eksplozja jego talentu. Był – jakbyśmy to określili dziś – late bloomerem. Ale gdy już zaczął grać na odpowiednim poziomie, nie zamierzał szybko z niego zejść.

Profesjonalista

W 1960 roku wygrał swój pierwszy wielkoszlemowy turniej – u siebie, w Australii. Ponad rok później dołożył drugi, na Wimbledonie, i podobno dopiero wtedy poczuł się w pełni mistrzem. Nie wiemy, kim więc poczuł się rok później, ale to musiało być cholernie dobre uczucie. W kolejnym sezonie, jako drugi mężczyzna w historii, wygrał bowiem kalendarzowego Wielkiego Szlema.

LaverWimbledon-750x500 

Nie ma sensu rozwodzić się nad tym, jak wyglądały jego pojedynki, tym bardziej, że tuż po zakończeniu sezonu podjął inną, niesamowicie istotną decyzję. Postanowił zostać profesjonalistą. Dziś brzmi to dziwnie, bo jak to, gość, który zdobył Wielkiego Szlema zostaje zawodowcem dopiero po tym fakcie? Tak to jednak wtedy wyglądało.

A dlaczego to decyzja tak ważna? Bo wykluczyła go z gry w turniejach wielkoszlemowych. Na sześć sezonów, co daje nam 24 okazje do zdobycia kolejnych tytułów. Jako profesjonalista mógł jednak liczyć na inne korzyści:

– Wygrałem Wimbledon w 1961 i 1962 roku, za co dostałem voucher na 15 funtów i firmowy uścisk ręki. Chciałem okazji do grania z najlepszymi na świecie i dlatego zostałem profesjonalistą. Finansowe korzyści też były oczywiście istotną częścią tenisa w tamtych dniach – mówił po latach. Wkrótce miał zostać pierwszym zawodnikiem, który przekroczy granicę miliona dolarów zarobionych na korcie. Chyba się opłacało.

Z najlepszymi na świecie nie szło mu gładko. Początkowo miał problemy z tym, by wygrywać jakiekolwiek turnieje, ale po roku wreszcie nauczył się grać tak, jak wymagane było to w tym gronie. „Czułem, że jestem częścią obrazu” mówił, a najlepiej świadczy o tym fakt, że zdobył do 1968 roku osiem tzw. „profesjonalnych Wielkich Szlemów” (najważniejsze turnieje, w których przed erą Open brali udział profesjonalni tenisiści. Istniały trzy takie, organizowane co roku: US Pro, Wembley Pro i French Pro). Gdyby traktować je na równi z amatorskimi, miałby ich 19. Tyle co Roger Federer, absolutny rekordzista pod tym względem.

Czasy Lavera to okres, w którym rywalizował z wieloma znakomitymi tenisistami – wypada tu przywołać nazwiska Kena Rosewalla (79:63 w bezpośrednich meczach na korzyść Rakiety!), Roya Emersona, który nigdy nie przeszedł na profesjonalizm (49:18) czy Lew Hoada (38:21). Wszyscy to Australijczycy. Później pojawili się też młodzi Artur Ashe czy John Newcombe, ale największym z nich pozostał Laver.

W tamtym okresie Dave Anderson, dziennikarz New York Timesa, postanowił sprawdzić, ile w Rakiecie jest z… rakiety właśnie. Wyglądało to tak:

– Zmierzyłem z ciekawości jego lewe ramię. Nadgarstek miał 7 cali obwodu, o cal więcej niż ten w prawej ręce. Przedramię – 12 cali, 1,5 cala więcej niż prawe. Było rozmiarów tego przedramienia Rocky’ego Marciano, byłego mistrza świata wagi ciężkiej, i większe od przedramienia boksera Floyda Pattersona!”.

Na miejscu rywali Lavera uciekalibyśmy z kortu. Dla własnego bezpieczeństwa. 

Legenda

Czas amatorki w tenisie musiał się wreszcie skończyć, w miarę rozwijania się tej dyscypliny. Śmiało można by pokusić się tu o mądry cytat z jakiegoś Darwina na temat ewolucji i potrzeb ciągłego rozwoju. Oszczędzimy wam tego, ale powinniście zapamiętać, że w roku 1968 następuje początek ery Open, trwającej do dziś. Co to w praktyce oznaczało?

Mniej więcej tyle, że wszyscy – amatorzy i profesjonaliści – mogli odtąd brać udział w turniejach wielkoszlemowych, a w tenisie zaczęły pojawiać się pieniądze odpowiednie na tamte czasy, które dziś (znów Darwin) ewoluowały w kwoty rzędu dziesiątek milionów dolarów. Ot, cała tajemnica. To oznaczało też, że do gry wrócił Rod Laver, który swój „prime time” spędził na wygnaniu.

I zrobił to w świetnym stylu! Najpierw w 1968 roku ponownie wygrał Wimbledon, a później w Los Angeles zagrał mecz, który sam określa najlepszym w swoim życiu, gdy pokonał Kena Rosewalla 4-6, 6-0, 6-0. Mówił, że to było spotkanie „o którym zawsze marzysz i rozgrywasz w swoich snach”. Prawdziwe sny nadeszły jednak sezon później, kiedy znowu zdobył Wielkiego Szlema.

Jak znakomicie ujął to portal tennis.com: ”W tym samym roku, w którym USA wysłały swoją rakietę na Księżyc, Australia wysłała swoją własną”. Na tenisowe korty całego świata. Laver był nie do zatrzymania, budując swą legendę w sposób, w jaki nie zrobił tego nikt przed nim i po nim. Właściwie najtrudniejsza w tamtym sezonie okazała się dla niego mowa po wygraniu Wimbledonu.

– Byłem przerażony, ponieważ miałem wygłosić mowę, więc pomyślałem, że ukoję nerwy większą ilością szampana. A potem jeszcze większą. Obawiam się, że reszta wieczoru jest w mojej pamięci plamą. Powiedziano mi, że wygłosiłem mowę niemal bez potknięcia. Pamiętam, że tańczyłem później w jakiejś dyskotece i pamiętam pobudkę następnego ranka w wannie, z suchością w ustach.

Cóż, kto nie budził się w podobnych okolicznościach, niech pierwszy rzuci kamieniem. A jeśli zamierza to zrobić – niech pamięta o przedramieniu Lavera.

No właśnie, przedramię. O ile ono nie sprawiało mu problemów, o tyle łokieć dawał się we znaki.

– Od czasu do czasu zapłonął bólem, a ja musiałem owijać go płóciennym ochraniaczem, który zatrzymuje ciepło po uprzednim ugotowaniu w wodzie. Przed meczem musiałem trzymać w nim łokieć przez 20 minut, a po nim zapakować w lód. Ponieważ garnki do gotowania wody były zbyt nieporęczne, by je przewozić, kupowałem nowe w każdym miejscu, w którym się znalazłem – mówił. To się nazywa napędzanie lokalnej gospodarki.

Ostatecznie również turniej w USA padł jego łupem, co oznaczało, że jako pierwszy człowiek w historii dwukrotnie skompletował kalendarzowego Wielkiego Szlema. Dodawanie, że jako ostatni jest chyba zbędną formalnością, bo od tamtego czasu nikt nie zrobił tego nawet raz. To osiągnięcie niesamowite, któremu wypada przyklasnąć, nawet jeśli po nim… już nigdy nie wygrał żadnego z czterech turniejów wielkoszlemowych.

Najlepszy?

Tu zaczyna się zabawa, a znak zapytania ustawiony jest nieprzypadkowo. Porównania, dyskusje i kłótnie o to, kto był i jest najlepszy, to sól sportu. Pelé czy Maradona? A może Messi? Małysz czy Nykänen? Do której dyscypliny byście nie zajrzeli – w końcu na takie traficie. W tenisie nie jest inaczej.

Do niedawna było trzech wielkich: Laver, Sampras i Federer. Dziś do tego grona doliczać należy z pewnością Rafę Nadala. Ale wciąż, w świadomości wszystkich zawodników, Laver jest geniuszem. „Od zawsze był Laver” powiedział w swoim czasie Pete Sampras. Miał 13 lat, gdy jego trener, doktor Fischer, pokazał mu film z meczu Australijczyka. Nawet kiedy został wielkim mistrzem, Fischer wciąż porównywał go do Rakiety. I miał pretensje, że Amerykanin nie potrafi wygrać French Open. Zawsze jest się do czego przyczepić.

Kto więc jest najlepszy? Wątpliwości nie ma Wojciech Fibak:

– Dla mnie Laver jest chyba najlepszym tenisistą wszech czasów, największym i najwspanialszym, gdybym miał wymienić jednego. Bo przecież przez sześć swoich najlepszych lat nie grał, występując w tym cyrku Kramera i pewnie tych tytułów zdobyłby więcej. Laver był wzorem pracowitości, solidności, a do tego wprowadził tak naprawdę nowoczesny tenis. 

Tę ostatnią opinię podziela Tomasz Lorek, który mówi, że „Laver był kołem zamachowym tenisa”, które potem napędziło tę dyscyplinę, dając światu Connorsa, McEnroe, Beckera, Samprasa, Agassiego, a w końcu dzisiejszych herosów: Nadala i Federera.

To właśnie z tym ostatnim najczęściej porównuje się Australijczyka. 11 vs 19 tytułów wielkoszlemowych. Dwa Wielkie Szlemy vs zero w wykonaniu Szwajcara. Mnóstwo wygranych turniejów vs… mnóstwo wygranych turniejów. Dochodzi do tego, że gdy sam Laver mówi, że nie wybiera najlepszego w historii, dyskusje, zamiast cichnąć, przybierają na sile.

Co jednak istotne, nie należy zapominać o różnicach w przygotowaniu do meczów i turniejów. Mówi o tym Tomasz Lorek:

– Na pewno dzisiejsza gra wymaga niesamowitego przygotowania fizycznego i żelaznej kondycji. Intensywność gry jest w tych porównaniach na korzyść współczesnych herosów. Newcombe, Laver czy cała reszta – myślę, że dziś przygotowanie kondycyjne by ich zastrzeliło, nie mieliby zbyt wielu szans, by rywalizować na takim poziomie jak Djokovic i Nadal, gry grali finał Australian Open 2012, który trwał niemal sześć godzin, czy – według mnie najlepszy mecz w Australii – Verdasco – Nadal, półfinał 2009, 5 godzin i 14 minut. To mecz, gdzie obaj słaniali się na nogach, ale grali kosmiczny tenis, jakość nie traciła”.

Nie podejmujemy się wyboru jednego z tych kandydatów. Nie dlatego, że tym razem to wybór między większym i mniejszym złem, do czego jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni, ale dlatego, że każdy z nich jest na swój sposób geniuszem i – w pewnych kategoriach – jest najlepszy na świecie.

Domator

Po zakończeniu kariery (przed nim przez kilka lat grał jeszcze na bardzo dobrym poziomie, zdobywając kolejne trofea, ale nie będąc w stanie zbliżyć się osiągnięciami do lat 1962 i 1969) Laver angażował się w wiele inicjatyw związanych z tenisem. Przez dłuższy czas był ambasadorem Nabisco Brands, udzielając się m.in. w charytatywnych działaniach tej korporacji. Brał też udział w tworzeniu kilku książek, przy czym pierwsze z nich powstały, gdy jeszcze był czynnym zawodnikiem. Ostatnia, pod tytułem „An Autobiography” wyszła w 2014 roku. Rok wcześniej ukazała się inna „Rod Laver: A memoir”. Obie (na razie) nie zostały wydane w Polsce.

Punktem zwrotnym w jego życiu okazał się udar mózgu, jakiego doznał w 1998 roku, w trakcie udzielania wywiadu stacji ESPN. Na szczęście dla niego wszystko miało miejsce blisko szpitala, więc natychmiastowa interwencja służb zdrowia znacząco mu pomogła. Powrót do sprawności trwał kilka miesięcy, z których część spędził w szpitalu, pod opieką lekarzy i żony. W konsekwencji udaru doznał paraliżu prawej strony ciała:

– Nie mogłem poruszyć moją stopą, ale mogłem stanąć na korcie i odbijać piłki lewą ręką. W końcu pojawiła się moja prawa stopa, a później prawa ręka. Tenis mnie przywrócił.

Od tamtego czasu rzadziej mógł wychodzić na kort, na którym wcześniej często grywał z synem, polubił za to bardzo grę w golfa. Jednak, gdy nadarzyła się okazja, by poodbijać piłkę z dziećmi w wieku „podstawówkowym” – zrobił to. Przechodząc z jednego kortu na drugi, starał się przez chwilę pograć z każdym dzieckiem, które brało udział w akcji organizowanej przez Tennis Australia, przy okazji gawędząc sobie z nimi. Cztery lata temu pojawił się też z rakietą na arenie swojego imienia, by, przy okazji jednej z pokazówek, wziąć udział w rozgrzewce Rogera Federera. Trudno powiedzieć, dla kogo była to większa frajda.

A skoro o tym, to należy dodać, że w 2000 roku Roda Lavera uhonorowano w sposób najlepszy z możliwych – główny kort, na którym rozgrywane są mecze Australian Open otrzymał jego imię, przez co odwiedzający go z daleka mogą zobaczyć napis głoszący dumnie, że to „Rod Laver Arena”.

rodlaver_16__thumb4

W 2013 roku zmarła jego żona, z którą był w związku od lat 60. Mary, starsza od niego o 10 lat, była odpowiedzialna za wprowadzanie porządku w jego zawodowym życiu – dbała o finanse, dom, dzieci (sama miała trójkę z poprzedniego małżeństwa, a z tego z Rodem jedno, urodzone w 1969 roku) i gdy zachodziła konieczność o samego Lavera. Od tamtego czasu, ale też w związku ze swym wiekiem, Laver rzadziej opuszcza dom, choć stara się regularnie pojawiać na największych turniejach tenisowych.

Tomasz Lorek:

– Mieszka w Stanach, ceni sobie prywatność, owszem, ale gdy były organizowane sesje autografowe czy promowanie akademii Evonne Goolagong dla biednych dzieci w Australii, to nigdy nie odmówił. Ma taką zasłonę, trochę w stylu Federera, że nie chce, by przesadnie go wykorzystywano, ceni sobie swój czas, ale nie pamiętam, by odmówił zdjęcia kibicom czy rozmowy dziennikarzom”.

W tym roku Rod Laver będzie świętować 80. urodziny. Jednak zanim to nastąpi, po raz kolejny, na korcie jego imienia, rozegrane zostaną finały Australian Open. Kto wie, może narodzi się tam kolejny tenisista do rywalizacji o miano największego? Jeśli tak, będzie musiał zmierzyć się między innymi z legendą Australijczyka, a jak zauważyliście nie jest to nie jest łatwe zadanie…

SEBASTIAN WARZECHA

Serie A
11.08.2022

21 pytań przed startem nowego sezonu Serie A

Już za chwilę, za chwileczkę rusza Serie A. Jeszcze wszyscy żyją marzeniami, wszyscy czują się mocniejsi niż wcześniej, wszystkim się uda. Ale od soboty życie zacznie deptać wyobraźnię. Tego dnia nowy sezon zainauguruje mistrzowski AC Milan z Udinese oraz Sampdoria z Atalantą. Oto 21 pytań przed kolejnymi rozgrywkami ligi włoskiej. Wszystko wskazuje na to, że w Italii będzie się działo. Serie A 2022/23 – zapowiedź sezonu 1. Czy „Padre […]
11.08.2022
Siatkówka
11.08.2022

Bez Leona, ale z nadziejami na złoto. Czy Polacy obronią mistrzostwo świata?

Już za 15 dni wystartują mistrzostwa świata w siatkówce. Polacy po raz drugi będą bronić tytułu najlepszej drużyny globu. Czy dwa złote medale MŚ stawiają nas w roli największych faworytów do trzeciego triumfu? Jakie cechy wspólne widzimy pomiędzy tym, co działo się 8 i 4 lata temu, a tym jak obecnie wygląda zespół Nikoli Grbicia? Gdzie znajdują się słabe punkty naszej reprezentacji i których drużyn rywali […]
11.08.2022
Suche Info
11.08.2022

Youri Tielemans odejdzie z Leicester City w promocyjnej cenie?

Youri Tielemans to jedna z gwiazd Leicester City. Nie jest jednak tajemnicą, że działacze „Lisów” chcieliby sprzedać Belga. Choć chyba do nich dotarło, że nie otrzymają za pomocnika aż tak wielkich pieniędzy, na jakie początkowo liczyli. Mówiło się o tym, iż Leicester City może zarobić na Tielemansie nawet około 80 milionów euro. Sęk w tym, że takie kwoty miały rację bytu przed rokiem. W tej chwili Belgowi do końca kontraktu z ekipą „Lisów” pozostało niespełna 12 […]
11.08.2022
Weszło
11.08.2022

PZPN rozważa zbudowanie Centrum VAR w Warszawie. Wozy VAR pójdą w odstawkę?

Nie jest to jeszcze przesądzone, ale trwają konsultacje w tej sprawie. Władze Polskiego Związku Piłki Nożnej w porozumieniu z Kolegium Sędziów PZPN rozważają zbudowanie Centrum VAR, które miałoby zastąpić wozy VAR. Obecnie są one wysyłane na wszystkie mecze Ekstraklasy. Wprowadzenie takiego rozwiązania sugerowali od jakiegoś czasu sami arbitrzy. Miałoby to skrócić czas jaki poświęcają na dojazdy. Podobne rozwiązanie od kilku lat funkcjonuje w kilku krajach. Świetnym przykładem są Niemcy, gdzie […]
11.08.2022
Suche Info
11.08.2022

Pavol Stano wybrany Trenerem Miesiąca w Ekstraklasie

Pavol Stano, szkoleniowiec Wisły Płock, został oficjalnie Trenerem Miesiąca w Ekstraklasie. I trudno się dziwić, ostatecznie „Nafciarze” naprawdę kapitalnie weszli w sezon 2022/23 i obecnie przewodzą ligowej stawce. W lipcu Wisła Płock najpierw rozbiła 3:0 Lechię Gdańsk, potem zdemolowała na wyjeździe Wartę Poznań (4:0), a następnie pokonała 3:1 Lecha Poznań. Również w spotkaniu wyjazdowym. Na tym się zresztą passa tego zespołu nie zakończyła, bo ostatnio płocczanie […]
11.08.2022
Suche Info
11.08.2022

UEFA ukarała Pogoń Szczecin za awanturę w Danii

Dość surowa kara ze strony UEFA dla kibiców Pogoni Szczecin za burdy stadionowe podczas wyjazdowego meczu z Broendby w eliminacjach do Ligi Konferencji Europy. Tym razem nie skończyło się na grzywnie. Europejska federacja zobligowała „Portowców” do zapłacenia 20 tysięcy euro i pokrycia szkód wyrządzonych na obiekcie duńskiego zespołu. Ponadto szczecińska drużyna została obłożona zakazem sprzedaży biletów na trzy najbliższe spotkania wyjazdowe w europejskich rozgrywkach.  Spotkanie zakończyło […]
11.08.2022
Siatkówka
11.08.2022

Bez Leona, ale z nadziejami na złoto. Czy Polacy obronią mistrzostwo świata?

Już za 15 dni wystartują mistrzostwa świata w siatkówce. Polacy po raz drugi będą bronić tytułu najlepszej drużyny globu. Czy dwa złote medale MŚ stawiają nas w roli największych faworytów do trzeciego triumfu? Jakie cechy wspólne widzimy pomiędzy tym, co działo się 8 i 4 lata temu, a tym jak obecnie wygląda zespół Nikoli Grbicia? Gdzie znajdują się słabe punkty naszej reprezentacji i których drużyn rywali […]
11.08.2022
Tenis
10.08.2022

Iga Świątek wróciła na kort. Wygrała bez problemów

Było nieco wątpliwości. Po porażkach na Wimbledonie i w turnieju w Warszawie – rozgrywanym przecież na jej ulubionej mączce – niektórzy sugerowali, że u Igi Świątek pojawia się zmęczenie sezonem. Dziś jednak, w swoim pierwszym meczu na kortach twardych w US Open Series, Polka pokazała, że tego zmęczenia nie ma. I dalej jest w stanie grać znakomicie. Ajli Tomljanović oddała łącznie trzy gemy.  Tylko dwie porażki, ale… Sprawa wygląda tak – gdy dominuje […]
10.08.2022
Inne sporty
10.08.2022

Osiem razy złoty. Michael Phelps i igrzyska w Pekinie

– To było niezapomniane przeżycie. Gdy wstałem rano, powiesiłem je wszystkie na swojej szyi. Są ciężkie, trudno mi było nie zginać karku – mówił Michael Phelps dzień po tym, jak na igrzyskach w Pekinie wywalczył osiem złotych medali. Wygrał w każdej konkurencji, w jakiej wystartował. I ustanowił rekord, którego wyrównanie zdaje się niemożliwe. 14 lat temu Amerykanin zaczął pogoń za jednym z największych olimpijskich osiągnięć w historii. Blisko, coraz bliżej W 1972 roku […]
10.08.2022
Siatkówka
10.08.2022

Wilfredo Leon nie zagra na siatkarskich mistrzostwach świata

Do ostatniej chwili ważyły się losy obecności Wilfredo Leona w kadrze na mistrzostwa świata siatkarzy. Dziś oficjalnie poinformowano, że przyjmujący reprezentacji Polski nie pomoże jej w obronie tytułów z 2014 i 2018 roku.  W ostatnich tygodniach Leon przechodził proces rehabilitacji po kontuzji i operacji lewego kolana, walcząc przy tym z czasem. Choć zdołał wrócić na parkiet, uznano jednak, że nie jest gotowy na grę w wielkim turnieju, gdyż ta wiązałaby się ze zbyt dużym ryzykiem. […]
10.08.2022
Inne
09.08.2022

CO ONI WIEDZĄ O SPORCIE? #1 | OLA MIROSŁAW

09.08.2022
Tenis
09.08.2022

Serena Williams po US Open kończy karierę!

Okej, nie ma się co oszukiwać, że Serenie Williams w ostatnich miesiącach bliżej było do Rogera Federera niż Rafy Nadala. Bez wątpienia jest najlepszą tenisistką XXI wieku. A pewnie znajdzie się wiele osób, które powiedzą, że jest po prostu najlepsza w historii. Jednak ostatni wielkoszlemowy turniej wygrała w 2017 roku. Dziś największa gwiazda w historii kobiecego tenisa odkryła karty na łamach magazynu „Vogue” . Artykuł będący swoistym podsumowaniem jej […]
09.08.2022
Liczba komentarzy: 3
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ten_typ
Ten_typ(@ten_typ)
4 lat temu

Nie jestem fanem tenisa, ale artykuł przyjemny. Miło jest czasem poszerzyć swoją wiedzę. Dzięki.

Bartek Kiezun
Bartek Kiezun(@bartek-kiezun)
4 lat temu
Reply to  Ten_typ

Podpisuje się pod tym. Dzieki.

blazej przybylowicz
blazej przybylowicz(@blazej-przybylowicz)
4 lat temu

doceniam pracę włożoną w ten artykuł, ale styl pisania infantylny.