Kiedy wrócimy z gwizdkiem na największe imprezy? Marciniak blisko elity

Piotr Tomasik

04 listopada 2014, 16:25 • 6 min czytania

Gdyby zapytać przeciętnego kibica, jaki poziom prezentują polscy sędziowie, moglibyśmy usłyszeć najwyżej tendencyjny stek wyzwisk – że słabi, że się mylą, że wypaczają wyniki i prawdopodobnie, tak jak nasi piłkarze, jeszcze długo nie dogonią europejskiej czołówki. Prawda to? Czy może tylko pułapka, w którą wpadają fani wszystkich lig świata? Bo przecież tak samo narzekają Anglicy, bez porównania częściej niż my swoich arbitrów gnębią Hiszpanie. Zbigniew Boniek przekonuje, że choć non stop mówimy o błędach i roztrząsamy kontrowersje, naszych rozjemców wcale nie zamieniłby na tych z Włoch, Niemiec, Hiszpanii czy Anglii. Tylko co na to UEFA? Czy jest szansa, że niebawem wrócimy na najbardziej prestiżowe imprezy?

Kiedy wrócimy z gwizdkiem na największe imprezy? Marciniak blisko elity
Reklama

Mówiąc o przeszłości, trudno dyskutować z faktami. Żaden z Polaków nie miał najmniejszej szansy zaistnieć na Euro 2012, ani na mundialu w Brazylii. We wszystkich globalnych rankingach nasi arbitrzy byli daleko za ścisłą czołówką. W latach 2009-2012 w piłce klubowej nie tylko nie było nas w Lidze Mistrzów, choćby w fazie grupowej. Nie gwizdaliśmy nawet decydujących rund kwalifikacyjnych!

A jednak ludzie, którzy sędziowaniem żyją na co dzień, nie mają wątpliwości, że sprawy powoli idą w dobrym kierunku. Co to konkretnie oznacza? Nie to, że od razu jest świetnie i za moment będziemy wyznaczać nowe trendy na świecie, ale że zwyczajnie doganiamy europejską czołówkę. – Widzę dużą szansę na to, że któryś z naszych sędziów zamelduje się już na Euro 2016 we Francji. A jeśli się sprawdzi, oczywiście może pojechać na mundial – uważa Michał Listkiewicz.

Reklama

Eksportowa trójka: Marciniak, Gil, Borski

Najnowsze informacje są takiego, że w drugiej połowie listopada w Zurychu FIFA organizuje szkolenie dla sędziów, których wstępnie bierze pod uwagę pod kątem mistrzostw świata 2018. Z Europy wytypowała 24 osoby i znalazł się wśród nich Szymon Marciniak. Nie ma wątpliwości, że to właśnie on ma dziś w UEFA najwyższe notowania z wszystkich Polaków, a przy tym ciągle pnie się do góry. Dwa lata temu, w październiku 2012, debiutował w Lidze Europy spotkaniem Lazio – Maribor. Gdyby zawalił, mógłby skomplikować sobie karierę, zanim ta się na dobre zaczęła. Ale dał radę, został oceniony wysoko i już dwa miesiące później przeniesiono go do wyższej – drugiej – grupy sędziowskiej UEFA.

Grupy, czy inaczej mówiąc kategorie, łącznie są cztery.

Najwyższa – Elite liczy 24 arbitrów i na dziś nie ma w niej żadnego Polaka.
Do grupy pierwszej należą: Szymon Marciniak, Marcin Borski i Paweł Gil.
W drugiej znajdują się: Paweł Raczkowski oraz Daniel Stefański.
W trzeciej i ostatniej natomiast: Tomasz Musiał i Bartosz Frankowski.

Poszczególne grupy bezpośrednio przekładają się na rangę spotkań, jakie mogą prowadzić konkretni sędziowie. Idealnie pokazują to zarówno minione, jak i te najbliższe tygodnie.

1412880199045_lc_galleryImage_England_v_San_Marino

Marciniakowi, który w tym sezonie ma najwięcej pracy z wszystkich Polaków (16 meczów od lipca), w listopadzie przypadną dwa spotkania międzynarodowe: Holandia – Meksyk i USA – Kolumbia. Gil zostanie wysłany do Tokio na mecz Japonia – Australia, a Musiał tymczasem będzie musiał zadowolić się rozgrywkami U-21 i starciem Szwajcarii ze Szwecją. Razem z Frankowskim znajdują się na razie najniżej z Polaków, ale to „pierwszoroczniacy”, którzy tyle co wskoczyli w miejsca wykluczonego Siejewicza i odchodzącego na emeryturę Małka. Zdaniem Zbigniewa Przesmyckiego, zbierają dobre oceny.

Czemu najlepszy, skoro… najsłabszy?

Największy paradoks dotyczy Marcina Borskiego, który w rankingach UEFA plasuje się wysoko, w trójce najlepszych, których wysyłamy „na eksport”. Niedawno prowadził na przykład mecz eliminacyjny Anglików na Wembley, a tymczasem w Polsce na odwrót – regularnie otwiera rankingi najsłabszych. Nie jest tajemnicą, że poza tym, iż popełnia błędy, piłkarze go zwyczajnie nie lubią i to też raz za razem przekłada się na wyniki notowań. W ostatnim głosowaniu, przeprowadzonym przez Canal+, Borskiego najsłabszym sędzią uznało 35% ligowców. Na przeciwnym biegunie znalazł się Musiał, który sędziuje w stylu trochę bardziej wyspiarskim. Nie jest drobiazgowy, daje pograć, a przy tym wzbudza u piłkarzy sympatię. Zebrał 66% głosów. Drugi był Marciniak – 23%. Nikt poza nimi już się nie liczył.

Szef Kolegium Sędziów PZPN z oceną ligowców się absolutnie nie zgodzi. Zresztą na każdym kroku przekonuje, że po latach zaniedbań doganiamy najlepszych i ani wyników testów, ani systemu szkolenia już nie musimy się wstydzić. Mamy grono zawodowców, którzy non stop pracują pod okiem specjalistów, regularnie wyjeżdżają na szkolenia i wspólne obozy. Zimą 57 najlepszych polskich arbitrów przez 10 dni trenowało w tureckiej Antalyi. Do tego dochodzą kursy, które przeprowadza UEFA, zjazdy w Nyonie, specjalne programy Centrum Doskonalenia Sędziów (CORE).

2133288_w2

Jestem wręcz przekonany, że już w styczniu 2015 jeden z Polaków znajdzie się w grupie Elite. A to powinno przełożyć się na realne szanse na wyjazd na mistrzostwa Europy – podobnie jak Listkiewicz, przekonywał nas niedawno Przesmycki. Zresztą, sam Marciniak, który wydaje się być tej elity najbliżej, nie kryje, że nie zamierza oglądać kolejnych turniejów z kanapy.

Najbliżej elity...

No właśnie, tylko dlaczego miałby to być właśnie Marciniak?

Wskazuje na to kilka czynników. Po pierwsze – został dopuszczony do sędziowania fazy grupowej Ligi Mistrzów. Razem z asystentami Pawłem Sokolnickim i Tomaszem Listkiewiczem zaliczył już w tym sezonie dwa mecze grupowe: Juventus Turyn – Malmo i AS Monaco – Benfica Lizbona. Podczas gdy Gil oraz Borski regularnie biegają tylko na drugim europejskim poziomie (LE). Za moment pojadą na mecze: Rio Ave – Steaua Bukareszt oraz Karabach Agdam – Dnipro Dniepropietrowsk.

Co ciekawe, ich składy – zarówno w Lidze Mistrzów, jak i w Lidze Europy – często dopełniają wspominani już Frankowski czy Musiał, tyle że jako sędziowie bramkowi.

Po drugie – Marciniak, poza tym, że zaproszono go jako jedynego Polaka na szkolenie w Zurychu, został objęty również programem dla najlepiej rokujących arbitrów. UEFA wybrała siedmiu sędziów z Europy i przydzieliła im renomowanych mentorów. Tym sposobem – podczas gdy Marciniak gwizdał mecz Juventusu z Malmo, z trybun recenzował go nie tylko Pierluigi Collina, będący obserwatorem tego spotkania, ale też Frank De Bleeckere. To on od niedawna jest opiekunem Polaka z ramienia UEFA. – Dostaje płyty z moimi meczami. Później widujemy się, żeby je wspólnie analizować. Szukamy rozwiązań, przyglądamy się kontrowersyjnym decyzjom, a te dobre staramy się rozkładać na czynniki pierwsze – opowiadał nam Marciniak przy okazji swojego niedawnego debiutu w Lidze Mistrzów.

Odpływ „dużych nazwisk”

Ale jest i trzeci czynnik, który pozwala optymistycznie spojrzeć na nasze możliwości awansu do 24-osobowej elity. To znaczący odpływ najlepszych europejskich arbitrów, których kimś przecież trzeba będzie zastąpić. W sierpniu zakończenie kariery ogłosił Howard Webb, a niebawem jego śladem pójdą następni. Niewykluczone, że w pierwszej kolejności Jonas Eriksson, Pedro Proenca czy Stephane Lannoy. To samo zresztą dzieje się na innych kontynentach. Z gwizdania zrezygnował już Marco Rodriguez, który prowadził mecze na trzech kolejnych mundialach. W Brazylii – między innymi feralny półfinał Niemców z Brazylią i mecz Włochy – Urugwaj, w którym Suarez ugryzł Chielliniego. Podobnie Algierczyk Djamel Haimoudi, arbiter meczu o brązowy medal.

Od Marciniaka bije póki co ostrożny, ale jednak optymizm. – UEFA prowadzi politykę przygotowań sędziów na kolejne wyzwania. Stopniowo, krok po kroku, trafiały się nam mecze coraz ważniejsze, aż w końcu dostaliśmy Ligę Mistrzów. Taka kolej rzeczy – podkreśla, zaraz dodając, że mecze na tym szczeblu paradoksalnie sędziuje się łatwiej, bo „z reguły normą jest, że podający wie, gdzie poleci piłka. Jest bardziej przejrzyście – więcej podań, mniej walki wręcz”.

Swoich sędziów w elicie mają już – uwaga, bo to długa wyliczanka – Anglicy, Portugalczycy, Niemcy, Turcy, Szkoci, Szwedzi, Hiszpanie, Węgrzy, Czesi, Holendrzy, Francuzi, Serbowie, Norwegowie, Włosi oraz Słoweńcy. W sumie piętnaście różnych narodów. Pora osiągnąć normalność i do nich dołączyć.

PAWEŁ MUZYKA

Najnowsze

Ekstraklasa

Haditaghi wydał na spłatę długów więcej, niż Dobrzycki na transfery

Jakub Radomski
19
Haditaghi wydał na spłatę długów więcej, niż Dobrzycki na transfery
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama