W życiu tylko dwie rzeczy są pewne, śmierć i podatki. Jakoś trudno nie zauważyć, że skazany prezydent Bayernu Monachium Uli Hoeness na karę bezwzględnego więzienia, jest tylko kontynuacją brutalnej serii wojen wydawanych przez państwa obywatelom. Nawet jeśli, dzięki znajomości z kanclerzową, wyjdzie po półtora roku (po półtorej, napisaliby słoiczki), wyrok jest dość brutalny, no i nie ostatni. Lada moment wpakują do lochu Messiego (a na pewno tatulka), i setkę innych, pewnie też kogoś w zawsze gotowych Włoszech i u chętnych do naśladownictwa Polaków (bo Francuzi zamykają na okrągło).
Generalnie chodzi o to, iż każde państwo uwielbia rządzić się cudzymi, lżej lub ciężej zarobionymi pieniędzmi, by sfinansować swe najgłupsze nawet pomysły.

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Ludzie ze świata sportu mają jednak jakąś zadziwiającą dziecinna wiarę, że im nie stanie się krzywda. Bo przecież mają medale, zasługi, wiecie kto tę rękę ściskał? Umysłowość Bronka Talara, trzysta procent normy. Tymczasem złodziejstwo w wersji państwowej jest nie do pohamowania, szczególnie złodziejstwem w wersji prywatnej (właśnie Hoeness i Messi, bezsprzecznie). Stąd tak horrendalne domiary, których trudno nie nazwać grabieżą, lub wprost – konfiskatą! Pamiętajcie, czeka to i was, jak kiedyś zarobicie za duzo, dlatego lepiej jak za komuny – udawać idiotę, strugać biedaka i łazić w jednych portkach, nie tynkować chałupy, nie obnosić się z drogimi zegarkami o autach nie mówiąc, na wakacje do Ciechocinka a dla dzieci lody na patyku. Wtedy macie spokój. Choć sa pewne tego niedogodności, co zobrazuję powiedzonkiem mojego wuja:

Ł»ycie jest piękne, lecz drogie. Można żyć taniej. Lecz co to za życie!

Zatem niejeden jeszcze zaryzykuje i zbankrutuje, no, ale motyle nie zyja przecież długo. Co do Hoenessa – nie zdziwiłbym się, gdyby te setki milionów to nie była czarna kasa Bayernu, która właśnie idzie się… Zbierali latami, jak ten inny monachijczyk ostatnio, co to nazbierał w wojnę ponad tysiąc najcenniejszych obrazów (ciekawe jaki miał patent, palnik czy obcążki), a teraz wyjdą na goło (Messi również). Oznacza to jakieś zachwianie tej potęgi, jak zachwiała się właśnie i Barcelona, też po szwindlach w kasie, więc do góry pójdą kanciarze jeszcze niewykryci, bądź lepiej kryci, pewnie Arabowie z PSG. My, ponieważ kasy nie mamy, możemy pocieszać się jednak, że przynajmniej jak trafimy do ciupy to za jakieś duperele – jazdę po piwie na rowerze, niepłacenie alimentów, jest to piękny pożytek z nędzy. Współczuć bogatym? Nie ma szansy. Zawsze w chwilach kryzysu pojawia się hasło, by grabić co zagrabione.

Udawajcie więc idiotów i biedaków. Większości z was przyjdzie to bez najmniejszego wysiłku.

*

A z tymi podatkami panuje i u nas niewiedza dosyć spora. Pamiętam, jak kiedyś Lech kupił mistrzostwo na Legii. No i żeby sfinansować transakcję piłkarze dostali nagrodę od klubu. Podpisali, kasy nie odebrali, standard tamtych czasów. Triumf, radość. Ale po parunastu miesiącach… podatek wyrównawczy do zapłacenia od tamtych nieodebranych nagród! I panika!

Klub stanął na wysokości i wypłacił kolejna nagrodę. Na podatek od nagrody poprzedniej. I też jej nie zobaczyli.

*

Co do pieniędzy, tak się jakoś dziś składa, że to główny wątek życia, bo Fenicjanie wymyślili ich zdecydowanie za mało. No więc skorzystam z okazji i zacytuj e młodszego kolegę z „Rzepy” Michała Kołodziejczyka. Bardzo mądrze napisał o rozstaniu Orange z reprezentacją Polski, a zatytułował tekst następująco: „Pieniądze nie lubią wstydu”. Pozwolę sobie wybrać tylko jeden fragment:

„Mówisz polska piłka – myślisz: wstyd. A wielkie pieniądze i duże firmy wstydu nie lubią. Rynek reklamy oparł się PZPN-owskiej propagandzie sukcesu. Ostatnio związek ogłosił z dumą, że podpisał kontrakt z firmą Cinkciarz.pl. Jeśli nie potwierdzą się plotki, że Boniek dogadał się z Orlenem albo Plusem, PZPN pozostanie z reklamowymi prezerwatywami od Cinkciarza. Napisane na nich hasło: „nie daj się wyd…” jest na poziomie naszej reprezentacji, a nie poważnych korporacji”.

Nie wiem jak będzie, poza tym że biedniej, ale kadra pokazała swój szacunek dla Orange nie tylko podczas wielu zgrupowań wobec naszych dziennikarzy (generalnie nie mając czasu dla dobroczyńcy i sponsora), nie tylko podczas kręcenia słynnej reklamówki (jak z łaski), i niekończących się targów. Najbardziej pokazała się – na co zwrócił uwagę Michał – na boisku. Niejednym.

Dawać sto milionów za fochy? Gdyby to piękna kobieta była, ok. Jedyna i niepowtarzalna – w porzo. Ale to, cytowany już Szekspir: dziewczyna biedna i brzydka jak nieszczęście…

Ł»yczę kadrze sponsorów bogatych i hojnych. Ale na to przesadnie bym nie stawiał.

*

Zaś co do cinkciarza – nie przeszkadza mi. Tacy ludzie utrzymywali nasz kraj przy życiu przez dziesięciolecia, tworząc handel tam, gdzie go nie było bądź był zakazany. Trzy czwarte polskich sportowców to byli przemytnicy, cinkciarze i handlarze.

Wracamy do korzeni.

*

Na Legię z Wisłą popatrzyłem z przyjemnością, dwie naprawdę niezłe drużyny, acz nierówne. W Wisełce Stilić (cytuję ziomala) – w Legii Stoić i Frajerić… ja mu odpisałem, że Legia ma niestety w centrum obrony Rzeźniczaka i Fibaka. Te ruchy z lat siedemdziesiątych, czy Choto czy Astiz czy Dossa teraz – zgroza. Stoperów trzeba szykac na literę Z. Jak posągi Legii – Zygmunt, Załężny, Zieliński. Twardzi i zdecydowani, szybcy. Bo inaczej Radović z Dudą nie nadążą ze strzelaniem goli. A i Kuciak zdecydowanie przereklamowany, co wiedziałem już po meczu z Rumunami w Wawie. W każdym razie Smudzie należał się taki wynik z happy endem, zwłaszcza po tym, jak obrzucano go na tym stadionie rok w rok cegłówkami, serio, na boisku. Jak mawia mój serdeczny druh Łupek z Poznania: „Bozia ma okieńko” (bo on nie mówi okienko, tylko okieńko).

Na Legii był zakaz dla kibiców, ale tak zerkam w telewizor, a tu… Wojtek Gąsowski, ten od Tamtych Prywatek. No, na pewno nie asystent selekcjonera, choć nie wykluczam iż spokrewniony z wieloma legionistami przez kobiety. Otóż Gąska, poza tym że obejrzał tysiące meczów, na które nigdy nie wziął papierosów (bo palić uwielbia, ale cudzesy, jakby nie znał powiedzenia że Warszawa nie wioska i niedaleko do kioska), i nigdy nie zabrał komórki (nie ma, jak twierdzi z uporem acz mądrze – nie będzie ze sobą nosił biura), otóż najlepszą piosenkę wyśpiewał nie na Prywatkach i nie nad Solinąâ€¦

Był kiedyś rockmanem w ostrym zespole Test. I jego sztandarowy numer wyjaśnia, czemu tak kapitalny kontakt łapie z młodymi piłkarzami, choć sam jest już bliżej setki…

„Po co tak długo się starać
O to co można mieć zaraz
Wystarczy jeden twój gest
Lecz to nie miłość jest!

Przygoda bez miłości
A może tak ma być?
Bo o to właśnie chodzi
Ł»eby nie było nic!”

*

Ostatnia linijka – ha! Gąska stworzył i Kononowicza, i polską piłkę.

Bez fajek i bez komóry. Ł»eby nie było nic!