Wczoraj Piotr Mandrysz został trenerem Zagłębia Sosnowiec. Po krótkiej pracy Jarosława Araszkiewicza, to właśnie on ma zastąpić Jacka Magierę. Specjalista od awansów – takie miano zyskał przez lata Mandrysz. Jak wyglądały pierwsze dni w Sosnowcu, czy trudno objąć zespół lidera i jaki cel przed nim postawiono? Zapraszamy do lektury pierwszego wywiadu z trenerem po rozpoczęciu nowej pracy.

Mandrysz: Wyżej w pierwszej lidze już nie będziemy

Kiedy pojawił się pomysł i dostał pan ofertę pracy w Zagłębiu?

Pomysł – nie mam pojęcia, to będzie wiedział prędzej prezes Marcin Jaroszewski. A to, kiedy oferta do mnie przyszła jest tajemnicą.

Pierwsze treningi już za panem. Jak wrażenia na świeżo?

W poniedziałek odbyliśmy jeden luźny trening, dzisiaj były już dwie jednostki. Rano siłownia, natomiast wieczorem mieliśmy zajęcia z piłką. Szczerze mówiąc za mało widziałem, żeby oceniać zespół. Dopiero mecze o stawkę pozwolą mi na ocenienie drużyny i poszczególnych piłkarzy. Jednak wiem, że to bardzo fajna grupa sportowców i ludzi, mieszanka rutyniarzy z zawodnikami na dorobku. Pierwsze spostrzeżenie? Są bardzo zaangażowani w to, co robią, chcą ciężko pracować.

Łatwo czy trudno obejmować lidera?

Są różne opinie, bo z jednej strony, gdy obejmuje się ostatnią drużynę, to naturalnie idzie się z nią tylko do góry, a wie pan…

Łatwiej na górę wejść, niż się na niej utrzymać.

Dokładnie, chyba nie ma na to reguły. Prezes przedstawił mi bardzo atrakcyjną perspektywę rozwoju sportowego tej drużyny, dlatego zgodziłem się ją objąć.

Skoro Zagłębie jest liderem, to można byłoby powiedzieć, że nie może pan nic polepszyć, jedynie zepsuć.

Odpowiem na to tak – wyżej, niż jesteśmy teraz, już nie będziemy (śmiech). Więcej można zepsuć? Tak, muszę przyznać rację. Jednak należy pamiętać, że za nami jest dopiero 11. kolejek. Meczów przed nami jest mnóstwo, dyspozycja rywali również będzie się zmieniała, więc pozycja po dotychczasowych meczach nie jest miejscem ostatecznym.

Objął pan drużynę po Jacku Magierze, postaci, która w tym sezonie dopiero debiutuje w poważnej piłce jako trener i na dzień dobry stworzył sobie opinię zwycięzcy, bo jego ekipa od razu dominowała w lidze. Nie jest to łatwe zadanie.

Nie jest, ale gdybym się go bał, to nie podjąłbym się tej pracy, nie mam z tym problemu. Cenię Jacka Magierę, miał dobry początek z Zagłębiem. Jednak pamiętajmy, że nie liczy się miejsce po 11. kolejce, lecz po 34. seriach gier. Nie słyszałem jeszcze o ekipie, która wygrała ligę po dziesięciu meczach.

Wyniki Zagłębia bywają jednak bardzo…dziwne.

Nasze ostatnie dwa spotkanie kończyły się niepiłkarskimi wynikami – wygrana z Bielsku-Białej 5:4 czy późniejsza porażka z Olimpią Grudziądz 3:5. Bez oglądania meczu, patrząc na same rezultaty, widzimy, że Zagłębie dużo strzela, ale też dużo traci.

Spotkania są chociaż ciekawe.

Tak, ale taka ilość traconych bramek nie przystoi liderowi tabeli. To pierwsza rzecz, nad którą chcę popracować.

Na kogo liczy pan i ma pełne zaufanie już na starcie?

Bardzo liczę na starszych piłkarzy, bo z doświadczenia wiem, że w takich momentach oni noszą na swoich barkach bardzo dużo i pomagają młodym. Grali w wielu klubach, zmieniali im się trenerzy, potrafią sobie w takich sytuacjach radzić. Mam nadzieję, że wraz z młodymi podtrzymają dobrą dyspozycję z początku sezonu.

W kwestii starszych, ma pan na myśli pewnie chociażby kapitana Sebastiana Dudka.

Dokładnie. Sebastian to prawdziwy kapitan-przywódca w szatni, a na boisku też jest fundamentalną postacią. Niestety Dudek narzeka obecnie na uraz i nie może trenować z normalnymi obciążeniami. Nie wiem, na kiedy będzie gotowy.

Czyli nie może pan trenować w spokoju w pełnym składzie?

Nie mogę pracować teraz z całą drużyną, bo oprócz kontuzjowanego Dudka, dwóch zawodników jest na kadrze. To dwaj młodzieżowcy – Bartczak i Handzlik. Po meczu w Puławach urazu nabawił się Najemski – to jest kolejny młodzieżowiec.

Jaki plan na najbliższe dni?

Po jednym treningu dziennie. To, co mieliśmy zrobić mocniejszego, zrobiliśmy dziś. Powracamy do normalnego mikrocyklu, dołożymy ćwiczenie taktyki. Jednak przede mną w najbliższym czasie dużo pracy, bo nie liczy się tylko boisko. Muszę odbyć indywidualne rozmowy z piłkarzami. U nas często traktuje się tą sferę marginalnie, a ja chcę znać ich nie tylko jako piłkarzy, a też ludzi – prywatnie.

Rozumiem, że celem jest awans do ekstraklasy, a na ile podpisał pan umowę?

Kontrakt mam do czerwca 2018 roku z możliwością przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Ale tutaj muszę wtrącić ważną rzecz – nie mam przedstawionego takiego celu.

Czyli nikt nie powiedział panu, że oczekuje ekstraklasy w przyszłym sezonie?

Nie, absolutnie od nikogo tego nie usłyszałem.

Rozmawiał Samuel Szczygielski

fot. FotoPyK