post Avatar

Opublikowane 21.11.2017 13:47 przez

Kamil Gapinski

Kiedy 21 maja frunąłem przez kierownicę swojego roweru, myślałem o tym, że chyba jednak w tym roku nie zrobię wymarzonego Ironmana. Po brutalnym spotkaniu z jezdnią, gwałtownie wstałem, a następnie prawie zemdlałem z bólu. Ta reakcja była zrozumiała – w szpitalu okazało się, że nie tylko złamałem obojczyk, ale i  mocno uszkodziłem więzadła w barku. Przy takiej kontuzji faktycznie na dłuższy czas trzeba było zapomnieć o pływaniu, a co za tym idzie o marzeniach na temat IM. Dziś mija dokładnie pół roku od mojego wypadku. To dobry pretekst, by napisać, jak poważny uraz wpływa na codzienne życie i trening. Oraz jak wykorzystać tę sytuację do tego, by – tak tak, zgadliście – wrócić silniejszym.

Do końca treningu pozostało maksymalnie piętnaście minut. Jechałem w kierunku Warszawy ulicą w Powsinie zastanawiając się nad dwoma sprawami: co dobrego zjem po ciężkich zajęciach i czy spotkanie Jagiellonii Białystok z Legią, które miałem komentować w systemie audiodeskrypcji, okaże się hitem. Chwilę później wiedziałem już, że nie zasiądę ani do obiadu, ani w dziupli NC+. Zamiast tych przyjemności czekała mnie wizyta na ostrym dyżurze. Dlaczego? Bo jakiś gość zajechał mi złośliwie drogę, więc musiałem zahamować, żeby w niego nie przypieprzyć. Pod wpływem impulsu nacisnąłem hamulce pewnie nieco mocniej niż powinienem, w efekcie czego wyfrunąłem z kolarzówki z dynamiką jakiej nie powstydziłby się Adam Małysz za najlepszych lat, gdy wybijał się z progu. Dziewczyna, która jechała za mną autem powiedziała, że wyglądało to tyleż efektownie co strasznie.

To właśnie ona zabrała mnie do Carolina Medical Center. Już w trakcie podróży jej autem wiedziałem, że jest kiepsko – każda nierówność na drodze, która powodowała minimalne drgnięcie ramienia, sprawiała mi olbrzymi ból. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, musiałem wyglądać bardzo filmowo – gość w obcisłych, kolarskich spodenkach i z obdrapanym ryjem krzyczy przez całą salę do recepcjonistki „lekarza!”. Emeryci i dzieci czekające na niedzielną zmianę opatrunków byli nieco zdziwieni.

Po prześwietleniu byłem pewien, że cały sezon mam z głowy. Miły doktor powiedział, że miałem pecha, bo nie tylko połamałem obojczyk, ale i rozwaliłem więzadła w barku. – Przy wzorowej rehabilitacji będzie pan pływał pod koniec sierpnia, ale przy komplikacjach przerwa może potrwać i rok.

Super, naprawdę. Tydzień wcześniej wystartowałem na rozgrzewkę w zawodach w Olsztynie, teraz okazuje się, że była to moja  pierwsza i ostatnia impreza w 2017…

Do wypadku doszło w niedzielę, w piątek miałem operację. Trochę się jej bałem, bo sympatyczny anestezjolog wyjaśnił grobowym głosem, że przy tego typu zabiegach istnieje ryzyko zawału serca, gdyż są one przeprowadzane na niskim ciśnieniu tętniczym. Oczywiście zdarzają się raz na ruski rok, ale uwierzcie – kiedy dopiero co zaliczyłeś solidną glebę, niewiele trzeba, żeby człowieka nastraszyć.

Pierwsze trzy dni po operacji były koszmarem. Ból ręki doprowadzał mnie do spazmów – nawet dosyć silne leki nie były go w stanie na dłużej uśmierzyć. Myślałem wtedy o słowach lekarza, który mnie naprawiał: „tydzień po operacji będzie mógł pan jeździć w domu na trenażerze, zapewniam”.

Co za głupoty, przecież ja ledwo żyję, o czym on w ogóle gadał? I wiecie co? Facet… miał rację. Dokładnie osiem dni po zabiegu wsiadłem na rower i próbowałem „trenować”. Z boku musiało to wyglądać komicznie: gość ledwo co kręci pedałami, poci się przy tym jak świnia, a dłonie trzyma na nałokietnikach lemondki – na nic więcej nie pozawala mu ograniczony zakres ruchu. Szczerze mówiąc miałem to wszystko w dupie, liczyło się tylko jedno – że wreszcie nie muszę leżeć.

10 dni później poszedłem po raz pierwszy pobiegać. Trwało to całych 40 minut, ale po wszystkim poziom endorfin był wyższy niż po pierwszym przebiegniętym maratonie. Ciekawostka: w związku z tym, że mieszkam sam, po truchcie zdejmowałem koszulkę… dłużej niż trwał trening. Dostawałem szału, że nie mogę wykonać tak prostej czynności, miałem ochotę przeciąć ją na pół nożyczkami, ale uznałem, że się nie poddam. Kiedy w końcu zaliczyłem swoją mission impossible, prawie popłakałem się ze szczęścia. Po takim wypadku dużo częściej masz jednak ochotę beczeć z bezradności: bo wielką trudność sprawia ci założenie głupich skarpetek, bo możesz spać tylko na jednym boku, bo nie jesteś w stanie normalnie się uczesać, bo branie prysznica to spory wyczyn, bo powtarzanie setek razy tych samych monotonnych czynności w trakcie rehabilitacji z taśmą ryje głowę.

To wszystko naprawdę uprzykrza życie na maksa, nie zamierzałem się jednak skupiać na minusach i mozolnie, krok po kroku, szedłem do przodu. Pierwszy szybki bieg (dla mnie na treningu to 4:20/km) dał mi olbrzymią satysfakcję i trochę śmiechu. Na wysokości Łazienek wyprzedziłem parę trzydziestolatków. Podczas wymijania spotkałem się z nimi wzrokiem i zauważyłem, że byli totalnie skonfundowani, ponieważ „połknął” ich gość z… ręką na temblaku. Wyglądali na takich, którzy zmobilizowali się do wyjścia na trening po raz pierwszy od dawna, a tu proszę, inwalida brutalnie ich odsadził. Musiało boleć.

Dlaczego w ogóle biegałem z temblakiem? Na pewnym etapie stwierdziłem, że ćwiczy się z nim lepiej, gdyż po prostu utrzymuje ramię podczas ruchu we w miarę stabilnej pozycji. Co nie oznacza, że nie bolało. Mniejszy lub większy (częściej) dyskomfort przy biegu odczuwałem przez około dziesięć tygodni, przy jeżdżeniu na trenażerze również – każda próba minimalnego zwiększenia zakresu ruchu prawej ręki wiązała się z nieprzyjemnym kłuciem tuż nad obojczykiem. 

Dużo większy stres niż podczas biegania czy jeżdżenia w domu czułem przed pierwszym rowerem na dworze, w sierpniu. Jechałem dokładnie tą samą trasą, na której miałem wypadek, więc wyobraźnia pracowała na maksa. Kiedy tylko wymijała mnie jakaś większa fura – ciężarówka albo dostawczak – przygryzałem ze zdenerwowania wargi. Wiedziałem jednak, że muszę się przełamać, nie będę przecież do końca życia ćwiczył na trenażerze. Owszem, nie przeszkadza mi ten sprzęt, ale umówmy się – esencją kolarstwa jest jednak jazda po szosie i delektowanie się nowymi widokami.

Trening zaliczyłem bez żadnej kolizji, ale nie będę was oszukiwał – nadal czuję zdenerwowanie na myśl o tym, że wiosną trzeba będzie regularnie jeździć po ulicach. Cóż, pozostało kilka miesięcy na to, żeby pokonać te demony tak, jak pokonałem swoją kontuzję. Zwycięzcą poczułem się tak naprawdę 16 sierpnia – właśnie wtedy pierwszy raz poszedłem na basen. Lewa ręka płynęła kraulem, prawa czymś pieskopodobnym, nieważne, istotne było to, że jest postęp. Po wyjściu z wody szczerzyłem się jak dureń, ratownik musiał uznać, że oto jego kąpielisko odwiedził wariat. Z każdym kolejnym treningiem w wodzie zwiększał się zakres ruchu, od początku października wynosi 100%. Nieźle zważywszy na to, że pesymistyczne prognozy mówiły o niemożności pływania do maja 2018…

Piszę wam o tym wszystkim nie tylko dlatego, że dziś mija pół roku od mojej kraksy. Jest też drugi powód: końcówka listopada to czas, w którym wielu sportowców-amatorów wraca do zajęć po roztrenowaniu. Niektórym z nich nie chce się ćwiczyć, bo za oknem jest zimno, deszczowo, nieprzyjemnie. Mam prośbę: jeśli znowu złapie was leń, przypomnijcie sobie ten tekst. Pomyślcie jak duże macie szczęście, że nic wam nie dolega i tak po prostu możecie cieszyć się bieganiem, pływaniem i kręceniem na rowerze. To jest fantastyczna sprawa, o której na co dzień się nie myśli, bo przyjmujemy ją za pewnik. Kontuzja zmienia perspektywę, możecie mi wierzyć.

I jeszcze jedno: faktycznie da się z niej wyjść silniejszym, co przypominam szczególnie mocno tym czytelnikom, którzy akurat mierzą się z poważnym urazem. Gdy go poskromicie, radość z treningów będzie jeszcze większa, słowo honoru.

KAMIL GAPIŃSKI

Opublikowane 21.11.2017 13:47 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 17
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Urkides
Urkides

Determinacja Glapińskiego przypomniała mi dowcip jak turysta w górach zauważył że po rwącym Dunajcu spiętrzonym przez powódź, przesuwa się kapelusik góralski, raz z prądem, raz pod prąd. Zapytał miejscowego na czym polega ten fenomen a ten mu powiedział że to Józek się wkurwił i powiedział że pierdoli tą powódź i będzie orał.
Myślę że w sporcie najlepiej sprawdzają się zadaniowcy z pogranicza psychopatycznej potrzeby zwyciężania i z domieszką masochizmu sprawiającą że odczuwanie bólu jest motywujące i pokonywanie go daje perwersyjną satysfakcję.
Nie piszę tego w znaczeniu pejoratywnym, tak po prostu musi być jeśli chce się pokonać innych „świrów”. Najpierw trzeba pokonać samego siebie i instynkt samozachowawczy.

jakubjakub
jakubjakub

Gapiński, zrzuć sadło, zrób wreszcie wynik lepszy niż emerytki i dopiero wtedy zacznij pisać o wracaniu silniejszym…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Urkides
Urkides

W sporcie nie chodzi wyłącznie o zwyciężanie w zawodach, najbardziej chodzi o zwyciężanie z samym sobą. To są bardzo osobiste i mało widowiskowe zwycięstwa ale u nas kompletnie nie doceniane.
Ja mam wielki szacunek dla ludzi którzy mimo nikłych szans na laury walczą z własną słabością i chcą być silniejsi.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Urkides
Urkides

Jakbyś potrafił nie zauważyć kto to napisał, to może byś dostrzegł że jest to opis zmagania się z własną słabością i bólem.
Nie ważne czy robi to niewidomy chłopiec, czy osoba w wieku 65 lat. Każdy ma własne zawody z samym sobą.
Tak na marginesie, to nie rozumiem tej jazdy na Gapińskiego. Lubiłem oglądać jego wywiady „Cwany Gapa”. Były ciekawe i prowadzone w dobrym stylu. Ale widocznie zapanowała moda na „cwelowanie” Gapińskiego.
Gapiński ma dobry styl, potrafi zawrzeć jakąś myśl przewodnią, w odróżnieniu od wielu innych „dziennikarzy”.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Quotsa
Quotsa

„Dokładnie osiem dni po zabiegu wsiadłem na rower. ”
„miałem to wszystko w dupie, liczyło się tylko jedno – że wreszcie nie muszę leżeć. ”

No to sobie poleżał OSIEM dni ! Czy ty wiesz co to znaczy ???

Urkides
Urkides

A jaka to różnica „Ja” czy „on”? Masz z tym kłopot?
Ludzie piszą pamiętniki w których jest głównie „Ja” i jeśli to „ja” ma coś ciekawego do powiedzenia to czytają.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Quotsa
Quotsa

Co za typ…

„Ból ręki doprowadzał mnie do spazmów”
„przy tego typu zabiegach istnieje ryzyko zawału serca”
„Dostawałem szału,”
„prawie popłakałem się ze szczęścia”
„branie prysznica to wyczyn godny zdobycia K2 zimą,”

To musiało być straszne…

„Dokładnie osiem dni po zabiegu wsiadłem na rower i próbowałem „trenować”.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jan Serce
Jan Serce

Podjeżdża wiecznie narzekającym Dowborem ale walcz. Powodzenia !!!

pawelASR
pawelASR

#nikogo

Šćepan Šćekić
Šćepan Šćekić

Gapik – załóż sobie pamiętniczek i tam to spisuj, a nie zawracasz ludziom głowę. ja tu wszedłem tylko dla komentarzy, ale niektórzy mogli się pomylić 🙂

Wacław Grzdyl
Wacław Grzdyl

Wypadek na rowerze. Laska z tyłu zawozi go do szpitala. Zajeżdża filmami z Jenifer Lopez.
ps1: Na druty miałeś robione czy na płytki?
ps2: Serio jak wpadłeś na izbę przyjęć to się darłeś „lekarza”?
Tu mi się z kolei przypomniała „Samowolka” i krzyk na samym końcu: -Podoficeeeeeer!!!! Lekaaarzaaaaaaa!!!!

kuba_c
kuba_c

zajebista historia Kamil

Weszło
02.06.2020

Najlepsze zostawili na koniec. Michał Żyro skradł show w hicie w Legnicy

Nie oszukujmy się, nie był to mecz, na który czekaliśmy przez całą kwarantannę. Jest wtorek, jest 20.40, deszcz nasuwa z takim impetem, że piłkarze mogą z miejsca wziąć udział w reklamie szamponu albo bollywoodzkim musicalu. A jednak, kiedy już po 15 minutach mieliśmy dwie bramki i jedną awarię systemu nawadniającego, który włączył się bez wyraźnego […]
02.06.2020
Bukmacherka
02.06.2020

Jastrzębie – Warta, czyli smakowita środowa przystawka

Ofensywna machina trenera Jarosława Skrobacza kontra konsekwentna do bólu Warta Poznań. Tak zapowiada nam się środowa przystawka przed daniem głównym w pierwszej lidze. Choć prawdę mówiąc równie dobrze daniem głównym można nazwać to spotkanie. Dwie drużyny z czołówki powalczą o cenne punkty, a my podpowiadamy, co warto obstawić w eWinner. GKS Jastrzębie – Warta Poznań […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Pierwsza liga odmrożona? Nie widać. Festiwal bryndzy na zapleczu Ekstraklasy

Cholernie czekaliśmy na powrót Ekstraklasy i choć zdawaliśmy sobie sprawę, że z poziomem może być różnie, zresztą – było różnie, to jednak nie możemy być po pierwszej kolejce specjalnie rozczarowani. Piłeczka wróciła, kilka meczów stało znośnie z jakością, no, bywało gorzej i przed pandemią. Dzisiaj natomiast wróciła pierwsza liga, na którą czekali jeszcze więksi zapaleńcy […]
02.06.2020
Bukmacherka
02.06.2020

Podbeskidzie po restarcie. Czy utrzyma formę strzelecką?

Wieczór z pierwszą ligą? Czemu nie! Zwłaszcza, gdy mamy okazję zobaczyć w akcji dwie drużyny walczące o awans. Podbeskidzie, lider rozgrywek, świetnie rozpoczęło wiosnę. Olimpia Grudziądz? Nieco gorzej. Dlatego restart będzie dla obydwu drużyn ważny. Jedni mogą udowodnić, że dobra forma nie była przypadkiem, drudzy, że stać ich na więcej niż pokazali do tej pory. […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Jak Hansi Flick odmienił Bayern?

Monachium zakochało się w Hansi Flicku. Dwadzieścia pięć meczów, dwadzieścia dwa zwycięstwa, jeden remis, dwie porażki. Żaden trener Bayernu od 1965 roku nie miał tak dobrego startu we wszystkich rozgrywkach. A przecież wcale nie musiało być kolorowo. Przejmował Bayern w trudnym momencie. Dostawał rozgoryczony, zmęczony i niewykorzystujący swojego potencjału zespół po odchodzącym w niesławie Niko […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

#AleNumer – konkurs z nagrodami – ile będzie rzutów karnych?

Aż pięć rzutów karnych zostało podyktowanych w ostatniej kolejce Ekstraklasy. Niektóre wynikające z błędów technicznych (ręka Zwolińskiego), inne powiedzmy, że z pewnej dozy nieroztropności (latający łokieć Petraska). Skoro jedenastki są na topie, to tym razem w konkursie #AleNumer pytamy was właśnie o to, ile razy piłkarze Ekstraklasy będą w tej kolejce strzelać z wapna. Już […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Cygan: Powrót Rakowa do Częstochowy jesienią jest realny

Dzisiejsza decyzja Komisji ds. Licencji to dla Rakowa Częstochowa słodko-gorzka pigułka. Z jednej strony licencja jest, można grać w Ekstraklasie, z drugiej – każdy mecz w Bełchatowie w 2021 roku będzie oznaczał 30 tysięcy złotych kary. Jak przyjęto te werdykty w Częstochowie? Dlaczego w Bełchatowie Raków będzie wpuszczał kibiców nawet, jeśli będzie to nieopłacalne? Czy […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

„Za wcześnie, Piotrek”. Kowal żegna Piotra Rockiego

Rok 2020 to jakiś pieprzony żart. Nieporozumienie. Chciałbym, żeby już się skończył, a to ledwie połowa. Wczoraj kolejny cios. Odszedł Piotr Rocki. Ostatni raz widziałem się z nim rok temu, bo Piotrek przeprowadził się na Śląsk, więc siłą rzeczy nasz kontakt nie był tak mocny, jak wcześniej. Natomiast gdy pojawił się w Warszawie, to oczywiście, […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Komu przerwa pomogła, komu zaszkodziła, czyli czego spodziewać się po I lidze?

Nie, nie odwołamy się po raz setny do cytatu „zęby swędzą…” na myśl o powrocie pierwszej ligi. Ale nie będziemy też ukrywać, że gdy myślimy o pierwszym gwizdku na zapleczu Ekstraklasy, na naszych twarzach gości uśmiech. Domyślamy się jednak, że nie wszyscy są tak szczęśliwi, jak my. Były kluby, którym przymusowa przerwa w rozgrywkach dostarczyła […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Deadline? To jakieś amerykańskie czasopismo?

Żyjemy w świecie nieustającej gonitwy. Nie ma żadnego przypadku w tym, że słówko „deadline” zrobiło karierę nie tylko w siedzibach wielkich korporacji, które uwielbiają zaśmiecać/wzbogacać (sami wybierzcie) nasz język tego typu terminami. Ci, którzy się wyłamują, potrafiąc przeciwstawić się tej „dyktaturze”, często zyskują status podziwianych buntowników. I właśnie dlatego musimy bardzo szczerze przyznać, że trochę […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Kara za korupcję dla Cracovii coraz bliżej

Gdy po raz pierwszy poruszyliśmy ten temat na naszych łamach, część komentujących była przekonana, że skończy się na naszym szczerym oburzeniu. Dziś już wiemy, że wręcz przeciwnie. Korupcja, której dopuściła się Cracovia w sezonie 2003/04, była bezkarna naprawdę długo, ale zdaje się, że PZPN ma zamiar wkrótce skorygować ten błąd. Związek poinformował, że jego rzecznik […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Marek Kozioł: „Mam nadzieję, że nasz występ to nie był jednorazowy wybryk”

– Wiadomo, że jak nie szło – na przykład w Mielcu, gdzie przesiadywałem podczas meczów na trybunach, nie łapiąc się nawet do meczowej osiemnastki – to człowiek się zaczynał zastanawiać, czy jest sens dalej to ciągnąć. Tym bardziej że to był taki okres, gdy do piłki trzeba było bardziej dokładać niż na niej zarabiać. Może […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Lublin zamiast Narodowego. Finał Pucharu Polski w wersji oszczędnościowej

Gdyby nie ta pieprzona pandemia, bylibyśmy już miesiąc po finale Pucharu Polski na Narodowym. Stadion jak zwykle byłby pełny, tętniłby życiem. Cóż, pewnie nie obyłoby się też bez jakiejś mniejszej czy większej aferki, natomiast w gruncie rzeczy mielibyśmy święto. Ale to za wcześniej za rok. Finał Pucharu trzeba było przenieść. Nowa arena? Arena Lublin. Wiadomo, […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Licencyjny odsiew w pierwszej lidze. Czołowe kluby bez zgody na grę w Ekstraklasie

Proces licencyjny w pierwszej lidze okazał się prawdziwym sitem, które na dziś eliminuje z walki o awans kilka czołowych drużyn. Komisja Licencyjna nie miała litości – gilotyna ścinała kolejne głowy. Czy nas to dziwi? Niespecjalnie. Czy nas to martwi? Tak, jak najbardziej. Dlatego, że w momencie, gdy do Ekstraklasy mogą wejść trzy drużyny, okazuje się, […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Komisja podjęła decyzję – wszystkie kluby Ekstraklasy z licencją na sezon 2020/21

No i wszystko jasne, jeżeli chodzi o decyzje Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN. Jeżeli chodzi o licencje na występy w przyszłym sezonie PKO Bank Polski Ekstraklasy, otrzymały ją wszystkie kluby obecnie będące w najwyższej klasie rozgrywkowej. Choć trzeba zaznaczyć, że w niektórych przypadkach licencji towarzyszą dodatkowe obostrzenia. Zacznijmy najpierw od klubów, którym PZPN wyznaczył dodatkowe […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Chyba ostatni wywiad z Piotrem Rockim. Takim go zapamiętamy

Wciąż nie do końca dowierzamy w to, co się stało – przed północą zmarł Piotr Rocki, facet, który w naszym mniemaniu był nie do zdarcia. I nie do podrobienia, bo mówimy o jednym z barwniejszych ligowców ostatnich czasów. Postaramy się uczcić jego pamięć, ale na razie chcielibyśmy przypomnieć wywiad, który dwa miesiące temu przeprowadził z […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Ostatnia runda Mateusza Wieteski w Legii? Anglicy poważnie zainteresowani

We wtorkowej prasie echa pierwszej kolejki Ekstraklasy po odmrożeniu piłki, Mateusz Wieteska na celowniku Middlesbrough, Maciej Bartoszek wzniecający ogień w Koronie, rozmowy z Flavio Paixao i ministrem sportu.  PRZEGLĄD SPORTOWY Pierwsza ligowa kolejka w nowej rzeczywistości już za nami. Czy PKO BP Ekstraklasa zdała egzamin? – Zespoły nie musiały kombinować z rozdzielaniem piłkarzy po szatniach. […]
02.06.2020
Bukmacherka
02.06.2020

Chrobry wraca do gry, czy podtrzyma dobrą passę?

Kiedy na restarcie rozgrywek czeka nas mecz drużyn, które ligowe granie 2020 roku rozpoczęły z przytupem, nie możemy przejść obok niego obojętnie. Stomil Olsztyn i Chrobry Głogów wciąż nie mają pewnego utrzymania. W dodatku sąsiadują ze sobą w ligowej tabeli, więc wygrana w tym starciu jest szczególnie cenna. Dlatego też podpowiadamy, jak typować mecz olsztynian […]
02.06.2020