Wisła nie dała sobie zrobić krzywdy w dziwnym przedstawieniu imitującym mecz piłkarski

redakcja

Autor:redakcja

17 lutego 2014, 20:25 • 3 min czytania

Reklama
Wisła nie dała sobie zrobić krzywdy w dziwnym przedstawieniu imitującym mecz piłkarski

Odnotowujemy (bo wypada), że Wisła Kraków wygrała drugi wyjazdowy mecz w sezonie, choć przez kilkadziesiąt minut zastanawialiśmy się, czy TO COŚ w ogóle można nazwać meczem, a później, kiedy Wisła już prowadziła 1:0, uznaliśmy to za eksperyment pod tytułem „Jak zarobić, żeby się nie narobić”. W sensie: ile najmniej można pokazać na boisku, żeby i tak zgarnąć komplet punktów.
Oczywiście, Wisła przynajmniej w destrukcji, odbiorze piłki, generalnie – całej swojej grze z wyłączeniem strefy 30 – 40 metrów od bramki Piasta (na przykład w błyskotliwym rozgrywaniu na swojej połowie), sprawiała wrażenie zespołu grającego mądrzej. Zaskakująco mądrze, jak na ekipę, która jesienią na wyjazdach miała bilans: 1 zwycięstwo, 5 remisów i 4 porażki. Dziś nie pozwoliła gospodarzom na oddanie ani jednego strzału. Tak naprawdę tylko jedna akcja Piasta w całym meczu miała szanse powodzenia, a to już o czymś świadczy. Tylko że jest w tym wszystkim pewne ważne „ale”.

Reklama

Chętnie porozpływalibyśmy się nad grą obronną Wisły, gdyby tylko w ofensywie zagrała dziś choć w połowie równie dobrze. Chociaż w ćwierci, a niestety, współczynnik zawartości piłki w „piłce” był tu bliski zera. Gdyby to koszmarne widowisko zakończyło się w 60 minucie, jutrzejsze gazety powinny zostawić tylko puste miejsce z adnotacją: „tu powinna znaleźć się relacja z meczu Piasta z Wisłą, jednak dla wspólnego dobra – naszego i piłkarzy – po wynik odsyłamy na Telegazetę, strona 211”. Komentatorzy Canal+ zagadywali nas na śmierć robiąc wszystko, żeby swoim energetycznym komentarzem wmówić telewidzom, że oglądają coś godnego uwagi. Ale – znów niestety – było dokładnie na odwrót. Zwłaszcza pierwszą połowę należałoby przemilczeć w całej rozciągłości.

Niech świadczy o tym fakt, że w skrótach w czasie przerwy mieliśmy:
– zablokowany strzał Murawskiego, po którym piłka wyszła za linię boiska,
– niecelne dośrodkowanie Brożka, wybite przez obrońcę (!),
– pseudo-strzał głową gracza Piasta, oczywiście sporo niecelny.

Pierwszego celnego uderzenia doczekaliśmy się w 57. minucie i jak się okazało, było to jedno z dwóch w całym meczu, bo dwie minuty później z rzutu karnego poprawił Garguła. Zresztą, żeby do tego doszło, najpierw na skórce od banana musiał się poślizgnąć Hebert i przypadkiem zagarnąć piłkę ręką.

Wisła nie dała sobie w Gliwicach zrobić krzywdy, za to brawo. Ale ten mecz to była po prostu rzeźnia.

Reklama

PS Chcąc wierzyć w słowa Baszczyńskiego, „to dopiero początki. Tu jeszcze nie każde podanie wyjdzie, ale piłkarze z kolejki na kolejkę będą się rozkręcać”. No, czyli alibi na pięć początkowych kolejek mamy z głowy. Alibi na pięć końcowych również znane – będzie nim zmęczenie. Pytanie: co zrobić z czterema, które pozostają? Nieciekawie. Chyba trzeba będzie przez miesiąc pograć w piłkę…

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Hej, TVP, musicie kupić mecze Rakowa. Wasze konflikty nikogo nie interesują

Paweł Paczul
12
Hej, TVP, musicie kupić mecze Rakowa. Wasze konflikty nikogo nie interesują
Liga Europy

Piłkarz Lecha przeprosił po klęsce. „Ta porażka nas nie zdefiniuje”

Kacper Korpak
2
Piłkarz Lecha przeprosił po klęsce. „Ta porażka nas nie zdefiniuje”

Weszło

Reklama