Jagiellonia – Widzew, czyli Visnakovs podtrzymuje „skuteczność”, a Gajos kradnie show

redakcja

Autor:redakcja

13 grudnia 2013, 20:33 • 2 min czytania

Reklama
Jagiellonia – Widzew, czyli Visnakovs podtrzymuje „skuteczność”, a Gajos kradnie show

W Białymstoku obejrzeliśmy przed chwilą dziwny mecz. Dziwny o tyle, że mimo niskiego wyniku i starcia dwóch ligowych przeciętniaków, oglądało się to całkiem znośnie. To znaczy jedna drużyna prowadziła skomplikowany atak pozycyjny wybijała głową dziurę w murze, ale przynajmniej potrafiła wymienić kilka podań z rzędu, natomiast druga czyhała na śmiercionośne kontry z dwa razy się urwała, ale bez efektu. Jagiellonia ograła Widzew – to zdanie w zasadzie wystarczyłoby za opis tego spotkania.
Wdzięczni jesteśmy Maciejowi Gajosowi za rozwiązanie jednego z naszych problemów, czyli wystawienia not i wybrania piłkarza meczu. Dopóki nie było go na boisku, z braku laku zastanawialiśmy się nad poprawnymi Pazdanem i Quintaną, ale to Gajos, który wszedł dopiero w 76. minucie, skradł show. Najpierw, 120 sekund po wejściu, urwał się w polu karnym otwierając wynik, by chwilę później posłać genialne prostopadłe podanie do Plizgi. Jemu jednak – podobnie jak Visnakovsowi – brakowało dziś skuteczności.

Reklama

Właśnie, Visnakovs… Namawialiśmy w naszej ligowej zapowiedzi, by wziąć dziś فotysza na radar, bo po doskonałym wprowadzeniu się do Ekstraklasy kompletnie spuścił z tonu i teraz jedynie nawiązuje do czasów z Szachtiora Karaganda, gdzie w ubiegłym roku trafił raz w ośmiu meczach. Ostatnia ligowa bramka „Wiśni” przypada na dzień po Wszystkich Świętych – od tamtej pory, w sześciu spotkaniach nie trafił do siatki ani razu. Półtora miesiąca bez gola. W tym czasie jego zespół zaliczył pięć wtop i jeden bezbramkowy remis. Nie ma skuteczności Visnakovsa, nie ma Widzewa.

Ekipa Pawlaka po dzisiejszej porażce na dłużej ugrzęźnie na dnie tabeli. Jutro przedostatnie Podbeskidzie – jeśli ogra Koronę – może odskoczyć łodzianom na aż pięć punktów i jedyna nadzieja tej przypadkowej zbieraniny finansowanej (?) przez Cacka to podział punktów. Ale i to może nie pomóc, gdy obronę skleja się naprędce z Augustyniaka, Mrozińskiego i Nowaka, na własne życzenie rezygnując z poważniejszych obrońców. A Jaga? Wciąż miota się między grupą mistrzowską a spadkową. Brak awansu do tej pierwszej – przy Pazdanie, Quintanie i Piątkowskim (!) – byłby wielką porażką trenera Stokowca.

Fot. FotoPyK

Reklama

Najnowsze

Reklama
Polecane

Maja Chwalińska doświadcza hejtu. „Jak można mieć taką nienawiść?”

Jakub Radomski
11
Maja Chwalińska doświadcza hejtu. „Jak można mieć taką nienawiść?”

Weszło

Reklama