post Avatar

Opublikowane 30.11.2017 09:37 przez

redakcja

Słynna Żółta Ściana, dudniąca okrzykami tysięcy fanatycznych gardeł. Nienawiść podsycana przez lata. Walka dwóch górniczych miast, które dzieli znacznie więcej niż 30 kilometrów na mapie. Walka dwóch wielkich klubów, walka o prymat w regionie. Revierderby. Derby Zagłębia Ruhry. Najgorętszy mecz w tej części Europy. Jak wyglądają z wysokości trybun? Postanowiliśmy sprawdzić to na własnej skórze. 

***

Dzień przed derbami spotykamy się przed stadionem Borussii z Michałem, Polakiem pochodzącym ze Śląska i jednocześnie groundhopperem, dla którego derby będą jubileuszowym, 800-setnym meczem BVB w życiu. – Na Borussii staram się być jak najczęściej, do tego założyłem sobie, że odwiedzę stadion każdej drużyny, która kiedykolwiek grała w 1. bądź 2. Bundeslidze, każdy stadion w Dortmundzie i okolicach oraz że obejrzę mecz w każdym kraju świata – mówi nam o swoich ambitnych planach. Do realizacji brakuje mu czterech stadionów z 1. Bundesligi, osiemnastu z zaplecza, kilku kartoflisk z regionu, no i wiele, wiele krajów.

Gdy kontrolnie pytamy o dostępność biletów na jutrzejszy mecz, pani z kasy patrzy na nas co najmniej jakbyśmy pytali o to, czy tu dostaniemy lekarstwo na raka. Znajomi kibice przewidywali, że u koników bilety podczas takich meczów potrafią dobić nawet do 200 euro. Przypomnijmy – to 200 euro za jedno z 81 359 krzesełek/miejsc stojących w zamieszkiwanym przez około 580 000 osób Dortmundzie.

Kosmiczne zainteresowanie.

Stadion robi ogromne wrażenie, ale to jedna z tych rzeczy, które naprawdę ciężko opisać słowami. Wrażenie robi wielkość, tak samo jak oczywiście Südtribüne – legendarna Żółta Ściana pozbawiona krzesełek (na mecze ligowe), jedno z najbardziej szanowanych miejsc na europejskiej mapie ultrasów. – Na mecze Ligi Mistrzów szybko montowane są miejsca siedzące, ale i tak nikt z nich nie korzysta. Każdy wybiera swoją stałą miejscówkę – tłumaczy Michał.

IMG_2959Krzesełka pokątnie pochowane są na stadionie.

Minusy? Stadion dobudowywany był na raty, więc jest trochę niesymetryczny (ale to drobiazg), poza tym niektórych razić może szary kolor niektórych krzesełek, co rodzi naturalne skojarzenia ze stadionem Korony Kielce. Pewnie średnio wyglądałyby one w telewizji, ale w Dortmundzie kłopot zagospodarowania pustych krzesełek jest mniej więcej tak obcy, jak kłopot zamkniętego na inne kultury społeczeństwa. W minionym sezonie Borussia znalazła się na czele klubów z najwyższą średnią frekwencją (79 653 osób na mecz).

Ciekawostki? Na stadionie BVB wybudowany jest… areszt. Trafiają tam wszyscy ci, którzy wyszli tylko na jedno piwko, ale skończyło się – jak mawia Wojciech Łazarek – taką śmigą, że potrzeba pasa startowego. Normalnych kibiców poprawiających sobie humor tam nie biorą – zamykani są tylko ci, którzy nie trzymają się na nogach bądź są agresywni. Jedna cela przygotowana jest dla kibiców miejscowych, druga dla gości. Średnio na mecz trafia tam dwóch-trzech meserszmitów. Rekord to 60 kibiców z Drezna upchanych w obu celach.

 IMG_2958Cele z zewnątrz. Na telewizorach obraz tego, co dzieje się w środku.

IMG_2957A tak od wewnątrz. Bida, ale przynajmniej jest kibelek.

Opowiada Michał: – Też parę lat temu znalazłem się w podobnej celi. Jechaliśmy autobusem na mecz z Schalke i ktoś wywalił szybę. Jechaliśmy jako ostatni, więc zamiast na stadion skręciliśmy od razu do aresztu. W sumie było tam ciekawiej niż na stadionie (śmiech). Zabrali nam wszystkim telefony i papierosy. Były dwie toalety – lewa i prawa. Jeden z chłopaków zachował papierosy i ukrył je w tej toalecie na prawo. Potem policjant drążył: – Czemu wy wszyscy idziecie na prawo?! Oddelegował mnie do lewej i zaczął przeszukanie, ale w prawej toalecie już nic nie było. Potem odwieźli nas prosto do Dortmundu podstawionym autobusem. Pewnie by nas puścili po meczu wolno, gdyby kolega nie zapytał dla jaj: – To co, gdzie ci z Gelsenkirchen? Idziemy na nich!

Z innych ciekawostek – gospodarze wchodzą do szatni pokonując zawsze 12 schodków, dla gości przyszykowano specjalnie 13, bo niby ma to im przynieść pecha. W szatni BVB znajdują się dwie suszarki, w drugiej szatni żadna, z czym wiąże się ciekawa historia. Posiadanie dwóch suszarek na stadionie było wymogiem podczas mistrzostw świata w 2006 roku i już wtedy wyposażono w nie tylko jedną szatnię z myślą o BVB. Teoretycznie to pierdoła, która nikomu nie powinna przeszkadzać, ale… nie dla wszystkich. Znalazł się bowiem jeden piłkarz, który oburzył się brakiem odpowiedniej pielęgnacji włosów do tego stopnia, że złożył do federacji oficjalną skargę. Jak myślicie, o którego piłkarza chodzi?

No chyba nie zgadniecie.

Uwaga, to będzie dla was prawdziwy szok.

Tak, Cristiano Ronaldo.

Różnicą pomiędzy warunkami gospodarzy a gości jest także zegarek (w szatni gości go nie ma, w szatni gospodarzy jest taki, którego nie można przeoczyć) oraz fotele na ławce rezerwowych – tylko Borussia może je wyregulować, by wychylić się wedle życzenia. Goście siedzą sztywniutko.

Przechadzając się po strefie mieszanej oprowadzająca nas dziewczyna opowiada o japońskich dziennikarzach, którzy co dwa tygodnie przyjeżdżają w trójkę na mecz Borussii Dortmund, zawsze zadają po nim trzy te same pytania Shinji Kagawie, ten udziela im zawsze trzech takich samych odpowiedzi i cała trójka wraca do Japonii szczęśliwa z poczuciem wzorowo wykonanej roboty i dostarczenia do redakcji rewelacyjnego materiału.

Japońscy dziennikarze to podobno mokry sen Adama Nawałki.

Na sam koniec oprowadzania przewodniczka zarzuciła całej grupie przyśpiewkę „Kto nie skacze ten za Schalke”, po której oczywiście przetestowana została wytrzymałość Südtribüne. To pierwszy raz, gdy podczas oprowadzania padło słowo Schalke. Do tej pory było to ostentacyjne „drużyna, z którą gramy jutro” albo „ci z tego drugiego miasta”.

***

Chwilę potem dotarliśmy do klubowego muzeum, które – mówiąc oględnie – szału nie robi. Ot, klubowe muzeum jakich wiele. co nie zmienia faktu, że dla fanatyka BVB każdy eksponat stanowi nie lada gratkę. Dla przeciętnego Kowalskiego do zwiedzenia w kwadrans.

IMG_2920Na wstępie wita nas proporczyk z poprzedniego meczu.  IMG_2921Niemieckie muzeum nie byłoby niemieckim muzeum, gdyby nie oddało czci wurstowi (wyjaśnienie: w pierwszych latach działalności BVB właśnie taką strawą częstowano drużyny przeciwne w ramach podziękowania za mecz)

IMG_2937Jakiś kawał żelastwa

IMG_2928 Zniszczone okulary Juergena Kloppa po zwycięstwie nad Bayernem w 2011 roku

IMG_2936Kamizelki z wyszywankami – rewelacyjny trend w niemieckiej modzie kibicowskiej 

IMG_2939Każdy kibic może podzielić się swoją historią kibicowania. Szczególnie intrygująca wydaje się ta: wkwkwkwkwkwkwk

IMG_2940A to już gra dla najtwardszych graczy – można w zamkniętym pomieszczeniu spróbować się w popularnych przyśpiewkach

***

Tuż po piątkowym zwiedzaniu dotarliśmy na – nie oszukujmy się – najważniejszy mecz weekendu. LKS Goczałkowice Zdrój – RSV Meinerzhagen. Drużyna Łukasza Piszczka kontra ekipa Nuriego Sahina. Idziemy tam oczywiście z Michałem, który na boisku przy szkole Borussii Dortmund (jakieś 50 metrów w linii prostej od Signal Iduna Park) meczu jeszcze nie oglądał, więc tak dobrej okazji przepuścić nie może.

Mimo że grały ze sobą drużyny z piątego poziomu rozgrywkowego w Polsce i siódmego w Niemczech – cholera, naprawdę dobrze się to oglądało. Goczałkowice wyciągnęły do przerwy na 1:0, potem dołożyły na 2:0, lecz w końcówce chłopaki trochę spuchli i dostali dwie bramki, a spokojnie mogło paść więcej – jeden z kumpli Sahina zakręcił z wolnego w słupek, inny z kolei w ostatnich sekundach meczu z setki walnął w poprzeczkę. Remis z gatunku tych, które trzeba szanować.

Przy linii bocznej o wiele mocniej żył trener Piszczek, trener Sahin siedział spokojnie na wzór Carlo Ancelottiego i z rzadka kierował jakieś uwagi, a gdy już, były one skandalicznie niecenzuralne. Na przykład: – Kurve! Kurve!

Sami przyznacie – skandal.

IMG_2974 IMG_2975Głowy nie damy, ale Revierderby miały chyba wyższą frekwencję

***

Revierderby to jeden z tych meczów, które zaczynają się w zasadzie od wczesnych godzin porannych, bo właśnie od wtedy w podmiejskiej komunikacji dało się zauważyć już ludzi z szalikami. Gdy wysiadłem w okolicach 11 na dworcu głównym w Dortmundzie, ten był cały przepełniony ludźmi w żółto-czarnych barwach popijających piwko (niektóre grupki miały ze sobą nawet całe kraty). Niezaprzeczalna przewaga kibicowania w Niemczech nad kibicowaniem w Polsce – tam można pić legalnie piwko wszędzie.

IMG_2904Tuż po wyjściu z dworca sklep kibica…

IMG_2899oraz inne sklepiki mniej lub bardziej związane z klubowymi gadżetami, które można kupić dosłownie na każdym kroku.

IMG_2896Sam Dortmund urodą nie powala – typowe, przemysłowe, schludne miasto, w którym uroku tyle, co w puszcze sardynek.

IMG_2907Uroku dodaje jednak to, że na każdym kroku widać żółto-czarny herb, zresztą nawet place zabaw są w barwach lokalnego klubu.

Na mieście dołączam do naszego kumpla Thomasa (którego możecie kojarzyć choćby z wywiadu Kuby Olkiewicza) i jego ekipy – Tasse (nazywanym legendą, związanym z trybunami od lat siedemdziesiątych), Melanie, Phillippem i Peterem – po czym szybko przekonuję się o jeszcze większym uroku niemieckiego kibicowania – fanowskich knajpach. W zasadzie każda knajpa utożsamia się z BVB mniej…

IMG_2986…lub bardziej.

IMG_2985 IMG_2994

Po czwartej knajpie zaczynam przekonywać się, jak intensywny i wymagający jest styl kibicowania BVB, po siódmej zaczynam obawiać się, czy to aby na pewno nie jest sport dla wyczynowców. Przy czym zaznaczmy – kibice BVB wykazują się rewelacyjną gościnnością i z dużą życzliwością opowiadają swoje historie. Po drodze spotykamy wielu zasłużonych kibiców, bywających w tych samych knajpach przy tych samych stolikach od dziesiątek lat i mamy okazję wysłuchać kilku barwnych anegdot.

Philipp: – W 1982 roku Borussia wygrała z Arminią 11:1. Miałem wówczas dopiero miesiąc i to był mój pierwszy raz na stadionie BVB. Tak trwa do dziś. Najlepsze derby? Oczywiście, że te, na które wzięliśmy dmuchane penisy. U siebie wybiorę te wygrane w 2007 roku 2:0 po golach Freia i Smolarka. Były dla nas szczególne, bo Smolarek pozbawił Schalke tytułu mistrzowskiego.

Michał: – To dla wielu z nas najlepszy dzień w życiu. W przypadku zwycięstwa byliby mistrzami Niemiec. Asamoah powiedział nawet, że jeśli wygrają, wróci do Gelsenkirchen na piechotę. No ale… przegrali. W następnej kolejce graliśmy w Leverkusen, a Schalke równolegle miało mecz u siebie. Zebraliśmy pieniądze i wynajęliśmy samolot, który ciągnął za sobą flagę z napisem „ein Leben lang – keine Schale in der Hand!” (życie długie – lecz wy wciąż bez patery w rękach!). Najpierw poleciał nad stadionem w Leverkusen, potem nad tym w Gelsenkirchen.

Michał wyjaśnia też zagadkę dmuchanych penisów: – Swego czasu władze klubowe dopinały na loży VIP Arena auf Schalke umowę sponsorską z firmą Evonik. Joachim Watzke przyznał nam kiedyś, że gdy zagadał w loży do sponsora „o, a to są nasi kibice”, my akurat zaprezentowaliśmy oprawę z nadmuchiwanymi balonami, które wyglądały jak chuje. Zrobiliśmy to oczywiście zupełnie nieświadomie. Sponsor odparł tylko „no, kreatywni!” i biznes ostatecznie doszedł do skutku.

Peter: – Rodzice mojego taty są niebiescy, więc moim pierwszym wyjazdowym meczem Borussii były właśnie Revierderby. Babcia kupiła mi bilet z nadzieją, że zostanę kibicem. Schalke wygrało zasłużenie 3:0, no ale ja jakoś tak… zostałem kibicem Borussii. Jako 13-latek jeździłem już do Dortmundu na mecze. Czułem się bezpiecznie, bo w Niemczech gdy na ulicy zaatakujesz kogoś z powodów kibicowskich, automatycznie dostajesz pięcioletni zakaz stadionowy. W latach 80. i 90. to były derby. Sama chuliganka, jeszcze bez ultrasów czy policji…

Pille (napotkany na drodze weteran będący na meczach od lat 60.): W czasach młodości szedłem przez miasto w szaliku BVB, a wtedy to był rarytas. Rarytas! Dopiero później zrozumiałem jednak, że w takim czymś nie można wychodzić samemu. Natrafiłem na grupę ośmiu kibiców Schalke, którzy mnie otoczyli… No, tak silny to nie byłem. W pokojowych stosunkach oddałem im ten szalik jako trofeum. Teraz bym sobie po prostu kupił nowy, ale wtedy? Ogromna strata. Przez moje pierwsze lata siedzieliśmy na stadionie wymieszani. Dziś to nie do pomyślenia. Z nowszej historii najlepiej wspominam wygraną w finale Pucharu w 1989 roku, głównie dlatego, że po meczu zostaliśmy w hotelu na trzy nocki, podczas których łącznie spałem cztery godziny. Nie, nie jestem z tego dumny (śmiech).

I dodaje nie chcąc rozwijać szczegółów: – W latach osiemdziesiątych wybraliśmy się do Gelsenkirchen na mecz samochodem. Śmialiśmy się, że będziemy kozakami i przykleimy sobie na auto małą naklejkę. Po meczu… Powiem tak: wspólnie podjęliśmy decyzję, że od tej pory na wyjazdy jeździmy pociągiem. Albo w ogóle! Na początku po tym co zobaczyłem w ogóle nie miałem ochoty na wyjazdy.

Michał: – Najlepsze derby były w meczu drużyn rezerw w czwartej lidze parę lat temu. Było na nich ze 40 najbardziej zaangażowanych kibiców w tym jedna dziewczyna. Na meczu nie było żadnej policji. Ta dziewczyna poszła na drugi koniec stadionu by kupić coś do picia, lecz w połowie drogi przystanęła i zaczęła pokazywać, że potrzebuje pomocy. No to nasza cała grupa… przeleciała przez murawę. Mecz oczywiście został przerwany, ale musieliśmy pobiec ratować koleżankę.

Tasse: – Dawniej człowiek żył derbami przez cały tydzień, ale ostatnio są – mówiąc szczerze – chujowe. Doping? Dziesięć lat temu krzyczeliśmy do mikrofonu, że Schalke nigdy nie zostanie mistrzem i wszyscy łapali to razem z nami. Teraz policja na każdym kroku chce karać za wszystko. Derby przypominają teraz każdy inny mecz. Ciężko mi wybrać najlepszy mecz w życiu, bo na żywo obejrzałem ich kilka tysięcy. Chyba wskazałbym finał Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium – niesamowite wydarzenie. Chociaż zdarzały się też wyjazdy mniej udane, jak ten do Doniecka, gdzie tłukliśmy się pociągiem, ale spóźniliśmy się podczas przesiadki i daliśmy radę dojechać tylko do Kijowa, skąd oglądaliśmy mecz z hotelu.

Thomas: – Zawsze jeżdżę na mecze wyjazdowe w Niemczech i w Europie. Nawet czasem cieszę się, gdy Borussia gra w Lidze Europy, bo to oznacza nowe miejsca, które można odwiedzić – mówi i jako najlepsze wypady wskazuje Lizbonę, Ołomuniec, Krasnodar i Baku. – Legia? Jak dla mnie było OK. Z Żylety słyszałem „Nutte”, za to reszta trybun krzyczała „Jude”. Ale nie mogę tego wyjazdu wspominać źle, skoro jadąc waszym pociągiem podano mi pierogi. To coś niesamowitego.

IMG_2988 IMG_2990

Frank: – Pierwsze derby to rok 1974 i towarzyski mecz otwierający nowy stadion, my byliśmy wówczas w drugiej lidze, niebiescy w pierwszej. Kiedyś atmosfera była zupełnie inna, dziś zupełnie osobno jesteśmy doprowadzani na stadion w Gelsenkirchen pod eskortą. Nie ma co ukrywać, w tych meczach jest duża nienawiść, nie wyobrażam sobie, że mógłbym mieć kumpla z Gelsenkirchen. To w ogóle nie wchodzi w grę. Najlepiej wspominany mecz to oczywiście ten z 2007 roku, gdy odebraliśmy Schalke mistrzostwo kraju i nad ich stadionem latał nasz samolot. Dobrze zapamiętałem też akcję, gdy w dachu na Arena auf Schalke zrobiła się dziura i jeden z naszych chłopaków został zatrudniony do pomocy przy naprawie. Postanowił na koniec pracy załatać tę dziurę… wielką flagą w barwach BVB. Oczywiście zrobiła się z tego duża afera.

Michał: – Kiedyś niemiecka telewizja zrobiła eksperyment i postawiła najpierw samochód w barwach BVB pod stadionem w Gelsenkirchen w czasie meczu, a później odwrotnie pod stadionem w Dortmundzie. Samochód z naszymi barwami był trochę opluty, stracił lusterka i antenę. Ten stojący pod stadionem BVB wyglądał trochę gorzej.

David: – Ta knajpa była kiedyś skupiskiem chuliganów. Policja szybko się o niej dowiedziała i w pewnym czasie zawsze przed meczami latał nad nią helikopter, a w otoczeniu stało kilkanaście wozów. Gdybyśmy wyszli wszyscy razem, pewnie chcieliby nas zawijać lub doszłoby do konfrontacji. No więc wychodziliśmy grupami po 4-5 osób co dwie minuty. Dojście z knajpy na mecz trzeba było odpowiednio zaplanować.

IMG_2917Tymczasowe wlepki zamiast bezmyślnego mazania po murach – miła odmiana.

***

IMG_3005 IMG_3004 IMG_3008

Jeszcze większym wyzwaniem logistycznym pachnie wpuszczenie do jednego miejsca osiemdziesięciu tysięcy ludzi, ale przejście przez bramki przebiega naprawdę sprawnie. Jeszcze tylko uzupełnienie zapasów…

IMG_3019Połowa piwa do przerwy, całe dopiero wraz z końcowym gwizdkiem? Przyznacie – wybitnie nieżyciowe.

IMG_3014 IMG_3013

Razem z poznanymi kumplami zasiadamy w sektorze fanów Dortmundu i co od razu rzuca się w oczy – wszyscy na sektorze się znają. Nie może być inaczej, jeśli procedura nabywania karnetów to sprawa, która może zainteresować specjalistów od prawa spadkowego.

Opowiada Michał: – Sprzedanych jest 55 tysięcy karnetów i żeby dostać go w normalnym trybie trzeba czekać dziewiętnaście lat. Jedyna opcja to odziedziczenie go po kimś, kto umarł bądź z karnetu zrezygnował. Akurat miałem to szczęście, że udało mi się przejąć czyjąś miejscówkę.

I dodaje: – U nas od zawsze scena kibicowska była tak rozwinięta. Kiedyś kluby Bundesligi brały od każdej przyjeżdżającej grupy kibiców po 10 marek, a od Dortmundu i Bayernu po 15 – doskonale wiedzieli, że nawet jeśli będziemy protestować i tak znajdzie się tylu chętnych by wypełnić sektor gości.

Po pierwszej bramce obserwujemy wybuch radości.

Po drugiej bramce obserwujemy wybuch radości.

Po trzeciej bramce obserwujemy dziki szał.

Po czwartej bramce trybuny – sorry za wyrażenie – dostają pierdolca.

***

– Michał, co tu się dzieje?

Nie mam pojęcia. Ale tego nikt chyba jeszcze nie wie. Wszyscy w szoku.

– Gdy tu ostatnio byłem, padło 8:4. Teraz 4:0 do przerwy…

Nie ma sprawy, skoro tak ma być to bilet zawsze ci załatwimy.

W przypływie ogólnej euforii stukam się z resztą kibiców, którzy wykrzykują: – Auf die Liebe, auf die Frauen, auf die Fresse für die Blauen!

Wolne tłumaczenie tej przepełnionej poezją przyśpiewki: Za miłość, za kobiety i za to, by niebiescy dostali po pysku.

***

Po każdej bramce w dół rzucane były resztki piwa (bądź wcale nie takie resztki), lecz wynik meczu znacie, więc nie muszę wspominać, że prawdziwy zimny prysznic przyszedł dopiero potem.

IMG_3022Ultrasi podczas oprawy. Co jak co, ale robi wrażenie.

IMG_3026Oto wierna kibicka Borussii, jest na każdym meczu. Jej właścicielka ma ksywę Kaczka i właśnie dlatego zabiera na mecze taką a nie inną towarzyszkę.

Revierderby to ciekawa lekcja pokory dla każdego fanatyka BVB – po przerwie pojawiły się okrzyki o tym, że Schalke nigdy nie zdobędzie mistrzostwa, z czasem jednak zaczęło się wszystkim wokół palić w dupce. Po drugiej bramce czuć było podenerwowanie, po trzeciej szok i regularne, nieustanne gwizdy. Po czwartej… już tylko przeraźliwą ciszę.

Jeśli wynik do przerwy był czymś trudnym do zrozumienia, to w głowach fanatyków Borussii odbywało się właśnie coś na wzór próby ogarnięcia fizyki kwantowej.

A jak wiadomo – człowiek najlepiej koncentruje się milcząc. I tak też wszyscy opuszczali stadion. Komentarz kibiców BVB do tego, co widzieli na boisku? Nie dało się wyciągnąć z nich niczego poza kręceniem głową i miną Mesuta Oezila. Kilkadziesiąt tysięcy osób szło w zadumie, jakby brało udział w jakiejś dostojnej procesji.

***

Być może – zgodnie z opowieściami starszych kibiców – są to już derby nieco przyblakłe, być może kilka meczów w Europie swoją temperaturą potrafi je przyćmić, ale nie da się polemizować z tym, że wciąż tkwi w nich wielka magia. To wciąż mecz, po którym postronny kibic dostaje obuchem po głowie i szybko sprawdza w kalendarzu, kiedy może wrócić na stadion w Dortmundzie. Przyciąga go wszystko – od gigantycznego zainteresowania meczem począwszy, przez możliwość odwiedzenia wszystkich kibicowskich knajp, na wrażeniach zapewnionych przez 80 tysięcy gardeł na stadionie skończywszy.

Zresztą, jak można nie chcieć wrócić, skoro trafia się na mecz, w którym jedna z drużyn potrafi w 25. minut dostać cztery bramki w plecy i odrobić je w ostatnie pół godziny meczu?

JAKUB BIAŁEK

Opublikowane 30.11.2017 09:37 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 32
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Carlitos
Carlitos

Brznadziejny tekst, beznadziejne derby, beznadziejne oprawy, bardzo dobry mecz to tyle na ten temat.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Bodzio71
Bodzio71

Nic tylko sie usmiac, sorry ale chyba nie masz porownania

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

pancio32
pancio32

Tiaa..za to teraz za cichym przyzwoleniem rządu policja(vel milicja)zabija ludzi w piwnicach,pod prysznicami,w innych pomieszczeniach…ale ciiii…#dobrazmiana

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

pancio32
pancio32

Chłopczyku…Igor Stachowiak i masę innych przypadków nie nagłośnionych przez media.Do tego cała masa pobić i wymuszeń zeznań.Ale ty tam u siebie w pod białostockiej wsi wiesz swoje…Wszyscy na wsi jeździcie passatami od”januszy”z Niemiec,połowa jeździ co roku na szparagi do Niemiec,pewnie twoi dziadkowie brali udział w organizowanych przez Niemców pogromach Żydów…ale ty wyjmujesz z szafy patriotyczną bluzę i nie lubisz Niemców.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

pancio32
pancio32

Schizofrenia to szukanie wszędzie spisku Niemców przeciw Wielkiej Polsce … dziękuje , do widzenia

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

pancio32
pancio32

Napisałeś to przed czy po odmówieniu apelu smoleńskiego przed słoikiem z korą z brzozy smoleńskiej z resztkami trotylu i sztucznej chmury kupionych w Toruniu wspierając żyjących o chlebie i wodzie redemptorystów??Skąd ty wiesz jak to się zaczyna?Wasz wiejski cyrulik rozpoznał twój przypadek?Rozwieje również twoje dylematy moralne,idąc po niedzielnej mszy na zakupy popełniasz podwójny grzech:raz że to święto ; dwa, robiąc zakupy w Kauflandzie wspierasz Niemców( tak Kaufland jest niemiecki…)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

AsafaPowell
AsafaPowell

Zdecydowanie najgorsi sa polscy fanatycy, ktorzy sie nawet pilka nie intersuja, caly doping jest skierowany do kibicow gosci i spiewy typu Lechia Gdansk k**** szajs, czy Legia to stara ku***, albo jeb*** zaboli, lech zdech itd. W Niemczech panuje duzy fanatyzm, tylko kibicuje sie wlasnemu zespolowi i interesuje sie futbolem, taki Staruch czy Litar nawet mowili, ze ich pilka w ogole nie interesuje, to juz wole tych ”januszy”. Byles w ogole kiedys na niemieckich trybunach?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

AsafaPowell
AsafaPowell

Bylem kiedys tez na Wisle i Piascie, wiec swoje wiem! Poza tym wystarczy zobaczyc dowolny mecz Ekstraklapy. Sorry ale byles w niemczech? Ja bylem wielokrotnie na niemieckich stadionach (przede wszystkim Schalke), by stwierdzic, ze tam nie chodza tylko ”janusze” i ze doping jest na bardzo dobrym poziomie!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

AsafaPowell
AsafaPowell

80 tys. podpitych niemieckich januszy, nie czyni go kibicowsko ciekawym. W dupie byles i gowno widziales, tyle mam do powiedzenia. Janusze to sa w Premier League, ale w niemczech dalej jest mase fanatykow, ale trudno wygrac z uprzedzeniami. Mecz Dortmundu z Schalke jest kibicowsko ciekawszy niz Lech Legia czy jekies Partrizany z Zvezdami (czy inne balkanske patologiczne gowno na skansenach)! Taa jasne polscy kibole sa najlepsi, lysole na mlynach bardziej sie interesuja MMA niz Futbolem, wystarczy poczytac dowolny wywiad np z GURU Legii Piotrem Staruchowiczem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

AsafaPowell
AsafaPowell

Pytam sie po raz ostatni, byles kiedys na jakimkolwiek niemieckim stadionie? Bo jak ktos takie cos pisze, to powinien sie znac na tym: 80 tys. podpitych niemieckich januszy, nie czyni go kibicowsko ciekawym.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

dyneck
dyneck

Akurat na niemieckich stadionach atmosfera jest bardzo dobra: każdy klub ma swój stojący młyn. flagi, bębny, cały mecz jest głośny doping. Mi się to bardziej podoba niż ci polscy gniazdowi wydzierający się przez megafony.

HAZARD
HAZARD

Kapitalny artykuł, oby więcej o najbardziej profesjonalnej i innowacyjnej lidze, jebać tych co krytykują Bundesligę, Rivierderby, większość to po prostu polaczki ciągle żyjące IIWŚ, liga sama w sobie jest kapitalna, wypełnione stadiony, świetny doping i atmosfera, znakomita otoczka, znakomite szkolenie młodzieży, mecze na ogromnej intensywności, ale u nas ta liga zawsze będzie niedoceniana, z wiadomych względów, na szczęście są wyjątki, które doceniają piękno BUNDESLIGI.

Carlitos
Carlitos

Jesteś głupi

M.S.
M.S.

Co do Bundesligi, to ok., jest fajna, ale od Polaków żyjących IIWŚ, to się odwal.

It Is Wednesday My Dudes
It Is Wednesday My Dudes

AAAaaaaaa!!

Mixu
Mixu

świetny tekst

Kosta Runjaić – człowiek od zadań niemożliwych
Kosta Runjaić – człowiek od zadań niemożliwych

Najgorętsze derby to zawsze Szczecińskie!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

qdlaty81
qdlaty81

Chyba paprykarze

Jan Serce
Jan Serce

Fajny tekst, tylko po co ten „mokry sen” ? Nie dość, że tekst ni w chuj ni w pizdę i a ani to śmieszne, a i chyba niekulturalny względem Nawałki.

Don Pedro
Don Pedro

to samo pomyślałem

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Weszło FM
25.10.2020

Poniedziałek na Weszło FM – co nas czeka?

Początek nowego tygodnia po zmianie czasu nigdy nie jest łatwy. Na świecie robi się ciemniej i bardziej ponuro. Poranek wspólnie z Wojtkiem Pielą i Darkiem Urbanowiczem może być jednak wspaniałym pomysłem na to, aby poprawić sobie nastrój. W Weszło FM „Dwójkę bez sternika” rozpoczniemy już o 7:00, a w programie rozmowy choćby z napastnikiem Rakowa […]
25.10.2020
Anglia
25.10.2020

Tak wygląda prawdziwy kanonier

Jeśli sztywno trzymalibyśmy się nazewnictwa, to napisalibyśmy, że w tym meczu zagrało czternastu Kanonierów – jedenastu piłkarzy Arsenalu z pierwszego składu i trzech wchodzących z ławki. Ale to tylko słowotwórstwo od klubowego przydomka. Na boisku był bowiem tylko jeden kanonier i to wcale nie w drużynie Mikela Artety. O kogo może chodzić? Oczywiście o Jamiego […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Lech w pucharach – STRONG, Lech w lidze – WEAK

Dobra postawa w pucharach i słabiutki występ w lidze. Wydaje się, że Lech Poznań złapał już swój rytm i przyzwyczaja do niego kibiców od początku tego sezonu. Jesteśmy świadkami powtórki z sezonów 2010/11 i 2015/16 – lechici wtedy też weszli do grupy Ligi Europy, a w Ekstraklasie prezentowali się kiepściutko. Dzisiaj Cracovia potrzebowała jednej wrzutki […]
25.10.2020
WeszłoTV
25.10.2020

LIGA MINUS. Paczul, Kowal, Białek, Roki

Halo, halo! Niedzielny wieczór bez Ligi Minus? Nie ma takiej możliwości. O 19:45 startujemy z waszym ulubionym magazynem poświęconym naszej kochanej Ekstraklasie. Wpadajcie na żywo, albo chociaż z odtworzenia! 
25.10.2020
Inne sporty
25.10.2020

Gigant Formuły 1 znów to zrobił. Hamilton wygrywa i bije rekord wszech czasów

Ostatni raz byliśmy tak zdziwieni, kiedy polski rząd ogłosił plany podniesienia płacy minimalnej. Lewis Hamilton, Mercedes i pierwsze miejsce – te pojęcia w 2020 roku zwykle występują razem. Dzisiejsze zwycięstwo w portugalskim Portimao było o tyle wyjątkowe, że Anglik wygrał Grand Prix po raz dziewięćdziesiąty drugi. Nikt nie ma więcej zwycięstw w Formule 1 niż […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Pan piłkarz Ivi Lopez. Głębia składu Rakowa budzi uznanie

Gdy Ivi Lopez meldował się w Ekstraklasie, witaliśmy go gromkim: czy aby na pewno? Czy skoro za dziewiątką w Rakowie grają Tijanić i Cebula, bezsprzecznie gwiazdy początku rozgrywek, to jest potrzebny Hiszpan? Dodajmy: Hiszpan na wysokim kontrakcie, jednym z najwyższych w Rakowie, a więc na pewno sprowadzany nie po to, by przy tym duecie siedzieć […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Zgodnie z planem? No nie do końca, ale Raków idzie dalej

Chyba tylko tak zwana logika Ekstraklasy mogła sprawić, by Raków Częstochowa nie wygrał dziś ze Stalą Mielec. Pierwsi są rewelacją sezonu, liderem i drużyną zbierającą wysokie noty ze styl, drudzy przed chwilą dostali szóstkę od Wisły Kraków, wcześniej nie potrafili strzelić Podbeskidziu i generalnie jeszcze nie udowodnili, że do ligi się nadają – fani naszej […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Niepokonany Górnik Łęczna na podium 1. ligi. Czas myśleć o awansie?

Możesz zagrywać piętkami „na ścianę”, jak Kamil Zapolnik i Paweł Zieliński. Możesz zakładać „dziury” rywalom jak David Panka. A nawet mieć w ekipie samego Goku. To jednak nic nie znaczy, gdy przyjeżdżasz do Łęcznej. Beniaminek ma za sobą sześć domowych spotkań i nie odnotował jeszcze ani jednej porażki. Ba, mało tego – drużyna Kamila Kieresia […]
25.10.2020
Włochy
25.10.2020

Reca dośrodkowuje, Walukiewicz wyprowadza, czyli włoska ziemia potwierdza talenty Polaków

Południe. Serie A. Cagliari kontra Crotone. Gdyby nie Polacy w obu ekipach, nigdy nie odpalilibyśmy tego meczu. Ciekawsza wydaje się nawet setna powtórka opolskiego festiwalu sprzed dziesięciu lat. Ale skoro już Arkadiusz Reca i Sebastian Walukiewicz spotkali się na włoskiej ziemi, to okej, postanowiliśmy zobaczyć, jak chłopakom pójdzie. Efekt? W sumie to nawet zabawne, że […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Na co jeszcze stać ekipę Andrei Pirlo?

Mistrzowie Włoch kontra sąsiedzi w tabeli. Brzmi absurdalnie, gdy dodamy, że nie chodzi o Romę, Napoli czy Milan, a o Hellas Werona? Trochę tak, ale ekipa z miasta Romea i Julii miała mnóstwo szczęścia, otrzymując trzy punkty za błąd Romy. Gdyby nie one, nie byłoby tak kolorowo. Dlatego spotkanie z Juventusem to szansa na ugranie […]
25.10.2020
Live
25.10.2020

LIVE: Lech wymęczył remis z Cracovią

Rosołek zaliczony, schabowy pewnie też, czas więc na niedzielnie granie! W ligach zagranicznych cudów się nie spodziewamy, nie ma jednego meczu, który wybijałby się ponad resztę. Za to na krajowym podwórku zagrają najpierw Raków Częstochowa (ze Stalą Mielec) i Lech Poznań (z Cracovią), więc oczekiwania jak na polskie realia mamy dość spore. Obyśmy się nie […]
25.10.2020
Anglia
25.10.2020

Premier League w tym sezonie stanęła na głowie. I nam się to podoba!

Everton, Aston Villa czy Leeds? Nie, raczej Tworki czy Choroszcz. Takie pytanie byście usłyszeli, sugerując na początku tego roku, że trzy wspomniane kluby na starcie sezonu 2020/21 zagoszczą w ścisłej czołówce Premier League. To, co wyprawia się na czele w lidze angielskiej, można wręcz porównać do karamboli w amerykańskich seriach wyścigowych. Dzieje się mnóstwo, każdy […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Czas na błysk wyczekiwanej perełki? Marchwiński dostanie swoje szanse

Wysokie natężenie meczów i nieco zbyt wąska kadra sprawiają, że Lecha Poznań prawdopodobnie czekają kłopoty przy jesiennym łączeniu gry w Ekstraklasie z grą w Lidze Europy. Natomiast dla niektórych piłkarzy terminarz z meczami rozgrywanymi co 3-4 dni będzie błogosławieństwem. Kimś takim może być Filip Marchwiński – jeden z największych talentów Kolejorza, który trochę zniknął w […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Roninowie “Kolejorza”, czyli nowa era klasy średniej

Piłkarska klasa średnia. W przypadku akademii Lecha Poznań niegdyś pojęcie dość problematyczne, ale dziś, o dziwo, śladów poznańskiej akademii jest pełno w całej Polsce. Jasne, że jeszcze całkiem niedawno na naszych oczach wyrastali choćby Jan Bednarek czy Karol Linetty, a obecnie Jakub Moder czy Tymoteusz Puchacz, ale, patrząc szerzej, nie znajdziemy aż tak wielu wychowanków […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Arsenal podtrzyma tradycję ogrywania Leicester?

Arsenal i Leicester sąsiadujące ze sobą w tabeli, ale poza strefą pucharową. Brzmi dziwnie? Trochę tak, jednak taka jest rzeczywistość. „Lisy” po dobrym starcie trochę wyhamowały, więc Arsenal, któremu ostatnio dość brutalnie przerwano passę bez porażki, może zwietrzyć w tym swoją szansę. My natomiast, tradycyjnie, spróbujemy coś na tym ugrać. Obstawiamy ten mecz w Superbet! […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Cel stał się marzeniem. Slavia Praga rok po Lidze Mistrzów

Rok bez jednego dnia – dokładnie tyle czasu minęło od pamiętnego dla naszych południowych sąsiadów meczu Slavia – Barcelona w arcytrudnej grupie Ligi Mistrzów, którą tworzyły też Inter i Borussia Dortmund. Wspomniane spotkanie mistrzowie Czech przegrali 1:2, ale pozostawili po sobie świetne wrażenie i byli dla „Dumy Katalonii” równorzędnym przeciwnikiem. Potwierdzili to w zakończonym bezbramkowym […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Przeskok z pucharów na ligę będzie bolesny dla Lecha? Niekoniecznie

Jak trudno przestawić się z pucharów na ligę? Lech Poznań dziś się o tym przekona, bo kilka dni po meczu z Benfiką musi zmierzyć się z Cracovią. Obydwa zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli, przedziela je tylko Warta. Dla „Kolejorza” porażka będzie jednak dramatem, bo wówczas perspektywa ponownej gry w Europie znów się oddali. Dlatego […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Sześć argumentów, dla których Cracovia nie wygra z Lechem

Jeśli widzicie szklankę do połowy pełną, stwierdzicie, że Cracovia przegrała w tym sezonie ligowym tylko jeden mecz. Na siedem prób, a więc bilans na papierze wygląda całkiem korzystnie. Jeżeli jednak wolicie patrzeć na świat przez nieco ciemniejsze okulary, będziecie musieli zauważyć, że „Pasy” spośród tych siedmiu meczów wygrały tylko dwa. Traciły punkty ze Śląskiem (porażka), a także […]
25.10.2020