Jak myślicie, co otwiera listę nienawiści Józefa Wojciechowskiego? Poważnego biznesmena, gościa stojącego za potężną firmą J.W. Construction, faceta, który śpi na kasie. Leniwi pracownicy? Wysokie podatki? A może drobne złodziejaszki, które chciałyby skubnąć trochę jego fortuny? Otóż nie – największą batalię niedoszły pogromca Zbigniewa Bońka toczy z nią. Z tą przebrzydłą, okrutną elektroniką, która na każdym kroku uprzykrza mu życie.

Od zawsze wydawało nam się, że prawdziwy przedsiębiorca XXI wieku ze wszystkimi nowinkami technologicznymi powinien być akurat za pan brat. No wiecie – na tablecie rzut oka na giełdę, na smartfonie wymiana przyjaznych sms-ów z chińskimi inwestorami, a na laptopie puszczanie opasłych przelewów. Nic z tych rzeczy. Jeśli do dziś mieliście w głowie obraz zabiegano gościa pod krawatem, który w każdej kieszeni swojego garnituru ma gadżet łączący go ze światem, to czas wyjść z drewnianych chatek i poznać alternatywne sposoby na trzymanie ręki na pulsie. Sposoby, choć średniowieczne i na pozór archaiczne, to jednak niezwykle przemyślane i w gruncie rzeczy – do bólu rozsądne.

Oto dzień, w którym poznaliśmy największego wroga Józefa Wojciechowskiego

Józef Wojciechowski jak ognia unika bajerów, które mogłyby go zwyczajnie oszukać. Od momentu, gdy z pianą na ustach opuścił obrady PZPN-u, bo nie przypasowało mu głosowanie na maszynkach, wiemy już, że to człowiek diabelnie przenikliwy i podejrzliwy. Wszędzie węszy spisek. Na kilometr wyczuwa machlojkę. Nawet z zamkniętymi oczami rozpozna próbę oszustwa.

Życie niedoszłego szefa polskiej piłki jest więc z jednej strony spokojne, a z drugiej niezwykle trudne. Wyobraźcie bowiem sobie, że pan Józef nie korzysta z telefonów – te, jak powszechnie wiadomo, są ohydnymi, małymi urządzeniami szpiegującymi. Z łatwością przechwytują wszystkie rozmowy telefoniczne, permanentnie nagrywają też swojego właściciela. W takim wypadku Wojciechowski zmuszony jest posługiwać się nieco przestarzałymi, acz skutecznymi, metodami. Za każdym razem gdy chce bowiem przekazać swoją wiadomość, puszcza gołębia. Te niezwykle kumate ptaki trzyma pod pręgierzem, systematycznie wychowuje – tak, by zawsze dofrunęły do celu. Negocjacje z tajlandzkimi biznesmenami nie są więc najprostsze, ale skoro gołębiom udaje się znaleźć Bangkok, to widocznie gra jest warta świeczki.

golab-pocztowy-490

Komicznie bywa też gdy szalony inwestor udaje się na zakupy. To znaczy sam proces wrzucania produktów do koszyka nie jest jeszcze taki ciężki, ale problemy wyrastają jak spod ziemi, gdy przychodzi za wszystko zapłacić. Kasa fiskalna potrafi być niezwykle przebiegłym urządzeniem, a Wojciechowski nie wierzy w to całe klikanie na klawiaturce, które potem drukuje jakiś miniaturowy paragonik z tysiącem cyferek i znaczków. Pani Grażynka z warzywniaka musi więc, specjalnie dla swojego wyjątkowego klienta, podliczać wszystko na kartce. Długopisem, pod kreskę, w zeszyciku – normalnie jak w podstawówce. Józef opuszcza bramy sklepy usatysfakcjonowany tym, że znów nie dał się skręcić systemowi.

Generalnie w swoim życiu były właściciel warszawskiej Polonii problemy napotyka co krok. Zegarek na dłoni? A gdzie tam, lepiej wbić w ziemię kija i zobaczyć jak układa się cień. Nawigacja w telefonie? Spokojnie, zahaczymy o las i przeanalizujemy jak układa się na drzewach mech. To może chociaż elektryczna szczoteczka do zębów? No niestety – ta też wygląda jakoś tak podejrzanie.

Nie ukrywamy, że w pewnym sensie budzi to w nas podziw. Ten upór. Ta determinacja. Żelazna konsekwencja. Tyle przecież mówimy się teraz o tym, że jesteśmy na każdym kroku podsłuchiwani, że gdzieś tam w centrali świata obserwują nasze wszystkie ruchy, słyszą wszystkie słowa i rozumieją wszystkie gesty. A tu nagle, w ten elektronicznej maszynie, znalazł się tak silny orędownik prostego, nieskalanego szpiegostwem życia. Brawo!

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments