Maroko. Kojarzy nam się z „Casablancą”, letnimi kurortami pełnymi Rosjan i Polaków, a także z Mustaphą Hadjim na Coupe de Monde 98 we Francji. W tym roku jednak ma szansę zaistnieć w nowy sposób, jako gospodarz piłkarskiego mundialu. A że zaledwie klubowego? Gwiazd i wysokiej stawki przecież i tak nie braknie.
Turniej ten na wszystkich kontynentach poza Europą cieszy się ogromnym wręcz prestiżem. Jedynie u nas wciąż mimo wszystko traktuje się go z lekkim przymrużeniem oka, a to dlatego, że według kibiców zdobywca Champions League powinien przywozić puchar z tej imprezy w zębach. Wygranie go, to w gruncie rzeczy skala trudności porównywalna z wygraniem średnio trudnej grupy w LM. Teraz również każdy inny wynik niż triumf Bayernu byłby sensacją. – Chcemy ukoronować nasz wspaniały poprzedni sezon – przekonuje Thomas Muller na łamach FIFA.com – Jeśli wygramy, to w dużej mierze dzięki naszemu poprzedniemu trenerowi. To dzięki niemu przecież zakwalifikowaliśmy się do Maroko, jemu chcielibyśmy też zadedykować wygraną – zdradza pomocnik bawarskiego zespołu. W pewnym sensie więc, choć Guardiola znajdzie się za sterami, to i duch Heynckesa będzie wyczuwalny w szatni monachijskiej jedenastki. A także, jak mają nadzieję w Bawarii, przy odbieraniu trofeum.
Największą atrakcją będzie jednak powrót Ronaldinho na wielką scenę. Ile zostało w nim jeszcze magii? Czy stary wyga utrze nosa Bayernowi i Guardioli? Zniknął nam z radarów w ostatnim czasie, a chętnie przekonamy się czy to wciąż kandydat do wielkiego grania, czy już bardziej do odcinania kuponów. – Wiele rozmawiamy w szatni o różnicach, jakie dzielą pod względem stylu kluby z Ameryki Południowej i Europy – opowiadał Brazylijczyk FIFA.com – My, doświadczeni gracze, którzy zasmakowali gry w Europie, musimy przekazać naszą wiedzę kolegom, jeśli mamy mierzyć w końcowy sukces. Bayern i Guardiola? Jest w klubie dość krótko, ale już widać jego rękę. Drużyna podporządkowała się jego pomysłom i są tego efekty. Sukcesy Pepa zresztą wcale mnie nie dziwią, pierwszy raz spotkałem go gdy pracował z Barceloną B. Już wtedy potrafił stworzyć znakomicie funkcjonujący zespół z juniorów oraz graczy rezerw. Jego pomysły były fantastyczne – wspomina Ronaldinho, dla którego stawka turnieju okazuje się zresztą znacznie większa, bo wiadomo, że mundial w 2014 roku to marzenie każdego brazylijskiego piłkarza. – Cały czas ciężko pracuję, by być w jak najlepszej formie. Myślę, że trener Scolari ma już trzon swojej kadry, ale jeśli ktoś będzie prezentował się bardzo dobrze, to zostanie do niego dołączony. Ja mogę zapewnić: będę gotowy na mistrzostwa. Będę w najlepszej formie – przekonuje lider Atletico Mineiro. Bynajmniej jednak nie będzie musiał wygrywać meczów sam, bo może liczyć solidne wsparcie w postaci Jo, Diego Tardelliego, Gilberto Silvy czy też Josue.
Ale na ich drodze już w półfinale może pojawić się bardzo silny rywal. Monterrey to weterani imprezy, grają w Klubowych Śistrzostwach świata już trzeci raz z rzędu. Co ważne, utrzymali przez ten czas większość najważniejszych zawodników, są więc zgrani, doświadczeni, zmotywowani. W przypadku zderzenia z Mineiro nie będą kopciuszkami czekającymi grzecznie na jak najmniejszy wymiar kary. Wystarczy spojrzeć na ich skład: w ataku klubowa legenda – Humberto Suazo, obok Delgado pamiętający złote czasy Lyonu, a także reprezentant Meksyku Arellano. Pomoc spod znaku ligowych gwiazd, Lucasa Silvy, Jesusa Zavali, Neriego Cardozo. Na bramce Orozco, a na stoperze kapitan i były reprezentant Argentyny Jose Maria Basanta. Ten ostatni potwierdza zresztą, że Monterrey nie przyjechało do Maroko na plażowanie: – Zdajemy sobie sprawę, że to wymagający turniej i nie ma w nim słabych drużyn. Ale naszym celem jest dojście do finału. To realne. Mamy mocny zespół i przewagę doświadczenia nad każdym, kto wybiegnie w Maroko na murawę – przekonuje Argentyńczyk. I ma rację, zwycięstwo Monterrey nad Mineiro byłoby co najwyżej niespodzianką, na pewno nie sensacją.
Finałowe ambicje zdradza też azjatycki czarny koń, Guangzhou Evergrande. Posiadające w składzie fantastycznego Dario Concę, a z przodu zabójczo skutecznych Elkesona i Muruqiego. Oczywiście, resztę jedenastki uzupełniają gracze z Chin, którzy nie prezentują wielkich umiejętności, ale pamiętajmy, że największą gwiazdą Guangzhou nie jest Conca, a Lippi. Dzięki niemu Evergrande znacząco poprawiło organizację gry, szczególnie w defensywie. Włoch narzucił Chińczykom dyscyplinę, a oni nauczyli się realizować jego plany. W tym momencie jest to bardzo dobrze zbudowany zespół: ośmiu do noszenia pianina, trzech do grania na nim, a nad całością czuwa dyrygent światowej klasy. Dla Conki dodatkową motywacją będzie natomiast fakt, iż tym turniejem kończy swoją przygodę z chińskim klubem. W 93 spotkaniach strzelił dla Guangzhou 50 goli i zaliczył 34 asysty, do tego triumfy pucharowe, z najważniejszym skalpem włącznie, a więc wygraniem Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Kibice potrafili docenić wysiłki swojego ulubieńca, na ostatnim meczu 40 tysięcy fanów oklaskiwało go przez kilka minut. – Po przyjeździe do Chin powiedziałem szefom klubu, że mam nadzieję pomóc w zdobyciu Azjatyckiej Ligi Mistrzów w przeciągu pięciu lat. Cieszę się, ze udało się ten cel zrealizować w mniej niż trzy lata. Teraz czekają nas Klubowe Mistrzostwa Świata, gdzie przyjeżdżamy grać o pełną pulę. Chcemy zostać mistrzami i jesteśmy w stanie osiągnąć ten sukces – opowiadał w wywiadach Argentyńczyk.
Mistrzowie Azji będą faworytami ćwierćfinału z Al-Ahly, mistrzami Afryki. Występ Egipcjan również stoi pod znakiem pożegnania, bo karierę ma zakończyć po turnieju legenda egipskiej piłki, Mohamed Aboutrika. 157 goli w barwach Al-Ahly, 100 meczów dla reprezentacji „Faraonów”, fantastyczna technika, kreatywność, strzał. Legenda na boisku, ale także poza nim. Aboutrika to bowiem działacz fundacji na cele dobroczynne, aktywnie walczący z głodem i biedą w Afryce. Wielu wierzy, że pójdzie drogą Witalija Kliczki, a więc wejdzie w Egipcie na ścieżkę polityczną. Póki co jednak, dla egipskich fanów ostatnie chwile Mohameda na murawie będą świętem samym w sobie. O jego klasie niech świadczy natomiast fakt, że dopiero co poprowadził Al-Ahly do triumfu w Afrykańskiej Lidze Mistrzów, choć liga egipska w tym czasie była zawieszona.
Warto też wspomnieć, że na mistrzostwach zaobserwujemy małe nowinki techniczne. Sędziowie będą mogli korzystać ze spreju wyznaczającego mur przy rzutach wolnych, co jest popularną praktyką w Ameryce Południowej, ale praktycznie nigdzie poza nią. To także kolejny turniej, w którym FIFA przetestuje „Goal Line Tecnology”. Klubowy mundial rozpoczął się wczoraj rundą wstępną, w której zmierzyli się ze sobą gospodarz, Raja Casablanca, z reprezentantem Oceanii, Auckland. Zgodnie z przewidywaniami wygrali ci pierwsi, acz nie bez problemów, bo decydującą bramkę strzelili w doliczonym czasie gry. Ćwierćfinały odbędą się w sobotę, Raja Casablanca zmierzy się z Monterrey, a Guangzhou z Al-Ahly. Bayern wybiegnie po raz pierwszy na murawę we wtorek, Ronaldinho i jego Mineiro dzień później. Wielki finał, i miejmy nadzieję wielki spektakl, odbędzie się 21 grudnia.

