– Grupy bandyckie rządzą w większości polskich klubów. Oczywiście nie dosłownie, ale dlatego jest to jeszcze groźniejsze. Bandyci chcą być traktowani na uprzywilejowanych warunkach, żądają pieniędzy na oprawy, preferencyjnych cen biletów. Gdy ktoś idzie do kina czy na koncert, nie musi się zastanawiać, koło kogo będzie siedział, tylko kupuje wygodne dla siebie miejsce. Nie oczekuje też, że ktoś z każdego biletu odda mu złotówkę, bo czuje się ważniejszym uczestnikiem imprezy. W piłce prezesi stają się niewolnikami chorych układów – mówi w rozmowie z Faktem i Przeglądem Sportowym Zbigniew Boniek. Temat wydarzeń przy Łazienkowskiej wciąż mocno grany we wtorkowych wydaniach gazet.

„Bandyci rządzą w polskich klubach”. Nie milkną echa wydarzeń na Legii

FAKT

W Fakcie dziś dwie strony piłkarskie i dwie trochę bardziej… chuligańskie. Najpierw sprawozdanie z meczu Podbeskidzia z Pogonią, w którym jak słusznie zauważono: niesamowicie wiało nudą. Przemysław Bator stwierdza dosyć oczywistą sprawę, że „z bramkarzami w kadrze mamy spokój”. Tylko który zagra?

O miejsce, przede wszystkim występami w klubach, rywalizują Artur Boruc (34 l.) i Wojtek Szczęsny (24 l.) – mówi nam selekcjoner. – Przed pierwszym meczem o punkty, we wrześniu z Gibraltarem, usiądę i powiem, kto jest numerem jeden, a kto dwa i trzy. Nie ma mowy o obrażaniu się czy fochach. Muszą się wspierać i pamiętać, że awansu na wielkie imprezy nie zdobywa się w jednym meczu. Jeśli ktoś, i to dotyczy nie tylko bramkarzy, nie wytrzyma roli rezerwowego, to się pożegnamy. Dzięki interwencjom Boruca Southampton z ligowego słabeusza stał się przynajmniej średniakiem, a gdyby nie kontuzja Polaka, pewnie biłby się o europejskie puchary. W tym sezonie Boruc rozegrał w Premier League 21 meczów, puścił 20 bramek, dziewięć spotkań kończył na zero. Kiedy w grudniu złamał rękę, Święci zdobyli w siedmiu spotkaniach pięć punktów i stracili 13 bramek. Szczęsny jest jednym z najskuteczniejszych bramkarzy w Anglii – w 28 meczach puścił 28 goli (o sześć mniej straciła Chelsea i o jedną Manchester City). Polak w aż 12 meczach był niepokonany – żaden inny bramkarz najbardziej widowiskowej ligi świata nie ma takich statystyk w tym sezonie. – W reprezentacji siedziałem już na ławce i wytrzymałem ciśnienie – mówi nam Szczęsny.

Który zagra ze Szkocją? Odpowiedzi na to pytanie tu nie uzyskaliśmy.

Ludo Obraniak w króciutkiej rozmówce mówi, że cieszy się z powołania, a kadrowicze dobrze go przyjęli. Poza tym, streszczając cały wywiad: nie musi nikomu niczego udowadniać, nie chce wracać do przeszłości, nie przejmuje się krytyką, a poza tym OD KIEDY DOSTAŁ POWOŁANIE (nie to 3 lata temu, tylko to ostatnie), mocniej wziął się za naukę języka polskiego. Ma nawet prywatnego nauczyciela.

A teraz już pora przejść do historii stricte chuligańskich. „Bandyci rządzą w polskich klubach” – to tytuł rozmowy ze Zbigniewem Bońkiem, który odnosi się do niedzielnej sytuacji z Łazienkowskiej.

Kibolski bandytyzm dotyczy przede wszystkim Legii?
– Nie tylko. Grupy bandyckie rządzą w większości polskich klubów. Oczywiście nie dosłownie, ale dlatego jest to jeszcze groźniejsze. Bandyci chcą być traktowani na uprzywilejowanych warunkach, żądają pieniędzy na oprawy, preferencyjnych cen biletów. Gdy ktoś idzie do kina czy na koncert, nie musi się zastanawiać, koło kogo będzie siedział, tylko kupuje wygodne dla siebie miejsce. Nie oczekuje też, że ktoś z każdego biletu odda mu złotówkę, bo czuje się ważniejszym uczestnikiem imprezy. W piłce prezesi stają się niewolnikami chorych układów. Kiedyś mogłem zostać właścicielem polskiego klubu, była konkretna oferta. Nie zgodziłem się z uwagi właśnie na te absurdalne zależności.

Na stadionach powinna być policja?
– Oczywiście. Jeżeli przychodzę na mecz i widzę, że na trybunach są chętni do rozrabiania chuligani, to instynktownie rozglądam się, gdzie jest policja. Dla poczucia bezpieczeństwa potrzebuję takiej przeciwwagi. Muszę mieć pewność, że w razie jakiekolwiek zagrożenia nastąpi skuteczna interwencja.

Stadionowi bandyci zazwyczaj twierdzą, że to policja ich prowokuje.
– Wiem, wiem, bandyci chcą dbać o bezpieczeństwo na stadionach. Czy można sobie wyobrazić większy absurd? Ten sojusz stadionowych bandytów przeciwko policji jest groźny. Bandyci identyfikujący się z różnymi klubami w interesujących ich kwestiach umieją się świetnie dogadać. Na mecz Cracovia – Zawisza przyjechali chuligani z Bydgoszczy, mimo że ich klub nie wnioskował o bilety, bo jasne było, że pojadą tam tylko po to, by kontynuować wojenkę z właścicielem Zawiszy. Cracovia jednak i tak przekazała wejściówki stowarzyszeniu kibiców i potem już Zawisza nie miał kontroli, w czyje ręce one trafiają. W idealnym świecie, człowiek zameldowany w Bydgoszczy, Warszawie czy Poznaniu powinien mieć prawo swobodnego zakupu biletu na mecz w dowolnym miejscy kraju, no ale z tej zasady musimy wyłączyć bandytów. Im trzeba wbić do głowy, że nie ma dla nich miejsca na stadionach.

Idioci okradli Legię z 10 milionów – o tych szacunkach sami pisaliśmy już wczoraj. O tym, że ochroniarze stracą pracę na Legii także dowiedzieliśmy się już z poniedziałkowej konferencji. Wypada więc zacytować Adama Dawidziuka, który rozprawia o tym jak kończy się koalicja Leśnodorskiego z kibolami.

Nieformalnie, bez przelewania tego na papier, ale znalazł wspólny język, akceptował pomniejsze wybryki, płacił kary za race czy inne rodzaje pirotechniki. Zawsze ich bronił publicznie, poszedł na wojnę z wojewodą. Teraz skapitulował. – Zaufanie kibiców do klubu jest najważniejsze. Tymi niedzielnymi wydarzeniami zrobiliśmy duży krok w tył, cofnęliśmy się o kilka lat. Osoby, które przekraczają normy, muszą być eliminowane. Chcemy być pionierami pod tym względem. Duża grupa osób będzie musiała pożegnać się z Łazienkowską – stwierdził Leśnodorski. Już kilka godzin po meczu z Jagiellonią rozpoczęła się analiza monitoringu, zapisy z niego przekazano policji, która rozpoczęła dochodzenie. Władze klubu zbierały materiał do pierwszych zakazów stadionowych o maksymalnym wymiarze, czyli 2 lata. Takich zakazów ma być do końca tygodnia około 50. Zatrzymano także prawie 40 kibiców Jagiellonii, bo oni zostali na stadionie, łatwo było zidentyfikować chuliganów, po krwi na ubraniach czy obrażeniach zewnętrznych. Leśnodorski bronił swojej polityki, choć po raz pierwszy od 15 miesięcy uderzył pięścią w stół, zapowiedział ostre konsekwencje. – Rok temu nakreśliliśmy pewną granicę, ta została przekroczona i te wydarzenia nigdy nie mają prawa się powtórzyć. Dialog z fanami jest potrzebny. Rozmawialiśmy z nimi i nie spotkałem się z takim, który byłby zadowolony z tego, co się stało.

RZECZPOSPOLITA

W Rzeczpospolitej już ani śladu po korespondencjach dotyczących sportów zimowych. Dzisiaj sama piłka. Michał Kołodziejczyk pisze o głośnym „NIE” dla bandytów, jakie płynie z ust władz Legii.

Prezes wyszedł przed szereg – posypywał głowę popiołem dwa dni przed środą. Wojewody Jacka Kozłowskiego, który wielokrotnie straszył zamknięciem stadionu, do tej pory nie chciał słuchać. Wczoraj zapowiedział współpracę i z Kozłowskim, i z policją. Legia nie czeka na kary, chce rozmawiać już i teraz, żeby samemu zaproponować inne rozwiązania. Popiół na głowie prezesa znalazł się trochę na siłę. Leśnodorski zrozumiał, że stracił wszystkie argumenty do bronienia kibiców. Przyznawał się do winy, ale nie do końca, kamuflując swój udział w tym, że poszedł na zbyt duże ustępstwa i swoją polityką wobec trybun spowodował wydarzenia z niedzieli. Prezes zapewnił, że nigdy nie poszedł na układ z fanatykami Legii, a tylko rozmawiał z przedstawicielami wszystkich środowisk kibicowskich. Nikt jednak nie dopytywał o to, kto latał na mecze wyjazdowe razem z drużyną, kto tatuował ramię prezesa i dlaczego Leśnodorski nie ma pojęcia, jak na stadion wniesiono race. Powinien mieć, bo wnoszone są na każde spotkanie. Jeśli kibice słyszą, że prezesowi race się podobają, czują przyzwolenie na to, by je odpalać. W niedzielę sprawdzili, na jak wiele więcej mogą sobie pozwolić. Układ przyjacielski na linii władze klubu–trybuny, nie miał prawa się sprawdzić. Tutaj musi być wiadomo, kto trzyma władzę, dzieci muszą wiedzieć, gdzie leży granica, na której przekroczenie dorośli nigdy nie pozwolą. – To, co wydarzyło się w trakcie niedzielnego spotkania na Łazienkowskiej, nigdy nie powinno mieć miejsca. Jestem przekonany, że wszyscy winni poniosą konsekwencje. Już zostało wydanych kilkanaście zakazów stadionowych, a ich liczba może wzrosnąć nawet do 50. Będą one maksymalnie długie, a moim zdaniem powinny być nawet dożywotnie…

Lubimy czytać Kołodziejczyka, bo jego teksty nigdy nie są stricte informacyjną papką, zawsze mają w sobie jakiś drobny element opinii albo przynajmniej stawiają ważne pytania.

Za dokładnie sto dni zaczyna się mundial. Z tej okazji do kibiców zwraca się Ronaldo. Ale co to jest? Jakaś depesza agencyjna, rozesłana do całego świata? W każdym razie w formie monologu.

Dzisiaj już nie pojawiam się na boisku jako piłkarz, ale przyznaję, że zaczynam odczuwać to samo drżenie jak wtedy, kiedy ubrany w żółtą koszulkę reprezentacji Brazylii wychodziłem na boisko, aby strzelać dla niej bramki. Czy mistrzostwa świata nie mogłyby stać się wydarzeniem, które umocniłoby Brazylię na arenie międzynarodowej? Zdecydowanie tak. Reflektory skierowane są na nas i to dobra okazja, by pokazać, jaka naprawdę jest Brazylia i jacy są jej mieszkańcy. Organizując piłkarskie mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie w roku 2016, możemy pokazać światu, że jesteśmy narodem zakochanym w sporcie, ale też krajem o silnej gospodarce, liderem w biotechnologii, jednym z największych producentów mięsa, soi i eksporterów rudy. Wkrótce tysiące turystów i zagranicznych dziennikarzy z ciekawością wyląduje na naszych lotniskach, chcąc poznać prawdziwą Brazylię. Jesteśmy również krajem dużych społecznych kontrastów, ale podejmującym ważne działania w celu ich zmniejszenia. Jesteśmy społeczeństwem zróżnicowanym, ale spójnym. Jesteśmy ziemią ludzi utalentowanych, walecznych, kreatywnych i nowatorskich. Cechy te dobrze obrazują: magiczny i zaskakujący drybling Neymara, muzyczna twórczość mistrza Toma Jobima czy badania Miguela Nicolelisa nad egzoszkieletem, dające nadzieję sparaliżowanym na to, że znowu będą mogli chodzić.

„Badania Miguela Nicolelisa nad egzoszkieletem”. Gołym okiem widać, że siedzieli nad tym PR-owcy.

Na koniec w Rzepie jeszcze kilka słów o kadrze i liście chorych kapitanów.

Kadra na pewno będzie miała nowego kapitana, bo kontuzjowany jest Jakub Błaszczykowski. Robert Lewandowski – następny pod względem stażu w reprezentacji – zdążył już udzielić kilku wywiadów o tym, że jest gotowy do nowej roli, jednak się okazuje, że przeciwko Szkotom może nie wystąpić. Przyleciał do Warszawy z urazem kolana, badania wykazały naciągnięte więzadło. Nie jest to groźny uraz, ale decyzja o tym, czy piłkarz jest zdolny do gry zapadnie dopiero we wtorek. Następny w kolejce po opaskę kapitańską jest Artur Boruc, który w poniedziałek rano także został w hotelu. Bramkarz Southampton zgłosił jednak tylko przemęczenie ligowym meczem z Liverpoolem. Gdyby nie wystąpił w pierwszym składzie, na boisko wyprowadzi Polaków Łukasz Piszczek – rekonwalescent. Na zgrupowaniu nie ma jeszcze Piotra Celebana, którego Vaslui rozgrywało swój mecz dopiero w poniedziałek. Pojawił się za to powołany w ostatniej chwili Łukasz Teodorczyk. Decyzja Nawałki o sięgnięciu po napastnika Lecha związana jest zapewne z niepewnym występem Lewandowskiego. – Zawodnicy zdają sobie sprawę, że najbliższy mecz jest już poważnym sprawdzianem i nie trzeba im tego mówić. Jednak z niektórymi widzę się pierwszy raz…

GAZETA WYBORCZA

W Wyborczej dwójka naszych „ulubieńców” – Rafał Stec i Michał Szadkowski rozprawiają nad tym, czy Legia… Nie będzie zaskoczenia: czy Legia zerwie z kibolami. My zacytujemy fragment o Hadaju.

Znienacka zapowiedział np. rozwiązanie problemu ze stadionowym spikerem, którego „prowokacje były niedopuszczalne”. Tymczasem Wojciech Hadaj – który ryczał przed niedzielnym meczem w kierunku sektora białostoczan, że nigdy nie będą mistrzami – zachowywał się jak zwykle. Skandalicznie. Od lat inspiruje szowinistyczny doping, co wytykali w raportach po meczach pucharowych obserwatorzy UEFA, wymagający w regulaminie neutralności. „Podczas ostatniego kursu dla spikerów pracowaliśmy nad panem Hadajem cztery godziny. To już się nie powtórzy” – cytowaliśmy w „Gazecie” Krzysztofa Smulskiego z PZPN. Mówił to osiem lat temu. Dopiero kiedy kibole przekroczyli wszelkie granice, odkrył też prezes Legii możliwość nakładania zakazów stadionowych przez klub. Dotąd ostentacyjnie ją ignorował, teraz wyrażał żal, że nie może wlepiać dożywocia (maksimum to dwa lata). Oburzył się wreszcie Leśnodorski, że kibole rzucali w niedzielę petardami hukowymi, jego zdaniem „niebezpiecznymi”. Dotąd angażował się raczej w promowanie używania pirotechniki na trybunach, przekonując, że „race dodają kolorytu i powinny być legalne”. Nie rozumiał, że kibole dążą do nieustannego przekraczania granic. Jeśli usankcjonowaną prawnie granicą będzie zabawa pirotechniką „bezpieczną” – choć UEFA nie chce żadnej – to znajdą się tacy, którzy przemycą „niebezpieczną”. Ł»eby zaimponować kolegom. Albo jeszcze uatrakcyjnić zabawę. Wszak to oni są najważniejsi, sport się nie liczy – w czasie osławionego „bojkotu”, wymierzonego w zwalczające ich ITI, lżyli piłkarzy, nie zastanawiając się, czy aby znacząco nie przyczyniają się do przegrania przez Legię walki o mistrzostwo Polski.

Poniżej zapowiedź meczu kadry pt. „Nauka szkockiego bez Lewandowskiego?”.

Skrupulatnie zaplanowane zgrupowanie psują urazy. W poniedziałek okazało się, że Robert Lewandowski nie może wziąć udziału w żadnym z dwóch treningów. Zamiast na stadion Polonii Warszawa, gdzie ćwiczyła kadra, pojechał na badanie, które wykazało naciągnięty mięsień w okolicach kolana. Dopiero we wtorek wyjaśni się, czy zagra ze Szkocją, ale przy podobnych kontuzjach zwykle dmucha się na zimne. Jeśli faktycznie ominie go spotkanie, pozostanie tylko jeden mecz we w miarę pełnym składzie. O ile można tak powiedzieć po kontuzji Jakuba Błaszczykowskiego, który w styczniu zerwał więzadła w kolanie i wróci do gry w Borussii Dortmund dopiero w nowym sezonie. Kapitan kadry przyjechał jednak na zgrupowanie. Kulejąc, ze stabilizatorem na nodze, spacerował po hotelu Hyatt. Jakby Nawałka miał mało trosk – w poniedziałek nie trenował też bramkarz Artur Boruc. Zmęczony po niedzielnym meczu Premier League (Southampton przegrał 0:3 z Liverpoolem) zgłosił uraz i po południu drzemał w hotelowym pokoju. – Niektórzy piłkarze długo podróżowali, spali po trzy, cztery godziny. Dyspozycja fizyczna nie jest najlepsza – tłumaczył Nawałka.

Tu akurat nuda.

SPORT

Sport brutalnie recenzuje wczorajszy mecz w Bielsku.

Ale na wstępie fajny komentarz do wydarzeń… Tak, tak. W Warszawie.

Po każdym tego typu wydarzeniu gorączkowo wertuje się Ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych, by przypomnieć sobie, kto i za co odpowiada, jakie i komu grożą sankcje. I za każdym razem dochodzi się do konkluzji, że ustawę to my mamy całkiem dobrą. Otóż nie mamy dobrej. Nie może być dobra, skoro tak wielu ludzi tak niewiele sobie z niej robi. A robi sobie niewiele, bo wiedzą, że wszyscy mogą im naskoczyć. Ale mamy też świetne zaklęcia: za niemal wszystko obarcza się odpowiedzialnością organizatora. Teoretycznie – słusznie. Robisz coś, bierz za to odpowiedzialność. Tylko że jest ona niezmiernie szeroka. Wychodzi bowiem na to, że organizator ma odpowiadać za proces wychowawczy w rodzinie, szkole, może i w kościele. Ma w założeniu zapobiegać organizowaniu się i działaniu grup w teorii klubowi sprzyjających, a w praktyce przestępczych. Organizator meczu ma w jakiejś mierze zastępować wszystko i wszystkich, włącznie z organami ścigania. Mniej więcej raz na dwa tygodnie. Oryginalne ujęcie tematu.

W relacji z Bielska nie ma niczego nieoczywistego. Było nudno i chaotycznie.

Na kolejnej stronie zapis konferencji prasowej Bogusława Leśnodorskiego… spisany jak wywiad. Może dajmy już chwilowo temu spokój. Wróćmy do innych tematów ligowych. Sport twierdzi na ten przykład, że choć Jan Kocian ma w teorii nawet dość szeroką kadrę, zaufał tak naprawdę tylko 12 zawodnikom.

Co więcej… Gdyby nie przymusowa, kartkowa pauza Piotra Stawarczyka w żelaznej jedenastce nie byłoby ani jednej zmiany (…) Zadanie zostało już wykonane, choć w Chorzowie kokieteryjnie dmuchają na zimne, mówiąc o konieczności zdobycia jeszcze kilku punktów. Teraz rodzą się pytania: czy ta żelazna jedenastka sprawdzi się na dłuższą metę? Czy mając już w kieszeni awans do czołowej ósemki, nie należałoby zacząć mieszać w składzie? A może grać na dwa składy – mocniejszy wystawiać na ważniejsze spotkania z silnymi przeciwnikami, a dublerów na słabeuszy?

Nadzwyczajnie mocni poczuli się chyba na Śląsku. Na szczęście (dla Ruchu) Kocian szybko rozwiał wątpliwości, stwierdzając, że jak tylko jego zawodnicy będą zdrowi, to zawsze będą grać najlepsi.

Sport przycisnął również Jarosława Kołodziejczyka, prezesa Piasta w temacie Marcina Robaka.

Drugi raz sprzedałby pan Robaka?
– Nie chodzi o to, czy ja chciałem sprzedać Robaka, czy nie, bo nie miałem na to żadnego wpływu. Zawodnik miał w swoim kontrakcie klauzulę odstępnego i chciał odejść.

On przekonuje, że to panu nie zależało.
– To nieprawda. Robak nie zgłosił chęci pozostania w Piaście. Nie powiedział: „Dajcie mi tyle i tyle, to się stąd nie ruszam (…) Musi już pan jego pytać. Ja wiem, co sam mówiłem.

A nam się jednak zdaje, że pan prezes nie do końca wie, co mówi. Ale o tym później.

SUPER EXPRESS

Zaczynamy od reprezentacji i rozmowy z Mateuszem „Penetratorem” Klichem. – No cóż, ja sobie tej ksywki nie wybrałem. Trochę ten penetrator dwuznaczny, ale mi nie przeszkadza. Do futbolu pasuje – mówi nam były gracz Cracovii. Określenie „penetrator” wzięło się odÂ… podań Klicha – czytamy wyjaśnienie.

Po trochę niemrawej jesieni na wiosnę w Zwolle grasz znakomicie. A trener Nawałka, wysyłając kolejne powołanie, pokazał, że w ciebie wierzy.
– Rzeczywiście miałem przyjechać już na mecze ze Słowacją i Irlandią, ale doznałem kontuzji. Dobrze, że dostaję kolejną szansę i mam zamiar ją wykorzystać. Każdy chce, żeby trener na niego stawiał, a ja nie jestem wyjątkiem. Moja forma idzie do góry, a ja się cieszę, że zapisuję się regularnie w protokołach meczowych. Teraz chciałbym to również przenieść na reprezentację.

Mecz ze Szkocją będzie dobrym przetarciem przed eliminacjami?
– Wylosowaliśmy ich w walce o Euro, więc na pewno ten sparing jest dla nas plusem. Dzięki temu będziemy mogli zobaczyć, z czym przyjdzie nam się mierzyć w walce o punkty.

A jak oceniasz naszych rywali w wyścigu do Euro?
– Na pewno mogliśmy trafić lepiej. Osobiście chciałem wylosować Holandię. Z pierwszego koszyka trzeba było kogoś wylosować i trafiliśmy na Niemców, o których na pewno nie marzyłem (śmiech). Nie można się jednak przed nimi położyć, tylko dlatego, że nigdy z nimi nie wygraliśmy. Kiedyś w końcu musi być ten pierwszy raz.

Bardzo, bardzo przeciętna rozmowa. Nie chcemy pisać, że bezwartościowa, ale blisko.

Stronę obok mamy trochę cytatów z Piszczka, który po raz pierwszy spotkał się na kadrze z Nawałką.

– To moje pierwsze zgrupowanie za kadencji trenera Adama Nawałki – przyznaje Piszczek. – Staram się poznać i dostosować do reguł i wymagań selekcjonera. Wracam do kadry po dłuższej nieobecności, ale już od dłuższego czasu starałem się brać na siebie odpowiedzialność za wyniki. Nie boję się tego. W reprezentacji zawsze jest tak, że pojawia się ktoś nowy, a trener wybiera sobie zawodników. Mecz ze Szkocją jest po to, aby to zgranie poszczególnych formacji poprawić. Wszystko służy temu, aby dobrze przygotować się do eliminacji mistrzostw Europy 2016. Reprezentant Polski uważa, że dobrze się stało, że biało-czerwoni trafili do jednej grupy z Niemcami. – Wylosowanie Niemców na pewno mnie ucieszyło z dwóch powodów – tłumaczy reprezentacyjny obrońca. – Po pierwsze: będę rywalizował z kolegami z Borussii. Rozmawialiśmy zaraz po losowaniu. Były żarty i dużo śmiechu. Po drugie: może w końcu sprawimy im niespodziankę i… wygramy? – prognozuje kadrowicz.

„Prezes wyłapie bandytów”. W Super Expressie nie mogło zabraknąć reakcji na to, co działo się przy Łazienkowskiej, jednak po przeczytaniu kilku innych artykułów na ten temat i wysłuchaniu konferencji Leśnodorskiego, niczego odkrywczego się z tego materiału nie dowiemy.

Leśnodorski przyznał, że spodziewa się wysokich kar dla klubu i nie ukrywa, że może to mieć wpływ na aktywność Legii podczas letniego okna transferowego. – Pieniądze wydane na kary to głupota, wolałbym inwestować w akademię albo w transfery – powiedział prezes. Odniósł się też do wniosku MSW, które zwróciło się do wojewody Jacka Kozłowskiego o zamknięcie stadionu Legii do końca rundy wiosennej. Zdaniem MSW policja została wezwana za późno i nie miała jak wejść na stadion, bo brama była zamknięta, a pracownik ochrony nie miał do niej klucza. W związku z tym stróże prawa musieli ją wyważyć. – Jestem gotów ponieść wszelkie konsekwencje, bo byłem organizatorem meczu, ale jeśli nasz stadion zostanie zamknięty, to będzie to porażka całego systemu – skwitował sternik klubu.

W kolejnej gazecie dostaje się spikerowi Hadajowi.

Nigdy jednak nie spotkałem się z tak karygodnym zachowaniem spikera meczu, jak podczas ostatniego meczu Legii. Kibice Jagiellonii obrażali fanów Legii, na co spiker Wojciech Hadaj wypalił do mikrofonu: „Kibice z Białegostoku, zajmijcie się swoim klubem. I tak nigdy nie będziecie mistrzem!”. Na takie zachowanie ostro zareagował prezes Leśnodorski, który stwierdził, że: „sprawa spikera zostanie wkrótce rozwiązana”. Zadaniem spikera podczas meczu jest informowanie o zmianach, bramkach, kartkach i uspokajanie nastrojów na trybunach. Ale na pewno nie podburzanie, czyli haniebne zachowanie, mogące mieć fatalne skutki. To nie pierwszy taki „wyczyn” Hadaja. Przed inaugurującym rundę meczem z Koroną wdał się w pyskówkę z kierownikiem drużyny rywala. „Na ty jestem z tobą, lamusie?! Spier… stąd! Ty ku…a! Spier… stąd!”.

W SE dużo czytania, ale wiele tekstów bardzo słabych jakościowo, miałkich.

PRZEGLÄ„D SPORTOWY

Boniek na okładce PS.

Na wstępie dostajemy te same materiały, które cytowaliśmy w Fakcie. Tekst Adama Dawidziuka i rozmowę z prezesem PZPN-u. Zacytujemy tylko krótko jeszcze jeden fragment pierwszego z nich:

Na każdym stadionie w Polsce jest tak, że ktoś rządzi. Pewien układ. Przychodzący na mecze o tym wiedzą, akceptują, z przekonaniem lub bez. Ci drudzy raczej ze złością, której nie mogą okazać publicznie. Ludzie w garniturach, starsze panie, gospodynie domowe, młodzież. Wszyscy, których solą życia jest piłka nożna. Grupa bandytów to wszystko im zabiera. Spośród dziesiątek pytań, jakie dostawaliśmy po awanturze na Legii, żadne nie dotyczyło tego, czy ktoś odda pieniądze za karnety. Wszystkie miały jeden wydźwięk: czemu nie będę mógł pójść na mecz? Dlaczego za bandę idiotów konsekwencje ponoszę ja? Tak, oprawy meczowe były fantastyczne, patriotyczne, uwielbiali je także ci, o których wspominamy powyżej. Jednak koszty okazały się bardzo wysokie. Wiele razy rozmawialiśmy na ten temat z Bogusławem Leśnodorskim. Sugerowaliśmy, że brnięcie w środowisko kibicowskie jest drogą donikąd. Zawsze zapewniał, że wie, co robi, że wszystko kontroluje. Wkręcił się jednak w układ, który na początku dał mu sporo dobrego, ale patrząc z perspektywy opinii publicznej, był co najmniej niestosowny. Dwuznaczne znajomości z kontrowersyjnymi osobami ze środowiska, przymykanie oczu na łamanie prawa, czyli nielegalną pirotechnikę. Przesadzenie fanów z Ł»ylety, kiedy ta była zamknięta, w konsekwencji na przyzwolenie wygonienia tych, którzy mają karnety w innych miejscach na stadionie. Legia dała palec, a jak wiadomo, można przy tym stracić całą rękę. W pewnym momencie stała się zakładnikiem układu. Prezes jedną nogą stał w klubowym gabinecie, drugą na „Ł»ylecie”. Zaangażował się całym sercem, bo sam jest kibicem, co miało być atutem. Było, ale tylko do niedzieli.

Temat bramkarzy reprezentacji również poruszono w Fakcie. Selekcjoner mówi, że Szczęsny i Boruc mają pół roku na rozstrzygnięcie rywalizacji. Czas jest do wrześniowego meczu z Gibraltarem. A co tam u Ludo Obraniaka? Niektórzy są do niego źle nastawieni – słusznie zauważa Francuz.

A co pan powie krytykom, którzy pana nie chcą w kadrze?
– Nie muszę nikomu nic udowadniać. Wiem, że moje relacje z polskimi mediami nie są łatwe. Wynika to w dużej mierze z tego, że nie mówię dobrze po polsku. Wyczuwam, że niektóre osoby mają do mnie negatywne nastawienie. Ja jednak przyjechałem pozytywnie usposobiony. Chcę czerpać przyjemność z przebywania z moimi kolegami i z gry.

Niedawno zmienił pan klub, z Bordeaux przeszedł pan do Werderu Brema. To mocno średni zespół, dopiero 13. w tym sezonie. Ten transfer to na pewno był dobry pomysł?
– Tak, bardzo się z niego cieszę. Potrzebowałem zmiany kultury, zmiany ligi, chciałem spróbować czegoś nowego. Dobrze czuję się w Werderze. To właściwe miejsce do zaczęcia przygody z Bundesligą. Jestem zadowolony z moich początków w Bremie. Ostatnio wygraliśmy derby, to było bardzo ważne dla tego klubu (1:0 z Hamburger SV – przyp. red.). Wiem, że zespół nie jest wysoko w tabeli, ale nie jest to dla mnie szczególnie istotne. W Bundeslidze Werder to i tak jest wielki klub, nawet jeśli przechodzi przez ciężki sezon.

A na koniec niespodzianka. Dariusz Dziekanowski albo nie zdążył z napisaniem swojego wtorkowego felietonu, albo wpadł (ktoś wpadł za niego?) na naprawdę fajny pomysł. Chyba powinniśmy to stosować częściej. Po meczach ligowych albo kadry. „Nie mamy ochoty na rozmowy o futbolu”.

ANGLIA: Pardew, wstydź się!

Ciąg dalszy afery z Alanem Pardew, menedżerem Newcastle, który – przypominamy – przyłożył głową (!) piłkarzowi drużyny przeciwnej (!!). W klubie wciąż nie wiedzą, czy utrzyma posadę, a w międzyczasie FA zajmuje się jego sprawą: ma otrzymać dziesięć meczów dyskwalifikacji. Podoba nam się ujęcie sprawy przez The Sun, który pisze wprost, że Pardew powinien się wstydzić. W reprezentacji Anglii ma natomiast zadebiutować 18-letni Luke Shaw, kolega Artura Boruca z szatni. Adam Lallana, inny zawodnik Southampton, wierzy, że Shaw jest tak dobry, jak wart 80 milionów funtów Bale. Znajdujemy też tekst o tym, że przeciwnicy mogą szpiegować i podglądać Anglię w Brazylii… za 16 funtów.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

WŁOCHY: Conte nie przestaje się kłócić

Corriere dello Sport nawołuje, aby do piłki wprowadzić jeden dodatkowy element: powtórki. Prawie wszyscy trenerzy Serie A są na tak – od Conte, przez Garcię, Mazzariego, Reję, Spallettiego, po Seedorfa. TuttoSport podchodzi dziś bardziej piłkarsko i znajduje sobie obiekt westchnień, którym jest Carlos Tevez. Giampiero Ventura, 66-letni trener Torino, wyznaje, że jeśli wywalczy awans do europejskich pucharów, to będzie mógł odejść. Natomiast w La Gazzetta dello Sport znajdujemy okładkę, w której znów szaleje Antonio Conte. Tak jak pisaliśmy wczoraj, trener Juve pokłócił się z Prandellim, że ten powołał Chielliniego bez wcześniejszej konsultacji (jest po urazie).

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

HISZPANIA: Barcelona najlepsza w Europie

Jeden z naszych – taką okładkę serwuje AS, umieszczając na niej Diego Costę. Znacznie ciekawiej jest jednak z drugiej strony Madrytu. Iker Casillas wyznaje, że zamierza pograć do czterdziestki, i to w Madrycie. Real? Tutaj mamy kilka ostatnich wyśmienitych miesięcy i trochę zabawy liczbami – liczbami, które są bardzo korzystne dla Ancelottiego. Najlepszym strzelcem w Europie jest… Barcelona. 74 bramki zdobyte przez Barcę to najwyższy wynik na Starym Kontynencie, do tego złożyło się na niego piętnastu zawodników.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic