Reklama

Po takim czwartku w pucharach Ekstraklasa to po prostu obowiązek

redakcja

Autor:redakcja

28 lipca 2017, 10:56 • 4 min czytania 7 komentarzy

Jeszcze w środę wydawało się, że po polskich występach w pucharach trzeba będzie stawać na rzęsach, by namówić kogokolwiek do oglądania Ekstraklasy. W czwartek jednak wiele uległo zmianie, bo oglądaliśmy Lecha, który – pomimo bezbramkowego remisu – był wyraźnie lepszy od czwartej drużyny Eredivisie, i to na jej terenie. Wreszcie obejrzeliśmy też Arkę, która zagrała z polotem, sercem i wielkim charakterem, i która w świetnym stylu pokonała faworyzowanych Duńczyków. Po takich występach odpalenie dzisiejszych starć Bruk-Betu z Zagłębiem i Śląska z Lechią powinno być punktem obowiązkowym dla każdego fana piłki w krajowym wydaniu.

Po takim czwartku w pucharach Ekstraklasa to po prostu obowiązek

Na pierwszy ogień idzie starcie drużyny, która beznadziejnie weszła w sezon (2 mecze, 0 punktów) z ekipą, który zaczęła zajebiście (2 mecze, 6 punktów). No dobra, zajebiście jedynie pod względem wyników, bo styl gry ekipy Piotra Stokowca i dwa wymęczone 1:0 nikomu jeszcze dupy nie urwały. Pomimo to Bruk-Bet i Zagłębie na początku sezonu dzieli niemal wszystko. Nawet styl zakończenia poprzedniej kolejki, bo ci pierwsi dostali jedynego gola w meczu w 89. minucie, a ci drudzy strzelili jedynego gola w meczu w 90. minucie. Natomiast łączy je jeden piłkarz – Łukasz Piątek, który został odpalony z Lubina (nie zaproponowano mu przedłużenia umowy), i który wylądował w Niecieczy. Zamiast niego w Zagłębiu w środku pola gra teraz Tosik i – po ostatnim występie ze Śląskiem i szybkiej czerwonej kartce – wcale nie wygląda to na dobrą zmianę.

Ale też Piątek póki co nie błyszczy w Bruk-Becie, tak jak i cały zespół, który pod względem personalnym wygląda przecież dosyć obiecująco – na pewno lepiej niż w poprzednich sezonach. W bramce Mucha, w obronie solidny Putiwcew, w środku pola Piątek z Jovanoviciem, a w ataku Śpiączka z Gutkovskisem. Do tego kilku świeżo sprowadzonych obcokrajowców z wcale nie takim ogórkowym CV. Słowem, to ekipa z potencjałem, żeby wcześniej czy później odpalić. Zagłębie z kolei ma aspiracje, by zaliczyć sezon na poziomie tego sprzed dwóch lat, kiedy to przede wszystkim dominowało rywali pod względem fizycznym. Przed rokiem to już nie wychodziło, podobno z powodu – aż chce nam się krzyczeć, gdy to piszemy – pocałunku śmierci, jakim była gra w pucharach (6 meczów!). Fakty są jednak takie, że od początku obecnych rozgrywek Miedziowi wyglądają pod tym względem lepiej, a to, że dali sobie radę ze Śląskiem grając przez ponad pół meczu w osłabieniu tylko to potwierdza. Jeżeli więc ponownie zobaczymy dziś wybiegane Zagłębie oraz wreszcie odpalony Bruk-Bet, to powinniśmy zobaczyć także przyjemne dla oka widowisko.

Jeżeli jednak chodzi o same nazwy klubów, zdecydowanie bardziej szlagierowo zapowiada się drugi dzisiejszy mecz, w którym Śląsk podejmie Lechię. Wrocławianie przeszli latem totalną rewolucję i trudno oprzeć się wrażeniu, że wzięli przy tym przykład właśnie z gdańszczan, tyle że tych sprzed 2-3 lat. Tym bardziej, że w ekipie Jana Urbana zameldowali się też piłkarze z Lechii, czyli Chrapek i Mak. Ale przede wszystkim skład oparto na piłkarzach, którzy zaliczyli lepsze lub gorsze epizody zagraniczne, czyli – poza wspominaną dwójką – na Koseckim, Piechu, Tarasovsie czy Pichu. Ale też trudno pominąć tu zakup najważniejszy, jakim było ściągnięcie króla strzelców poprzedniego sezonu, Marcina Robaka. Króla strzelców ex aequo z Marco Paixao, który stanie dziś po drugiej stronie barykady.

Czy będzie to starcie królów pełną gębą, czas pokaże. Ciekawi jesteśmy również, czy ekipa Piotra Nowaka będzie kontynuować trend dokładnie odwrotny, niż ten z poprzedniego sezonu, czyli wygrywać na wyjeździe i przegrywać u siebie. Ostatni mecz z Cracovią nie stanowi dziś jednak najlepszego prognostyku, bo tak naprawdę to VAR uratował podopiecznych Piotra Nowaka od pogromu. Okej, o nieuznane bramki Cracovii ciężko mieć pretensję do obrońców Lechii, ale też fakty są takie, że gdyby wóz pełen monitorów pojechał na inne spotkanie, w Gdańsku zakręciłoby się wokół 0:3. Jakkolwiek spojrzeć, defensorom Piotra Nowaka najlepiej w tym meczu wychodziło robienie smrodu pod własną bramką, ale mieli przy tym szczęście, że minimalne błędy atakujących Cracovii zostały dostrzeżone.

Reklama

Ogółem więc przeładowany ofensywnymi graczami Śląsk (który w tym sezonie jeszcze nie strzelił gola) zagra z Lechią, która w tyłach miewa spore problemy. Tak się nad tym zastanawiamy i wychodzi nam, że może się to zakończyć na wszystkie możliwe sposoby. Ale też, przy stylu gry preferowanym przez obie drużyny i obu trenerów, o gole we Wrocławiu jesteśmy dzisiaj spokojni.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

7 komentarzy

Loading...