Tym razem z butami weszliśmy w życie Pawła Abbotta. Napastnik Arki Gdynia zdradził między innymi, czy wróciłby do Turbokozaka i z którym sędzią poszedłby na piwo. Zapraszamy!

Weszło z butami. Paweł Abbott mógłby pracować z Nawałką, najlepiej w kadrze

PRUSZKOW 06.09.2015 MECZ 7. KOLEJKA I LIGA SEZON 2015/16 --- POLISH FIRST LEAGUE FOOTBALL MATCH: POGON SIEDLCE - ARKA GDYNIA 2:2 PAWEL ABBOTT FOT. PIOTR KUCZA/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl

Przerwa zimowa w I lidze – wciąż dłużyzna, czy da się przyzwyczaić?

Zawsze się dłuży, nikt by się nie przyzwyczaił do tego, żeby tak długo nie grać. Każdy lubi mecze i z utęsknieniem czeka na powrót ligi.

Nowe nabytki w Arce – który zrobił największe wrażenie?

Trudno powiedzieć, każdy ma swoje walory. Ale też nie chciałbym oceniać teraz, najlepiej zrobić to po sezonie, powiedzieć, który grał najlepiej i pomógł drużynie.

Widać jakość w Gastonie Sangoyu?

Widać. To zawsze już po pierwszym treningu można zobaczyć, czy ktoś potrafi grać w piłkę, czy nie. Widać po nim, że grał gdzieś wyżej – zresztą samo CV już o tym świadczy.

Zawisza i Arka w Ekstraklasie, czy sentymenty na bok?

Sentymenty zawsze na bok, szczególnie w tym zawodzie. Tym bardziej ja, kiedy w sporej liczbie klubów grałem – zawsze patrzę na swój zespół, a reszta drużyn mnie nie obchodzi.

Ranking strzelców, spogląda pan ile brakuje do lidera, czy w ogóle o tym nie myśli?

To raczej rola dziennikarzy, żeby o tym wspominać. Nie, nie patrzę na to, może gdy będę na końcu sezonu w czubie to spojrzę i powiem: „jest fajnie” – ale długo zostało.

Najlepszy piłkarz I ligi?

Michał Nalepa.

Najbardziej niedoceniany zawodnik I ligi?

Kuba Miszczuk.

Największy twardziel w lidze?

Trochę pompuję naszych chłopaków, ale powiedziałbym, że Antek Łukasiewicz.

Najbardziej przereklamowany zawodnik?

Nie wiem, raczej takiego nie ma.

Ile ma pan punktów karnych na prawie jazdy?

Teraz zero. Bo po roku się kasuje, nie? Jeśli tak, to zero.

Ulubiony komentator?

Bożydar Iwanow, albo Kowal. Ta dwójka, bo znam ich poza boiskiem i są bardzo pozytywni – a ja takich ludzi szczególnie lubię.

Tatuaże?

Nie, nie mam. Kiedyś planowałem mieć imię syna, ale w najbliższej przyszłości nic się nie zmieni, choć oczywiście, nigdy nie wiadomo.

Najgłupsze pytanie od dziennikarza?

Czy mam tatuaż. (śmiech) …halooo, słucham, jesteś?

(śmiech) Największy jajcarz w szatni?

Kilku jest, u nas nie ma tak że jeden-dwóch się wybija, jest ich sporo. Antek Łukasiewicz, Michał Nalepa, Kuba Miszczuk, Tadek Socha. No mówię, sporo. Każdy coś swojego dodaje.

Z jakim sędzią poszedłby pan na piwo?

Chyba z Adamem Lyczmańskim.

Na jedną nóżkę, czy dwie?

Jak już iść to już iść, nie ma co. Po bandzie!

Z którym kolegą z drużyny ruszyłby pan na podryw?

Jako żonaty człowiek nie wypada odpowiadać, grzecznie w domu zostaję.

Który kolega z zespołu zrobi największa karierę?

Michał Nalepa posiada papiery na granie. Ma ten cały pakiet i oby miał też szczęście, bo nie można ukrywać – ono też jest potrzebne. Ale ma charakter mimo młodego wieku, w niektórych meczach poprowadził nas do zwycięstwa. Także widać w nim charakter i umiejętności, a jeśli te dwie rzeczy się łączą, to powstaje dobry zawodnik.

Z kim dzieli pan pokój na zgrupowaniach?

Z Kubą Miszczukiem.

Idol z dzieciństwa?

Gruby Ronaldo, ten oryginalny.

Kto z zespołu napisałby najciekawszą książkę?

Myślę że Antek Łukasiewicz, był w kilku polskich klubach i w Hiszpanii. Czasem poopowiada w szatni.

Najtrudniejszy przeciwnik?

Sporo spotkałem takich w Anglii, bo była tendencja, że ci środkowi obrońcy musieli być wielcy. Na pewno Robert Huth, raz graliśmy przeciwko niemu w pucharze i no, silny gość.

Plany po karierze?

Nie wiem, może coś z piłką, ale może też pójdę w kierunku turystyki.

Trener, z którym chciałby pan pracować?

Trener Niciński, tylko i wyłącznie! Może jeszcze z Nawałką, z opowiadań innych ludzi słyszałem, że to w porządku człowiek.

Ale rozumiem, że z nim w reprezentacji?

Tak, przy okazji.

Najbardziej pamiętny artykuł o panu?

Jakiś konkretny mi nie przychodzi do głowy.

To może nie artykuł, ale ten Turbokozak?

Ha, no tak – antyreklama. Chciałbym go wymazać z pamięci, ale nikt mi nie daje.

Trenuje pan wolne od tego czasu?

Nie, szkoda nóg i stawów skokowych (śmiech)

Ale nie ma już tej konkurencji, to może lepiej by poszło.

Noo, na pewno już bym ostatni nie był!

Sposób na motywację?

Muzyka, lubię na luzie podejść, powygłupiać się. Nie chcę za dużo myśleć o meczu, dopiero gdy wyjdę na rozgrzewkę skupiam się na spotkaniu.

Gdyby nie był pan piłkarzem…?

Nie mam pojęcia. Kiedyś jak młody byłem to chciałem zostać weterynarzem, lubiłem zwierzęta, mama zawsze mnie pyta, czy pamiętam jak chciałem być weterynarzem. Ale ciesze się, że jestem piłkarzem.

Ulubione miejsce w Gdyni?

Za dużo po Gdyni to się nie bywa… Pizza Hut!

To może Sopot?

Nie, za dużo nie wychodzę. Albo trening, albo mecz, albo dom. A Sopot to jeszcze rzadziej, więc nie ma takiego miejsca.

Gdynia czy Bydgoszcz?

No Gdynia, miasto nadmorskie, ładne. Bardzo mi się tu podoba.

Ostatnia książka?

Za dużo ich nie ma, nie ma co się chwalić… Ostatnio czytałem biografię Gascoigne’a, ciekawa, śmieszna.

Ostatni film?

Avengers, oglądałem z synem w niedzielę. Fajny, udało im się, uratowali świat, a już było blisko!

Do you speak English?

Tłoszkę!

Element do poprawy w grze?

Wszystko, wszystkiego po trochu.

Może te rzuty wolne?

No chyba tak!

To teraz trudniejsze – największa zaleta w grze?

Chyba gra głową.

Ile ma pan na 100 metrów?

Dla mnie to już wchodzi pod wytrzymałość. Nigdy nie byłem super na setkę, ale w tych 20 sekundach to bym się zmieścił.

Największy modniś w zespole?

Chyba Tadek Socha. Lubi ubrać te swoje koszule. Takie one są podejrzane, ale stara się chłopak.

Klub, w którym nigdy by pan nie zagrał?

Chyba nie można powiedzieć „nigdy”, w tym zawodzie zawsze trzeba furtkę zostawić otwartą. No, może do Lechii byłoby teraz głupio, choć wiadomo najłatwiej powiedzieć „nie, nie”, a potem różnie może być. Ale do bezpośredniego rywala trudno komukolwiek przejść.

Gej w szatni?

Nie będę go wydawał, prosił, żeby nikomu nie mówić (śmiech). Zaakceptowałbym, ale musiałby dobrze grać w piłkę.

Najładniejsza dziewczyna kolegi z zespołu?

Tylko moja żona, bezapelacyjnie.

Ilu ma pan dziennikarzy na czarnej liście?

Nie mam żadnych.

Mam nadzieję, że nie trafię za te tatuaże…

Właśnie, przypomnij jak się nazywasz?

Sprawdza pan noty po meczach?

Nie. Rzadko kiedy wchodzę i sprawdzam. Nieregularnie, raczej sam wiem czy dobrze zagrałem. Nie potrzebuję o tym czytać.

Alkohol?

Wszystko jest dla ludzi, trzeba wiedzieć kiedy i przede wszystkim ile. W sezonie jak najmniej. A poza sezonem, to trzeba odreagować, zresetować się.

Inwestycje?

Tyle się grało, to trudno byłoby czegoś nie odłożyć. Bardziej idę w nieruchomości.

Co kupił pan za pierwszą premię?

Skrzynkę piw. Jeszcze jak w Łokietku grałem, w Brześciu Kujawskim. Strzeliłem gola w wygranym meczu, a tam był taki zwyczaj, że kto strzelał musiał postawić kratę piw. 83 złote – tyle wynosiła premia za wygraną.

Twitter, Instagram?

Mam Twittera, przyglądam się i czytam, ale bardzo mało piszę. Instagrama nie mam.

Od którego kolegi z zespołu nauczył się pan najwięcej?

Zawsze staram się od każdego coś nauczyć, nie ma tak, że od jednego najbardziej. Gdy byłem młodszy starałem się słuchać starszych.

Gdzie widzi się pan za rok?

Mam nadzieję, że w Arce. No i jeszcze lepiej, w Ekstraklasie.

Pana najlepszy mecz?

Tyle ich było! Trudno tak na gorąco pomyśleć. W tej rundzie, to najlepszy z Wisłą Płock.

Kogo z Arki do …Turbokozaka?

Albo Mateusz Szwoch, albo Michał Nalepa.

Jeśli Arka awansuje, to przyjdzie pan na powtórkę?

Nie stresuj mnie! Nie ma problemu, mogę iść.

…MMA?

Sobieraj, wielki, nabity chłop. Poradziłby sobie w klatce.

…1z10?

Marcin Warcholak. Oczytany chłopak, naprawdę inteligentny, rzuca mądrymi hasłami.

…Trudnych Spraw?

Patrik Lomski.

…Masterchefa?

Kuba Miszczuk.

…Warsaw Shore?

Marcin Warcholak, znowu.