Nie należymy do grona ludzi, którzy do dziś rozpaczają, że już dłużej nie pracuje w Polsce, ale lubimy czasem spojrzeć jak mu się teraz wiedzie. Jak bez przerwy – nieważne w którym kraju i na jakiej szerokości geograficznej się znajduje – zawsze spada na cztery łapy. I jak świetnie idzie mu zarabianie i… wydawanie pieniędzy. Aktualnie w Katarze.

Dan Petrescu. Ten to zawsze umie się ustawić. Al Arabi kupuje na potęgę

Po tym gdy w czerwcu ogłosił wszem i wobec, że rozmawiał z Xavim – tak, tym Xavim z Barcelony – i doszedł z nim do porozumienia w sprawie transferu do Al Arabi, trochę straciliśmy go z oczu. Był mundial, później początek ligi. Ale co się okazuje… Jak wynika z wszelkich podsumowań ostatniego okna transferowego, Al Arabi, w którym Petrescu pracuje od czerwca, było tego lata jednym z najbardziej rozrzutnych klubów świata. W petrodolarowym raju nad Zatoką Perską po prostu nie ma sobie równych.

Prosty i dość zaskakujący przykład: w całej Arabii Saudyjskiej 30 procent kasy wydanej tego lata na sumy odstępnego stanowił jeden transfer – Adriana Mierzejewskiego do Al Nassr z Trabzonsporu. Większość klubów pewnie płaciła bardzo godne pensje, ale licząc łącznie nie wydały one na zakupy nawet 10 milionów euro. Tymczasem z samego Al Arabi, klubu, który w poprzednim sezonie ligowym zajął rozczarowujące 5. miejsce w kraju, wypłynęła równowartość blisko 40 milionów w tej walucie.

Dając spokój już Xaviemu, któremu Katarczycy ponoć byli w stanie płacić 6 milionów rocznej pensji i twierdzili, że podpisali z nim nawet wstępny kontrakt – w lipcu oraz sierpniu z rozmachem wykonali pięć transferów. Nie tak głośnych i prestiżowych, chociaż wypada im oddać, że wyszli poza schemat, wedle którego do krajów arabskich najchętniej wyjeżdżali dotąd podstarzali gwiazdorzy. Tym razem zrobili to:

Maxime Lestienne – z FC Brugge – 10 milionów euro
Paulinho z Livorno – 8 milionów euro
Imoh Ezekiel ze Standardu Liege – 8 milionów euro
Askhan Dejagah z Fulham Londyn – 6 milionów euro
Pablo Hernandez ze Swansea City – 5 milionów euro

Po osiem baniek za strzelca 15 goli w Serie A w barwach Livorno oraz młodego, 20-letniego napastnika Standardu Liege. Dziesięć za klubowego kumpla Waldka Soboty i jednego z liderów Brugii. Dalej szóstka za Dejagaha, wybranego przez kibiców Fulham piłkarzem roku w klubie. I na dokładkę 29-letni, podstawowy piłkarz Swansea, a wcześniej Valencii. Całkiem nieźle, jak na, że w składzie Al Arabi widnieje jeszcze choćby Karim Ziani, a drużyna ma walczyć (tylko i aż) o mistrzostwo Kataru.

A tak to wszystko wygląda na grafice:

Zrzut ekranu 2014-09-05 o 16.25.52

Optymistycznie zakładając jej wiarygodność – w finansowym wyścigu tego lata panowie szejkowie zajmują ósme miejsce w świecie. Tak właśnie robi to Petrescu. Najpierw był w stosunkowo bogatym, mającym ambicje Krasnodarze, później w bardzo bogatym Dinamie Moskwa, dziś jest w równie rozrzutnym Al Arabi. Wiemy, że chciał pracować na Wyspach.  Sam wyjawił, że niedawno miał na stole gotowy kontrakt z… Celtikiem Glasgow, ale Neil Lennon ostrzegł go, że nie jest to najlepsze miejsce pracy.

Poniżej na filmiku jego debiut w Katarze, rywalem Al-Khor, czyli były zespół Euzebiusza Smolarka. Wiele wskazuje na to, że Petrescu wiele się nie zmienił. Ledwie tam przyjechał, już wlepili mu 30 tysięcy riali kary – nie ma żartów, to ponad 6 tysięcy euro – za niewłaściwe zachowanie w trakcie meczu.