Na spokojnie, na trzecim biegu, bez niepotrzebnego dodawania gazu zwiększającego spalanie. Właśnie tak Barcelona poradziła sobie z BATE Borysów, chociaż pisanie „poradziła” i tak jest dla Białorusinów sporą nobilitacją. Piłkarze Luisa Enrique po prostu nie silili się na wyższą wygraną. Popykali, trochę postrzelani i mogli spokojnie opuścić Camp Nou z poczuciem spełnionego obowiązku. Trzy do zera i do domku. 

Willian uratował tyłek Mourinho, Neymar zabawił się z BATE

Jedynie pierwsze minuty mogły zwiastować cokolwiek niespodziewanego, czyli na przykład jakiś szczególny popis Marca-Andre ter Stegena. Obyło się bez takich. Jedyne, co przychodzi nam do głowy ze strony BATE, to strzał z rzutu wolnego. Rzeczywiście niezły, silny, ale zdecydowanie w zasięgu niemieckiego bramkarza Barcy. Napisalibyśmy, że był to mecz bez historii, ale już widzimy minę Neymara. Chłopak z Brazylii dał dziś nie pierwszy w tym sezonie indywidualny popis, czarując przy każdej z trzech bramek. Dwie zdobył sam, przy jednej asystował Suarezowi. Pod nieobecność Messiego najwyraźniej poczuł, że musi udźwignąć status największej gwiazdy, ale kompletnie mu on nie ciąży. Tańczył z piłką, podawał, strzelał. Jeśli mielibyśmy obejrzeć powtórkę tego meczu, to wyłącznie z jego powodu.

***

Upiekło się natomiast Chelsea, która dość szczęśliwie wygrała 2:1 z Dynamem Kijów, bramkę na 2:1 zdobywając na siedem minut przed końcem. Ale za to jaką bramkę! Willian zdecydowanie wyróżniał się z londyńskiej szarzyzny, a jego strzał z rzutu wolnego to po prostu majstersztyk. Szowkowskij (Jezu, on jeszcze broni) nie miał żadnych szans. W tamtym momencie z serca Jose Mourinho spadł nie tyle kamień, co głaz narzutowy. Ciekawe co w razie przegranej powiedziałby dziennikarzom, bo limit „nie mam nic do powiedzenia” został raczej wykorzystany. Na szczęście dla niego Chelsea zwycięstwo wyrwała.

***

Do grona klubów pewnych wyjścia z grupy dołączył Zenit. Dziś po dwóch golach Dziuby rozwalili Olympique Lyon i ciągle nie stracili nawet punktu. Czar pęka, kiedy dodamy, że w ich grupie nie ma ani jednego faworyta. Same ogórki, rzecz jasna w perspektywie dalszych faz Ligi Mistrzów. Chciałoby się napisać, że chłopcem do bicia na pewno nie jest Valencia, ale dziś wtopili nieprawdopodobnie, przegrywając z belgijskim debiutantem, czyli Gent. A Lyon jak do tej pory zebrał jeden punkt. Oj, jak oni tam muszą tęsknić za Juninho i Sonnym Andersonem.

Liczba komentarzy: 7
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments