Legenda Włókniarza Częstochowa, dwukrotny indywidualny mistrz Polski, uczestnik cyklu Grand Prix. To jednak ewidentnie nie są jedyne powody, dla których zdecydowaliśmy się na rozmowę ze Sławkiem Drabikiem. „Slammer” to mistrz bon motów, wymyślania ksywek i rozmówek z dziennikarzami. Ci, którzy chcieli wyłącznie odbębnić swoją robotę zawsze mogli liczyć u niego na ciekawy materiał. Przykłady?

„Drabik, a może Marlboro? A może whisky?”. Panowie, zapraszam. Nie ma problemu

Dziennikarz: Jakie tory sprawiają panu największą trudność?

– Kwadratowe.

Jak pojedziesz w tym biegu?

– Standardowo, najpierw prosto, a potem w trochę w lewo.

Dlaczego tak dobrze pan jeździ?

– Pomagają mi jogurciki podawane przez babunię w topless.

Jogurciki?

– Bardziej ten topless.

Skąd tym razem tak słaba postawa na torze?

– Wytrzeźwiałem!

Jak Drabik poradził sobie z Weszło? Przygotujcie się na rozmowę bez hamulców.

***

Wywiad. Jak ja to lubię…

Bo można ponabijać się z dziennikarzy?

Raz trafił mi się dobry koleś, nowicjusz. Przyszedł na wywiad w zastępstwie za kolegę. Był grubo nie w temacie.

Jak grubo?

Mówię mu, że testuję hamulce. On: „tak, naprawdę?”. Później to napisał.

Z okazji twoich 51. urodzin na Sportowychfaktach pojawił się quiz z najlepszych tekstów Drabika.

Kiedyś przedrukowali jeden z moich wywiadów na Speedwaystara. Syn Makowskiego (Romana, byłego prezesa Włókniarza Częstochowa) poleciał z tekstem do babci Joe Screena. Ona pięć razy czytała i nie mogła uwierzyć. „Jak to, ideał kobiety: «noga meblowa» itd. To jest niemożliwe”. Angole byli w szoku, gdybyś zobaczył te twarze! Żyli tym. Dla mnie? Normalny wywiad.

Joe Screen mawiał: „fifteen beers, fifteen points”.

On lubił. Nie ukrywam, że lekko się z nim prowadzałem. Później było: „Drabik, Screen – dmuchanie!”. Gdzie byśmy nie jechali na ligę. Od razu w radiowóz, „tych dwóch panów”. Nie było, że losowo dwa nazwiska, my już byliśmy na liście. Mam nawet taką fotę – Toruń, my na tle radiowozu a la polonez. A, i policjant z policjantką. On mówi: „Drabik, dmuchaj”.

– Tą panią?

(ogólny wybuch śmiechu)

W 95 r. straciłeś prawko. Nadal uważasz, że ktoś nasłał na ciebie kontrolę.

Z tego co wiem, jakiś telefon był – z budy na terenie klubu. Dla kogoś byłem niewygodny. Historia.

Ale na mecz ze Stalą Gorzów ostatecznie się stawiłeś, z lewym papierem.

Za Chrapońskiego różne chwyty były. „Ma być zajebiście, ja ci pomogę”. Papier, prawko wydane. Okazało się, że tak naprawdę to był wałek. I oczywiście wszystko na moje konto. Poznałeś chłopa, kto jest kim. Dla mnie facet w ogóle nie powinien znaleźć się w tym sporcie. Raz chciał mnie na konia posadzić, innym razem patrzę, a Mark Loram przeskakuje przez płot.

Spóźnił się na mecz, potem zdobył komplet punktów.

Spóźnił się, bo miał się spóźnić. Na drodze napotkał tyle policji, że nie był w stanie być na czas. Przyjeżdża, a tu zamknięta brama. Jak dowiedziałem się czyja to robota, gościu definitywnie znalazł się na mojej czarnej liście. Wszedłem z buta i powiedziałem: „albo ten facet, albo ja. Macie 5 minut”. Odsunięto go.

Po utracie prawa jazdy, to ty miałeś nieprzyjemności. Zawiesili cię na pół roku.

Wtedy to musiałeś mieć tych papierów: prawko, licencja, książeczka. „Wysoki sądzie, mam taką robotę, a nie inną. To jest obiekt zamknięty. Na auto zabierzcie, bo rzeczywiście coś tam wyszło. Ale na motor?”. Wtedy jeden taki wstał: „Wysoki sądzie, idol młodzieży. Domagam się najwyższej kary”. Wróciłem głodniejszy.

Po powrocie zdobyłeś drugi tytuł indywidualnego mistrza Polski, zostałeś stałym uczestnikiem Grand Prix. Jesteś najbardziej utytułowanym żużlowcem w historii Włókniarza.

A ilu zaczęło rozkminiać: „Zapomnijcie, on już nie wróci, będzie ładował. Napisze sobie na plecach koniec wyścigu i tak będzie funkcjonował”.

Taką aurę roztoczyłeś wokół siebie.

Zaczęli układać sobie klocki.

Dziennikarz: Jak wygląda życie żużlowca?

Drabik: Zawody, ostro w beret, zawody, ostro w beret.

Albo inny dialog z dziennikarzem:

Co cię postawiło na nogi?

– Zimna kąpiel na izbie wytrzeźwień.

(śmiech)

To był wywiad podczas finału IMP 97′.

Który definiujesz: „Krzyżaniak – albo życie, albo tytuł”?

Tak, to było wtedy. Sędzia mógł to powtórzyć. Pytanie, za kim był? Miałem w tamtym czasie kryzys. W Danii robiłem na początku komplety, a tu nagle po 2, 3 punkty. I nagle  finał u mnie w domu. Kibice przyszli, trzeba było się pokazać. Tylko ci dziwni działacze. Szkoda, że nikt nie powiedział: Drabik, nie musisz wygrywać tego biegu. Dwójka i jesteś mistrzem Polski.

Dziennikarz: Sławek, co jest przyczyną tego, że jesteś w takiej wyśmienitej formie?

– No cóż, zmieniłem łychę zwykłą na dwunastoletnią.

To z kolei Wrocław. Przyjechał do nas Toruń – mieli taką kapelę, że wow. Crump, „Protas”, Rickardsson. Prezes zapowiadał, że nie przegrają przez najbliższe 6 lat, nie będą w stanie. A tu przyjechali do Wrocka na swój trzeci mecz i dostali łomot. Ja 3, 3, za chwilę wywiad. Mówię o tej whisky i… zatrzymana impreza. Sędzia zapierdziela z wieżyczki do parkingu, a kibic czeka. Zdejmują gaźniki, próbują coś robić. Okazało się, że szef Apatora ogląda mecz w TV. Nie dość, że mieli ekipę, to i dobre znajomości.

Wśród żużlowców bardzo popularną używką jest snus.

Nadal to żrę. Zacząłem w Szwecji, tam się zaraziłem. Snus to pobudzająca używka na bazie tytoniu. Masz ją w torebeczkach, masz luzem. Możesz zrobić sobie kuleczki, wtedy szybciej się wchłania. Rickardssona sponsorował producent tego dziadostwa. Mówiło się, że robią mu specjalne egzemplarze ze szkłem, te dopiero miały działać błyskawicznie. Pamiętam „Rickiego” z Grand Prix. Pełna twarz i co chwilę do termosu. Zasuwa – kawka, kawka.

Sławomir Drabik – człowiek, który kocha whisky, fajki i ściganie na torze. Wojciechowi Kowalczykowi wrodzy kibice rzucali papierosy. On odkrzykiwał: „rzućcie też zapalniczkę, chętnie zapalę”.

I ja tak prawie miałem, blisko było. Któregoś dnia nie wyszedł mi mecz, Częstochowa. A wiadomo, ten balon był już tak napompowany. Grupka zebrała się nad parkingiem i krzyczy: „Drabik, a może Malboro? A może whisky?”. „Panowie, zapraszam. Nie ma problemu”. Zdezorientowani zaczęli się rozglądać i odpuścili. Nie ma co iść w ostre łubu-dubu. Co się działo, gdy do „Łabędzia” (Adam Łabędzki) wyskoczyła jakaś dupa? Zębatki… Nie o to chodzi, żeby jeszcze bardziej nakręcać atmosferę. Płaci i wymaga – tak trzeba odbierać kibica.

Dziennikarz: Panie Sławku, czemu tak często słyszy się o sprawach alkoholowych, których pan jest głównym bohaterem?

– A, bo może jakiś sponsor od wina się zakręci…

Spytam przekornie. Zdarzało ci się stracić sponsora przez wygłupy w mediach? Bo wątpię, żeby jakaś firma motoryzacyjna chciała być kojarzona z człowiekiem pijącym kwas z akumulatorów. 

Nie, takiej rozmowy nie było. Zresztą wiadomo, większość sponsorów za kołnierz nie wylewa. Opinia mogłaby działać nawet na moją korzyść. „Z gościem można usiąść, napić się whisky”. To były inna czasy. Jeżeli dzisiaj ktoś pozwoli sobie na takie lajtowe życie, teksty, szybko go spakują.

Świeżo upieczony brązowy medalista mistrzostw świata Piotr Żyła przyznał się, że raz skakał po setce.

I co, w próg nie trafił? (śmiech) Ach ten Żyłka… Oglądałem z nim kabaret. Pozytyw.

Gdybym drinkował tak jak to wynika z wywiadów, to w końcu musieliby mnie złapać. Zgadza się? Trafiony, zatopiony. A później wychodziło 0,0, oni w szoku. „Jak to, przecież fama chodzi…”. No właśnie. Podkręcałem temat i jak ktoś zobaczył mnie z piwem, to mówił, że wypiłem pięćdziesiąt. A ile ja tam mógłbym wypić przy tej wadze? 2-3 drinki i już mam fajnie. Jakbym się zbombardował w trupa, to prędzej bym z kompresem na głowie leżał niż stał pod taśmą. Nie jestem mocarzem w piciu, zawsze potem boli mnie czajnik. Miałbym problem, żeby przebrać się w kevlar.

Był taki jeden, co stał pod taśmą bez kasku.

Matysiak, Leszek. Kompletnie się odcinał. To były Węgry, tam jest taki parking jak w Rzeszowie – na górze, trzeba zjechać. Podprowadzający go klepie, głupia sytuacja. Rękawiczki, plastron – z nim zawsze było wesoło. (śmiech) To był facet, który na turnieju w Świętochłowicach po swoim pierwszym biegu zjechał do boksu i zamieniał głowice. Tak, te palące głowice! To robiło wrażenie. Niesamowity.

Drabik chciał iść na melanż, więc przywiązał żonę do kaloryfera. O co chodziło?

Wracam z zawodów. Pod domem straż, psiarnia. „Ty, co tu się dzieje?”. Wbijam – teściowa, teściu i policjant. Ten ostatni zaprosił mnie na rozmowę.

Ta kobieta powiedziała, że to twoja robota.

– Jak? Właśnie przyleciałem z Danii.

Dostałem wezwanie na komendę. Teściowa przedstawiła paragon za łańcuchy. Policjant: „ale ta pani…”.

Ta pani ma dwieście pomysłów na minutę. Pije ileś tam, nie trzeźwieje. Jedno leczenie, drugie – wydawane są ogromne pieniądze. Już nie wytrzymujemy. Dlatego wpadliśmy z mężem na pomysł, że jak ją przywiążemy, to może do niej dotrze.

Wyjeżdżałeś na tor z ciężką głową.

Ona później tłumaczyła, że ma tę awarię po ojcu, który po śmierci żony zaczął sobie drinkować. Takie tłumaczenie…

W klubie zrobiło się zamieszanie?

Przyjechałem obejrzeć drużynówkę. Loram, Adams, kurwa wszyscy: „Slammer, nie więzienie?”. Niektórzy klepali po plecach: „No i zajebiście zrobiłeś”. „Ale o co chodzi, chłopie?”. Dziennikarze dzwonili: „znamy sprawę, chcemy wywiadu”. Wróciłem do auta, zrobiłem sobie tygodniowy wyjazd. Ciężko było się od tego odciąć.

W każdej dyscyplinie baza musi być czysta. Młody miał czwórkę, piątkę. Telefony do teściowej, teścia. „Byłeś, byłaś?”. „Przebrany, zjadł coś?”.

Paweł Czapiewski po Edmonton długo nie mógł odnaleźć formy. Jego była śledziła go, ściemniała, że ma z nim dziecko.

Nie ja jeden wpadłem w taką pułapkę. Niektórzy sami uciekali w alkohol. Ale wiesz jak to działa. Trzeźwiejesz i to razy ileś spada ci na głowę. Scenariusz pisze życie, nie odwrotnie. Zgadza się?

Zgadza.

No właśnie…

Hancock tak samo, przerobił to na sobie. Jeździli w GP we dwóch z Hamillem, po drodze przewinęły mu się jakieś problemy rodzinne i wreszcie po latach pokazał się prawdziwy Greg. Ma wspaniałą rodzinę, jest szczęśliwy i robi swoją robotę najlepiej jak się da. Kompletny koleś, wie o co chodzi w tej branży. Wprawdzie już trochę na liczniku, ale jest mistrzem świata. A jeszcze w Gdańsku mówili, że gość jest nieporozumieniem.

U Golloba było podobnie.

Głowa ci pulsuje, jednak w parkingu nie rozmawiasz na pewne tematy. Jesteś myślami w domu, nie na zawodach. I to jest najgorsze.

Wielu cieszyło się, gdy wygrywałeś z nim podczas IMP. To był czas, kiedy czułeś, że możesz mieć trzy zera, ale musisz wygrać z młodszym Gollobem?

Tutaj Władziu (ojciec Golloba) wytworzył taką atmosferę. W sprawę włączyli się Boniek, Grajewski. W jednym czasie z Tomkiem weszliśmy do GP, byli na każdych zawodach. Te artykuły: „Tomek i długo, długo nic”. To ich robota, ich pomoc. Raz na jakiś czas robiła się zadyma.

Odczuwałem tę rywalizację. Jest piętnasty bieg, mecz na styku, przychodzi działacz. Człowiek, który miał inną pracę w mieście. Prowadził klub na zasadzie sztuka dla sztuki, bez większych ambicji. Aby tylko się kręcił.

Masz Golloba z prawej strony. Musisz go zostawić na płocie, bo przegramy.

– Chłopie, masz ochotę, zakładaj hełmek i zapierdalaj.

Wszyscy w szoku, że młodzieżowiec i takie hasło. A to żużlowiec robi widowisko, on  decyduje o wyścigu, nie jakiś bolek-stolec. Dostałem karę.

Skoro wspomniałeś o Bońku. Podczas jednej z rund GP strzelił w twarz mechanika Hamilla.

O tym akurat nie słyszałem. Ale tych spięć było. Oj było…

Ja kojarzę przede wszystkim solówkę Sajfutdinow-Nicholls. No i oczywiście Hancocka nokautującego Pedersena.

Tutaj legendą był Craig Boyce. Sam widziałem jak w lidze angielskiej Australijczyk wypłacił takiemu młodemu w parkingu. Po zjeździe od razu strzał, koleś podłoga. I nikt się nie wstawił. Tak jakby istniał przepis, że po wyścigu można na szybko coś na swój sposób załatwić. Żaden mechanik, działacz – nic, totalna cisza. Patrzę i mówię: „Uuu, nie można faulować”. (śmiech)

Ty miałeś w karierze trochę karamboli.

W Opolu po starciu z Piotrem Świstem przydzwoniłem zdrowo, plecami w płot. Był już na tyle wiekowy, że została dziura. Film mi  ucięło, w karetce. Myślałem, że z bólu. W szpitalu okazało się, że mam wstrząs mózgu.

Kolejny raz to Częstochowa, impreza dla dzieciaków. Nie wiedziałem, że Miturski weźmie sobie ten zawody aż tak do serca, że zapomni się złożyć. Człowiek z lasu. Walnął flesza, a ja z nim.

Konkret był także w 2006, pojechałem walczyć o GP w Slanym. Tam dziura w płocie była na pewno, bo wystawili mi fakturę. (śmiech) Szczepiliśmy się w trzech motorami. Potem w szpitalu odwiedził mnie promotor z Czech, widział mnie u siebie. Ja pozapinany, aparatura chodzi.

Powiedz co chcesz, wszystko przyniosę.

– Jedynie to mam ochotę na piwko.

Nie ma problemu.

Wraca ze sklepu, stawia browary. Otwieram, a tu wchodzi lekarz. Od razu go pogonił. (śmiech)

Jakim byłeś dzieckiem?

Wszędzie było mnie pełno. Wychowywałem się w takich czasach, że jak miałeś dwójkę to w domu byłeś gościem. Wszystko działo się na zewnątrz. Jakaś piłka, rowery, odpalało się crossa. Często spędzaliśmy czas w sadzie u sąsiada. Od starszego przyjęło się kilka razy, inna bajka. Mieliśmy dzikie pomysły.

Na przykład?

Brało się karbid, beczkę i się strzelało – wtedy był bardzo popularny. Saletrą to żeśmy nawet zatrzymywali auta. Robiłeś ścieżki i tfuu! Po hamulcach. Nie mieli z nami też lekko kierowcy autobusów. Mieszkałem na Ikara, tam akurat była zajezdnia. Kładliśmy butelkę z wodą pod przód, autobus ruszał i bum!

Obyło się bez wypadków?

Bez, na szczęście. Najlepszy był numer z robieniem paczek. Ładne pudełeczko, a w środku kupka krowy lub konia. Jak ktoś zapierdzielał 200-300 na godzinę, to rzucaliśmy paczkę na deptak.

W sadzie u sąsiada kopało się ziemniaki i udawało tarzana, wtedy był na topie. Raz spłynąłem po gałęzi, źle obliczyłem i gleba. Jego mać! Dwie złamane ręce, trzy kręgi… Budowa na ulicy, to my co? Oczywiście wymyśliliśmy skoki do piachu. Nie wzięliśmy poprawki, że tam może być twardo. Noga trzask!

Z takimi sprawami chodziło się do Kempy.

Kto to jest Kempa?

Niesamowity koleś, naprawdę fachowiec. Mama mnie do niego zabierała. Wybity palec, skręcona, spuchnięta, noga. Wziął, dotknął, trach! Od ręki mogłeś chodzić, po 2-3 dniach nie było śladu. W szpitalu z marszu by ci zagipsowali, a on nastawiał takie rzeczy. Po co zaglądać do środka, jak można ruszyć od zewnątrz? Jakie do Kempy były kolejki… Setki osób z całej Polski tłoczyło się na placu. Kempa traktowany był w środowisku lekarzy jak czarna owca. Zamiast chodzić do profesorów, ludzie uderzali do niego. Był niewygodny, chcieli go załatwić. Wyłapał temat i wyskoczył. Przekazał wiedzę córkom, te przejęły fach.

Dziennikarz: Jeśli nie żużel to co? Jak myślisz, czym byś się zajmował?
 Pewnie zbieraniem butelek.

A tak poważnie?

No właśnie. To jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, co gdybym był słabszy i się nie przebił. Wyszło.

Kosztem edukacji. Szkół nie skończyłeś.

Tego nie pogodzisz. Młody (Maksym Drabik kontynuuje rodzinne tradycje, jeździ w Sparcie Wrocław) ma ten sam problem. Albo szkoła, albo żużel.

Ma coś z ciebie. Zdarzyło mu się skończyć bieg po trzech okrążeniach. I to nie z powodu defektu.

Prowadził w tym biegu! To był Gorzów. Kierownik startu pomylił się i na moment pokazał szachownicę. „Torres” patrzy: „jadą dalej”. (śmiech)

Nawet o synu mówisz po ksywce.

Ksywka syna nie jest związana z piłką nożną, lecz z freestylem, który uwielbia od dziecka. Byliśmy na zawodach w Warszawie, dwa razy w Pradze. Te hopy robią wrażenie. „Torres” wchodził od małego we wszystkie dyscypliny. Co byś nie stworzył, to on by tam był.

Jesteś mistrzem w nadawaniu pseudonimów.

Trochę się tego wysypało. Wymyślałem zawodnikom, choć nie tylko. Pamiętasz w Częstochowie ekipę – Siara, Lipski i Wąski? Wąski prezes. Jak dzwonił Siara, to on cały się trząsł.

Zawsze sikasz przez zamknięty rozporek?

Zawsze.

Działo się.

Dlaczego Holta to „Mr. Nóżka”?

Zobaczyłem, że przy starcie uderzył się piętą w plecy, kolanem w głowę i jeszcze wygrał bieg. „To niemożliwe” – mówię. (śmiech)

Nie jeździ zbyt ładnie.

Ale skutecznie, to najważniejsze. Ma wyjątkowy styl, inny od innych.

W jednym meczu zaliczył cztery taśmy.

Tak, tyle że celowo. Takie kuriozalne sytuacje to kwestia przepisów, tam był problem. Tak samo robił Screen we Wrocławiu. No przecież nie będziesz miał czterech defektów… Zbijanie średniej. Doprowadzono do tego, że zawodnicy zaczynali kombinować, by być rozchwytywanym lub utrzymać się w obecny klubie. Powinno się uszanować to, że zostawiasz tę samą kapelę.

Raczej stawiasz Maksymowi za wzór Zmarzlika niż siebie. Zgadłem? Bartek to ultraprofesjonalista.

Wiadomo, że w speedwayu zdrowe odżywianie, trzymanie wagi to bardzo ważne tematy. Szczególnie przy tak wyrównanym poziomie. „Torres” buduje jednak swoje nazwisko, jeździ na swoje konto. Ileś lat temu wzorowałem się na Eriku Gundersenie, miałem nawet jego „skórę”. Ale przychodzi czas, że wbijasz w swoje tory. Widziałem ksera różnych sylwetek, robi się za duży bałagan. Sam Tomek Gollob podpatrywał start Hansa. Nielsen powiedział: „skończyłem karierę, ale o tym sporcie jeszcze wszystkiego nie wiem”. Otóż to, uczysz się przez całe życie.

Inny Hans – Andersen miał rzucić kiedyś do kolejnego obcokrajowca: „Na pewno zabrałeś wszystko z szatni? Tu jest Polska”.

Ale kto to powiedział. Duńczyk, prawda? No i zamykamy temat. Tam zostawiłeś rękawiczki, pięć sekund i nie ma. Zapytałbym go, czy kiedykolwiek coś mu u nas zginęło. Wtedy moglibyśmy pogadać. U mnie się zdarzało, szczególnie podczas Pucharu Pokoju i Przyjaźni. Rumunia, Bułgaria, Rosja. W Czechach i na Węgrzech to już było wow.

drabikdd

W wojsku byłeś?

Odrabiałem je, kolego, w OC. Kojarzysz coś takiego? Miałeś raz na jakiś czas pokazać się w straży, w policji. Ja byłem oddelegowany do klubu. To były takie czasy, że jak się oddaliłeś to przyjeżdżała ekipa i od razu cię skuwali. Nie ma, że boli, musztra. Dlatego chłopaki jeździli na siódmą do huty, a po pracy mówili „siema szeryfie”. Pochodziłeś 5-10 minut po placu i byłeś wolny, odrobione. Chociaż i tak niejednego kolegę mi zawinęli.

Gollob był w wojsku przez cztery miesiące. Codziennie śledź, bicie pasami, czyszczenie toalety szczoteczką do mycia zębów oraz wycieranie podłóg sznurowadłem.

On już coś tam prezentował na torze. A wyobraź sobie, ktoś zapisuje się do szkółki, jeszcze nie wsiadł na motor, a tu dostaje bilet. Dlatego każdy kombinował. Chłopaki łamali sobie ręce, palce, nogi. Koleś dostał bilet, no to co robimy? „Dawaj, pijemy z gwinta, na schody, łopaty i po piszczelu”. Ja pierdolę, aż do przesady. Wszystko, żeby tam nie trafić, strasznie się bronili. Nasłuchali się o fali, a poza tym dwa lata cięcia. Brało się pod uwagę najczarniejszy scenariusz. Połykali coś, coś sobie zaszywali… Oczywiście byli też tacy, co z okazji wojska urządzali imprezę. Ja do nich nie należałem.

Jak zaczynałeś, na treningu Włókniarza stawiało się 50-60 chłopaków.

Pamiętam, że z jednej ulicy było ośmiu, a ona nie miała 300 metrów. Była moda na żużel. W Zielonej Górze, Rybniku te dzieciaki liczyło się w setkach. Jeden zjeżdżał z toru, brałeś od niego buty, zakładałeś spoconą „skórę”, kask i ogień. Oczywiście jak troszeczkę odskoczyłeś od grupy, byłeś traktowany inaczej.

Pożyczałeś sprzęt też lata później. Swój pierwszy tytuł IMP zdobyłeś z silnikiem Todda Wiltshire’a.

To był sprzęt klubowy, nie prywatny. Ja byłem amatorem. Wtedy rządził Janusz Tobiański, który przyszedł z siatki. Przyjechał do niego menadżer i zaproponował mu Screena oraz  Wiltshira’a. Jego Loram też u nas debiutował.

Oni naprawdę wiedzą o co chodzi – reklamował.

A kto ich w ogóle zna? – padało za każdym razem.

Todd miał używanego GM-a i jeden nowy silnik. Prezes je od niego odkupił.

Drabikum

Porozmawiajmy o innej legendzie Włókniarza – Marku Cieślaku.

O „Kudłatym”? Wolałbym nie. Jak dla mnie, chłopa poniosło. Przeczytałem jego książkę. Wszystkie sukcesy bierze na klatę, a porażkami obdziela zawodników i działaczy.

Jak jako dzieciak chodziłem na Włókniarza, to na trybunach padało tylko jedno nazwisko – Jarmuła. Czy zrobił zero czy piętnaście. To na niego się chodziło. A ten koleś, o którym rozmawiamy, był w jego cieniu. Dzisiaj mu ręki nie podaję, żeby była sprawa jasna.

Raz to on tobie pomógł. Przy sprzęcie.

Bardziej dętki przebijał. (przez śmiech)

Poprosiłeś, żeby popilnował twojego mechanika „Colinsa”.

Miałem przez moment takiego gościa. Jak przedawkował, to robił się z niego poliglota, mówił w każdym języku.

Żał, żil.

– Słucham Colins?

(śmiech)

Było, było. Organizator zapewniał opony, dostawałeś tuż przed zawodami. I jak je „Colins” z „Kudłatym” zaczęli zakładać… Naprawdę z pięć dętek przebili. (śmiech) No i zrobił się problem, bo czas leci, stres. Tutaj się chłopaki popisali. Sabotaż, kurwa. Może obaj się ochlali? Nie no, żart. Nie podejrzewam nikogo, że pił tuż przed startem.

Z Cieślakiem mieliście ciekawą przygodę w RPA. Wynajmowaliście apartamenty tuż nad Oceanem Indyjskim. 

Pod hotelem był basen, „Kudłatki” gatki w dół i pach! Pływa. Nagle jeden łokieć, drugi. Ja patrzę i coś mi nie pasuje. Wkoło sami czarni! Dowiedzieliśmy się później, że to była ich godzina. Autentyczny numer, mieli swoją godzinę! Godzinę policyjną.  Znaczy, złamaliśmy przepisy. W dodatku nigdzie żadnego białego. „Zostawcie Mandelę” – zacząłem się drzeć. (śmiech)

Nie zawsze było wesoło. Sezon w Pile kojarzy ci się ze stratą 450 tys. zł.

Piła się upiła… To mnie trafiłeś, jedna wielka porażka. Zostaliśmy wszyscy wkręceni, chyba nikt niczego nie wyjął. Ogłosili upadłość. Tak naprawdę mogłeś tylko napisać odwołanie do Pana Boga. Wszystko było zaplanowane. Tu bierzemy, tam bierzemy, chłopakom mówimy, że miasto da kasę, to kwestia czasu. Najgorsze, że takie sytuacje wracają.

Przypominają mi się losy piłkarskiej Polonii Warszawa za Ireneusza Króla. Różnica jest jednak podstawowa – żużlowcy przygotowując się do sezonu poczynają słone inwestycje.

I to są duże kwoty. W Rybniku pojechali na tym samym patencie. Prezes Momot powtarzał: „Panowie, sto procent – miasto daje ponad milion. Można brać kredyty. Mogę wam w tym nawet pomóc”. A mu tak siedzimy: „Jakie kredyty?”. Upadłość, dziękuję, do widzenia. Przepis jest jaki jest.

Dlaczego nie organizujesz już ścigania na lodzie?

Pierwsze imprezy to były telefony: „A dlaczego nie ja? Do mnie nie zadzwoniłeś?”. Miałem nadkomplet. Ale przyjechał „Ogór” (Tomasz Jędrzejak), złamał palec. „Skóra” (Adam Skórnicki) wchodząc w łuk wbił się w płot i rozwalił obie ręce. Kluby zaczęły kręcić nosem, zakazywano uczestnictwa. Na lodzie jeździ się inaczej, to jest – wiadomo – inna prędkość. Tłumiki z przegrodą zdają tam egzamin, ale silnik i tak dostaje po dupie. Skręt nie może być za długi, ciężko się startuje. Czasem lepiej wypaść niż uderzyć w bandę, bo to mur. Miałem ostatnio takiego jednego, mówił, że czuje się na siłach. Dwa wyścigi, dwa razy mi wypadł. „Ja pierdolę, robisz show chłopie”. Chodzi też o to, żeby zaprosić kogoś, kto umie jeździć. Bo inaczej to będzie wyglądało jak wyścig dwóch pijanych zająców. Równie dobrze moglibyśmy wypić po litrze, przebrać się i ruszyć. Jedna, dwie, trzy osoby, które zaczynają się w to bawić mogą być. Ale nie chciałem robić z takich kompletu. To zabija widowisko.

Na koniec może wyjaśnisz, dlaczego mówiłeś, że motory przygotowuje ci babcia? Babcia w bikini.

Bo ja u babci miałem siedzibę, mieszkałem tam. Wszystko się działo na jej podwórku. Także podpisywanie umów ze sponsorami. Pamiętam, przyjechał jeden. Poważny koleś, w eleganckiej koszuli. Babcia pyta: „Może jakąś herbatkę, kawkę?”. Zasuwa z tacą, a ja jej od tyłu fuu! W dół spódnicę. Sponsor zbaraniał. Nie wiedział czy się ma śmiać, czy uciekać. Później wszystkim o tym opowiadał. A babcia, 70 lat, tylko: „Ha, ha. Ten Sławek to ma pomysły”.

ROZMAWIAŁ HUBERT KĘSKA

Piłka nożna
01.02.2023

Ligowe zaległości. Miedź postawi się Lechowi?

Ligowy dwumecz z Miedzią Legnica jeszcze niedawno mógł jawić się w Lechu Poznań jako idealny wstęp do rundy wiosennej i możliwość pozytywnego nakręcenia się przed zbliżającymi się starciami z Bodo/Glimt w fazie pucharowej Ligi Konferencji. Nadal może tak być, ale poprzeczka wyraźnie się podniosła. Nie mamy już do czynienia z beniaminkiem, który lekką ręką rozdaje punkty na prawo i lewo.Drużyna z Dolnego Śląska przestała wreszcie zamykać tabelę, w trzech ostatnich meczach zdobyła […]
01.02.2023
Suche Info
01.02.2023

Davo odchodzi z Wisły Płock i będzie grał w Belgii

Współlider klasyfikacji strzelców polskiej Ekstraklasy, Davo na zasadzie transferu definitywnego przenosi się do belgijskiego KAS Eupen. Hiszpan związał się z nowym klubem umową obowiązującą do 30 czerwca 2026 roku.David Alvarez do „Nafciarzy” trafił latem ubiegłego roku z hiszpańskiej Ibizy. 28-letni pomocnik szybko wkomponował się do nowej drużyny i był jednym z najbardziej wyróżniających się zawodników naszej ligi w pierwszych kolejkach tego sezonu. Rozegrał 18 spotkań […]
01.02.2023
Weszło
01.02.2023

Fernandez, Jorginho, Sabitzer… Najciekawsze transfery dopięte w Deadline Day

Chelsea rozbiła bank dla Enzo Fernandeza. Niepotrzebny już na Stamford Bridge Jorginho spróbuje pomóc Arsenalowi w rywalizacji o mistrzostwo Anglii. Joao Cancelo powalczy o swoje w Bayernie Monachium, Florian Thauvin przypomni o sobie europejskim kibicom, Marcel Sabitzer postara się załatać dziurę po kontuzjowanym Christianie Eriksenie. Ostatni dzień zimowego okienka transferowego jak zawsze przyniósł sporo emocji.  Wybraliśmy zatem dziesięć najciekawszych transakcji, które sfinalizowano […]
01.02.2023
Suche Info
01.02.2023

Oficjalnie: Manchester United wypożyczył Sabitzera z Bayernu

To przejście, a w zasadzie wypożyczenie, było dopinane przez cały wtorek, ale ostatecznie zostało ogłoszone. Marcel Sabitzer do 30 czerwca 2023 roku będzie występował w Manchesterze United.Jego transfer czasowy jest efektem kontuzji Chirstiana Eriksena. Duńczyk tydzień temu doznał urazu w meczu Pucharu Anglii z Reading i będzie pauzował trzy miesiące. Z tego powodu władze Czerwonych Diabłów walczyły o pozyskanie Austriaka.Sabitzer późnym wieczorem przeszedł testy medyczne, po których kluby podpisały […]
01.02.2023
Suche Info
01.02.2023

Hakim Ziyech nie trafi do PSG. Chelsea trzy razy wysłało złe dokumenty

Hakim Ziyech miał być wypożyczony do końca sezonu przez Paris Saint-Germain z Chelsea. Transakcja była dogadana, ale nie wejdzie w życie. Angielski klub trzy razy przesłał mistrzom Francji złe dokumenty.Media we Francji i Anglii informowały o porozumieniu między klubami. Jak się okazuje do transferu czasowego nie dojdzie. Działacze Chelsea trzykrotnie wysłali do Paryża błędne dokumenty. Jeden z francuskich dziennikarzy pisze, że mogło to być robione celowo. PSG zamierza odwoływać się […]
01.02.2023
Premier League
01.02.2023

Transferowe szaleństwo Chelsea trwa. Enzo Fernandez najdroższym piłkarzem w historii Premier League

Jak informują najbardziej wiarygodni dziennikarze, choćby David Ornstein z The Athleti, do odwalenia pozostała już tylko papierkowa robota i Enzo Fernandez zostanie nowym zawodnikiem londyńskiej Chelsea. The Blues zapłacą Benfice za bajecznie uzdolnionego Argentyńczyka około 120-130 milionów euro. Na więcej szczegółów odnośnie tego rekordowego transferu przyjdzie nam jeszcze poczekać, ale jedno można już teraz z całą pewnością stwierdzić – transferowe szaleństwo władz Chelsea […]
01.02.2023
Suche Info
31.01.2023

Jeremy Sochan wystąpi podczas Weekendu Gwiazd!

Ostatnie owocne tygodnie Jeremy’ego Sochana zostały należycie docenione. 19-latek wystąpi w meczu Rising Stars, który będzie miał miejsce 17 lutego podczas Weekendu Gwiazd. To oczywiście pierwsze takie wyróżnienie dla gracza z Polski w historii najlepszej ligi świata.W Rising Stars wezmą udział najlepsi debiutanci oraz drugoroczniacy w NBA, a także młodzi zawodnicy z G-League, czyli zaplecza amerykańskich rozgrywek. Oprócz Sochana wśród „żółtodziobów” zaproszenie do Salt Lake City […]
31.01.2023
Tenis
31.01.2023

Djoković zagra w US Open. Znowu ma szansę na Wielkiego Szlema?

2023 rok idzie jak na razie w stu procentach po myśli Novaka Djokovicia. Serb wrócił do Melbourne i wygrał Australian Open, a teraz otrzymał zielone światło na grę w US Open. 11 maja Stany Zjednoczone zniosą bowiem ograniczenia dotyczące szczepień na koronawirusa, które przeszkodziły mu w poprzednim sezonie. Czy to oznacza, że Nole ponownie powalczy o Wielkiego Szlema?Nawet niedzielni fani tenisa wiedzą, jaki los spotkał Djokovicia w 2022 roku. Tenisista uznawany […]
31.01.2023
Tenis
31.01.2023

Czeski tenis to potęga. Siostry Fruhvirtove mają talent na miarę Igi?

Czesi mają znakomite tenisowe tradycje i aż 9 zawodniczek w pierwszej setce rankingu WTA. Ale ich złote czasy mogą dopiero nadejść, w dużej mierze za sprawą dwóch sióstr. Linda Fruhvirtová liczy 17 lat i wygrała trzy mecze w tegorocznym Australian Open. A Brenda za parę miesięcy skończy 16 i jest uważana za jeszcze większy talent. Talentów w kobiecym tenisie nasi sąsiedzi mają zresztą prawdopodobnie… najwięcej na świecie.Wypadałoby zacząć od krótkiej […]
31.01.2023
Suche Info
31.01.2023

Sochan wciąż skuteczny. Udany występ Polaka z Wizards

Jeremy Sochan nie zwalnia tempa. Tuż po najlepszym meczu w karierze polski koszykarz zaliczył kolejne udane zawody. Choć jego San Antonio Spurs nie mieli szans z Washington Wizards – przegrali 106:127.Nasz koszykarz tym razem zdobył 17 punktów (7/13 z gry, 1/3 za trzy, 2/3 z wolnych), do których dołożył 2 zbiórki, 5 asyst i stratę. Co stało się też swego rodzaju tradycją – Sochan zachwycił kibiców Spurs […]
31.01.2023
Formuła 1
30.01.2023

Najbardziej pamiętne momenty Roberta Kubicy w Formule 1

Robert Kubica nigdy nie zdobył tytułu mistrza świata Formuły 1. Ba, Polakowi nie dane było nawet stanąć na podium klasyfikacji generalnej Grand Prix. Choć raz, w 2008 roku, był bardzo blisko. Mając rocznikowo 39 lat, krakowianin prawdopodobnie na dobre żegna się z królową motorsportu. Wcześniej, w wyścigach Grand Prix dane mu było rywalizować przez… siedem sezonów. Dodatkowo trzy spędził jako trzeci kierowca zespołów […]
30.01.2023
Inne sporty
29.01.2023

Kulm nie przyniosło szczęścia Polakom. Granerud ucieka Kubackiemu

Dawid Kubacki był w tym sezonie niemal bezbłędny, ale niestety – nigdy nie był i nie będzie specjalistą od skoczni mamucich. Dzisiaj w Kulm Polak zajął dopiero 17. miejsce i znowu stracił mnóstwo punktów do Halvora Egnera Graneruda. Norweg zresztą wygrał austriackie zawody. I dzięki temu będzie miał aż 112 oczek zapasu nad naszym skoczkiem przed kolejnym weekendem skoków, w Willingen.Powyżej przedstawiliśmy wam sytuację w wyścigu po Kryształową Kulę. Ale oczywiście loty […]
29.01.2023