Gra Łęczna, gra Bielsko, czyli… korespondencyjny bój o utrzymanie

redakcja

Autor:redakcja

23 kwietnia 2016, 09:43 • 3 min czytania

Reklama
Gra Łęczna, gra Bielsko, czyli… korespondencyjny bój o utrzymanie

ESA37 zapewnia emocje do samego końca, ale dla drużyn, które w kluczowym momencie łapią dołek formy, jest brutalna. Podbeskidzie, które zaliczyło kapitalny finisz rundy zasadniczej, dziś toczy korespondencyjny bój o utrzymanie z drużyną, która ostatni raz po trzy punkty sięgała… pod koniec lutego. Droga z nieba do piekła trwa trzy minuty.

Reklama

A najdobitniej pokazuje to tabela wiosennych meczów.

pbb

Tak, piątą i szesnastą drużynę na wiosnę dzielą od siebie w tabeli (tej właściwej) tylko trzy punkty. Oba Górniki są teraz na takim etapie, że muszą spoglądać nie tylko na siebie, ale i na innych. A póki co największe szanse na wyrżnięcie tuż przed metą ma właśnie Podbeskidzie.

Najpoważniejszy kandydat do spadku tu i teraz? Górnik Łęczna. O ile w Zabrzu mogą jeszcze liczyć na to, że ci piłkarze, z którymi na dobrą sprawę można było walczyć nawet o ósemkę, w końcu odpalą, o tyle w Łęcznej… Cóż, ludzi, którzy mogliby wziąć na swoje barki walkę o utrzymanie, zbyt wielu nie znajdujemy. Bilans tej drużyny wygląda DRAMATYCZNIE:

Reklama

– na ostatnich osiem meczów przegrali siedem,

– a na ostatnich osiemnaście wygrali tylko dwa,

– ostatni raz trzy punkty wyszarpywali rywalowi… pod koniec lutego (przeciwnikiem była wówczas Korona Kielce, więc historia może dziś zatoczyć koło),

– nie strzelili gola od 543 minut.

Reklama

Z jednej strony – dramat. Z drugiej, czego spodziewać się po zespole, który gra bez bramkarza? Czy można czegokolwiek wymagać, jeśli dziury łata w nim Paweł Sasin? Jeśli mielibyśmy wskazać dziś piłkarzy, którzy po ewentualnym spadku utrzymaliby się na poziomie Ekstraklasy, wskazalibyśmy może pięciu, maksymalnie sześciu. Za resztę nie dalibyśmy sobie obciąć nawet paznokcia.

W Łęcznej – odnosimy takie wrażenie – już chyba pogodzili się ze spadkiem, a świadczy o tym chociażby to, że Szatałow wciąż utrzymuje posadę. Jak na nasze warunki to niecodzienna sytuacja – na pokładzie pożar, a strażakiem wciąż jest facet odpowiedzialny za podłożenie ognia. Taka prawda, że 95% klubów już dawno by go pożegnało. W Łęcznej jest jednak inaczej i… Sami nie potrafimy ocenić do końca tej sytuacji. Albo mu wierzą – i kto wie, może za rok ten sam Szatałow wprowadzi zespół Górnika do Ekstraklasy, albo nie mają za bardzo innego wyjścia – i to jest powód do niepokoju.

Podbeskidzie? No cóż, ta drużyna (podobnie zresztą jak Górnik Łęczna) potrzebuje teraz wstrząsu, impulsu, paru męskich słów w szatni. Z perspektywy sezonu zespół na spadek kompletnie nie zasłużył. Podbeskidzie było wyżej po rundzie zasadniczej niż oba Górniki – zawsze to jakieś zabezpieczenie, ale nikt w Bielsku raczej nie powinien myśleć, czy można się równać z punktami z outsiderami, czy jednak nie, ale zakasać rękawy i do końca sezonu wyrwać jeszcze z gardła kilka punktów. Podoliński już raz wygrzebał Górali z sytuacji może nie beznadziejnej, ale na pewno dość trudnej – pamiętamy, w którym miejscu tabeli bielszczanie spędzali zimę. Dziś okoliczności są podobne – dramatu nie ma, ale powodów by zazdrościć też niezbyt wiele.

Obie ekipy potrzebują dziś budzika. Kąpieli w lodowatej wodzie. Podłączenia do prądu. Kilku plaskaczy na odmułę. Czy po prostu: jakiejkolwiek terapii szokowej. Bo ta prędzej czy później nadejdzie. Jeśli nie teraz, to już niebawem.

Reklama

W pierwszej lidze.

pslask plecz

Fot. 400mm.pl

 

Reklama

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Haditaghi znowu poddymił. „Legia? Inne zasady, inne traktowanie!”

Jan Broda
14
Haditaghi znowu poddymił. „Legia? Inne zasady, inne traktowanie!”