Habemus portero, czyli mamy bramkarza. Od spotkania ligowego z Betisem kibice Realu używają tego hasztagu, wspominając na twitterze o genialnym Kostarykaninie. Nawiązanie do finalnego momentu papieskiego konklawe zupełnie nieprzypadkowe, bo bramkarz Królewskich całe życie oddaje w ręce Boga. Zapraszamy do zapoznania się z sylwetką golkipera, który od kilku tygodni rozkochuje w sobie cały piłkarski świat.

Anioł w bramce Realu Madryt. Poznajcie historię Keylora Navasa

Czyste życie kluczem do sukcesu
Pura vida. Typowe powiedzenie osób żyjących w kraju leżącym nad Morzem Karaibskim. Kostarykanie zwrotu dosłownie oznaczającego czyste życie używają zawsze, gdy sprawy układają się po ich myśli. Dzień dobry, niech żyje życie, wszystko dobrze, jest pięknie. Słowa te przeczytamy niemal w każdym poście dodawanym na portalach społecznościowych przez Keylora. Frazę w odniesieniu do Navasa możemy interpretować dosłownie, bo czyste życie w zgodzie z Bogiem jest dla tego skromnego człowieka sprawą absolutnie nadrzędną. Nawet po obronie karnego w derbach z Atletico, podniósł prawą rękę w górę i krzyknął „Dziękuję Boże”. Tuż przed rozpoczęciem każdego spotkania bramkarz Realu klęka z dłońmi uniesionymi ku górze i prosi o zdrowie. – Reszta przyjdzie sama. Wiarę zaszczepili we mnie dziadkowie. Wiem, że na wielu stadionach jestem wyszydzany, ale nie robię tego na pokaz. Czytam Biblię codziennie, a moim ulubionym cytatem jest fragment listu do Galatów, który mówi, że gdybym chciał się przypodobać ludziom, nie byłbym sługą Boga. Wszystko, co mam, dał mi On – mówi Keylor.

Żyjemy w czasach piłkarskich dyplomatów, a barwne wypowiedzi futbolistów zdarzają się równie rzadko, jak gole strzelane Navasovi. Są tacy, którzy zawsze mówią, że dali z siebie wszystko, a Keylor na każdym kroku dziękuje Bogu. Uwierzcie, że czytając jego wypowiedzi, nie znajdziecie takiej, w której nie ma słowa o Stwórcy. Jesteście ciekawi, gdzie Navas poznał swoją piękną żonę Andreę Salas? Jasne, że w miejscu modlitwy. Był 2008 rok. Zmysłowa modelka pozująca w rozbieranych sesjach była zagubiona i szukała ukojenia dla duszy. Przeżywała trudny czas, bo dodatkowo rozwiodła się ze swoim byłym mężem. Keylor natomiast dziękował za wyleczenie urazu kolana. Spotkali się w ewangelickim zborze w Santa Ana, ale początkowo Andrea odrzucała zaloty będącego na dorobku piłkarza. Jej przyszły małżonek zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, przesłał jej kwiaty i zdobył zaufanie jej córki Danieli. Właśnie ona była jednym z kluczy do serca Andrei. Rok później wzięli ślub cywilny, na świat przyszedł ich syn Mateo, a w sierpniu tego roku związali się sakramentem małżeństwa w tym samym miejscu, w którym zobaczyli się po raz pierwszy. – Przed każdym spotkaniem Keylora klękamy całą rodziną, a Daniela prosi Boga o wysłanie aniołów, mających nad nim czuwać. Później mój mąż jest bardzo spokojny i świetnie wykonuje swoją pracę – wyznaje żona Andrea.

Keylor - foto 1Bóg, Rodzina.

Tato, ja chcę bronić jak on!
Niespełna 29-letni dziś Keylor, swoje dzieciństwo spędził na przedmieściach niewielkiego San Isidro. Jego mama Sandra Gamboa jest nauczycielką, a tato Freddy Navas byłym piłkarzem. Chociaż ojciec opuścił rodzinę, wyjeżdżając do USA, gdy Keylor miał 5 lat, to poniekąd dzięki niemu możemy cieszyć oko na widok spektakularnych parad golkipera Realu. – Ojciec zabrał mnie na trening lokalnej drużyny i wtedy już wiedziałem, kim chcę zostać. 12-letni bramkarz zasłonił bramkę i wykonał paradę, a ten obraz naznaczył moje życie, mam go przed oczyma do dziś. Powiedziałem tacie, że chcę być jak tamten chłopak. Wtedy rzucił futbolówkę w moją stronę, a ja ją złapałem. Od tego momentu spełniam marzenia – opowiada kostarykański golkiper.

Klubem, w którym Navas zbierał pierwsze bramkarskie szlify był ADEFIP de San Isidro. Młody Keylor dojrzewał z każdym dniem, bo w celu dotarcia na niemal codzienne treningi, musiał pokonać ok. 10 km pieszo. – Ludzie twierdzili, że on może zajść daleko. Miał niesamowite zacięcie, a do tego już wtedy wyróżniał się siłą i zwinnością. Często podczas treningów wystawiano go w polu, dzięki temu teraz dobrze gra nogami – wspomina dyrektor szkółki Guillermo Trejos.

Od 2005 roku golkiper reprezentował barwy Deportivo Saprissa z San Jose, a transfer wyniósł 2 tys. dolarów. Wraz z klubem ze stolicy zdobył 7 tytułów, a w 2010 roku przeniósł się do drugoligowego hiszpańskiego Albacete. Następnym krokiem było Levante, gdzie przez dwie kampanie ligowe musiał zadowolić się jedynie rolą rezerwowego. Genialnym sezonem 2013/14, po którym został wybrany najlepszym golkiperem ligi, otworzył sobie furtkę do większego klubu.


Przecież to jest niemożliwe…

Marzenie stało się REALne
Chyba sam wtedy nie myślał, że trafi do drużyny swoich marzeń. Real przyglądał się Keylorowi wcześniej, ale to niesamowity mundial w jego wykonaniu dał władzom Los Blancos podkładkę pod transfer. Bramkarz nie chciał słyszeć o przenosinach do Bayernu ani innego z europejskich potentatów. – Od zawsze pragnąłem grać dla Realu. Gdy byłem mały, wymyślałem, że bronię bramki Królewskich. Spełniłem swoje marzenie, a teraz moim celem będzie wywalczenie miejsca w podstawowej jedenastce – mówił podekscytowany.

(Kibicom Realu pozostaje się cieszyć, że bramkarz ostatecznie nie trafił do krakowskiej Wisły, bo raczej dziś ich idolem byłby ktoś inny.)

Już po kapitalnej paradzie po strzale Juana Vargasa podczas warszawskiego debiutu z Fiorentiną, madridistas stworzyli hasztag, mówiący że ich bramkarzem jest Keylor. Wielu z nich domagało się w bramce Kostarykanina, ale on wiedział, na co się pisze. Trener bramkarzy w sztabie Ancelottiego Villiam Vecchi był wręcz zdumiony fantastycznymi umiejętnościami nowego golkipera, ale Carletto jasno stwierdził, że jego jedynką jest Iker. Keylor co prawda wystąpił w 11 spotkaniach, w których puścił 8 goli, ale szansę zmarnował. – Bramkarz, który nie ma rytmu gry i nie czuje zaufania, nie może pokazać pełni swoich umiejętności. To, że nie chodziłem do prasy, by się poskarżyć, nie znaczyło, że wszystko jest w porządku. Ten rok był bardzo trudny, ale wyciągnąłem z niego wiele pozytywnych wniosków. Nie poddam się i będę walczył. Pragnę zostać w Realu, ale tylko Bóg wie, co się stanie – mówił po zakończonym sezonie 2014/15.

Odejście Ikera Casillasa do Porto wcale nie dawało pewności, że czas Keylora nadszedł, bo podczas okresu przygotowawczego wielu madridistas wolało widzieć między słupkami Kiko Casillę. Twierdzili, że jest lepszym golkiperem, a Navas nie gwarantuje drużynie niezbędnego spokoju. Inaczej sprawę widział Rafa Benitez, który od początku jasno postawił na Kostarykanina. Keylor jest największym beneficjentem zmiany na ławce trenerskiej, a nowemu szkoleniowcowi odpłaca się w najlepszy z możliwych sposobów. – Teraz mamy trenerów, którzy we mnie wierzą. Wciąż będę pracował, żeby być jeszcze lepszym. Chcę dawać wiele radości tym fantastycznym kibicom, bo oni zawsze mnie wspierają – mówi Keylor.

Keylor - foto 2To, co koty lubią najbardziej

Keylormania trwa w najlepsze
Błogosławiony fax Manchesteru United, albowiem dzięki niemu mamy w bramce anioła, którzy nas strzeże – zabawna parafraza 8 błogosławieństw wymyślona przez fanów Realu ma w sobie sporo prawdy. Jasne, że problem był bardziej złożony, ale właśnie rzekomo spóźniony fax stał się synonimem nowego życia Keylora. Ostatni dzień okienka transferowego był dla Navasa – jak sam mówi – najgorszym w jego życiu. Nie chciał odchodzić z klubu swoich marzeń, ale zrozumiał, że to David De Gea będzie podstawowym golkiperem Los Blancos. Testy medyczne w klinice Sanitas, czekający prywatny samolot z biletem do deszczowej Anglii, łzy piłkarza i jego żony. Jak wszyscy doskonale wiemy, wymiana Navas – De Gea do skutku nie doszła. – Poprosiłem Boga, żeby to on zdecydował. Ta sytuacja to już przeszłość, teraz jestem szczęśliwym człowiekiem. Dam z siebie wszystko dla Realu Madryt – zapowiadał kilka dni po końcu sagi transferowej.

Jak obiecał, tak zrobił. Już wcześniej fani na dobre pokochali Keylora, bo podczas występu z Betisem Bernabéu po raz pierwszy skandowało jego imię, a Emilio Butragueño po tym meczu stwierdził, że jest on bramkarskim kotem. W obecnym sezonie jest wręcz spektakularny, a cuda wykonywane przez niego między słupkami łamią prawa fizyki. 3 stracone bramki w 11 spotkaniach to nie lada wyczyn, tym bardziej że Navas może pochwalić się ponad 90% skutecznością obronionych piłek, co jest najlepszym wynikiem w czołowych ligach Europy. Z każdym meczem golkiper Realu gra coraz lepiej, a prawdziwy popis geniuszu dał podczas wyjazdowego starcia z Celtą. Występem zachwycali się wszyscy fani kopanej, a trener zespołu z Vigo Eduardo Berizzo powiedział, że Navas obronił 5 pewnych goli. Trochę przesadził, ale jedno jest pewne. Jego ekipa przegrała przez bramkarza gości.

Madridistas są oczarowani swoim nowym idolem. Nawet czarny kolor korków wiele mówi o charakterze tego chłopaka. Niezwykła skromność, pokora i piekielnie ciężka praca pomogły mu dojść na szczyt. – Słyszałem, że Keylor trenuje jak zwierzę. Szkoda, że nie był podstawowym bramkarzem w zeszłym sezonie, bo moglibyśmy osiągnąć lepsze wyniki – powiedział niedawno Paco Buyo, bramkarska legenda Realu.

Skala uwielbienia Navasa jest potężna. Kibice częściej niż jego prawdziwego nazwiska, używają słowa Keylord, i wcale nie chodzi o takiego lorda, jakim jest Nicklas Bendtner. Był Święty Iker, a teraz oglądamy ikony z wizerunkiem San Keylora. Sam Albert Einstein rozszerzył swoje słynne powiedzenie o dwóch rzeczach nieskończonych. Teraz do wszechświata i ludzkiej głupoty dopisano parady Navasa. Kilka dni temu były bramkarz reprezentacji Anglii David James stwierdził, że Keylor jest lepszy od De Gei, a Hiszpan nie miałby obecnie szans na bycie numerem 1 w Realu. Kot, Człowiek Guma, Pantera, Sokół, Bramkarzycho – to tylko kilka z nowych niezliczonych pseudonimów Navasa. Po każdej paradzie reprezentanta filozofii Pura Vida coraz mocniej obrywa się Ancelottiemu, który zdaniem wielu – jak Edward Potok – się skompromitował. Cóż, przynajmniej Alfredo Di Stefano, patrząc z góry, z pewnością jest szczęśliwy. Rok przed transferem bramkarza do Realu, nieżyjąca już legenda odpowiadała na pytania czytelników dziennika Marca. Pan Alfredo zapytany o najlepszego bramkarza odpowiedział, że najbardziej podoba mu się nie kto inny, a Keylor Navas. Don Alfredo odszedł 7 lipca, a Keylord do Realu dołączył 3 sierpnia. Być może w hołdzie dla największego wśród Królewskich?

Obserwując w akcji Kostarykanina, widzimy niezwykle poważną, skoncentrowaną i pewną siebie twarz. Keylor broni tak, jakby w każdym meczu walczył o życie, bo w zasadzie tak jest. Już dziś Anioł z przedmieść San Isidro może postawić kolejny kroczek na drodze, której metą będzie jasna deklaracja Florentino „Naszym bramkarzem jest Keylor Navas, nie potrzebujemy Davida De Gei”.

Damian Sokołowski