Tego meczu nie można nazwać pogromem. Zbyt ładnie i wysublimowanie. Jedyne słowo, jakie przychodzi nam na myśl to rozjebunda. Cztery gole, czyli te, które na 29. urodziny zafundował sobie Dado Prso to dużo, ale były zaledwie mniejszym wycinkiem z kolorowego tortu, który tamtego wieczora upiekli pozostali piłkarze Monaco i Deportivo La Coruna. Przede wszystkim Monaco, które dwanaście lat temu wygrało 8:3, ustalając rekord meczu z największą ilością bramek w Lidze Mistrzów. 

Wystrzałowe urodziny Dado Prso. Monaco demoluje Deportivo

Trudno było spodziewać się podobnego huraganu, skoro w pierwszym meczu jedynego gola zdobył Diego Tristan, czym zapewnił Depor trzy punkty. W drugim spotkaniu też trafił, nawet dwukrotnie, ale była to tylko kropla w morzu potrzeb, jeśli piłkarze z La Corunii myśleli o jakimkolwiek korzystnym rezultacie.

Jeśli chodzi o Monaco, to obawiano się, że na dyspozycji zespołu odbije się brak superstrzelca, wypożyczonego z Realu Fernando Morientesa. Był kontuzjowany, ale czuwał, oglądając spotkanie z trybun, w towarzystwie swojego byłego partnera z napadu Królewskich – Raula. Przed meczem Didier Deschamps powiedział do Prso, że okazja do gry będzie dla niego świetnym prezentem urodzinowym. I on ten prezent wykorzystał na tysiąc procent. Monaco zrobiło z przeciwników miazgę, a kilka miesięcy później awansowało do finału Ligi Mistrzów. Evra, Giuly, Rothen… To była paczka.

Nie będziemy opisywać wszystkich bramek, bo wyszedłby z tego tekst na dziesięć tysięcy znaków. Dla wnikliwych i mających dłuższą chwilę: skrót.

Liczba komentarzy: 4
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments