Pamiętacie słynną okładkę „Faktu” po porażce z Ekwadorem w mistrzostwach świata 2006? Pewnie, że pamiętacie. Gdyby okoliczności były troszeczkę inne, pewnie napisalibyśmy: jutro spodziewajcie się kolejnej. Ale jednak to „tylko” Legia, wokół której zainteresowanie jest nieporównywalnie mniejsze i to jednak Liga Europy. Dzisiejsza prasa pisze wprost o rekordzie wstydu, od którego o krok są – jak to ładnie ujęto – „orły Jana Urbana”. W „PS” i „Fakcie” pojawia się nawet niejaki Gary McCabe z Shamrock Rovers, które dotychczas jako jedyne nie ugrało w LE nawet punktu. Czy my naprawdę upadliśmy aż tak nisko?
FAKT
Sportowy temat numer 1 to niewątpliwie fotoreportaż z wizyty u Andrzeja Gołoty w Chicago – z dużą liczbą zdjęć, na dwie strony. A piłka? Jest kilka słów o możliwym „wyczynie” Legii – jeśli dziś przegra szósty mecz, zostanie obok Shamrock Rovers najgorszą drużyną w historii Ligi Europy. I z tej okazji gazeta skontaktowała się z jednym z piłkarzy tamtego zespołu, który Polakom źle nie życzy, chociaż przyznaje: – Ale my przynajmniej zdobyliśmy cztery bramki… Gary McCabe, Shamrock Rovers. Na takim poziomie jest mistrz Polski.
Warto zwrócić uwagę na tekst o problemach Dossy Juniora.
Dossa niechętnie wypowiada się o swoich kłopotach z kibicami Apollonu, ale nam zgodził się o tym opowiedzieć. – Nie chcę o tym mówić, by nie podgrzewać atmosfery. Ona i tak jest gorąca. Kibice Apollonu przez internet wysyłali mi różne wiadomości, w których mi grozili i mnie obrażali. Ja się jednak tym nie przejmuję. Oni tylko tak gadają. Nie wierzę, by zrealizowali swoje groźby – bagatelizuje problem. Może jednak wie, co mówi, bo już wcześniej spotykał się z podobnym zachowaniem. – Gdy grałem na Cyprze, też mi grozili i mnie obrażali. To samo dotykało moją rodzinę. Na szczęście nic nam się nie stało – wspomina.
Co poza tym? Jest kilka słów o geście Hamalainena, który – dzięki wsparciu kibiców Lecha – do poznańskiego schroniska przywiózł sto kilo karmy. Kolejorz stawia też na cudowne dziecko, czyli… poznajcie Dawida Kownackiego. Warto wiedzieć o nim coś więcej.
To wielki talent. Napastnik, który w juniorskich reprezentacjach Polski w dwumeczu wbił pięć goli Niemcom. Zapewne zagrałby w ekstraklasie jeszcze wcześniej, ale na przeszkodzie stanęła kontuzja. We wrześniu w ciągu tygodnia zagrał aż cztery mecze, trzy w kadrze do lat 17, kolejny w ekipie U-19. Tego młody organizm nie wytrzymał, przez uraz debiut został odłożony. W końcu jednak w meczu z Wisłą Kownacki pojawił się na murawie. – Każde wydarzenie, debiut w juniorskiej reprezentacji Polski, gole strzelane w niej miały dla mnie wielką wartość, ale ten debiut przebija wszystko – cieszył się nastolatek.
RZECZPOSPOLITA
Warto zwrócić uwagę na echa kilku aresztowań podejrzanych o ustawianie meczów w Anglii, o czym pisaliśmy na Weszło już we wtorek.
Nie bez wpływu na działania NCA było śledztwo „Daily Telegraph”. Dziennikarze gazety dotarli do pochodzącego z Azji „specjalisty”, który przyznał, że ustawienie meczu w niższej lidze kosztuje 50–70 tysięcy funtów. Wykorzystując posiadane przez niego informacje o przebiegu przyszłych spotkań zaufani klienci mogli zarobić wielokrotnie więcej. Obywatel Singapuru twierdził, że w przypadku wybranych drużyn może przewidzieć, ile goli padnie w meczu, a nawet kto dostanie żółtą kartkę. „To moja drużyna, wiem, co zrobią. Oni wszystko mi mówią, bo wiedzą, że czasem mam dla nich dodatkowe pieniądze. Czasem sami się do mnie zwracają i ja im pomagam” – powiedział udającym zainteresowanie ustawieniem meczu dziennikarzom. Podejrzenie nieczystej gry w niższych ligach poruszyło angielską opinię publiczną, ale nie tak, jak informacje z niedzielnego wydania „The Sun”. Dziennikarze brukowca spotkali się z byłym piłkarzem Portsmouth Samem Sodje, który obiecał im, że za kilkadziesiąt tysięcy funtów może załatwić otrzymanie przez konkretnych piłkarzy żółtych kartek w meczach Championship, drugiej klasie rozgrywkowej w Anglii. Chwalił się, że może wpłynąć na wyniki spotkań Premiership, a nawet przyszłorocznych mistrzostw świata w Brazylii.
GAZETA WYBORCZA
W „GW”, tak jak w każdej innej gazecie, mniejszy czy większy tekst po Lidze Mistrzów (tutaj akurat większy). Ale problem pirotechniki, tylko że ten w Anglii, opisuje też Przemysław Iwańczyk. Dla tych, którzy w tematach kibicowskich zbyt głęboko nie siedzą – lektura w sam raz.
Stawiany za wzór porządku na trybunach brytyjski futbol ma problem z pirotechniką. Przez trzy miesiące obecnego sezonu w tamtejszych ligach użyto jej 96 razy. Rząd uruchamia z tego powodu szeroką kampanię, a przedstawicielka kibiców apeluje do nich: – Uspokójcie się z racami, bo pójdziecie za kraty! Od poprzedniej ligowej kolejki w programach meczowych na stronach internetowych oraz na tablicach reklamowych zamieszczono plakaty z ostrzeżeniami, czym grozi użycie na stadionach zakazanej prawem pirotechniki. Akcja jest konsekwencją wyników najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród kibiców Premier League. Aż 87 proc. z nich uważa race i bomby dymne za niebezpieczne, a 86 proc. obawia się o własne bezpieczeństwo na imprezach piłkarskich.
SPORT
„Sport” wypada dziś naprawdę przyzwoicie – jest rozmowa z Bogusławem Leśnodorskim przed dzisiejszym meczem, rozliczenie Piasta Gliwice z hiszpańskiego eksperymentu czy kilka pytań do Marcina Animuckiego, wiceprezesa Zarządu Ekstraklasy SA. Krótki cytat:
Co zrobić, by organy administracyjne nie stosowały takich sankcji?
– Po pierwsze – należy stosować sankcje adekwatne do popełnionych czynów. Naszym zdaniem tak się nie dzieje. Po drugie natomiast należy zamykać poszczególnych sprawców wykroczeń, a nei stadiony. Czy wyobraża pan sobie, że po meczu Anglia – Polska, podczas którego odpalono dwadzieścia kilka rac, ktokolwiek w Londynie mógłby wpaść na pomysł zamknięta sektora na Wembley? Nie; tam po prostu wyłapano sprawców i skazano ich w ciągu parunastu godzin od dokonania tych zabronionych czynów. Jaki komunikat poszedł w świat? Ł»e tych kilka-kilkanaście osób już do końca życia nie wejdzie na Wembley, a nie – że polscy kibice już nie zostaną zaproszeni do sektora gości. I my jesteśmy za podobnym systemem współdziałania odpowiednich służb u nas. (…)
Objawia się też kolejny szalejący w pierwszej lidze prezes. Tym razem Grzegorz Janik z Energetyka ROW Rybnik zdecydowanie więcej ma do powiedzenia na temat sędziów, niż np. przedostatniego miejsca swojej drużyny.
Była mowa nawet o spółdzielni…
– Gdyby to były stare czasy, to myślę, że wszyscy ci sędziowie powinni wylądować we Wrocławiu. Chciałbym głęboko wierzyć, że to są błędy popełnione nieświadomie i niekonkretnie przeciwko nam. Padły mocne słowa, ale czuliśmy się oszukiwani. Nie może być tak, że sędzia zmienia decyzję po 40 sekundach, że korzysta z jednych przepisów mówiąc, że są nowe, a w naszym przypadku już obowiązują stare. Były też sytuacje, w których sędzia nie mógł widzieć czy była bramka, czy nie, a mimo to gola uznał. To tak, jakby myślał, że ktoś popełnił zbrodnię i karze na podstawie domysłów. Sędziowie bardzo surowo oceniali nasz zespół, zobaczymy jak ich praca zostanie zweryfikowana. Kluby I ligi zasugerowały, żeby zimą jeden sędzia zawodowy wytłumaczył wszystkie przepisy, i PZPN do tego pomysłu się przychylił. Słusznie, bo wiele jest interpretacji, które budzą wątpliwość.
SUPER EXPRESS
Sporo miejsca zajął typowo tabloidowy temat, z Tomaszem Kuszczakiem w roli głównej. Polski bramkarz, fan wyścigów samochodowych, będzie testował porsche na brytyjskim torze Formuły 1. Jeśli ktoś woli jednak coś poczytać, to polecamy historię innego bramkarza, Radosława Janukiewicza z Pogoni.
Radosław Janukiewicz (29 l.) ze szczecińskiej Pogoni to jeden z najlepszych bramkarzy Ekstraklasy. Wyróżnia go zdecydowanie i odwaga w grze. – To dzięki boksowi, który trenowałem przez 2 lata – mówi „Super Expressowi”. Przygodę ze sportem zaczął od piłki, ale jako 13-latek trafił na salę bokserską w rodzinnym Wrocławiu. – Namówił mnie do tego mój tata i trener Leopold Faska, który był życiowym partnerem mojej babci – opowiada. – Nie chcieli, żebym był popychany przez rówieśników, a dzielnica Fabryczna, w której się wychowywałem, nie była, delikatnie mówiąc, oazą spokoju. Poza walkami sparingowymi żadnych oficjalnych pojedynków nie stoczył. – A te nieoficjalne, poza ringiem? No, czasami trzeba było stanąć w obronie któregoś z kolegów. Stare czasy, nie ma co do nich wracać – twierdzi. Leopold Faska to wychowawca ostatniego polskiego medalisty olimpijskiego w boksie Wojciecha Bartnika. – Bardzo lubiłem treningi u niego. Boks dał mi odwagę i siłę, nauczył koordynacji ruchowej i gibkości, a także umiejętności przepychania się, co jest potrzebne bramkarzowi – opowiada Janukiewicz.
„SE” pisze też o „Orłach” Jana Urbana, bliskim rekordzie wstydu i szansie na stanie się pośmiewiskiem Europy. Jeszcze nikt nie zakończył fazy grupowej bez punktu i gola na koncie.
Generalnie, o samej piłce mamy dziś bardzo niewiele. Na kolejnej stronie pojawia się też nazwisko Lewandowski, ale w nieco innym kontekście. Włodzimierz Kwieciński, trener żony piłkarza Anny, przekonuje, że… dziecko Lewandowskich będzie mistrzem świata. Może kogoś zainteresuje:
Ostatnio Lewandowska coraz częściej pojawia się na okładkach kolorowych magazynów, promuje także swój blog, w którym zachęca do ćwiczeń i zdrowego odżywiania. – Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem tego, jak Ania radzi sobie z byciem znanym człowiekiem. Oglądałem jej występ u Wojewódzkiego. Niektórym u niego trzęsą się nogi, a ona zachowała powagę, była znakomita. Jest taka spokojna i opanowana dzięki treningom karate. Ona i Robert to wielcy sportowcy. Jeśli kiedyś będą mieli dziecko, to przy takich genach rodziców na pewno zostanie ono mistrzem świata w jakiejś dyscyplinie – uśmiecha się Kwieciński.
PRZEGLĄD SPORTOWY
„PS” niespecjalnie zawraca sobie głowę meczem Legii – materiały oczywiście są, ale na okładce, poza reklamą dzisiejszej transmisji w TVN Turbo, jedynie kłopoty z kibicami Dossy Juniora. Wszystko to w cieniu materiału o Andrzeju Gołocie. Fragment zapowiedzi starcia z Apollonem:
Jeszcze niedawno piłkarze Legii obruszali się na krytykę ich występów w Lidze Europy. Dziś sami przyznają, że to, co pokazali w europejskich pucharach, to wstyd. Do Nikozji pojechali bronić resztek honoru. Zrobić wszystko, by nie zostać najgorszą drużyną w historii rozgrywek. Co więcej, jeśli znowu nie strzelą gola i nie zdobędą punktu, wyśrubują taki rekord, którego – jak zauważył Zbigniew Boniek – nie da się pobić. Można jedynie wyrównać. Janowi Urbanowi nie spodobała się kąśliwa uwaga prezesa PZPN zamieszczona na Twitterze. – Nie powinien wypowiadać się na taki temat. Stoi na czele federacji, ma swoje problemy, poza tym, jest to nie na miejscu – stwierdził trener mistrzów Polski.
Spodobała nam się ciekawostka liczbowa. 63 strzały, z czego 24 celne, oddali w pięciu spotkaniach piłkarze Legii i nie zdobyli gola. 34 razy, z czego 16 celnie, uderzali zawodnicy Apollonu i zdobyli goli pięć.
„PS” przy kilku nazwiskach stawia dziś zapytania. Po pierwsze, nie wiadomo gdzie będzie grał Deniss Rakels. Po drugie, pracę może stracić Krzysztof Paluszek, dyrektor sportowy Śląska. I po trzecie, nie wiadomo czy to nie jest ostatni występ Eduardsa Visnakovsa w Widzewie. Jeśli zakaz dokonywania transferów zostanie cofnięty, łodzianie mają sprzedać Łotysza i sprowadzić w jego miejsce pięciu piłkarzy.
Poruszony, co bardzo nam się podoba, został też problem frekwencji na stadionach.
Mecze ekstraklasy ogląda coraz mniej widzów. W ostatniej kolejce ponad 10 tysięcy kibiców zasiadło jedynie na trybunach przy Bułgarskiej. – Najgorzej jest zimą, kiedy do oglądania meczów są fatalne. Muszę się przyznać, że byłem na trybunach na spotkaniu Cracovii z Lechią i wytrzymałem tylko 45 min. Po prostu zmarzłem – powiedział w rozmowie z Przeglądem Sportowym Kazimierz Węgrzyn, komentator Canal +. (…) Średnio najwięcej kibiców ogląda spotkania w Poznaniu (19 576). W poprzednim sezonie fani Kolejorza również byli w tej klasyfikacji najlepsi, ale średnia widzów przy Bułgarskiej była wyższa i wynosiła 22 460. Rekord frekwencji w tym sezonie również należy do Lecha. Mecz z Legią (27.10) oglądało 38 458 osób. Blisko 20 tys. osób na stadionie w Poznaniu powinno robić wrażenie, ale to tylko 45 procent pojemności.
W swoim cotygodniowym tekście Grzegorz Mielcarski wspomina dawne czasy. Dziś tekst o Lidze Mistrzów. Ciekawy fragment:
Ciekawe, że same mecze, choć nie było ich wiele, pamiętam jak przez mgłę, natomiast z łatwością przypominam sobie konkretne boiskowe sytuacje. Piłkarz, nawet po zakończeniu kariery, czasem tak ma, że zastanawia się, czy podjął dobre wybory. W kwestiach transferów, ale także na murawie. Często tak miałem i niekiedy tamte sytuacje sprzed lat wracają do mnie. Kiedyś, na przykład, wymyśliłem sobie, że Roberto Carlos popełni błąd i chciałem ustawić się tak, żeby w przypadku piłki zagrywanej do bramkarza, przechwycić ją i wyskoczyć sam na sam. Po chwili jednak uznałem, że ktoś taki jak Brazylijczyk nie może się pomylić i odpuściłem, przemieszczając się w inny sektor. Carlos się pomylił. Mogłem tam być. Człowiek pamięta takie małe, z pozoru błahe rzeczy…
Jeśli chodzi o Anglię, nie będziemy się dziś specjalnie rozwodzić. Prasa mogła się zająć wyłącznie wtopą Arsenalu. „Kanonierzy“ zaliczyli – zdaniem Anglików – przerażającą noc, drzemkę, a na koniec – jak to ujął The Sun – zobaczyli Neapol i umarli. Jedynie Mirror wysuwa na czołówkę temat niezwiązany z ekipą Wengera. Chodzi o kolejną gigantyczną ofertę, jaką Chelsea planuje złożyć za Rooneya po tym, jak władzom United nie udało się dogadać w sprawie kontraktu z Anglikiem.
Mniej więcej od 22.30 było wiadomo, jakie zdjęcie, ozdobi dziś okładki dzienników katalońskich. „Genial“, „Neymar Show“ – barcelońska prasa jest oszczędna w słowach, ale przekazuje wszystko, co Brazylijczyk wyczyniał wczorajszej nocy. Co w Madrycie? Marca skupia się na kontrakcie Xabiego Alonso, który już jest prawie dogadany, ale – stąd lekki pesymizm – wciąż brakuje pełnej zgody ze strony zawodnika, natomiast AS chwali Atletico za zwycięstwo nad Porto.
We Włoszech też króluje Liga Mistrzów, ale największą kreatywnością wykazało się Tuttosport, które przesyła specjalne podziękowanie Michelowi Platiniemu za zgodę na rozegranie meczu Galatasaray z Juventusem w błocie. Ponadto łzy Napoli po wygranej z Arsenalem i komplementy pod adresem Milanu, który awansował z fazy grupowej.
Jako że Portugalia w fazie pucharowej Champions League ma tylu kandydatów co Polska, wracamy na krajowe podwórka. Nie kończą się komplementy pod adresem świetnego Sportingu, który zdominował dziś okładki Recordu i A Boli. W tym pierwszym piszą o „tygodniu Lwa“ – po raz pierwszy akcje Sportingu wyprzedziły akcje Benfiki od 2007 roku, natomiast A Bola pisze, iż do Lizbony niedługo może trafić Evandro, pomocnik Estoril. O Jogo natomiast po porażce Porto z Atletico pisze: „Ł»elazna kurtyna“.
We Francji na okładkę L’Equipe w końcu nie trafiła Liga Mistrzów, ale… tajemnica Falcao, który nie zagrał w trzech ostatnich meczach Ligue 1.
W dzisiejszym Bildzie poza informacjami z Champions League mamy newsa, że Leverkusen, Wolfsburg i Schalke są zainteresowane Kevinem de Bruyne.
Fot. główne:FotoPyk

























