Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY!

redakcja

Autor:redakcja

07 lipca 2014, 10:51 • 4 min czytania

Reklama
Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY!

Mam takie marzenie. Znudzony wciąż takimi samymi meczami na mundialu, chciałbym cofnąć się w czasie. Do początków futbolu. I zobaczyć mecz – w starym kinie.

Reklama

Boisko bez trawy, może żużlowe (było takie na Ruchu, straż pożarna przyjeżdżała w przerwie z huty i polewała wodą, tak się kurzyło, aha, a kobiety szły w poprzek skracając sobie drogę do kościoła, wydeptały nawet ścieżkę, miedzy graczami – Messi a’rebours). Żadnego dachu, ciemnawo, w drugiej połowie padający deszcz i błoto. Żadnych sędziów liniowych i tłum stojący tuż przy liniach bocznych i za bramkami, skryty pod parasolami, w kapeluszach. Chmura tytoniowa i brzęk butelek z winem. Zamiast szatni – dzbany z zimną wodą i miednice z szarym mydłem, kible w krzakach. Koszulki powyciągane do gigantycznych rozmiarów. Buty toporne, z niewyginającymi się podeszwami, z kołkami na gwoździe, z drewna. Piłka inna od obecnej – nie pół kilo, ale namoknięta dwa i pół, która trudno kopnąć na kilka metrów nawet. Sznurowana rzemieniem, przed którym piłkarze (di Stefano) zakładają chustki na czoło, by go nie pokiereszować. Zamiast odżywek kanapki z domu. Transport furmanką konną, a nie odrzutowcem. W przypadku kontuzji łupki drewniane, a nie szpital. I żadnych zmian, nie ma, słabszy jesteś – odpadasz. Getry tak, ale z deską pod spodem, żeby ci nie połamano piszczeli czyli przetrącono gnatów. W bramce drewniane słupki, zamiast poprzeczki sznurek, brak siatek, lecisz po każdym celnym i niecelnym strzale. Jedna piłka, boisz się że wpadnie do rzeki albo ktoś ukradnie, albo wyjdzie z niej pęcherz i trzeba szyć. I pantalony za kolana, utrudniające ruchy.

Taa, taki mecz bym obejrzał, może ktoś nakręci, bardziej bym się cieszył niż z najdoskonalszej dziś realizacji. Tak jak obejrzałbym walki gladiatorów ze sobą i lwami (tylko nie tak obciachowe jak w Quo vadis), wyścigi rydwanów i starożytne zapasy z łamaniem kości. A’propos – Rydwany Ognia były taką fantastyczną próbą pokazania igrzysk sprzed stu lat, i tych chłopców biegających po plaży w takt muzy Vangelisa…

Ja z dzieciństwa pamiętam i ten dym papierosowy, miednice, ciężkie piłki, deski, brak siatek, trawy, picia, ciemności, deszcz na głowę, błoto, brak butów i rękawic (ja broniłem w takich zimowych), ale i tysiące ludzi, którzy przychodzili to oglądać, kląć, ale raz na jakiś czas rzucić do góry kapelusz, palto, szalik, parasol…

Pamiętam wchodzenie przez płot, przez dziurę, i lanie w domu, że ktoś zajmuje się czymś tak debilnym w gruncie rzeczy. I słuchanie radia, by dowiedzieć się wyniku z końca świata, i po głosie sprawozdawcy odczytywać jaką szansę mają nasi, jeżeli mają jakąkolwiek (nigdy nie mieli). Jezu, jakie to było przepiękne. Niech ktoś to nakręci, przypomni, odtworzy – zobaczymy wtedy cośmy bezpowrotnie utracili.

Reklama

A mundial? No, spełnia się moje życzenie, by grać twardo, brutalnie, i indywidualnie. Dlatego każdy wie kim są Chiellini czy Zuniga, a nie ma Suareza i Neymara. Sorry, najlepsi narażeni są na takie ryzyko i dlatego też najwięcej zarabiają, sto razy, milion razy więcej od was – jak za jednego kopa jest to uczciwa zapłata. Kiedyś ładnie powiedział mój ulubiony Gazza. Geniusz, choć prostak, ale tacy najłatwiej formułują myśli. Otóż poszedł do Lazio i na jednym z treningów kolega z drużyny, przyszły mistrz świata Nesta, złamał mu nogę. I Paul powiedział: – Obrońcom płaci się za to by łamali nogi, i Nesta musiał to zrobić.

Sorry, chcesz być gwiazdą, zatrudnij sobie ochroniarzy. Niech zatłuką Zunigę zanim on zatłucze Neymara. Normalka. Niech się boi pisnąć nawet. A do Zunigi jedna tylko pretensja – jak chciałeś demolować, chłopcze, trzeba było to zrobić nie dwie minuty przed końcem, a dwie po pierwszym gwizdku. No, chyba że faulowałeś już dla Niemców. Ja znam życie i niczego nie wykluczam.

W tych okolicznościach przyrody kibicuję teraz Messiemu, ostatniej gwieździe, bo to jego chyba ostatni poważny mundial i szansa ścigania Maradony w moim podziwie – za cztery lata będzie to niestety emeryt, jak Diego goły i wesoły. No i Podolskiemu, bo Polak.

Żeby nasi piłkarze byli tacy polscy jak Podolski, nie musielibyśmy się bać Gibraltaru nawet.

Reklama

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Kibic Crystal Palace wrócił do Krakowa. Tym razem znalazł swoje miejsce

Braian Wilma
0
Kibic Crystal Palace wrócił do Krakowa. Tym razem znalazł swoje miejsce
Mundial 2026

Doku trafił do szpitala w trakcie mundialu. „Prawie nie mógł oddychać”

Braian Wilma
0
Doku trafił do szpitala w trakcie mundialu. „Prawie nie mógł oddychać”

Felietony i blogi

Reklama