– Panie – słyszymy w słuchawce znajomy głos. – A nie chcielibyście zagrać może w takim turnieju w Rzakcie? To jest pod Mińskiem, kilka drużyn. Puchar Proboszcza. Bodajże dziewiąta edycja. 

Po raz pierwszy coś wygraliśmy. Puchar Proboszcza!

To był selekcjoner elitarnej grupy uderzeniowej Kartofliska.pl. Znaliśmy już dobrze tego rodzaju połączenia telefoniczne – w końcu jesteśmy doświadczonymi żołnierzami tego plutonu, walczyliśmy m.in. w Pucharze Pucharów, czyli turnieju najgorszych drużyn Polski oraz Copa Błota, czyli Mistrzostwach Wielkopolski w piłce błotnej. Radek, sympatyczny prowadzący, naczelny, wodzirej, pomysłodawca, wykonawca i operator kanału Kartofliska.pl znów zbierał bandę, by raz jeszcze przypomnieć światu, co to radosny futbol.

Nie mogliśmy w to nie wejść.

20160806_124236

***

– A teraz żegnamy się z państwem po bardzo emocjonujących derbach Krakowa – powiedział na antenie NC+ Żelisław Żyżyński obsługujący w dawnej stolicy hit piątej kolejki Ekstraklasy. Okolice 23.00, relacja na żywo, „Super Piątek”. Od zwycięstwa Cracovii do pierwszego zwycięstwa drużyny Kartoflisk na turnieju o Puchar Proboszcza było jakieś 11, może 12 godzin. Popularny Żelek zdążył w tym czasie zwiedzić wszystkie najważniejsze lokacje na mapie nocnego życia w Krakowie oraz przejechać ze stadionu przy Kałuży do obiektu ulokowanego między dwiema urokliwymi łąkami w Rzakcie.

Reprezentacja dziennikarzy w składzie powiększała się z każdą minutą. Dołączył do niej również ekspert Ekstrastats.pl, Mateusz Januszewski. A mieliśmy przecież i perkusistę zespołu El Dupa, Bartka Lipińskiego, dwóch zawodników z Lublina, Rafała Pydę i Pawła Sochę oraz wyjadaczy z samego trzonu zespołu Kartoflisk, Pawła Muszyńskiego i Krzysztofa Czerwonkę. Dziewięciu jeźdźców apokalipsy rzuconych do liczącej 455 osób i przywołującej skojarzenia z Rakką Rzakty.

IX Edycja Pucharu Proboszcza Parafii Św. Wawrzyńca w Gliniance poza tym egzotycznym zespołem zebrała jeszcze cztery inne – miejscowy LUKS Rzakta, Wolę Ducką, zespół „Nygusów” oraz „Królewski Smak”.

***

Zaczęliśmy w swoim stylu. Od porażki 1:3 i nieszablonowych zagrań.

W czym szukać przyczyn porażki w naszym pierwszym meczu? Cóż, na pewno nie pomagały trudy podróży, w końcu skład zjechał się z całej Polski. Po dokładnej analizie statystycznej eksperta Ekstrastats obecnego w zespole okazało się również, że dokładnie 33,3% drużyny o godzinie 4.30, na sześć godzin przed gwizdkiem, jeszcze budowało formę w lokalach Warszawy i Krakowa.

***

Żelisław Żyżyński, obyty z kryzysami w piłkarskich szatniach i przede wszystkim z receptami na odwrócenie losów spotkania czy turnieju, zaordynował po porażce: musimy sobie powiedzieć kilka mocnych słów. Cały zespół zgodził się, że męska rozmowa w szatni może pomóc w kolejnych meczach. Napotkaliśmy jednak na pewne problemy, a konkretnie na jeden duży problem: brak szatni.

Wobec nieprzewidzianych kłopotów ze znalezieniem budynku odpowiedniego do odbycia ostrej odprawy Rada Drużyny zadecydowała, że najbardziej zbliżony gabarytami i charakterem do piłkarskiej szatni będzie pobliski sklep. Tam też udała się delegacja, przy okazji zakupując niezbędne odżywki i suplementy. Efekt był natychmiastowy.

Od momentu wycieczki do sklepu wygraliśmy dwa kolejne mecze, co ostatni raz zespołowi udało się osiągnąć jeszcze w czasach gdy zwycięstwa kupowało się w sklepach sieci Społem na tzw. „kartki”. Co gorsza – zwycięstwa stawiały nas w bardzo ciężkiej sytuacji. Musieliśmy przeliczyć, ile punktów posiadamy jak wygląda sytuacja w tabeli. Biorąc pod uwagę, że w barwach zespołu występowali dziennikarze z czterech redakcji, za kompromitację należy uznać 15-minutową debatę zakończoną kłótnią, czy drużyna z dwoma zwycięstwami i dwoma remisami ma osiem czy osiemnaście punktów.

Ostatecznie ustaliliśmy, że jakkolwiek zakończą się pozostałe spotkania w turnieju, my jesteśmy zagrożeni pierwszym miejscem. Chwila nieuwagi, jeden prosty błąd w ataku, przypadkowy celny strzał na bramkę i zdobywamy trofeum. Widmo sukcesu zajrzało nam w oczy, a problem z tym mają przecież nawet najbardziej doświadczeni piłkarze. – Co będzie to będzie – zapewnił nas kapitan i rozpoczął rozgrzewkę.

Okazało się, że wygraliśmy ostatni mecz i wobec tego zajęliśmy pierwsze miejsce w jedynej grupie. Zanim zdążyliśmy zaprotestować – już wręczano nam puchar i statuetkę dla króla strzelców, Rafała z Lublina. Porobiliśmy pamiątkowe fotki i… oddaliśmy sprzęt.

20160806_142503

Od organizatorów usłyszeliśmy bowiem, że oficjalna dekoracja zwycięzców IX edycji turnieju o Puchar Proboszcza odbędzie się na niedzielnej mszy odpustowej, o godzinie 10.00 w pobliskim kościele.

Nazajutrz w Gliniance stawiła się skromna, jednoosobowa delegacja, która odebrała puchary dla – jak to ujął ksiądz, zresztą deprecjonując tym samym rolę dwóch bałuckich zawodników Kartoflisk – „drużyny warszawskich dziennikarzy”. Wszystkie będą do obejrzenia w warszawskiej klubokawiarni „Ulubiona”.

Teraz czekamy tylko, aż ktoś znowu powie: „nie graliście w piłkę to się nie wypowiadajcie”. Graliśmy. I to z sukcesami.