No więc zacznę tak. Nudziłem się w Święta. I odpaliłem dla rozrywki najlepszy mecz jaki w życiu widziałem. Anglia – Polska na Wembley, 1973, 17 października.
Do tej pory myślałem, widziałem, pamiętałem, iż była to obrona Częstochowy, a Anglicy grali Tomaszewskiemu za plecami.

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Sorki, na pierwszą interwencję Janka czekałem z pół godziny. A co widziałem?

Otóż nasi grali zajebisty futbol. Fakt, w obronie. Gdyż Angole do awansu potrzebowali zwycięstwa i atakowali w 10. Kompletem! I akcji cudnych, sytuacji bramkowych, strzałów i dośrodkowań mieli mnóstwo, dlatego był to mecz do oglądania.

A my? Otóż nie był to mecz do jednej bramki. Nasza drużyna (trzy dni bodaj wcześniej 1:1 z Holandią, też na wyjeździe, gole – ładnie – Cruyff, Deyna), otóż nasza kamanda grała na drugą bramkę. Co odwala Kazik nawet nie chcę opowiadać, zawsze był klasą sam w sobie, ale zaskoczyło mnie jedno.

Nie strzelec gola Domarski, on właściwie na boisku nie istniał.

Zaskoczyła i zauroczyła mnie gra skrzydłowych. Laty i Gadochy. Boże, robili tyle wiatru, ze bramek mógł Domarski strzelić i pięć. Robert dryblował i biegał, Grzesiek uciekałâ€¦ Oni swoją ruchliwością demolowali całą Anglię. Dlatego ten skrót polecam, zwłaszcza że słychać też Ciszewskiego, a widać Szpakowskiego z włosami.

Skrzydła. Jezu! Czemu obecne drużyny nie mają skrzydłowych? (poza Bayern Munchen, pewnie dlatego najlepszy jest).

Tacy zawodnicy są niezbędni. Kto taki? Peszko, Grosik, Sobota, Błaszczykowski, Kosecki – to goście, którzy mogą szybko biegać. I – uwaga – każdy z nich lepiej wyszkolony technicznie od Laty (bo Roberta nie przegoni już nikt).

Polska szkoła gry, jeśli ma się odrodzić, powinna zacząć od skrzydeł, jak Bayern, jak Holandia, i jak Brazylia.

Ale muszą to być skrzydła pociągnięte do góry, na linię szesnastu metrów, a nie na boczną obronę. I warunek, poza szybkością, to dośrodkowanie. Jak w ostatnich latach Zieńczuk, Wilk, Gancarczyk i… Jezu – nawet taki Łokietek.

Jak ktoś dorobi Polsce skrzydła, no to może wtedy pofruniemy. I tyle na ten temat.

*

Robcio Lewy ma pojutrze ogłosić gdzie pójdzie kopać dalej. Ja wam zdradzę to już teraz.

Real Madryt. Z jednego powodu, bo płaci najwięcej.

Ale ponieważ świat piłki jest zakręcony, nie zdziwię się, jak przedłuży kontrakt z Dortmundem za 20 milionów euro rocznie. Albo jak zostawi go żona – teraz jest już co dzielić, życie.

Generalnie, stawiam jednak na Real. Bayern Muenchen? Nein, danke.

*

Zadzwonił z życzeniami Fryzjer, czyli Ryszard F. Fajnie, że od roku na wolności, dobrze się czuje, nawet ma kobietę (bo w więźniu nie było, to taki mój żart). I takie moje skojarzenie – tysiące ludzi ustawiało mecze i brało łapówki. Jak wy się czujecie, gdy do pierdla w zasadzie Fryzjer i Wdowiec poszli za was?

Aha, a Rysiowi powiedziałem (jego językiem), że należy się mu teraz kop w dupę. A co on to?

Pawełek, tak wysoko to chyba nogi nie podniesiesz.

Co racja, to racja.

*

Pisałem, że Roo, nawet pijany, walnie w Święta dwie. Rozczarował mnie, walnął tylko jedną. No, ale osiem w barze. Taki by się nam przydał, zamiast tych wszystkich abstynentów.

*

Co jakiś czas czytam, jacy to kibice są przebrzydli i chamscy (Legia, Zawisza). Otóż zwracam uwagę., iż kibice wybierają prezesów w Realu i Barcelonie, a nie te świetne kluby wybierają kibiców. To raz. Po drugie – że kibice handlują kiełbaskami i szalikami. Hm, fakt, iż Polak polską kiełbaską handluje na polskim stadionie wśród Polaków i na tym zarabia, wydaje mi się – w przeciwieństwie do debili – najzupełniej logiczny. Nawet jak za droga jest musztarda.

Walka z tak zwanymi ” ważnymi kibicami”, to walka z polską przedsiębiorczością.

Wolę polską kiełbaskę na Gieksie ( u mnie nr 1), niż amerykański catering na Legii.

*

Dobry dowcip powiedział mi Grajek. O pechu. Ł»e pecha ma facet, któremu przystawiają brzytwę do gardła. A on akurat ma czkawkę…

No więc paru gościom zaczyna się akurat czkać. Ale o tem – potem.