Skłamałbym, gdybym powiedział, że Święta Bożego Narodzenia w Hiszpanii są wyjątkowe. Są szare, jakieś takie sztuczne, nie mają w sobie nic, co przeżywacie w tej chwili w Waszych polskich domach. W Wigilię zamiast dwunastu dań, na stole z talerzy wysypują się krewetki, małże, ludziom ślinka cieknie na widok ciasta z… przepięknej skorpeny (pastel de cabracho). Tu nikt nie czeka na pierwszą gwiazdkę, Świętego Mikołaja w saniach, Kevina w Polsacie, tu choinka przy 10°C wygląda komicznie. Nawet drugiego dnia Świąt nie ma, a prezenty wręcza się na Trzech Króli…
Zazdroszczę Wam tych kilku dniu, ale Wy możecie zazdrościć mi całego 2013, a mam nadzieję, że i 2014. W Hiszpanii wciąż grają dwaj najpopularniejsze kluby świata i dwaj najlepsi piłkarze globu. Możemy pochwalić się dwoma najdroższymi transferami w historii tego sportu. Do tego trzeba dorzucić niewytłumaczalny, paranormalny fenomen Atletico Madryt, dzięki któremu w tym sezonie zamiast dwóch, będziemy oglądać aż sześć El Clasico. To futbol, a nie święta, są w Hiszpanii wyjątkowe.

Życie jak w Madrycie. ¡Feliz Navidad y Prospero Año 2014!

Dobiegający końca rok 2013, był rokiem zmian, albo jak to się w Hiszpanii przyjęło mówić „periodo de transicion” – okresem przejściowym. Ale o ile w Athletiku Bilbao, Realu Sociedad i Maladze zmiany przeprowadzono w sposób pokojowy, o tyle w Realu, Barcy, Valencii, a ostatnio także Sevilli i Betisie doszło do dwóch rewolucji – lutowej i październikowej – za jednym zamachem. Jedynie Atletico zachowało swój model, ślepo ufając Diego Pablo Simeone i jego żołnierzom. A skoro już jesteśmy w militarnym klimacie, to nie wolno zapomnieć, że w Realu dobiegła końca 3-letnia dyktatura Mourinho. Represji Portugalczyka nie wytrzymała większość piłkarzy Los Blancos, ale kara spotkała tylko Casillasa – dziś najlepszego i najdroższego rezerwowego świata. Po „Generale” Mou w Madrycie przyszedł czas na „Pacyfikatora” Ancelottiego i na taktyczne manewry z letnim zaciągiem transferowym: Isco, Illarramendim, Carvajalem oraz 100-milionową bombą – Bale’em. W Katalonii, choroba zmusiła piekielnie walecznego Tito Vilanovę do rozbratu z Barcą i w ogóle futbolem. W jego miejsce Rosell sprowadził Nie-Katalończyka, nikomu nieznanego w Europie Argentyńczyka. „Tata” Martino dostał do wykonania zadanie z kategorii tych „niewykonalnych” – ulepszyć grę Barcy po monachijskim walcu, ale przy okazji nie naruszyć ósmego cudu świata Guardioli. Do pomocy Martino dostał Neymara, który wobec żałoby nad Messim, postarał się, żeby w te Święta na Camp Nou zapanowały: pokój, radość i nadzieja.

W ostatnich dwunastu miesiącach działo się naprawdę wiele. I ciekawie. Nie tylko na boiskach. Aż w 14 z 20 obecnych zespołów Primera Division zatrudniono nowych trenerów. Tłok większy niż w kolejce do Prado. Z klubami – na wyciskających łzy z oczu konferencjach prasowych – żegnali się prezydenci (Del Nido, Llorente), dyrektorzy sportowi (Stosić z Betisu), a nawet piłkarze (Jesus Navas). Ci ostatni, „adios” wypowiadali nie zawsze w miłej atmosferze i sprzyjających okolicznościach (Soldado na lotnisku, Higuain w mix-zonie na Bernabeu, Oezil w telewizji klubowej Arsenalu). Nie będę jednak przedłużał. Oto moje subiektywne Oskary La Liga za rok 2013. Przyznane w 11 autorskich kategoriach:

MVP 2013:

1. Cristiano Ronaldo
2. Diego Costa
3. Victor Valdes

ZASKAKUJÄ„CY SPADEK FORMY:

1. Gerard Pique
2. Karim Benzema
3. Dani Alves/Sergio Ramos

DZIŚ TALENT, JUTRO PRZYSZŁOŚÄ† „LA ROJA”:

1. Alberto Moreno
2. Marc Bartra
3. Ruben Pardo

NAJWIĘKSZY POSTĘP:

1. Diego Costa
2. Koke
3. Varane/Griezmann

TRENER Z KWADRATOWYMI „COJONES”:

1. „Cholo” Simeone
2. Paco Jemez
3. Javier Aguirre

NAJOBIEKTYWNIEJSZY SĘDZIA:

…

NAJWIĘKSZY PECHOWIEC

Leo Messi

NAJWIĘKSZY SZCZĘŚCIARZ

Diego Lopez

„OSOBISTOŚÄ†” ROKU:

Cesar Muñiz Fernandez

CYTAT ROKU:

„Przychodzi taki moment, w którym piłkarz sadzi się tylko po to, żeby pokazać kto z nas dwóch ma większą pałę. Tym kimś jestem oczywiście ja” (Paco Jemez, trener Rayo Vallecano, 04.10.2013)

„JEDENASTKA” 2013:

Valdes – Juanfran, Miranda, Varane, Alba – Busquets, Fabregas, Koke – Messi, Diego Costa, Cristiano (Rezerwowi: Courtois, Filipe Luis, Godin, Isco, Iniesta, Rakitić, Griezmann)

Od nowego, 2014 roku oczekuję – podobnie jak Cristiano – jeszcze więcej niż od tego mijającego. Z drugiej jednak strony, nie popadam w skrajny optymizm, tak zawsze obecny w noworocznych życzeniach. Realnie patrząc, w nadchodzących miesiącach hiszpańska piłka nie zmyje z siebie plam oskarżeń o oszustwa podatkowo-finansowe, ni stąd, ni zowąd nie wyparuje te 3,6 miliarda euro długu. 20 klubów La Liga nagle, w styczniu nie zapuka do drzwi fiskusa i nie odda zaległych 900 milionów. Rozgrywki nie przestaną działać na usługach prime time’u chińskich telewizji, a mecze z końcówki sezonu okażą się czyste jak łza. Nikt za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nie wprowadzi skutecznego systemu antydopingowego w hiszpańskim sporcie (piłce nożnej również), ani nie podzieli „po salomonowemu” pieniędzy z praw telewizyjnych. Nikt też nie zmusi Realu, Barcelony, Athletiku i Osasuny, żeby stały się Sportowymi Spółkami Akcyjnymi, bo tak akurat każe im Bruksela. Prosić o tak wiele, w tak krótkim czasie i w takim kraju jak Hiszpanii, to byłoby szaleństwo. Ja, w Nowym Roku, życzę sobie, Wam i drużynom, które co weekend wytrwale oglądamy, tylko kilku/kilkunastu „drobiazgów”:

Wierzysz, że tuż po Nowym Roku ekipy z Madrytu i Barcelony sprawią swoim kibicom prezent? Postaw już teraz bezpieczny kupon kombinacyjny (Real – Celta 1 – 1.07; Barcelona – Elche 1 – 1.07, Malaga – Atletico 2 – 1.54). Kliknij aby się zarejestrować i obstawić zakład w BET-AT-HOME >>


Atletico życzę:

Mistrzostwa. Serio. Drużyna Simeone pokazuje całej Hiszpanii i Europie, że z duopolem Real-Barca można śmiało rywalizować a nawet wygrywać, mając do dyspozycji garść średniaków (na papierze). Niby bajkę o Kopciuszku opowiedziano nam tysiąc razy, ale patrząc na to, jak piłkarze z nad rzeki Manzanares zapieprzają na boisku, bardziej niż dziecięcą fikcję, przypomina to opowiadanie o radzieckich stachanowcach. Przyznam się szczerze, że od czasów Interu Mourinho, nie widziałem tak zdyscyplinowanej taktycznie i regularnej drużyny, jak ta „Cholo” Simeone. Te ich przesuwanie się po sznurku, dwoma 4-osobowymi blokami w obronie, ociera się o dzieło sztuki. Jeżeli Los Colchoneros w tym sezonie – najlepszym w historii klubu (biorąc pod uwagę nie tylko suche statystyki) – nie wygrają ligi, to pewnie długo już jej nie powąchają. Niby od ostatniego triumfu Atleti w Primera Division minęło aż 18 lat, ale w obecnych rozgrywkach piłkarze „Cholo” są niesamowicie zabójczy. Z 14 meczów na Vicente Calderon wygrali 13, remisując raz z Barceloną w Superpucharze Hiszpanii. W ogóle od sierpnia przegrali tylko raz – z Espanyolem w lidze, a po drodze ścierali się między innymi z Barcą, Realem czy FC Porto. Jeżeli wiosną kontuzji nie dozna nikt z kręgosłupa zespołu: Courtois-Miranda-Gabi-Koke-Costa, Atletico może nawet porwać się z motyką na słońce – „triplete” – La Liga, Liga Mistrzów i obrona Pucharu Króla. W Madrycie z dnia na dzień przybywa biało-czerwonych koszulek. Oni wszyscy uwierzyli, że „niemożliwe jest możliwe”. Nie przestają śnić.

Barcelonie życzę:

Zdrowia, szczęścia i pomyślności. Bez zdrowego Messiego dwa pozostałe życzenia nie mają jakiegokolwiek sensu. Neymar, ciężaru nowego projektu Martino, sam nie udźwignie. Szczęścia – w losowaniu kolejnych rund Ligi Mistrzów, naturalnie, po ewentualnym wyeliminowaniu Man City w 1/8 finału. Pomyślności – w letnim okienku transferowym przy zakupie zastępcy Valdesa (jeżeli ostatecznie nie będzie nim Pepe Reina), środkowego obrońcy i napastnika. Wtedy dopiero pomyślimy o trwałych zmianach w stylu gry. Przede wszystkim Barcy życzę jednak rozsądnego prezydenta i „kumatego” dyrektora sportowego, ale skoro aż do 2016 roku, nie mam co na to liczyć, więc pozostaje prosić w Nowym Roku o spokój. Spokój w prokuraturze prześwietlającej kontrakt Neymara i sądach deliberujących nad wysokością grzywny dla Messiego za niezapłacone podatki. Bez afer i skandalików. Mam jednak wrażenie, że jeżeli Leo wróci do swojej normalnej formy, to wszystkie inne bóle rozejdą się po kościach. No chyba, że w czerwcu zapadnie decyzja o sprzedaży Argentyńczyka…

Realowi życzę:

„La Decimy”. Niech ten cholerny, okrągły, dziesiąty Puchar Europy wreszcie trafi do gabloty w muzeum Realu. Ile razy można wałkować ten temat przed i w trakcie sezonu?! Czas skończyć z tą obsesją. Najlepiej w finale z Bayernem… Poza tym Ancelottiemu życzę, żeby rzucił palenie, przestał mówić włoskie „ma” (ale) i zaczął używać włosko-hiszpańskiego „pero” (ale), no i sprzedał jak najwięcej egzemplarzy bestsellera „Moja Choinka”. Na to, że Carletto odda kiedyś głos Zizou, nie liczę. Real Włocha potrzebuje ostatecznej definicji – 4-2-1-3 z Isco – TAK, drzewko bożonarodzeniowe 4-3-2-1 z trzema defensywnymi pomocnikami – NIE. Los Blancos mają w tym sezonie piłkarzy z jakością, pozwalającą dyktować warunki w każdym meczu, z każdym przeciwnikiem. Realowi życzę, żeby jej kapitan – Iker Casillas został w czerwcu w klubie (nawet kosztem kampanii medialnej, której celem jest powrót Ikera do bramki na stałe już w styczniu), a latem na Bernabeu pojawił się środkowy napastnik pokroju Luisa Suareza oraz dyrektor sportowy z prawdziwego zdarzenia. Najbardziej ucieszyłbym się jednak, gdyby piłkarze Realu przestali chodzić do tego samego fryzjera.

Reszcie stawki życzę:

Athletikowi – awansu do Ligi Mistrzów, żeby twierdza nowego San Mames wciąż pozostała niezdobyta, no i żeby Iker Muniain ściągnął ze swojej szafki w szatni maskotkę Barta Simpsona. Czas dojrzeć, czas na skok do wielkiej piłki. Realowi Sociedad – transferu Grizemanna za nie mniejsze kasę niż w przypadku Illarramendiego – minimum 40 milionów euro. Nie obraziłbym się również, gdyby w tej baskijskiej kuźni pojawiły się talenty kalibru Iñigo Martineza i Rubena Pardo. Szalonej Sevilli z jeszcze bardziej szalonym trenerem – zwycięstwa w Lidze Europy. Czas nawiązać do złotych lat: 2006-2007. Valencii – singapurskich dolarów Petera Lima, a dokładnie 500 milionów euro (300 na spłacenie długu wobec Bankii, 150 na dokończenie budowy Nou Mestalla i jeszcze 50 na transfery). Villarrealowi – awansu do europejskich pucharów, bo tam jest jego miejsce. Pozostałej dwunastce życzę – patrząc na ich cieniutkie budżety (poza Granadą) – utrzymania się w lidze. A kiedy już osiągną ten cel, to żeby jak Espanyol co roku, nie doznawali anemii w ostatnich meczach.

Hiszpanii, bardziej niż mistrzostwa świata w Brazylii, w 2014 życzę, żeby w tym kraju coraz mniej rodzin stawało przed koszmarnym dylematem codzienności: „Zapłacę rachunki, zabraknie mi na jedzenie. Zapełnię lodówkę, wyłączą mi prąd”…

Wam i w ogóle wszystkim czytelnikom Weszlo.com, życzę Wesołych Świąt i Do Siego 2014 Roku. Kiedy Wy będziecie się bawić na balach i domówkach, ja – zgodnie z hiszpańską tradycją – w Sylwestra będę pożerał dwanaście winogron w rytm dwunastu uderzeń dzwonnic na Puerta del Sol. Później odbiję to sobie na sankach w Pirenejach. Do zobaczenie 15 stycznia, już po hicie Atleti-Barca.

RAFAŁ LEBIEDZIŁƒSKI
z Hiszpanii

Twitter: @rafa_lebiedz24