Reklama

Pół roku na ławce – czy Malarz po cichu kończy karierę?

redakcja

Autor:redakcja

16 września 2015, 10:11 • 3 min czytania 0 komentarzy

Jak najlepiej podsumować ostatnie pół roku Arkadiusza Malarza w Legii? Chyba po prostu minutą ciszy. Jakkolwiek patrzeć, jeden z najlepszych bramkarzy ligi od sześciu miesięcy nawet nie podnosi się z ławki rezerwowych. Nie gra nigdzie, nie licząc III-ligowych rezerw, gdzie raz na jakiś czas trochę się porusza i – tak jak w sobotnim meczu z Oskarem Przysucha – wpuści cztery gole.

Pół roku na ławce – czy Malarz po cichu kończy karierę?

Jeśli chodzi o pierwszą drużynę, to mamy tu istny dramat. Od pamiętnego meczu z Lechem, w którym Malarz – jak sam wyjaśniał – zasłaniał twarz przed piłką, Berg nie daje mu powąchać murawy. 35-letni golkiper nie wyszedł na boisko nawet u boku Pablo Dyego i Michała Kopczyńskiego w najwcześniejszej dla Legii rundzie Pucharu Polski oraz nie objęły go żadne ligowe rotacje Norwega. Jego największe zasługi dla pierwszej drużyny na przestrzeni ostatniego półrocza to:

– pomoc w rozgrzewce Dusana Kuciaka
– szybkie podanie piłki, które umożliwiło koledze błyskawiczny wyrzut z autu
– motywacyjne okrzyki z ławki
– żart, którym rozbawił Marka Saganowskiego.

Po czerwonej kartce w meczu z Lechem Malarz wisiał przez jeden mecz, a trzydzieści kolejnych w całości spędził na ławce rezerwowych. A to daje już bite 45 godzin siedzenia. Z pewnością nie o tym marzył, zwłaszcza że przychodził do Legii jako jeden z najlepszych bramkarzy ligi, a według not Weszło ustępował jedynie Bartłomiejowi Drągowskiemu. Ponadto o jego pozycji niejako świadczyła kwota odstępnego w wysokości pół miliona złotych, przez którą stał się jednym z najwyższych transferów w historii Ekstraklasy w swojej kategorii wiekowej.

Powiecie, że głównym celem sprowadzenia Malarza było wywarcie presji na Kuciaku i to się Legii udało. Słowak faktycznie zaczął bronić lepiej, ale to trochę ryzykowne twierdzić, że bez doświadczonego rywala cały czas grałby padakę. O ile dobrze pamiętamy, Dusan notował już fantastyczne mecze bez rywalizacji z Malarzem i zapewne prędzej czy później mógłby ogarnąć się sam. Tym bardziej, że na chwilę obecną Kuciak po prostu nie ma prawa odczuwać jakiejkolwiek presji ze strony rywala, któremu nie oddał nawet minuty z ostatnich 30 spotkań.

Reklama

Potwierdza to też reakcja Legii na ofertę last minute na Kuciaka. W klubie zapanowała panika, bo nikt nie wyobrażał sobie, by na resztę rundy drużyna została z Malarzem i podobno utalentowaną młodzieżą. Słowaka więc nie puszczono, bo trzy miesiące z byłem bramkarzem Bełchatowa między słupkami to sytuacja, której nikt w Legii nie był w stanie sobie wyobrazić.

A Henning Berg też nie wygląda nam na gościa, który nagle miałby zmienić zdanie i dawać szanse swojemu drugiemu bramkarzowi. Nadzieją dla Malarza może więc być jedynie kontuzja Kuciaka lub jakaś czerwona kartka. I pewnie bardzo na to liczy, bo w końcu wypadałoby zmazać plamę po siatkarskim kontakcie z piłką (na zdjęciu tytułowym), który na dziś jest ostatnim w jego profesjonalnej karierze.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...