– Pokaż mi swoją ławkę, a powiem ci, jaką masz drużynę – słyszy się czasem tu i ówdzie, głównie w ramach „rezerwowy strzelił gola, to może cyknę jakąś ludową mądrość”. Brzmi jak jedna ze złotych myśli spisanych przez Zbyszka, trenera trampkarzy ze Swornicy Czarnowąsy? Możliwe, ale jednocześnie czasami zdaje się sprawdzać, szczególnie w sytuacji, gdy zespół dziesiątkują kontuzje, kartki i karne relegacje do Klubu Kokosa.
Dlatego też – zanim jeszcze piłkarze zaczną narzekać na trudy sezonu w nogach – postanowiliśmy prześwietlić, jakie ławki rezerwowych mają nasi ekstraklasowicze i ewentualnie co mogą nimi zwojować w nieodległej przyszłości.
Nie odkryjemy Ameryki, pisząc, że szeroka kadra to stan pożądany przez każdego trenera. Zwłaszcza teraz, gdy w sezonie trzeba rozegrać katorżniczą liczbę 37 meczów. Wzięliśmy na warsztat i prześwietliliśmy szczegółowo każdego przedstawiciela Ekstraklasy, skupiając się na następujących sprawach: liczbie goli, asyst oraz jakie miały one przełożenie na punkty. Przyjęliśmy, że bramka i asysta mają taką samą wagę, to znaczy, jeśli wszedł piłkarz z ławki i zaliczył ostatnie podanie, a jego drużyna wygrała powiedzmy 1:0, 2:1, to jego wpływ na komplet punktów był taki sam, jak tego który odwalił główną robotę. Ten sam schemat wykorzystaliśmy przy remisach. Przyjęliśmy też, że gdy akcję zmontowało dwóch zmienników, to jednak ich wpływ liczymy pojedynczo – wywalczyli swojej drużynie trzy a nie sześć punktów.
I jeszcze jedno: nie liczyliśmy tak zwanych asyst z karnego, asyst przy samobójach i tym podobnych kwiatków.
Przejrzeliśmy mecze z 24 kolejek, by mieć szerszy pogląd na sprawę, poza tym teraz właśnie zaczyna się dość newralgiczny okres, gdy trenerzy zaczną kombinować z rotacją, gdy stężenie meczów ulegnie zwiększeniu, gdy pierwsi futboliści zaczną kręcić nosem na obciążenia i tak dalej. Słowem: to ostatni moment, gdy rezerwowi czekają w boksie na ławce, a nie wkręcają się na całego w rotację zespołu.
Wnioski ogólne… raczej nie stanowią powodów do dumy dla klubów. Poza Legią, Pogonią i – wierzcie lub nie – Zagłębiem rezerwowi innych klubów przeważnie byli trenerom potrzebni tak samo, jak łysemu grzebień i głuchemu walkman. Jeszcze inne konkluzje są dość zaskakujące, bo jak tu się nie zdziwić tym, że tacy zmiennicy z czwartej w tabeli Cracovii byli mniej ważni niż rezerwowi ostatniego Górnika? Z Cracovią jest zresztą pewien problem. To dość osobliwy przypadek i to nie tylko na skalę czołówki, ale pierwszej dwunastki w ogóle. Zespół Jacka Zielińskiego jako jedyny w tym gronie nie zdobył choćby punktu dzięki rezerwowym, co stawia go w jednym szeregu ze Śląskiem Wrocław i Wisłą Kraków, czyli ekipami które dół tabeli znają jak własną kieszeń (a i ławkę mają imponującą jak dworzec w Kutnie nocą).
Trzeba jednak uczciwie spojrzeć na drugą stronę medalu, bo nie jest tak, że dublerzy to kompletni gamonie, którzy nie nadają się kompletnie do niczego. Krakowianie wiele meczów wygrywali kilkoma bramkami i akurat w tych starciach rezerwowi mieli dość szerokie pole do popisu. Przykład pierwszy? Mecz z Lechią w listopadzie, wygrany 3:0, w którym Łukasz Zejdler wbiegł na boisko i wyłożył dwie piłki swoim kolegom. Drugi? Dwa tygodnie później to samo uczynił Jakub Wójcicki, który dwoma ostatnimi podaniami przyczynił się do oklepania Podbeskidzia. Zdarzało się też, że zmiennicy wchodzili i strzelali parafkę w protokole przegranego meczu, za co rzecz jasna punktów nie ma.
Spójrzmy na drugi biegun. Okazuje się, że do gromadzenia punktów do swojej kolekcji wcale nie potrzeba super zmienników, którzy będą bić gole i asystować na pstryknięcie palcem. W ten schemat wpasowują się Pogoń Szczecin i Zagłębie Lubin. Portowcy na dobre zaprzyjaźnili się z ligową czołówką, a Miedziowi balansują na krawędzi grupy mistrzowskiej i spadkowej. Obie ekipy łączy za to sposób punktowania. Jeżeli wygrywają, to skromnie, bez zbędnego huku, najczęściej jednym lub dwoma golami.
Naturalną koleją rzeczy jest, że jeśli już pojawiali się na boisku dublerzy w tych drużynach i udawało się coś wcisnąć, to później okazywało się na wagę trzech punktów. Zarówno Pogoń, jak i Zagłębie w badanym przez nas zakresie meczów po sześć oczek zawdzięczają ławkowiczom. To tylko o jeden mniej od Legii, która przecież kadrowo łyka większość ekip jako przystawkę.
Gdzie w takim razie szukać Lechii Gdańsk, w której kadra jest szersza niż biodra Kim Kardashian? Na pewno nie w kręgu najlepszych, tylko raczej w sąsiedztwie Cracovii. Na wybrzeżu sytuacja jest naprawdę bardzo podobna do tej przy ulicy Kałuży. Co z tego, że zmiennicy potrafią wejść, przywalić gola, poczęstować asystą, jeśli dzieje się to wtedy, kiedy na boisku jest już pozamiatane? Do tej pory zdarzyło się tylko raz, aby zmiennik rozstrzygnął o wyniku, no i było to już dość dawno – w sierpniu. Wtedy Lukas Haraslin wsadził piłkę do siatki na Wiśle w zremisowanym 3:3 meczu. Ani wcześniej, ani później rezerwowi nie zbawiali gdańszczan. Znaczna część stawki gniecie się w okolicach środka naszego zestawienia z ledwie trzema punktami zdobytymi przez dublerów.
Swoje miejsce w tej ciasnocie znalazł choćby Górnikowi Łęczna, który może pochwalić się najlepszym jokerem w całej lidze, czyli Bartoszem Śpiączką. Chłopak wchodził z ławki 11 razy i w tych meczach czterokrotnie ładował gole. Są też trzy ekipy, które dzięki zmiennikom zdobyły cztery punkty i tylko nieśmiało wybijają się ponad ligową szarotę. To Jagiellonia, Lech i Piast Gliwice. W tym ostatnim zespole lwią robotę robił Gerard Badia, który co wszedł, to siał wiatr, a ostatecznie zgromadził trzy trafienia i jedno ostatnie podanie. W Jadze prym wiódł Piotr Grzelczak (3 gole, 1 asysta), a w Lechu na najlepszego zmiennika wyrósł Dawid Kownacki z trzema golami zdobytymi w ten sposób.
Gdy więc weźmiemy hasło ze wstępu i zestawimy z rzeczywistością, to owszem, mogłoby pasować, ale właściwie tylko do Legii Warszawa. Z drugiej jednak strony mamy świadomość tego, że liczba zdobytych przez zmienników punktów nie oddaje w pełni znaczenia/siły danej ławki rezerwowych. Jak już wspomnieliśmy, zdarzały się przecież mecze, w których sprawa wyniku była wyjaśniona jeszcze przed przerwą, a rezerwowi wchodzili, by tylko ostatecznie ukręcić łeb konającemu przeciwnikowi. Tacy piłkarze nabijali jednak statystyki głównie pod siebie, a przecież do wygrania ligi bądź utrzymania się w niej potrzeba konkretnej liczby punktów. Stąd też to właśnie na punktach się skupiliśmy.
Po 24 kolejkach:
Legia Warszawa / gole jokerów: 5 / asysty jokerów: 6 / przełożenie na punkty: 7
Pogoń Szczecin / g: 2 / a: 1 / p: 6
Zagłębie Lubin / g: 2 / a: 1 / p: 6
Lech Poznań / g: 4 / a: 5 / p: 4
Jagiellonia Białystok / g: 4 / a: 3 / p: 4
Piast Gliwice / g: 3 / a: 1 / p: 4
Ruch Chorzów / g: 5 / a: 2 / p: 3
Górnik Łęczna / g: 4 / a: 3 / p: 3
Podbeskidzie / g: 2 / a: 2 / p: 3
Korona Kielce / g: 1 / a: 0 / p: 3
Górnik Zabrze / g: 0 / a: 1 / p: 3
Termalica Nieciecza / g: 1 / a: 1 / p: 2
Lechia Gdańsk / g: 4 / a: 5 / p: 1
Cracovia / g: 4 / a: 5 / p: 0
Śląsk Wrocław / g: 3 / a: 1 / p: 0
Wisła Kraków / g: 3 / a: 1 / p: 0
Mariusz Grzegorczyk

