Dwadzieścia lat temu typowano ich nawet do wygrania całego mundialu. Eksperci rozpływali się na maestrią gry Asprilli, Rincona czy Valderramy, zachwytów nie krył nawet sam Pele. Do Stanów Zjednoczonych Kolumbijczycy przyjeżdżali pewni swego, ale mieli ku temu przesłanki. Piłkarze selekcjonera Francisco Maturany mieli za sobą kwalifikacje bez choćby jednej porażki, we wszystkich meczach stracili zaledwie dwa gole. Wisienka na torcie? Zdemolowanie Argentyny w boskim Buenos aż 5:0. Dodatkowo, na 26 spotkań przed mundialem w 1994r. przegrali tylko raz. Gigantyczne oczekiwania szybko pękły niczym bańka mydlana, a fatalna postawa podczas tych mistrzostw przyniosła pogróżki, narko-futbol oraz zabójstwo kapitana reprezentacji, Andresa Escobara.

Narkofutbol z Medellin. Kolumbia pamięta o Escobarze

Zaczęło się fatalnie. Kolumbia przegrała w swoim pierwszym meczu 1:3 z Rumunią, nastroje były straszne. Cztery dni później kolejna katastrofa – piłkarze Maturany ulegli Stanom Zjednoczonym 1:2, a Escobar strzelił samobójczego gola. Szok i niedowierzanie. W ostatnim spotkaniu Valderrama i koledzy pokonali Szwajcarów 2:0, ale na nic to się zdało. „Los Cafeteros” zajęli ostatnie miejsce w grupie i odpadli z turnieju.

Klimat w ekipie Kolumbii podczas MŚ był pogrzebowy. Piłkarzom grożono śmiercią, wszyscy bali się o życie. Sytuacja stała się na tyle poważna, że selekcjoner Maturana musiał nawet w drugim meczu grupowym z USA wycofać ze składu Barrabasa Gomeza. Wspomina Faustino Asprilla: „To było w naszych głowach, kiedy tylko wybiegaliśmy na murawę (…) Wiedzieliśmy, że jeśli nie wygramy, będą kłopoty i możemy zginąć…”. Najgorsze przypuszczenia niestety potwierdziły się – sześć dni po ostatnim meczu z Helwetami, zabito Andresa Escobara. Obrońca Kolumbii został zastrzelony pod nocnym klubem w swoim rodzinnym mieście Medellin. Prawdopodobnie stoper Atletico National zginął, ponieważ strzelił samobójczego gola w meczu przeciwko Amerykanom. Jego ciało przeszyło sześć kul.

Image and video hosting by TinyPic

Miał 27 lat, a niewielu ludzi dziś pamięta, że po mundialu miał przejść do wielkiego AC Milan. Nie było mu to jednak dane, zginął z ręki Humberto Castro Munoza, ochroniarza bossów jednego z narkotykowych karteli. Munoz otrzymał karę 43 lat więzienia, wyszedł po 11 za dobre sprawowanie. Po strzeleniu samobójczego gola przeciwko USA Escobar był zdruzgotany i przysłał nawet list do wydawanej w Bogocie gazety „El Tiempo”, w którym napisał, że szalenie żałuje tego co się stało. Nie użalał się jednak nad sobą, a całość zakończył optymistycznie: „Do zobaczenia wkrótce, ponieważ życie nie kończy się w tym miejscu”. Niedługo później został zabity.

Humberto Castro Munoz był ochroniarzem i kierowcą braci Gallon, znanych przemytników narkotyków. Jedna z hipotez dotyczących śmierci piłkarza mówi o tym, że mafiosi postawili dużą sumę na Kolumbię, a przegrana „Los Cafeteros” bardzo ich rozsierdziła. Escobar miał stać się kozłem ofiarnym i to on poniósł najwyższą karę. Inna z wersji mówi o tym, że śmierć ta nie miała nic wspólnego z hazardem, a stoper Kolumbii zginął, ponieważ w jakiś sposób uraził gangsterów. Ci rzekomo mieli go zabić własnoręcznie, po czym zapłacić niejakiemu Carlosowi Castano. Ten miał znów przekupić prokuratora, aby zrzucić odpowiedzialność za morderstwo na Humberto Castro Munoza.

Jakkolwiek brzmiałaby prawda, historia braci Gallon nierozerwalnie łączy się z postacią innego Escobara, mianowicie niesławnego „El Patrona”. Pablo Escobar był najpotężniejszym narkotykowym bossem w całej Kolumbii, a dodatkowo maniakiem futbolu. Kochało go społeczeństwo, porównywano go często do Robin Hooda. Nie zapominał o biednych, inwestował w społeczeństwo, a przy tym rozwijał swoje potężne imperium narkotykowe. Inwestował w szkoły, szpitale, boiska piłkarskie. Pablo, uważany wówczas za gangstera numer jeden na całym świecie, był właścicielem Atletico Nacional, w którym występował właśnie drugi z Escobarów, Andres. Mafioso, zwany „Patronem” używał swojego klubu do prania brudnych pieniędzy, a sami zawodnicy zarabiali bardzo dużo, by przypadkiem nie zostali skuszeni przez inne kluby, przede wszystkim z Europy.

Image and video hosting by TinyPic

Pablo zapraszał ich także do swojej posiadłości na sławne pokazowe mecze zwane „All Star Games”, podczas których on i inni bossowie pozostałych karteli stawiali ogromne sumy pieniędzy. Śmierć obu Escobarów nastąpiła w odstępie jednego roku . Najpierw zabito Pablo – został zastrzelony przez policję podczas próby ucieczki w roku 1993, przy niemałym udziale innych karteli, a także grupy zwanej „Los Pepes” („Ludzie prześladowani przez Pablo Escobara”). Do zgładzenia bossa przyczynili się także wspomniani wcześniej bracia Gallon, którzy mieli rzekomo stać później za zabójstwem Andresa Escobara w roku 1994. Do dzisiaj mówi się, że gdyby Pablo wtedy żył, „jego” piłkarzowi nic by się nie stało. Majątek Pablo Escobara „Forbes” wycenił kiedyś na trzy miliardy dolarów, a samego gangstera wskazywanego jako jednego z głównych architektów wzrostu siły kolumbijskiego futbolu.

„El Patron” i jemu podobni inwestowali w kluby, piorąc przy tym brudne pieniądze, a przy okazji stymulując rozkwit piłki nożnej. Piłkarze zarabiali krocie, rozwijano młode talenty. Wynikiem tych działań było niespełnione złote pokolenie Valderramy i Asprilli. Piłkarze kochali Escobara – nawet gdy ten siedział w więzieniu w 1992 roku odwiedzali go tłumnie, ponieważ był dla nich „dobrym ojcem”. Nie był to jednak złoty okres samej Kolumbii. Całościowo wojna domowa zabrała życie około 220 tysiącom ludzi, ale kraj zaczął powoli wychodzić na prostą. Ograniczono wpływy karteli, zmniejszono obrót narkotyków, ale okazało się to być także bronią obosieczną – z powolnym upadkiem organizacji przestępczych zaczęło niedomagać wiele klubów piłkarskich, utrzymywanych przecież przez mafiosów.

Dzisiaj kraj ponownie staje się piłkarską potęgą, a reprezentacja nareszcie przypomina zdrowy twór – bez kokainowych oparów, złych doradców, gangsterów, gróźb i zabójstw. Pokolenie Jamesa Rodrigueza, Quintero czy Falcao ma wszystko by zawładnąć światem futbolu, a czuwa nad nimi mądry trener Jose Pekerman. Szkoda, że czasów tych nie doczekał Andres Escobar, po śmierci którego wielu jego kolegów wycofało się z gry w kadrze na znak solidarności z tragicznie zmarłym. Do dzisiaj jednak kibice wspominają piłkarza, a na meczach pojawiają się transparenty z jego podobizną. Pamięć o Escobarze jest wiecznie żywa, a już o godzinie 22 następne pokolenie piłkarzy „Los Cafeteros” będzie miało doskonałą okazję, by dokończyć pewne marzenie o potędze rozpoczęte równo 20 lat temu.

Image and video hosting by TinyPic

Kuba Machowina