Choć zdecydowana większość najlepszych zawodników zaplecza Ekstraklasy albo właśnie awansowała ze swoimi zespołami do najwyższej klasy rozgrywkowej, albo też – jak chociażby Maciej Górski czy Kamil Drygas – została już skaperowana do klubów z elity, w pierwszej lidze wciąż pozostało kilku grajków, którzy z powodzeniem mogliby występować szczebel wyżej. Przygotowaliśmy więc dla was listę piłkarzy, na których zdaniem naszym, a także poproszonego przez nas o opinię Andrzeja Iwana, działacze drużyn Ekstraklasy powinni zwrócić szczególną uwagę podczas najbliższego okienka transferowego.

Kto z zaplecza do elity? Gracze, którym powinny się przyjrzeć kluby Ekstraklasy

Szymon Lewicki (napastnik, Zawisza Bydgoszcz)

Choć na karku ma już 28 lat, a na szczebel centralny – nie licząc dwóch spotkań w barwach Dolcanu w 2014 roku – trafił dopiero w sezonie 14/15, nie mamy większych wątpliwości co do tego, że powinien on trafić do któregoś z klubów Ekstraklasy. No bo kto z zaplecza powinien otrzymać w niej szansę, jeśli nie król strzelców? Tym bardziej, że wyciągnięcie go z rozpadającego się Zawiszy nie powinno stanowić większego problemu.

Nawet jeśli większość dotychczasowej kariery Lewicki spędził na piłkarskiej prowincji, naszym zdaniem napastnikowi bydgoszczan powinno dać się możliwość zaprezentowania swoich umiejętności na tle najlepszych zespołów w kraju. Podobnie uważa zresztą Andrzej Iwan. Według niego Lewicki – o ile zostałby na starcie obdarzony dostatecznym kredytem zaufania przez któregoś z trenerów – poradziłby sobie w każdym klubie najwyższej klasy rozgrywkowej. Jest to bowiem napastnik o charakterystyce rzadko spotykanej w naszym kraju – wysoki (193 centymetry wzrostu), lecz jednocześnie o nienagannej koordynacji ruchowej. Piłka szuka go w polu karnym, jednak kiedy zajdzie potrzeba, potrafi lutnąć także spoza szesnastki. Jednym słowem: wszechstronny. I, co najważniejsze – skuteczny. Zawisza postanowił sprowadzić go z drugoligowej Legionovii i nie pożałował. Mamy wrażenie, że jeśli teraz na podobny krok zdecyduje się któraś z ekip Ekstraklasy, również może mieć z niego wiele pożytku.

Marcin Biernat (obrońca, Chojniczanka)

Wybór nie tak oczywisty, wszak mówimy przecież o stoperze 12. w minionym sezonie pierwszej ligi Chojniczanki. Nazywanie go młodym talentem również będzie sporym nadużyciem, ponieważ Biernat ma już 24 lata. Tak czy inaczej, jak na pierwszoligowe warunki jest to zawodnik wybijający się ponad szarzyznę, który w naszym odczuciu spokojnie poradziłby sobie w którejś z drużyn środka tabeli Ekstraklasy. Stylem gry przypomina nieco – oczywiście przy zachowaniu odpowiednich proporcji – połączenie Michała Pazdana z Thiago Cionkiem. Choć wciąż nieco kuleje u niego  wyprowadzanie piłki, to i w tym elemencie można było u niego dostrzec w ostatnim czasie spory progres. Warto mu się przyjrzeć.

Maciej Kona (pomocnik, Zawisza Bydgoszcz)

Melodia przyszłości. Dziewiętnastolatek w minionych rozgrywkach przebojem wdarł się do pierwszego zespołu Zawiszy i z miejsca udowodnił, że zdecydowanie ma papiery na granie. Nawet jeśli sam zawodnik ma mimo wszystko pełne prawo nie wspominać zeszłego sezonu zbyt dobrze (wraz z Jakubem Łukowskim na początku kwietnia został bowiem potrącony pod stadionem przez samochód, przez co nie pojawił się na murawie już do końca pierwszoligowych zmagań), to i tak można stwierdzić z pełnym przekonaniem, że był on jednym z wyróżniających się piłkarzy ekipy z Bydgoszczy.

Zdaniem Andrzeja Iwana największą przeszkodą dla Kony w zaistnieniu na najwyższym szczeblu może być jego nieśmiałość i dość mizerne warunki fizyczne (62 kilogramy przy 181 centymetrach wzrostu). Tak czy owak, pomocnik Zawiszy niejednokrotnie pokazał, że potrafi kapitalnie czytać grę i umiejętnie chronić piłkę. Podobnie jak w przypadku Lewickiego, jeśli któryś z trenerów w Ekstraklasie okaże mu od początku wystarczające wsparcie i będzie w stanie odpowiednio go poprowadzić, może wyhodować sobie naprawdę więcej niż solidnego grajka. Mając na uwadze obecną sytuację Zawiszy, na miejscu klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej, nie zastanawialibyśmy się zbyt długo i bralibyśmy go do siebie z zamkniętymi oczami. Nawet gdyby Kona ostatecznie nie odpalił (w co jednak wątpimy), jego zakontraktowanie wiązałoby się raczej z niewielkim ryzykiem, jeśli chodzi o ewentualne straty finansowe.

Oliver Práznovský (obrońca, GKS Katowice)

Wiosną jeden z najsilniejszych punktów nie tylko obrony, ale i całego GKS-u Katowice. Były reprezentant słowackich młodzieżówek. Niezwykle solidny, według Iwana dysponuje wszelkimi argumentami ku temu, by w przyszłym sezonie występować na boiskach Ekstraklasy. I trudno się z tym nie zgodzić. Poza stanowieniem bardzo pewnego punktu defensywy, jest groźny przy stałych fragmentach, a gdy trzeba, potrafi nawet od czasu do czasu zanotować jakąś asystę. Blisko angażu na najwyższym szczeblu był jeszcze przed startem minionych rozgrywek, jednak ostatecznie testujący go Górnik Łęczna nie zdecydował się go zatrudnić. Mając jednak na uwadze jego dyspozycję na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy, nie mamy większych wątpliwości, że ktoś się po niego prędzej czy później zgłosi.

Grzegorz Goncerz (napastnik, GKS Katowice)

Gość, o którego transferze do Ekstraklasy spekuluje się praktycznie podczas każdego okienka. Sam stale powtarza, że gra na najwyższym szczeblu jest jego marzeniem, jednak czas leci, a Goncerz wciąż nie wyściubia nosa poza Katowice. Zimną sporo mówiło się o jego możliwym przejściu do Zabrza, ale do dziś tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego nic z tego nie wyszło. Zarząd Górnika twierdził, że dla napastnik Gieksy nie będzie tworzyć komina płacowego, sam zawodnik zaś uważa, że wysokie zarobki jakich podobno zażądał, to kompletna bzdura. Cóż, nie wnikamy. Prawdy i tak pewnie się nie dowiemy.

Dystansując się jednak od całego zamieszania, Goncerz niewątpliwie ma umiejętności, których w Ekstraklasie wcale nie musiałby się wstydzić. Jedyną wątpliwością pozostaje to, czy w razie otrzymania konkretnej propozycji koniec końców zdecyduje się na opuszczenie ciepłej strefy komfortu. My zdecydowanie doradzalibyśmy mu spróbować sił wyżej. Coś nam się bowiem zdaje, że jeśli nie teraz, to już być może nigdy.

Michał Fidziukiewicz (napastnik, Zagłębie Sosnowiec)

Przed sezonem stanowił sporą zagadkę. W ciągu dwóch lat spędzonych w owianych legendą niższych ligach belgijskich ładował na potęgę, jednak w Polsce – konkretniej w Jagielloni – dwukrotnie odbijał się od Ekstraklasy. Przedtem zaś błyszczał jedynie na peryferiach poważnej piłki – przede wszystkim w Gryfie Wejherowo i Dębie Dąbrowa Białostocka. Jego transfer do Sosnowca okazał się jednak strzałem w dziesiątkę. W Zagłębiu w minionym sezonie z dwunastoma golami na koncie był najlepszym strzelcem zespołu, który przez dość długi czas – jako beniaminek – bił się przecież o awans. Choć według Andrzeja Iwana Fidziukiewicz na chwilę obecną to piłkarz skrojony w sam raz na pierwszą ligę, my jednak na miejscu działaczy klubów Ekstraklasy uważnie byśmy mu się przyjrzeli. Być może do tej pory najzwyczajniej w świecie nie służyło mu białostockie powietrze?

fot. FotoPyK

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments