Czasami zastanawiamy się, o jakie cele walczyłyby polskie drużyny, gdyby kazać im rywalizować przez cały sezon z klubami 2. Bundesligi. Czemu nie najwyższej klasy rozgrywkowej? Bo nie ma sensu się dołować. Odpowiedzi na to pytanie oczywiście nigdy nie poznamy, ale na przykład to, jak radzą sobie na zapleczu Bundesligi piłkarze, którzy jeszcze przed chwilą grali w Ekstraklasie, może być pewnym tropem w tej sprawie. Co tu dużo mówić – nie jest najlepiej. 

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Ligowcy przepadają na zapleczu Bundesligi

Łącznie z Jakubem Koseckim, który do Legii wrócił tylko na moment, podczas letniego okienka transferowego, by grać w drugiej lidze niemieckiej, wyjechało sześciu ligowców. Względnie zadowolony na ten moment może być jedynie właśnie Kosecki, który regularnie pojawia się w składzie Sandhausen (wczoraj pierwsza asysta w ósmym meczu). Zazwyczaj jest zmieniany w okolicach 60. lub 70. minuty, ale to i tak status, którego musi mu zazdrościć pozostała piątka.

No bo popatrzcie sami (grafiki z transfermarkt.pl):

MARCIN KAMIŃSKI (VfB Stuttgart)

Kamiński

DANIEL ŁUKASIK (SV Sandhausen)

Łukasik

ROBERT PICH (Kaiserslautern)

Pich

TOMASZ HOŁOTA (Arminia Bielefeld)

Hołota

MICHAŁ MAK (Arminia Bielefeld)

Mak

Łącznie niecałe 500 minut, głównie za sprawą niezłego początku Tomasza Hołoty. Obraz nędzy i rozpaczy. Jeszcze Michała Maka można jakoś usprawiedliwiać, bo tradycyjnie już ma problemy ze zdrowiem, ale tak czy siak – jest źle.

A najgorzej wygląda sytuacja Marcina Kamińskiego, któremu w Stuttgarcie wciąż nie dano nawet szansy debiutu. Jakkolwiek patrzeć, to po jego wyjeździe obiecywaliśmy sobie najwięcej – po transferze miał się obudzić, zrobić kolejny krok w karierze, bo jak sam przyznawał, trochę się w Lechu zasiedział. Po okresie przygotowawczym nic nie wskazywało na to, że jego bilans będzie wyglądał tak katastrofalnie. Wręcz przeciwnie, można było go zaliczyć do grona wygranych – w sparingach grał regularnie, coś tam nawet postrzelał, w związku z czym część niemieckich mediów awizowała go w pierwszym składzie VfB na początku sezonu.

Tymczasem jego klęska jest tym większa, że rywale w walce o plac to nie są wielkie orły. Przejrzeliśmy noty Kickera i w miarę dobrze ocenianym defensorem tej drużyny jest jedynie lewy obrońca, Emiliano Insua (średnia 3.31, 26. miejsce wśród defensorów w całej lidze). A dziś Stuttgart przyjął piątkę od Dynama Drezno. Jeśli nawet po takim meczu „Kamyk” nie dostanie szansy, to chyba będzie mógł powoli pakować mandżur.