To już nie jest w żaden sposób zabawne, ani absurdalne. To po prostu ohydne i obrzydliwe, a w dodatku bardzo niebezpieczne. Po raz drugi na przestrzeni kilku miesięcy w Katarze aresztowano ekipę dziennikarzy, którzy chcieli pokazać choć skrawek mrocznego wnętrza błyszczącej szafy, jaką jest operacja „Katar 2022”. Mistrzostwa Świata w 2022 roku już teraz można określić mianem mistrzostw hańby, gdyby nie fakt, że to określenie zarezerwowano już dla nadchodzących MŚ w Rosji w 2018 roku.

Co musiałby zrobić Katar, by FIFA zareagowała?

Jak to w ogóle brzmi? Najpierw mundial na terenie agresora odpowiedzialnego za potężny bajzel we wschodniej części Ukrainy, a już cztery lata później turniej na pustyni, którą użyźni krew setek robotników, którzy stracą życie przy realizowaniu fanaberii szejków i piłkarskich możnowładców.

Wróćmy na moment do dziennikarzy. O tym, że warto zbadać proces budowy nowych stadionów w Katarze nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Jesienią dziennikarze „Guardiana” ujawnili dokumenty obrazujące jak ryzykowna jest praca przy budowie obiektów – opierając się na oficjalnych notach urzędników biedniejszych państw azjatyckich dotarli do danych, według których już na początku 2014 roku projekt „mistrzostw na pustyni” pochłonął przeszło 1300 ofiar, głównie robotników umierających z wycieńczenia lub w wyniku nieszczęśliwych wypadków na placach budowy.

Nic dziwnego, że do Kataru jeździ się nie po to, by zachwycać nowoczesnymi budynkami i śmiałymi, wręcz bezczelnymi planami rozbudowy infrastruktury, ale by sprawdzić jak fatalnie traktowani są robotnicy budujący fundamenty pod świetną zabawę rodziny FIFA na nadchodzących mistrzostwach.

Katarczycy zorientowali się jednak, że im więcej dziennikarzy, tym gorzej dla ich wizerunku, który – delikatnie rzecz ujmując – nie jest w tym momencie najlepszy. Jeszcze w marcu zatrzymano niemieckich dziennikarzy filmujących miejsce zakwaterowania robotników z Nepalu i Bangladeszu. Dziś zaś BBC poinformowało, że reporterzy tej stacji spędzili dwie noce w areszcie, za próbę odłączenia się od „oficjalnej” wycieczki i zerknięcia za kulisy całej operacji.

Wizyta dziennikarzy miała być elementem „ocieplania wizerunku” Kataru – na specjalne zaproszenie tamtejszych władz przyjechali dziennikarze z wielu redakcji. Cytowany przez agencje prasowe szef biura prasowego katarskiego rządu, Saif al-Thani, zarzucił reporterowi BBC złamanie prawa przez próbę przedostania się na teren prywatny. Wyjaśnił, że ekipa BBC, nie czekając na zorganizowaną przez władze wizytę, próbowała w nocy na własną rękę przedostać się do obozu, w którym zakwaterowani byli robotnicy.

Niestety, pytania o tak zdecydowaną reakcją Kataru jedynie nasilają wątpliwości wobec charakteru wizyty dziennikarzy i różnic między „oficjalną trasą wycieczki”, a brudną rzeczywistością. Gdy dodamy do tego wciąż rosnące liczby ofiar wśród robotników, dostajemy obraz znany z filmów sensacyjnych. W końcu pieniądz lubi ciszę…

W całym tym katarskim szaleństwie najbardziej boli jednak reakcja FIFA, a właściwie… brak reakcji. Zacytujmy tvn24.pl:

FIFA wyraziła zaniepokojenie przypadkami „ograniczania wolności prasy”, ale – jak podkreśliła – media muszą uzyskać niezbędne pozwolenia, by filmować w krajach będących gospodarzami mistrzostw świata.

Zaniepokojenie. Największy kaliber. Wypalono do tych biednych Katarczyków z najsilniejszych armat. Normalnie pomyślelibyśmy – chyba ci czcigodni goście z federacji mieli moment słabości i dali się skorumpować. Ale za chwilę przypomnieliśmy sobie, że wewnętrzne śledztwo FIFA wykazało, że wszystko „odbyło się demokratycznie”.

Setki tysięcy robotników z Kataru i wszyscy dociekliwi dziennikarze odetchnęli z ulgą.