„Kontratak” w Orange Sport z udziałem prezesa Legii, Bogusława Leśnodorskiego oraz wojewody mazowieckiego, Jacka Kozłowskiego od początku zapowiadał się na smakowity show, ale takiego stężenia rozrywki nie zdołaliśmy przewidzieć. Po jednej stronie – polityk, miły, stateczny pan w pozycji mentorsko-dobrotliwej, po drugiej – energiczny Leśnodorski, w pozycji otwartej do dyskusji, która z każdą minutą zmieniała się w kpiąco-pogardliwą. Zasadniczo – bez większej niespodzianki. To, co zwróciło naszą uwagę to jednak nie napięta atmosfera w studiu, nie dość ostre przepychanki między obiema stronami sporu, ale szereg reakcji w trakcie, jak i po programie. Postanowiliśmy wypunktować te – naszym zdaniem – najważniejsze, które mogą w pewien sposób zmienić odbiór całej dyskusji, a może również otworzyć kilku osobom oczy.
Mamy problem – od czego właściwie zacząć. Wojewoda w swoich wypowiedziach wprowadzał co i rusz nowe wątki, tu trochę o szalikach, potem o legalnej pirotechnice, parę słów o Polonii Warszawa, spotkaniach z policją i realizowaniu polityki rządu. Każda wypowiedź była wielką niespodzianką – w jednej chwili polityk upierał się, że trzeba karać, karać bezwzględnie, a następnie litościwie uspokajał – przecież to tylko zamknięcia prewencyjne, żadne wielkie sankcje. Nie chcemy się jednak skupiać na jakimś wielkim krytykowaniu polityka Platformy Obywatelskiej, na odsyłaniu go z powrotem na planetę Melmak, czy do opieki nad zagubionymi kosmitami.
Po prostu kilka faktów.
– „Są kluby, gdzie nie ma pirotechniki, nie widziałem nigdy rac na stadionie Barcelony czy Realu”.

– „Na Ł»ylecie (w meczu z Pogonią) było pięćdziesiąt-kilka rac, trzymajmy się więc faktów i raportów meczowych„.
Ekstraklasa SA: „W trakcie meczu Legia Warszawa – Pogoń Szczecin na trybunach stadionu przy ul. Łazienkowskiej 3 w ocenie delegata meczowego PZPN doszło do odpalenia 22-25 środków pirotechnicznych, w czym brało udział około 15-18 osób. Stanowiło to mniej niż jedną tysięczną ogólnej liczby widzów znajdujących się na meczu, W tej sytuacji ideę zamknięcia stadionu, w tym także miejsc na sektory rodzinne, trybunę VIP oraz loże biznesowe, należy uznać za nietrafną.”
– cała tyrada o sektórówkach i tym, że wojewoda ich „zakazuje”
„Przepisy ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych (u.b.i.m.) w żadnym fragmencie nie zabraniają wprost wnoszenia lub posiadania na stadionie czy w innym miejscu, gdzie odbywa się impreza masowa, tzw. sektorówek czy elementów oprawy, np. flag. […] Ostatnia nowelizacja również nie wymusza dokonania zmian w regulaminach w kierunku całkowitego zakazania wnoszenia elementów opraw, a także flag sektorowych” – zauważa prokurator Cezary Kąkol, autor komentarza do tej ustawy, cytowany przez portal stadiony.net.
– „policja wnioskowała o zakaz odbycia się meczu, takie uprawnienia też mam”.
Niestety, panie wojewodo, w ustawie nie ma o tym ani słowa. Może pan zakazać imprezy masowej, spotkania przyjaciół „na gałę” niestety nie, nawet jeśli ci przyjaciele spotykają się jako Ruch z Legią, na obiekcie przy Łazienkowskiej.
Chyba, że ma pan jakieś inne uprawnienia, wynikające z innych ustaw. Obserwując dotychczasowe działania wojewodów oraz nieco szerzej, działania całego rządu, można faktycznie odnieść wrażenie, że jedynym honorowanym przez was wszystkich prawem jest prawo dżungli.
– „polskie prawo nie jest bardziej restrykcyjne, niż w innych krajach”.
Jest. W wielu ligach użycie pirotechniki karane jest co najwyżej mandatem, traktowane jest również jako wykroczenie. Górne widełki kary za odpalenie racy w Polsce to europejski top – kara bezwzględnego pozbawienia wolności za pirotechnikę jest prawdziwym unikatem. Jeśli pan nie wierzy – odsyłamy do komentarza Cezarego Kąkola – „Problematyka tzw. pirotechniki stadionowej”, który można znaleźć dokładnie w tym samym miejscu, gdzie policja szuka informacji o nadchodzących zagrożeniach. „Na Internecie”.
Na przykład tutaj. A w temacie restrykcyjnego prawa, warto też jeszcze raz zapuścić się na stadiony.net.
– „przepisy o racach też są analogiczne, np. w Norwegii pozwala się na legalne odpalanie rac. U nas też (!) jest taka opcja, by to ludzie z odpowiednim pozwoleniem odpalali race, by organizator brał za to odpowiedzialność”. Potem podany przykład Polonii Warszawa, która zorganizowała w pełni zgodny z prawem pokaz pirotechniczny.
Tyle że Polonia odpalała pirotechnikę POZA stadionem i porównanie tej sytuacji z prawem w Norwegii to ignorancja w najczystszej postaci. Na temat możliwości legalnego odpalania rac w Polsce wypowiedział się zaś wojewoda z Pomorza, który dążył do osiągnięcia kompromisu z kibicami Lechii. W skrócie: burdel prawny jest tak trudny do ogarnięcia, że w tej chwili nie ma żadnego sposobu na legalne pokazy pirotechniczne. Oto opinie zebrane przez wojewodę pomorskiego, do których dotarła Gazeta Wyborcza.
I sam przedstawiciel wojewody, czyli rzecznik Roman Nowak: To byłoby możliwe, ale wyłącznie na środku boiska, ponieważ muszą być zachowane odpowiednie odległości pomiędzy publicznością a tymi racami.
Niezły plan.
– sektorówka z witrażem pokazała, że można inaczej!
Zdecydowanie, ale odpalono pod nią pirotechnikę.
– „Za bezpieczeństwo odpowiedzialny jest organizator!” versus „W Łomiankach (…) kibice Legii”.
Bez komentarza.
– „Tu nie ma odpowiedzialności zbiorowej”.
Wcale a wcale.
***
Właściwie moglibyśmy wymieniać dalej, ale czujemy się jakbyśmy strzelali z armaty do wróbla. A my – w przeciwieństwie do niektórych – nie lubimy tego uczucia. Jeśli wszyscy politycy PO mają takie kompetencje i taką wiedzę na temat spraw, które ich w bezpośredni sposób dotyczą oraz na które mają bezpośredni wpływ – zaczynamy rozumieć, czemu raczej nie doczekamy się emerytur…
*
JAKUB OLKIEWICZ
W punktowaniu pomogli: Mateusz Januszewski (@januszewski_m), stadiony.net
Fot. FotoPyK
