Jednym z największych zaskoczeń opublikowanego dziś przez nas rankingu najlepszych transferów lata w ekstraklasie (KLIK) z pewnością jest fakt, że tak jak lider wprowadził do niego dwóch przedstawicieli, a trzeci zespół tabeli trójkę swoich ludzi, wiceliderowi nie udało się w nim zagościć. Lechia, znana przecież z wydawania pieniędzy na nieliche nazwiska, w lipcu i sierpniu strzelała kapiszonami.

Lechia latem strzelała kapiszonami. Ale może tkwi w tym morał?

Z sześciu transferów, które przeprowadzili gdańszczanie, pod uwagę w szerokiej selekcji braliśmy w zasadzie tylko jeden. I to trochę z braku laku, bo wrzucanie Sławczewa, piłkarza jednego spotkania (genialny mecz z Cracovią, poza tym poprawny/przeciętny/słaby) do jednego worka nawet z zamykającymi dwudziestkę rankingu Osyrą czy Ćwielongiem byłoby pewnym nieporozumieniem.

Tak naprawdę za to, jak wyglądała Lechia w tyłach, odpowiadali ludzie, którzy znają się już nieco dłużej: Milinković-Savić (w Lechii od roku), Wojtkowiak (od 2 lat), Maloca (od 1,5 roku), Wawrzyniak (od 2 lat), Janicki (od 6 lat). Jedynym, którego Piotr Nowak próbował wkomponować w blok obronny był Nunes, który jednak nieszczególnie wybijał się ponad przeciętność, a parę razy zagrał zwyczajnie słabo. Rundę podsumowując jeszcze fatalnym występem przeciwko Koronie Kielce.

Ofensywa? Podobnie. Jasne, nie można odmówić Rafałowi Wolskiemu świetnego kluczowego podania w meczu z Cracovią, po tym jak wkręcił w ziemię Huberta Wołąkiewicza. Ale gdybyśmy chcieli liczyć jego nieudane zagrania, momenty gdy na długie minuty znikał z pola widzenia, rzuty rożne i wolne dośrodkowane na pierwszego (obrońcę rywali)… zabrakłoby palców u rąk i nóg. Nawet gdybyśmy akurat byli na imieninach babci i chcieli skorzystać z kończyn wszystkich biesiadników. Tak naprawdę za strzelanie bramek odpowiadał w największej mierze kwartet: Peszko, Flavio, Marco, Kuświk. Z nieocenioną pomocą Milosa Krasicia, który należał do najmilszych dla oka architektów gry w całej lidze.

Żeby nie być gołosłownym – oto, jak wypadły… ekhem… „wzmocnienia” Lechii w liczbach (specjalnie wyróżniliśmy też wybory do jedenastek kozaków i badziewiaków – tutaj bilans nowych lechistów to -2, reperowane nieco przez pojedyncze świetne mecze Wolskiego i Sławczewa):

Rafał Wolski – 18 meczów, 2 gole, 1 asysta, 3 kluczowe podania, średnia not 4,33, raz w kozakach, 2 razy w badziewiakach
Steven Vitoria – 2 mecze, średnia not 2,50, raz w badziewiakach
Denis Perger – 0 meczów
Joao Nunes – 11 meczów, średnia not 4,18, raz w kozakach, raz w badziewiakach
Milen Gamakow – 4 mecze, średnia not 3,75
Simeon Sławczew – 9 meczów, 3 kluczowe podania, średnia not 4,56, raz w kozakach

Pytanie tylko, czy to, że Lechii tak słabo wyszło letnie okienko, to dla gdańszczan dużego kalibru tragedia? Jasne, całkiem możliwe, że z trafionymi wzmocnieniami lechiści byliby dziś liderem. Ale dzięki temu, jak (nie) wyszły letnie transfery, obecnie o obliczu drużyny decydują postaci, które są w niej dłużej niż od początku rundy. Znające się lepiej, dotarte kolejnymi wspólnymi meczami w jednych barwach. Czy to nie dobry sygnał, że czasami dokładniejszy niż zwykle przegląd kadr może zdziałać cuda, a cierpliwość bywa warta więcej niż wydawane co pół roku miliony złotych tylko po to, by za sześć miesięcy znów trzeba było szukać od nowa?

fot. 400mm.pl

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments