Najpierw – ha, od czego zacząć? No od ligi jednak. Przeszedłem się na Legię. Dramat, jedna kiwka na cały mecz i 1:0 (ja zrobiłem lepszy wynik, dwa winka i dwa piwka). Byłem lekko rozczarowany, ale po paru godzinach przypomniałem sobie jedno. Ł»e latami chodziłem na Legię z Deyną, Gadochą i Ä†mikiewiczem, mistrzami, i ona nie potrafiła wygrać z nikim! (a we Włoszech Juve z siedmioma mistrzami świata 2006 musiał kupować wszystkie mecze!). Tak więc po prostu wymagania mamy większe, zuchwałe, byle nie wymagać od… siebie. Ale to najtrudniejsze, wiem.
* * *

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Z miłych rzeczy – piękna kobieta do mnie podeszła, i mówi tak: Czytam Weszło tylko w poniedziałki, i trochę mi było przykro, że po Gali Piłki Nożnej ani zdania o mnie. A ja wszystko organizowałam…

Hm, nadrabiam. Magdę znam jak dzieckiem jeszcze była i tata z mamą zabierali ją na redakcyjne imprezy, razem z synem. Byłem pewny, że to junior zostanie szybko naszym szefem, family business, ale… szefem Piłki Nożnej, najzacniejszego tytułu w polskiej prasie futbolowej, została ta dziewczyna. „Będą jeszcze w tym miesiącu zmiany” – zapowiedziała, dodając iż zmiany na lepsze, bo faktycznie ostatnio to kraina wiecznej nudy. Na wszelki wypadek podałem swój numer telefonu.

Ale bez kitu – ona się orientuje, bo jak w poważnych firmach najpierw właściciele kazali jej pooglądać wszystko od środka. Szef Fiata Agnelli zmienił synowi nazwisko, i kazał zatrudnić się jako robotnikowi w fabryce w Turynie. Ł»eby powąchał szatnię, zobaczył kto co je i z kim śpi, jak kradnie. To niegłupi start. Magdo (jakieś siedemnaście razy ładniejsza od Pyżalskiej) – powodzenia.

Tak żartując, dodałem, ze rodzice zrobili jeden błąd. Kupili jej na maturę najnowszego mercedesa. A ona, od razu: – Stał przed domem. Wolałam jeździć z kumplami tramwajem.

Dobry znak. Normalności.

* * *

Bródka bohaterem, premier najwyraźniej przedawkował i chce kryty tor lodowy budować. Czy wiecie ile kosztuje prąd na taką fanaberię? Ja bym wolał pomagać ludziom z małymi dziećmi, jak starym chłopom. Słyszę od rana, że Bródka kilka miesięcy w roku na zgrupowaniach. To ile on ma tego urlopu (napisałbym – ile ma tego kurwa urlopu, aż się wzburzyłem), i jaki z niego strażak, na ćwierć etatu? My nie wiemy, że sporty zimowe uprawia kilka krajów ze śniegiem i trzyma zawodowców, a oni opieprzają amatorów. Nasi to zawodowcy. Uświadomił mi to kiedyś Jan Mulak, twórca Wunderteamu. Ł»e kiedy na zachodzie sportowcy musieli szukać prywatnych sponsorów, nasi rok zbijali bąki na zgrupowaniach w Zakopanem czy Wałczu, żarli witaminy i podrywali dziewczyny. A i tak na koniec byli najlepsi. Lepsi od amatorów.

Co do tych zgrupowań, nie zapomnę przedolimpijskiego w Zakopanem. Ze dwustu tych parodystów, nuda, ile można grać w karty. To wymyślili konkurencję: Zdobycie Trzech Koron. Ale nie o te pienińskie szczyty chodziło. A o umówienie się na randkę z Beatą Maksymow, Malgorzatą Dydek i Agatą Wróbel.

Ciekawe jaką wy byście dali trójkę nie do zdobycia. Maciuszek?

Ta Maciuszek (pozdro dla ojca Łuszczka, mówi ze dziennikarze go rozpijali – znaczy poza inwalidztwem ma i sklerozę, jak ja), otóż pani Paulina na 10 km miała czas trzy godziny. Justyna pół godziny. Sześć razy wolniej biec? To był spacer? To konie w Zakopcu szybciej mkną, ciągnąc sanki i piątkę luda!

* * *

Dobra, spoko, nie znęcam się. Wystartowałem w Ustaw Ligę, no i miałem problem. Wybrać najlepszych, to wszystkich opędzluję, jak kiedyś typerów w Tygodniku Kibica, nawet Wdowczyka i Drzymałę, którzy wyniki znali przede mną. No więc wybrałem nazwiska pogodne, bo nazywać się Drewniak lub Oziebała – Mizgała, albo Kolejarz Stróże, to czysta parodia. Kiedyś z kolegą dziennikarzem wyszukiwaliśmy zabawne duety. Ja znalazłem parę stoperów Siata – Szmata, on genialnie zestawił duet Gierek – Secretario. To był Jarek Kołakowski.

* * *

Aha, co do tego Bródki, strażaka, to nihil novi. Tomba, mistrz slalomu, był karabinierem. Nie zapomnę tekstu jak szykował się do igrzysk: „Kiedyś brałem trzy dziewczyny do piątej rano. A teraz tylko pięć do trzeciej”.

Lepsze teksty walił tylko Shaq, i sir Charles: „Stęskniłem się już za Filadelfią. Od 24 godzin nie widziałem nikogo przebitego nożem”.

W Stochu najbardziej podoba mi się to, iż odróżnia umieją od umią. Stereotyp górali mocno jest nieprawdziwy. I super, że wierzy w Boga. Ja też.

* * *

Ale skoki i biegi, i łyżwy oczywiście chętnie bym pokochał i uznał za narodowy sport. Ale tylko pod jednym warunkiem. Jakbym najpierw na głowę upadł.

* * *

Jakbym miał wybierać, czy chcę być Bródką czy Stochem, to wolałbym zostać Suarezem. I życzę mu mistrzostwa świata, bo Ibra w domu. Pewnie jak Tomba, trzy do piątej… Uczcie się grać, to kiedyś posmakujecie.

* * *

Słuchałem fajnej gadki Bońka z panią Olejnik (ponoć ma jak piłkarze, buty za darmo, ale kamera musi pokazać), otóż on tłumaczył, że na meczach nie ma się czego bać i zaprasza na Ł»yletę. Sorry, chyba nie te polityczne klimaty, warszawski lud nie lubi od stu lat intruzów, tak już ma, ale… Boniek przywołał artykuł Szczepłka, że policja znów chce zamknąć Stadion Narodowy.

Policja dba o bezpieczeństwo. Akurat przedwczoraj zabili radiowozem jakiegoś gościa, dwóch rannych. Policja niech pilnuje sama siebie!

A co do Szczepłka. Pomijając jak grał (na treningu Biały Pele), jak pisze, kolekcjonuje pamiątki, jest osłuchany i oczytany, to nagle skojarzyłem, że… on najlepiej w Polsce gra na harmonijce ustnej! W starej „Piłce” grał na każdej imprezie.

Jak nie wiecie co to harmonijka ustna, to polecam Stinga, Shape of my heart.

Piłkarzom przydałoby się posłuchać, karciarzom.

He doesn’t play, for money he wins
He don’t play for respect

(nigdy nie łapię czemu Sting śpiewa niegramatycznie, ale ponoć w powtórkach tak jest. I czemu rachunek prawdopodobieństwa ujął jako geometry of chances, ale harmonijka zajebista, wolę od Ave Maria).

* * *

Co do zabawnych nazwisk (moje prymitywne, ale pamiętajcie że wszyscy jesteście ze wsi, a ja z dziadkami z Wawy), no to rekordem świata jest (był) Szwed Dick Last, czyli „Ostatni Chuj”. A najzabawniejsze przejęzyczenie komentatora, to o gościu nazwiskiem Dicks. I słychać, w podziwie, że biega ten facet za cały zespół: „eleven Dicks on the pitch).

Uff, grubo, ale da się to powiedzieć o niejednej drużynie.

* * *

Finito. Aha, Przemek Rudzki ładnie napisał jedno zdanie – nie oszukujmy się, że liga będzie ciekawsza.

Nie będzie, bo jesteśmy wszyscy okradani.

Ba, my się przecież okradamy sami.