Paradoksalnie nie ma znaczenia czy jest dziś najlepszy na świecie, czy zasługuje na zwycięstwo w jakimkolwiek plebiscycie, w którym bierze udział Messi. Portugalczyka, co sezon, dzielą od Argentyńczyka: metry, centymetry, szczebel, pół szczebla – nierozstrzygalne spory konsumenckie. Cristiano, po latach prężenia muskuł, wytrysków ego i chronicznej obsesji bycia numerem 1, pokazał światu ludzką twarz. Rozpłakał się. Na purpurowej, oblepionej straganowymi świecidełkami i hollywoodzką tandetą Gali Złotej Pilki, Ronaldo zdobył się na 30 sekund szczerości. Pół minuty – emocjonalny striptiz, warty nie mniej niż każdy z 400 strzelonych goli, każdy z tysięcy sprintów w pogoni za nieśmiertelnością. Cristiano przestał tworzyć własną historię. Został właśnie częścią historii futbolu.
Nie ma nic tak pozytywnie rozbrajającego, jak widok gościa, który spełnia swoje marzenie po pięciu, długich latach – wydawało się – bezsensownej walki. Nawet jego główny rywal, ten strącony z tronu, życzliwie uśmiechnął się pod nosem na wieść o triumfie „segundona” – tego wiecznie drugiego. Mimika Leo zdradzała podziw dla codziennego, tytanicznego wysiłku oraz niespotykanego genu rywalizacji Cristiano. Cechy perfekcyjnie udoskonalane, także dzięki cholernie wysoko zawieszonej poprzeczce przez argentyńskiego geniusza. Ronaldo w ostatnich miesiącach kategorycznie zaprzeczał, jakoby Złota Piłka spędzała mu sen z powiek. Podobno wcale nie zżerała go od środka. Kłamał. Portugalczyk podporządkował co do milimetra (dystansu odmierzanego przed uderzeniem każdego rzutu wolnego), co do setnej sekundy (reakcji startu do kontrataku), co do grama (tkanki tłuszczowej) swoją karierą tylko po to, żeby znowu wrócić na szczyt. W plebiscycie „France Football” za 2008 r. Cristiano wyprzedził Messiego o 165 punktów, aż 77 z 96 głosujących dziennikarzy przyznało Portugalczykowi pierwsze miejsce. To on, pierwszy wyszedł z bloków w wyścigu po sławę i uwielbienie mas. Wtedy niektórym wydawało się, że to Leo, a nie Cristiano będzie latami mozolnie osłabiał hegemonię rywala. Było na odwrót. Ronaldo popełnił falstart. Stratę odrabiał latami.

Życie jak w Madrycie. Metoda CR13

Dziś Portugalczyk zdaje sobie sprawę, że 69 goli w 59 meczach, najlepsze statycznie 12 miesięcy w karierze, wystarczyły jedynie do nieco ponad 3% przewagi w głosowaniu nad Messim. Leo w 2013 roku na poważnie grał w piłkę tylko przez 5 miesięcy, miał najgorszy od 7 lat sezon, ale bez problemu utrzymał się w najlepszej trójce globu. W rankingach popularności Cristiano z Messim już pewnie nigdy nie wygra. Nigdy nie pozbędzie się ogromnych pokładów narcyzmu, pielęgnowanego od momentu pierwszych pasemek z czasów Sportingu Lizbona i Euro 2004, do cotygodniowej depilacji brwi przez prywatnego fryzjera we własnym domu . Choć Ronaldo wyraźnie dojrzał emocjonalnie, ewoluował w czynach i słowach, to łatki „aroganta”, ze świadomości wielu obserwatorów, już nie odklei. Ktoś, kto publicznie stwierdził, że „gdyby mógł, to zagłosowałby na siebie w plebiscycie na Złotą Piłkę” z góry, co roku, skazany jest na utratę kilkunastu/kilkudziesięciu punktów. Tych przyznawanych przez obyczajowych purystów. Być może nawet na kampanię uczłowieczenia wizerunku klawego Ronaldo przez menedżera – Jorge Mendesa jest już za późno. A być może nie jest ona w ogóle potrzebna? Cristiano jest, jaki jest, jedyny w swoim rodzaju – jak styl gry, który wyrobił latami – niepodrabialny.

Tony ambicji, samo zawzięcia i uporu, harówka w bezustannym dążeniu do perfekcji.

Obrazek z treningu: Cristiano jest wściekły, nie może się pogodzić z faktem, że w grze „w dziadka” on też czasem musi wejść do kółka.

Obrazek po treningu: Cristiano wyjeżdża z ośrodka w Valdebebas ostatni. Po 30-minutowej, dodatkowej serii strzałów i dośrodkowań.

Obrazek z willi w La Finca w podmadryckim Pozuelo de Alarcon: Cristiano wchodzi do prywatnej kriokomory przy temperaturze dochodzącej do 200 stopni poniżej zera.

To tylko trzy, krótkie flesze z życia zawodowego Cristiano. Nadprzyrodzone wręcz warunki fizyczne w połączeniu z heroiczną, indywidualną pracą. W 2011 roku biomechanicy z Uniwersytetu z Chichester w południowej Anglii wzięli Ronaldo pod lupę i wydali werdykt: mamy do czynienia z cudownym wybrykiem natury. Według ich wyliczeń Cristiano w ciągu sezonu wykonuje 900 sprintów więcej niż profesjonalny sprinter od wiosny do jesieni. Przy tym wcale nie traci na wytrzymałości długodystansowca – od sierpnia do maja przebiega dystans równy kilometrom dzielącym Madryt od Lizbony. Portugalczyk zachwyca nie tylko 62 centymetrami w obwodzie uda, ale i wspaniałym wyskokiem dosiężnym. W trakcie niego jest w stanie oderwać się od ziemi na wysokość pół metra, wywołując przy okazji siłę nacisku 5 razy większą niż skaczący gepard. Przy wyskoku z nabiegu (dwóch kroków) wynik Cristiano to 78 cm, o 7 więcej niż średnia koszykarzy NBA… Portugalczyk nie przypadkowo od kilku lat współpracuje ze specjalistami od kinetyki. Dzięki ich pomocy Ronaldo udało się opracować technikę podkurczania nóg podczas wyskoku (na przykład przy rzutach rożnych, lub dośrodkowaniach), co powoduje swoiste zatrzymanie się piłkarza w powietrzu i dużo wolniejsze, niż normalnie, opadanie.

Wielu z Was widzi w Ronaldo futbolowego Robocopa. Porównujecie go do niezniszczalnej, odpornej na wszelkie kontuzje i faule stalowej maszyny, statystycznie zaprogramowanej na średnią 1,08 gola na mecz. W poniedziałek w Zurychu robot się rozkleił. Jak wtedy, kiedy miał 13-lat i po dwóch tygodniach od przybycia do szkółki Sportingu miał dosyć rozłąki z rodziną, więc szlochał do słuchawki telefonu, rozmawiając z mieszkającą na Maderze mamą. Wydaje się, że szwajcarskie łzy popłynęły w samą porę, na nie nigdy nie jest przecież za późno. Zdjęcie zapłakanego Ronaldo przejdzie do historii, ale drugiej z rzędu i trzeciej w kolekcji Złotej Piłki za rok nie zagwarantuje. Konkurencja w najbliższych miesiącach będzie brutalna: podrażniony Messi, piekielnie wyrównana faza pucharowa Ligi Mistrzów i wreszcie mundial w Brazylii z Neymarem gotowym na podbój świata. Dołączyć do Cruyffa, Platiniego i Van Bastena, a zostawić w tyle Beckenbauera, Di Stefano i Brazylijczyka Ronaldo – to jest cel Ronaldo na najbliższe lata. Najlepszym piłkarzem w historii Portugalii – z błogosławieństwem Eusebio – już został. Czas na nowe wyzwania, czas na nowy model, nadchodzi CR2014. Oby tylko, tak jak w 2009 roku, znowu nie popełnił falstartu. Za drugi jest przewidziana dyskwalifikacja.

RAFAŁ LEBIEDZIŁƒSKI
z Hiszpanii

Twitter: @rafa_lebiedz24