AFC Wimbledon wyprzedził w tabeli angielskiej League One zespół Milton Keynes Dons! Teoretycznie informacja ta wydaje się być mocną dziesiątką w popularnej internetowej skali #nikogo, powinniśmy poświęcić jej mniej więcej tyle miejsca co wyścigom psich zaprzęgów gdzieś na zadupiu. Jednak dla wielu osób w świecie piłki to ważna, symboliczna chwila i nie chodzi nam tu tylko o fanów obu drużyn. 

Satysfakcja, na którą trzeba było czekać 14 lat. Ale było warto

By zrozumieć w czym rzecz, trzeba cofnąć się do 2002 roku. To właśnie wtedy narodził się klub AFC Wimbledon. Ale jego korzenie sięgają znacznie dalej, nawet nie poprzedniego stulecia, a roku 1889. Klub z tenisowej dzielnicy Londynu przez lata tułał się po niższych ligach, ale w końcu na jego koncie pojawiły się też sukcesy. Awans do elity, a także Puchar Anglii z 1988 roku, który udało się zgarnąć po zwycięstwie 1-0 z Liverpoolem. Ale może jeszcze większym sukcesem jest fakt, że „Szalony gang” z późniejszą gwiazdą kina Vinniem Jonesem na czele w wielu kręgach uchodzi wręcz za drużynę kultową.

Ale po grubych lata przyszły też te chudsze. Sceny z 2002 roku uznać można w zasadzie za coś w rodzaju wmurowania kamienia węgielnego pod ruch „Against Modern Football”, albo przynajmniej jego dzisiejszy kształt. Rozpoczęły się wtedy gierki związane ze sprzedażą klubu. Jednak zmiana właściciela nie było jedyną, z którą musieli zmierzyć się kibice Wimbledonu.  Rzutki biznesmen Pete Winkelman stwierdził bowiem, że o wiele lepszym miejscem na robienie futbolu jest oddalone o kilkadziesiąt mil Milton Keynes. Wszystko przy biernej postawie futbolowych władz. I nieustannych protestach ze strony nie tylko fanatyków, ale też i zwykłych ludzi, którzy utożsamiali się z ponad stuletnią tradycją klubu.

Wszystko na nic. W czerwcu 2004 oficjalnie powstał twór nazwany Milton Keynes Dons F.C. Nie dało się jednak zaobserwować potulnego przyjęcia do wiadomości tego faktu przez fanów. Ich obiektem zainteresowań stał się założony w 2002 roku zespół AFC. „A Fan’s Club”. Choć oficjalnie  „Association Football Club”. Odbudowa klubu zaczęła się od występów w dziewiątej lidze, początkowo wszystko odbywało się na wariackich papierach.

Dziś fani zapewne z nostalgią wspominają czasy castingów na piłkarzy i wycieczek po pipidówach. Otoczony sponsorami, profesjonalnym zapleczem klub gra w League One. I w tym sezonie w końcu ma szansę sprzedać cios pod żebro potworowi, który spowodował 14-letnią tułaczkę. Jednak nie pierwszą. W 2012 roku los chciał, by obie ekipy spotkały się w drugiej rundzie Pucharu Anglii. Idealnym zwieńczeniem tej romantycznej historii byłoby zwycięstwo czwartoligowego wówczas Wimbledonu na zespołem z trzeciej ligi, jednak tym razem boisko napisało inny scenariusz. MK wygrało 2-1 po golu w samej końcówce. Ale na trybunach zwyciężyła inna drużyna. Również za sprawą takiego baneru:

1189_60_news_hub_multi_630x0

10 grudnia i 14 marca. Te daty zakreślone są czerwonym flamastrem w kalendarzach ludzi, których historia ta dotyka. Właśnie wtedy dojdzie do bezpośrednich starć tych ekip w League One, w drugim terminie w Londynie. Będzie kolejna sposobność, by podkreślić, jak długą drogę udało się przebyć.