Reklama

Przespaliście? Żałujcie! Najlepsza Argentyna od lat!

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

01 lipca 2015, 07:35 • 3 min czytania 0 komentarzy

Bardzo długo Argentyna czekała na taki mecz na imprezie mistrzowskiej. Biorąc pod uwagę siłę rażenia, którą w ataku dysponowali kolejni selekcjonerzy, ciężko to uzasadnić. Spójrzmy na trzy ostatnie turnieje – pomijając gładką wygraną 3-0 z Kostaryką na ostatnim Copa, Messi i spółka nie potrafili niszczyć rywali, choć zawsze mieli w rękach wszystkie środki ku temu. Jeśli wygrywali, to zazwyczaj tylko różnicą jednej bramki. Męczyli się, nawet z „potęgami” pokroju Iranu czy Jamajki. Dopiero dzisiejszej nocy maszynka do zdobywania goli popracowała na właściwych obrotach. Nie było czego zbierać. 6:1.

Przespaliście? Żałujcie! Najlepsza Argentyna od lat!

Ten półfinał miał być szlagierem. Argentyna spotkać się miała z Brazylią – mającą swoje problemy, ale niebezpieczną. W ćwierćfinale Paragwaj pokrzyżował jednak plany kibiców na całym świecie. Doszło więc do powtórki z pierwszego meczu grupowego, sprzed niecałych trzech tygodni. Albicelestes gdzieś z tyłu głowy musieli mieć zakodowane, że to rywal, którego nie mogą zlekceważyć. Do końca, nawet jeśli mecz będzie układał się po ich myśli.

I tak też się stało. Dwie asysty Messiego – który na dobre zrzuca maskę egzekutora i zakłada tę przeznaczoną dla dyrygenta – gole Rojo oraz Pastore i pewne prowadzenie po pół godziny gry. Rywal po knock-downie, słania się na nogach, w dodatku traci dwóch podstawowych piłkarzy już w pierwszej połowie – z powodu kontuzji boisko opuszczają Derlis Gonzales i Roque Santa Cruz. Pora na cios kończący zabawę?

Nie, nic z tych rzeczy. Dzieje się coś symptomatycznego dla tej drużyny. Pozwala ona wrócić przeciwnikowi do gry. Jeden prosty błąd w obronie i Barriosowi pozostaje tylko pokonać Romero. W tym momencie utrata dwubramkowego prowadzenia musiała być bardzo żywym wspomnieniem.

Gerardo Martino przed spotkaniem zapowiadał, że priorytetem dla jego drużyny będzie powtórzenie gry z pierwszej połowy meczu z Paragwajem w fazie grupowej. Były trener Barcelony mówił, że chce, by jego ekipa zawsze prezentowała taki futbol, jak w trakcie tamtych 45 minut. Radosny, a zarazem wyrachowany. Dziś, w trakcie drugiej połowy, jego piłkarze dostarczyli mu nowy punkt odniesienia na przyszłość. Teraz przed każdym kolejnym meczem powinien mówić: chcę, by mój zespół funkcjonował tak jak w trakcie tego wieczoru.

Reklama

Wielki mecz, koncert. Zdarzało się wam przysypiać na meczach Copa America? Tym razem nie było takiej opcji. Dwa gole di Marii, panowanie na murawie, ataki pełne pasji. Paragwajczyków dobili Aguero i Higuain. Do pełni szczęścia kibicom zabrakło chyba tylko bramki Messiego, który nakręcał wszystkie akcje Albicelestes. – To straszne, jakie wiele kosztuje mnie tutaj zdobywanie bramek – mówił po spotkaniu ćwierćfinałowym. Sam nie jest zadowolony za swojej postawy, ale to perfekcjonista. Czy można się z nim zgodzić, skoro dziś wykreował swojej drużynie sześć bramkowych sytuacji i zaliczył trzy asysty?


Paragwaj powalczy jeszcze o brąz, piłkarze Diaza, mimo sromotnej klęski, będą mogli wrócić do ojczyzny podniesioną przyłbicą. Argentyna w finale zagra z gospodarzami, z rozpędzoną ekipą Chile. Sobota, godzina 22. Zaznaczcie sobie tę datę w kalendarzu na czerwono. Znów będzie można zobaczyć najlepszą Argentynę od lat.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...