Gilewicz o Stuttgarcie, czyli kamyczek do ogródka kolegi – Frediego Bobicia

redakcja

Autor:redakcja

18 lutego 2014, 14:19 • 3 min czytania

Reklama
Gilewicz o Stuttgarcie, czyli kamyczek do ogródka kolegi – Frediego Bobicia

Dwa tygodnie temu pisałem, że obawiam się o przyszłość Berta Van Marwijka. Działacze HSV deklarowali jeszcze wtedy, że stoją za trenerem murem, ale nie takie opinie w piłce już słyszeliśmy i jak widać: gwarancji pracy nie ma nigdy. Ale to dygresja, bo dziś parę słów o moim byłym klubie, VFB Stuttgart.
Na początek… trochę pozytywów. W miniony weekend zauważyłem, że aż 5 z 18 trenerów Bundesligi wywodzi się właśnie z tego klubu. Cztery zespoły prowadzone przez ludzi mających doświadczenie w pracy z młodzieżą Stuttgartu, w ostatniej kolejce zagrały nawet między sobą. Mam tu na myśli spotkania Mainz – Hannover i Hoffenheim – VFB, a więc Thomasa Tuchela, Tayfuna Korkuta, Markusa Gisdola oraz Thomasa Schneidera. Jeśli doliczymy do tego Jensa Kellera prowadzącego Schalke 04, wyjdzie nam cała piątka.

Reklama

Do czego zmierzam?

Każdy z nich na początku swojej pracy szkoleniowej prowadził grupy młodzieżowe VFB, od U-15 do U-23. Większość zdobywała juniorskie mistrzostwa kraju. Tuchel przez 6 lat piął się w górę idąc od U-15 do U-19, aż w końcu po 9 latach dostał pierwszy angaż w Bundeslidze. Keller też wspinał się krok po kroku. Najpierw był trenerem juniorów, później przez rok asystentem, by wreszcie dostać szansę pracy z pierwszym zespołem. On nie czekał aż tak długo, zresztą w dorosłym Stuttgarcie nie przepracował nawet rundy. Ale te przykłady mimo wszystko pokazują, jak istotna jest praca z młodzieżą – to przetarcie. Jak widać, nie jest żadnym upokorzeniem popracować nie na samej górze, ale właśnie z juniorami, żeby później coś osiągnąć. Ł»aden z nich nie wyszedł z założenia „byłem dobrym piłkarzem, to i trenerem na pewno jestem”.

W jakiś sposób przekłada się to też na samych wychowanków Stuttgartu. Kiedyś Mario Gomez, Kevin Kuranyi albo Timo Hildebrand, teraz młody Rani Khedira czy 17-latek Timo Werner, uważany za jednego z najbardziej obiecujących piłkarzy w całych Niemczech. Wyciągnięcie tej dwójki do pierwszego składu to właśnie pomysł obecnego szkoleniowca Thomasa Schneidera. Oczywiście, nie jest im łatwo wystartować, bo całemu Stuttgartowi brakuje jakości i przekonujemy się o tym coraz dobitniej. O ile pierwsze mecze rundy ułożyły się dosyć nieszczęśliwie, to już dwa ostatnie – przegrane po 1:4 – nie pozostawiają wątpliwości.

W czym jest problem?

Reklama

Moim zdaniem nie zainwestowano przede wszystkim w linię obrony. Nikim wartościowym nie zastąpiono Serdara Tasciego, który odszedł do Spartaka Moskwa. A on był w tej defensywie do tej pory szefem. Młody Rudiger zdecydowanie takim piłkarzem nie jest. Niedermeier zalicza za dużo indywidualnych błędów. Sakai jest nierówny, a i Schwaab, który przyszedł z Leverkusen, nie daje wystarczającej jakości. Co gorsza w pomocy też muszą sobie radzić młodzi. Nie ma lidera. Nie ma chłopaka, który by krzyknął i poprowadził do robienia punktów. Jedyny, który mógł to robić, czyli Ibisević tydzień temu w karygodny sposób zarobił czerwoną kartkę.

Jeden kamyczek muszę też wrzucić do ogródka mojego kolegi – Frediego Bobicia, dyrektora sportowego VFB. Dziwię mu się, że zapłacił aż 3 miliony euro za Abdellaoue, który póki co zawodzi na całej linii, ale przede wszystkim jest napastnikiem zbyt podobnym do Ibisevicia. Drużynie brakuje szybkiego, dynamicznego zawodnika z przodu, do gry z kontry. Niestety, w mojej opinii Bobić odpuścił Okazakiego. Puścił go do Mainz, gdzie Japończyk zdobywa bramki, a potem kompletnie nie trafił z transferem Abdellaoue.

3 miliony euro – ktoś powie, że to całkiem poważna suma, ale na dziś to też maksimum tego, na co stać Stuttgart. Zakupy za 4 – 5 milionów euro albo więcej są w tej chwili niemożliwe. Trzeba oszczędzać, bo budżet już raz został za bardzo naciągnięty. Między innymi dlatego zespół powierzono Thomasowi Schneiderowi. Człowiekowi, który umie pracować z młodzieżą, zna akademię i filozofię klubu.

Reklama

Oczywiście, na koniec musi pojawić się pytanie czy on tam wytrzyma? Stuttgart ma prostą drogę do 2. Bundesligi, nie wygrał wiosną ani jednego spotkania, a dziś w prasie prezydent klubu otwarcie mówi, że on żadnemu trenerowi nie da gwarancji pracy. Obawiam się więc, że skończy się jak z Van Marwijkiem.

RADOSفAW GILEWICZ

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Hej, TVP, musicie kupić mecze Rakowa. Wasze konflikty nikogo nie interesują

Paweł Paczul
12
Hej, TVP, musicie kupić mecze Rakowa. Wasze konflikty nikogo nie interesują
Liga Europy

Piłkarz Lecha przeprosił po klęsce. „Ta porażka nas nie zdefiniuje”

Kacper Korpak
2
Piłkarz Lecha przeprosił po klęsce. „Ta porażka nas nie zdefiniuje”

Weszło

Reklama