Przecież byłby to nie pierwszy raz. Pamiętamy owację na stojąco dla Alessandro Del Piero. Realu nie ma już w Pucharze Króla, a kilka dni temu właściwie pogrzebał szanse na mistrzostwo Hiszpanii. Liga Mistrzów to ostatni realny front, na którym mogą cokolwiek ugrać. Będą spięci, skupieni. „Albo do Berlina, albo do piekła” – dorzuca do ognia hiszpańska prasa. A piłkarze Juventusu tak naprawdę niczego nie muszą.

Dla Realu Berlin albo piekło. Juve rozrusza towarzystwo na Bernabeu?

Czy wygrana 2:1 w pierwszym meczu daje Juventusowi jakikolwiek spokój?

Można powiedzieć, że albo absolutnie minimalny, albo żaden. Realowi do awansu wystarczy przecież zdobycie jednej bramki, a Cristiano Ronaldo sam równie dobrze może walnąć i trzy. Szczególnie kilka dni po nieformalnym przegraniu mistrzostwa Hiszpanii, jakim był remis z Valencią, po którym wyglądał jakby zmarł mu ktoś bliski. Spodziewamy się, że wyjdzie naładowany bardziej niż króliczek Duracell.

Juventus udowodni, że już nie jest młodszym bratem wielkich europejskiej piłki?

Nie wiem jak wy, ale my ciąglę łapiemy się na tym, że wciąż traktujemy Juventus jako gigantyczną niespodziankę. Młodszego brata, który został wysłany na randkę jako przyzwoitka, czy gościa w podartych ubraniach, który na imprezę dostał się tylnymi drzwiami. Każdy kolejny awans traktujemy jak niespodziankę. Najwyższy czas zmienić podejście i zacząć postrzegać Starą Damę jako jeden z najlepszych klubów w Europie. Wcześniej eliminowali kluby spoza absolutnego topu – Borussię Dortmund i AS Monaco. Półfinał to bardzo dużo, ale ogranie Realu byłoby jak oficjalne włączenie do grona mistrzów.

20150513_114809_12546_immagine_ts673_400

W czym Włosi mogą upatrywać swoich szans?

Przede wszystkim w słabościach Realu, który nie jest już tak błyskotliwy jak jeszcze rok temu. Ma więcej wad. Już tak nie zachwyca. Kontuzjowany jest Luka Modrić – jedyny, który po mistrzowsku potrafi ogarnąć środek pola. A po drugie – w ambicji. Dla większości piłkarzy Bianconerich finał Ligi Mistrzów nie jest odznaczeniem kolejnego punktu w swojej karierze, a spełnieniem marzeń. Arturo Vidal powiedział, że podobny poziom zna tylko z telewizji.

Poza tym trwa podbijanie ceny za Paula Pogbę. Ewentualny awans do finału, mógłby wywindować jego cenę już do kwoty przekraczającej sto milionów euro. Jest jeszcze Gianluigi Buffon, który mógłby godnie dociągnąć do końca kariery. Trofeum Ligi Mistrzów to chyba jedyne, jakie brakuje w jego pojemnej, błyszczącej gablocie. No i Carlos Tevez, który w Turynie zdaje się prezentować najwyższą formę w karierze.

Czy wyeliminowanie przez Juventus byłoby powodem do wstydu?

Tutaj od razu pozwolimy sobie odpowiedzieć: nie, nie byłoby. Bianconeri to najlepsza włoska drużyna od ładnych paru lat. Samodzielny symbol odradzania się włoskiej piłki. Przykład dla całego kraju, ale i Europy, bo marketingowo wypadają świetnie. Jako drużyna – zgrana, budowana przez lata, za stosunkowo niewielkie pieniądze. Ciągle wspomina się Paula Pogbę i jego mistrzowskie wyjęcie z Manchesteru United.

Patrzcie gdzie jest Juventus, a gdzie potęgi, w które wpompowano setki milionów euro – Manchester City i Paris Saint-Germain. Już choćby za to Włochom należy się respekt.

CE4MXhZWgAA-h-8

Czy w finale naprawdę chcemy oglądać El Clasico?

Tu rodzi się spory dylemat. Z jednej strony wielkie widowisko, najlepsi piłkarze, imponująca otoczka. Mecz na który większość czekałaby niecierpliwie przebierając nogami. Z drugiej strony, nawet najlepszy deser podawany sto razy potrafi się przejeść. Natężenie hiszpańskich klasyków może nie jest tak gigantyczne, jak jeszcze niedawno, ale szczerze mówiąc wolelibyśmy powiew świeżej bryzy, a awans Juventusu byłby jak otwarcie okna w dawno nie wietrzonym pomieszczeniu. Real to mimo wszystko rutyna, a Juventus ambicja. Nawet bardziej niż czyste umiejętności. W Madrycie rok temu nasycili się Decimą. Może czas dać szansę innym.

Liczba komentarzy: 6
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments