Kiedy kilka godzin po przerwanym meczu Legia – Jagiellonia rozmawiałem z osobami, których głos będzie najważniejszy przy podejmowaniu decyzji w sprawie konsekwencji tych zdarzeń, wszyscy byli zgodni: walkower dla gości. Sprawa jest jednak wielowątkowa, bo przecież rzutuje nie tylko na Legię i Jagiellonię, ale na kilka innych klubów. Weźmy pod uwagę na przykład Zawiszę, Lechię, Koronę, Śląsk, Cracovię… W interesie wszystkich tych klubów jest to, by białostocki zespół nie dostał trzech punktów za skandal przy Łazienkowskiej.
O ile więc kwestia dorobku Legii wydaje się przesądzona (zerowy), o tyle z Jagiellonią może być ciekawie.

Jak co wtorek: Krzysztof Stanowski

Jak wiadomo, za chwilę punkty zostaną podzielone przez dwa, co sprawi, że ostatnie siedem meczów nabierze na znaczeniu. Można sobie wyobrazić scenariusz zgodnie z którym drużyna z dziewiątego miejsca po sezonie zasadniczym spadnie z ekstraklasy. Tym bardziej można sobie wyobrazić, że ktoś zajmie tę dziewiątą lokatę, ponieważ Jagiellonia przeskoczy do górnej ósemki dzięki nadprogramowym, zdobytym przy zielonym stoliku punktom. Stąd niezadowolenie w kilku miastach: zaraz, zaraz, dlaczego „Jaga” ma dostać trzy punkty za mecz na Legii? Na jakiej podstawie? Gdyby to był normalny sezon, sprawa nie byłaby aż tak istotna. Jednak w tych okolicznościach jest istotna.

Nie za bardzo widzę rozwiązanie tej sytuacji. Chyba ku niezadowoleniu reszty Polski, Jagiellonia powinna otrzymać trzy punkty za darmo. Jej kibice święci nie byli, jednak nie doprowadzili do przerwania meczu. W dużej mierze sprowokowali zamieszki, ale odpowiedzialność za to, co finalnie się stało trudno rozkładać po równo na oba kluby. To Legia była gospodarzem imprezy i to Legia odpowiada za wszystko, co wydarzyło się na jej stadionie, także za bierność służb porządkowych. Argumenty o prowokacji są tak słabe, jak tłumaczenia gwałciciela, że ofiara założyła zbyt krótką spódniczkę. Jak ktoś zbyt łatwo ulega prowokacjom, powinien się skierować do ośrodka odosobnienia w Gostyninie.

Przed Komisją Ligi bardzo niewdzięczna decyzja. Jakąkolwiek podejmą (walkower dla Jagiellonii lub walkower obustronny) – nie będzie ona sprawiedliwa, bo nie da się sprawiedliwie rozstrzygnąć, jak przyznać punkty za mecz przerwany w takich okolicznościach. Zawsze ktoś albo zostanie przesadnie skrzywdzony, albo przesadnie nagrodzony.

Osobiście każdy werdykt przyjmę ze zrozumieniem. I ucieszę się, że to nie ja musiałem podejmować decyzję.

* * *

Napisałem nie tak dawno felieton o śp. Benku Okresie i o śp. Wiesławie Gilerze, jako wzorach prawdziwych kibiców. Trochę nie wyczułem momentu. Nie sądziłem, że ledwie dwa tygodnie później ten tekst będzie jeszcze bardziej na czasie i jeszcze bardziej potrzebny.

Obok zamieszek na stadionie Legii wszyscy przeszlibyśmy obojętnie dwadzieścia lat temu – wtedy to przecież była codzienność. Dzisiejsze oburzenie pokazuje, jak bardzo na plus zmienił się nasz futbol. Niestety, samo zajście uwidoczniło ogromne pokłady zezwierzęcenia drzemiące gdzieś głęboko w ludziach, dały o sobie znać jakieś dawne, uśpione instynkty. Nie wstrząsnęła mną najbardziej sama bijatyka, bo zawsze tam, gdzie zjawi się kilkanaście tysięcy ludzi, tam jest i setka bydlaczków. Znacznie gorsza była reakcja trybun – ten wybuch euforii, te okrzyki „jazda z kurwami”, to wiwatowanie na cześć bandytów. Wiem, że zadziałała psychologia tłumu i wiem, że tłum rzadko bywa rozsądny. To jednak był smutny obrazek, gdy niby normalni ludzie fetowali akty przemocy. Nie brakowało takich nawet na drogiej trybunie silver, gdzie bilet kosztuje 450 złotych.

Zdobycie bramy wejściowej na sektor kibiców gości ucieszyło sporą grupę osób bardziej niż zazwyczaj zdobycie bramki przez zawodników. To straszne. Wyobrażam sobie sytuację, gdy dwie grupy leją się po mordach gdzieś koło trzepaka, a na balkony wychodzą mieszkańcy i krzyczą: „Dawajcie, bijcie ich, mocniej, brawo, jazda!”. Ciekaw jestem, ile osób następnego dnia wstydziło się swojego zachowania, ilu miało kaca moralnego, a ilu z uśmiechem wspominało te chwile uniesienia. Nie chcę w tym momencie nawiązywać do ogromnych problemów finansowych, w jakie wpadła Legia na skutek rozróby, wolę odwołać się do zwykłej przyzwoitości. Radość z tego, że ktoś kogoś bije nie jest przyzwoita, tylko godna pogardy.

To jest dziś wielki problem dla Dariusza Mioduskiego i Bogusława Leśnodorskiego.

Mogą wydać i sto zakazów stadionowych, ale problemem jest co innego: świadomość kibiców oraz ich… inteligencja. Tam gdzie nagromadzenie osób głupich jest zbyt duże, tam siłą rzeczy musi dojść do głupich zdarzeń – za tydzień, za miesiąc, za rok. Niskie IQ trybun – przy jednoczesnym dążeniu tych trybun do „samodecydowania” – to kłopot najtrudniejszy do rozwiązania. Można postawić na edukowanie kibiców na wielu płaszczyznach, ale to robota dla skrajnych naiwniaków. Można też planować stopniową wymianę publiczności, ale to proces mozolny, długotrwały, kosztowny i ryzykowny. Póki co trzeba przyjąć do wiadomości, że prowadzi się biznes skierowany w dużej mierze do idiotów. A skoro do idiotów, to należy zakładać ich idiotyczne ruchy.

Tak, znam wielu bardzo inteligentnych kibiców, znacznie inteligentniejszych ode mnie. Niestety, tłum z reguły myśli jak najgłupszy, a nie najmądrzejszy jego członek.

* * *

Stadion Legii zostanie zamknięty, co jest być może niesprawiedliwe. Napisałbym bez „być może”, za to ze zwrotem „na pewno”, gdyby właśnie nie reakcja kibiców w czasie rozróby. Krzyczą teraz o haniebnej odpowiedzialności zbiorowej, ale co krzyczeli, w czasie bandyckiego napadu na kibiców Jagiellonii? „Jazda z kurwami”, „zawsze i wszędzie policja jebana będzie”. Tych, którzy werbalnie uczestniczyli w zadymie, w żaden sposób mi nie żal. Skoro tak im się podobało mordobicie, to niech przyjmą odpowiedzialność po męsku.

Biło się może sto osób, zachęcanych okrzykami przez kilka tysięcy podjudzaczy. Kilka meczów spędzonych przed telewizorem może pozwoli się niektórym z dystansem spojrzeć na te wydarzenia.

„Ale przecież nic wielkiego się nie stało” – to częsty argument. Co „weselsi” kibice wrzucają kretyńskie zdjęcia pt. „Jagiellonia.rar”, pokazujące „skompresowanych” fanów z Białegostoku. Ciekawe, czy podobne zdjęcia wrzucali po „skompresowanych” osobach w Duisburgu, gdzie podczas Love Parade na skutek wybuchu paniki zginęło 19 osób. Ludzie podczas tego typu zajść raczej nie umierają od ciosów, ale dlatego, że się potknęli, przestraszyli, zostali zadeptani itd.

Granica między tym, czy coś się stało, czy się nie stało, często polega na tym, czy ktoś się przewrócił, czy nie. To cała różnica między spowodowaniem śmierci i zwykła bójką, która wielu z was w niedzielę tak uradowała.

A gdyby śmierć miała miejsce – już widzę oczami wyobraźni pogrzeb, na który przybyliby kibice z całej Polski, z tymi obciachowymi klubowymi wieńcami, z pełną hipokryzji sztuczną zadumą.

* * *

Świadkami hipokryzji jesteśmy co tydzień. Te wszystkie patriotyczne oprawy poprzedzając bicie lub w najlepszym razie wyzywanie rodaków. Tym razem gdy przy Łazienkowskiej zniknęła biało-czerwona oprawa, odsłoniła się flaga z napisem Wild Boys, przy czym literka „s” w tym drugim słowie w oczywisty sposób nawiązuje do symboli nazistowskich.

Gdy podzieliłem się tym spostrzeżeniem na Twitterze, naskoczyło na mnie mnóstwo hipokrytów. Ich zdaniem, doszukiwanie się wszędzie symboli nazistowskich to oznaka choroby, a wspomniana flaga – jak to flaga. I literka jak to literka.

Są dwa uzasadnienia takich reakcji:

a) ktoś jest głupi
b) ktoś udaje głupiego

Udawanie głupiego to bardzo bezpieczna i powszechna w Polsce postawa, pozwala żyć bez zbędnych stresów, bez narażania się, bez wtykania nosa w nieswoje sprawy, z dala od potencjalnych problemów. Po prostu – błogo. Udają głupich prawie wszyscy na stadionie Legii, publicznie zdecydował się na taki wariant nawet prezes, który po sankcjach ze strony UEFA (właśnie za tę literkę „s”) powiedział, że po prostu użyto jednej ze stu dostępnych czcionek.

Jak ktoś chce się oszukiwać, to oczywiście może. Moim zdaniem gdyby literka była przypadkowa, to już by ją zmieniono na taką, która nie uniemożliwiałaby wieszania flagi na meczach w europejskich pucharach.

– Ty, stary, wiesz, że się okazało, że ta nasza literka to jakaś nazistowska.
– O rany, to może ją zmieńmy.

Dziwnym trafem takiego dialogu nie było. Z jednej strony mamy więc patriotyczne oprawy, z drugiej nazistowskie symbole. To nic nowego. W sektorze kibiców Legii kiedyś w Poznaniu wywieszono swastykę, natomiast na meczu w Warszawie – bodajże przeciwko Widzewowi – flagę z napisem: „Arbeit macht frei”.

Ci, którzy chcą bagatelizować wywieszanie wspomnianej flagi, rozmydlają problem poprzez podawanie jakichś absurdalnych przykładów literek zaobserwowanych gdzie indziej, w innych krajach. Mnie naprawdę nie interesuje, gdzie na świecie wywieszane są symbole nazistowskie (i czy są). Interesuje mnie Warszawa: miasto szczególnie doświadczone w czasie II Wojny Światowej. Interesuje mnie ten dysonans pomiędzy patriotyczną oprawą a flagą, która sobie chwilę później powiewa i wcale nie oddaje hołdu bohaterom Szarych Szeregów.

Temat ten ma pewien związek z zamieszkami. To klub musi się zdecydować, czy stadion ma być miejscem, w którym każda banda będzie się czuła komfortowo. Moim zdaniem nie. A wyplenianie głupoty najłatwiej zacząć od tych, którzy się z nią afiszują. Tylko najpierw trzeba otworzyć oczy i nie udawać, że zupełnie przez przypadek na fladze nie użyto czcionki Times New Roman, Courier czy Arial. Taktyka rżnięcia głupa jest krótkofalowa i kończy się w taki sposób, jak w niedzielę.

* * *

Jakiś urzędas zaproponował, by wymówić Legii umowę najmu. Od razu powinno się jemu wymówić umowę o pracę (albo pogonić go w inny sposób, zależnie od formy zatrudnienia). Facet nazywa się Paweł Lech, jest przewodniczącym Komisji Sportu, Rekreacji i Turystyki w Warszawie. Pokazał, że nie ma pojęcia o zarządzaniu i jedynym, czego można się po nim spodziewać jest niegospodarność. Jego plan na piastowanie stanowiska polega na generowaniu strat. Lepiej go zwolnić, sami ten plan zrealizuje.

Warszawa nie po to wybudowała Legii stadion za około 400 milionów złotych, by teraz nic się na nim nie działo i by nie zarabiać poprzez wynajem obiektu klubowi (a jeszcze ponosić koszty eksploatacji). A innego zastosowania dla obiektu czysto piłkarskiego z wielkim napisem LEGIA na trybunach, niż udostępnianie go Legii, jakoś nie widzę.

Jeśli urzędnik wpada na taki pomysł to zwyczajnie się błaźni, a dla błazenady za publiczne pieniądze nie powinno być akceptacji. Panie Lech, stadion został zbudowany z moich – jako warszawiaka – pieniędzy i jako warszawiak nie mam zamiaru utrzymywać bezużytecznego budynku w centrum miasta.

Oczywiście pomysł pana Lecha jest tak idiotyczny, że nikt go nawet przez minutę nie potraktuje poważnie. Natomiast ja całkiem poważnie apeluję o dymisję tego gostka.

Zdarzają się sytuacje, gdy każdy musi zgłosić jakiś pomysł. Jedni zgłaszają dobre pomysły, inni głupie. Między innymi w ten sposób odróżniamy bystrzaków od tumanów, a już na pewno osoby kompetentne od niekompetentnych.

Pan Lech jasno pokazał, do której grupy należy go zaklasyfikować.

KRZYSZTOF STANOWSKI