Reklama

To jest Ekstraklasa, tego nie ogarniesz. Po 3:0 w Poznaniu – Lech 4 pkt, Legia 15

Michał Sadomski

Autor:Michał Sadomski

20 listopada 2017, 14:11 • 3 min czytania 127 komentarzy

Pamiętacie debiutancki sezon Pepa Guardioli w Barcelonie? Jego drużyna grała niesamowicie, a wielu obserwatorów twierdziło, że to najlepszy futbol w historii. Kiedy w 15. kolejce sezonu 2008/09 na Camp Nou zajechał Real, mimo dobrej postawy przegrał 0:2, co skutkowało stratą już 12 punktów do rozpędzonego rywala. Wielu postawiło już wtedy na Królewskich krzyżyk, a ci… Po prostu wzięli się do roboty i w 18 kolejnych meczach 17 razy wygrali oraz zanotowali jeden remis. Kiedy Barcelona jechała na rewanż na Bernabeu, różnica między rywalami wynosiła już tylko skromne 4 punkty. I dopiero w Madrycie musiała przypieczętować dominację, wygrywając aż 6:2.

To jest Ekstraklasa, tego nie ogarniesz. Po 3:0 w Poznaniu – Lech 4 pkt, Legia 15

Dlaczego w ogóle o tym wspominamy? Odnosimy wrażenie, że podobny schemat obserwujemy w tym sezonie w ekstraklasie, tyle że w znacznie przyspieszonym tempie. Kiedy na początku października w ramach 11. kolejki Lech bezdyskusyjnie zlał Legię 3:0 oraz odskoczył jej na pięć punktów, wydawało się, że kierunek na rundę jesienną dla obu drużyn został już jasno wyznaczony. Tymczasem dotkliwa porażka podziała na Legię jak – nie przymierzając – wspomniane 0:2 na Camp Nou na Real. W starciu z teoretycznie najgroźniejszym rywalem warszawianie byli bez szans, więc skupili się na mozolnym ciułaniu punktów z innymi przeciwnikami. I zrobili to na tyle sumiennie, że wygrali pięć spotkań z rzędu, czyli wykręcili najlepszą serię spośród wszystkich drużyn z tego sezonu, a także wyrównali najlepszą serię z sezonu poprzedniego. Jakkolwiek spojrzeć, w ostatnich pięciu meczach Legia wypracowała niemal równą połowę z dorobku 31 punktów, które na tę chwilę dają jej fotel lidera.

Tak jak możemy napisać, że Legia zareagowała jak Real, tak już z całą pewnością Lech nie zareagował jak Barcelona. Seria, jaką zaliczają podopieczni Nenada Bjelicy jest ogólnie trudna do wytłumaczenia. Pięć niewygranych meczów z rzędu w lidze zdarzyło się Kolejorzowi po raz pierwszy, odkąd chorwacki szkoleniowiec objął drużynę. Jakkolwiek spojrzeć, w sezonie, kiedy Lech po raz ostatni notował takie serie, skończył na 7. miejscu w tabeli z 16-punktową stratą do pierwszej Legii (pomimo podziału punktów).

Prześledźmy, jak Legia i Lech punktowały od początku sezonu, by oddać, jak nietypowe wydarzenia miały miejsce na przestrzeni pięciu ostatnich kolejek.

Reklama

W pięciu ostatnich meczach Lech zdobył 4 punkty, a Legia 15. Z 5-punktowej straty do Kolejorza zrobiła się 6-punktowa przewaga Wojskowych. Gdyby na początku października ktoś naszkicował taki obraz kibicom Legii i Lecha, ci z pewnością by nie uwierzyli. A to dlatego, że część kibiców Lecha była zajęta wtedy przedwczesnym koronowaniem swojej drużyny, a część kibiców Legii własnie organizowała przywitanie swoim piłkarzom na klubowym parkingu.

Na dziś wygląda to tak, że Lech popadł w jakąś dziwną stagnację, a na boisku nie daje absolutnie żadnych oznak, by nagle karta miała się odwrócić. Jakiś mecz w końcu wygra, tak podpowiada rachunek prawdopodobieństwa, ale żeby miał regularnie punktować – można mieć spore wątpliwości. Z kolei Legia, która z początku wyrywała zwycięstwa w słabym stylu, wreszcie zaczyna wyglądać lepiej. Z Górnikiem była świetnie zorganizowana, z bardzo dobrze funkcjonującym środkiem pola Moulin-Mączyński-Guilherme. Na bokach dawali radę do niedawna tworzący parę jokerów Kucharczyk-Hamalainen, a swoje z przodu od dłuższego czasu dodaje też Niezgoda. No i defensywa nie schodzi poniżej swojego poziomu, przez co wczoraj – po raz pierwszy w tym sezonie – Górnik skończył mecz bez strzelonego gola.

Dzisiaj wygląda na to, że Legia – pomimo wciąż widocznego kryzysu – wypracowała sobie bezpieczną przewagę nad najpoważniejszym konkurentem (przynajmniej pod względem budżetu). I za to należą się wielkie brawa Romeo Jozakowi, który potrafi sukcesywnie zbierać punkty także w dołku formy, co może mieć ogromne znaczenie w kontekście całego sezonu. Ale też nie odważylibyśmy się czegokolwiek wyrokować, bo ostatnie pięć kolejek pokazało, że nasza ekstraklasa jest totalnie pokręcona i naprawdę wszystko może się w niej zdarzyć. Włącznie z tym, że na koniec rundy (czyli za pięć kolejek) to ponownie Lech będzie pięć punktów na plusie.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

127 komentarzy

Loading...